Witam. Postanowiłam napisać gdyż od pewnego dłuższego czasu mam problem ze znajomymi. Otóż zaczęło się od tego że przez całe studia mieszkałam poza swoim rodzinnym miastem, świetnie się bawiłam, poznałam mnóstwo ludzi, ale po studiach wszyscy się rozjechali w cztery strony świata. Niektórych odwiedzam, jestem z nimi w kontakcie, widujemy się. Ale gdy teraz mieszkam znowu w swoim rodzinnym mieście mam wrażenie że starzy koledzy ze szkoły zaczęli mnie unikać, wiecznie muszę się prosić o jakieś spotkanie, jakby mi wielką łaskę robili, nie wiem czemu bo przez całą szkołę i studia zawsze o nich pamiętałam, zawsze z nimi się spotykałam, a oni zdarzało się że mnie okłamywali, albo nie zapraszali, mam wrażenie że celowo. Zajęłam się swoim życiem, pracą, hobby, sportem i całą resztę, bo stwierdziłam że nie siłę nie zmuszę nikogo do spotkań ze mną. Owszem moi znajomi to małżeństwa, sami nie mają przyjaciół, od wielkiego święta się gdzieś wybierzemy...oprócz tego mam jedną bliższą tu koleżankę, która mieszka po sąsiedzku a widuję ją tylko gdy przypadkiem czasem ją mijam na osiedlu:/z nią tez ciężko się gdziekolwiek umówić, natomiast gdy ona wychodzi gdzieś na miasto to najczęściej mnie nie zabierze, a już nie chcę się tak perfidnie narzucać:/Ja rozumiem że ludzie w moim mieście robią kariery, mają swoje zajęcia, pracę, jestem w stanie wszystko zrozumieć, ale podejmowałam z nimi rozmowy, sama zawsze odkąd pamiętam wyciągałam ich wszędzie, rzadko kiedy sami wychodzą z inicjatywą, ale jak już się spotkamy to świetnie się bawimy. Nie wiem z czego to wynika, z ich braku czasu, lenistwa czy czegoś innego?raz usłyszałam od koleżanki że mnie nie zapraszali gdzieś tam bo nie wiedzieli czy jestem w mieście...cóż wystarczyło zapytać...proste. Ograniczyłam z tymi osobami kontakt do minimum, bo nigdy mi nie pomogli, nie wsparli, czuję się tutaj samotna trochę, mimo że szukam sobie codziennie zajęć, ale wiadomo jak to większość ludzi ze szkoły ma swoje rodziny i życie. Dodam, że wcale stara nie jestem, mam 27 lat, nie mam faceta, jakoś nie ubolewam z tego powodu bo potrafię się zająć sobą i na razie spełniam się w innych rzeczach. Ale zaczęło mnie ostatnimi czasy zastanawiać skąd u ludzi, których znam kilkanaście lat taka obojętność, niechęć a wręcz lenistwo żeby gdzieś wyjść, spotkać sie czy pogadać. Dlaczego zamknęli się w 4 ścianach i jak to zmienić?jest mi tym bardziej przykro, gdy rodzina zarzuca mi samotność a ja nie wiem jak się wytłumaczyć i co mówić, że ludzie mnie olewają?w ogóle czy jest sens z takimi ludźmi utrzymywać kontakt? Dodam że ich lubię aczkolwiek mają na swoim koncie trochę grzeszków:/
Podobne tematy
Dodam jeszcze tylko, że nie narzucam się znajomym, rozumiem że mogą być zajęci ale jak na nich wpłynąć?wspólne hobby odpada, bo ich nic nie interesuje, sportu nie uprawiają, w przeciwieństwie do mnie. Zaczęłam sama ich olewać i szukać znajomych tam gdzie bywam,z różnym skutkiem ale mimo wszystko zależy mi właśnie na tych starych znajomych ze szkoły.
Bo ja wiem? Ja bym na to lała, szczerze mówiąc (tak jak Ty zaczęłaś robić i bardzo dobrze). Podstawą każdego koleżeństwa, przyjaźni, etc., każdej znajomości - jest wzajemność. Raz ja dzwonię do Ciebie, raz Ty do mnie, etc. Jeśli tego brak to cóż, trudno walczyć z wiatrakami. Miej w nosie i szukaj gdzie indziej... A jeśli Ci zależy na starych znajomych ze szkoły... Po prostu pozostaje Ci uparte jednak napraszanie się ![]()
Jeszcze coś mi się nasunęło. Ja, kiedy chcę zwabić do siebie kogoś, kto dawno u mnie nie był - gotuję coś, co ten ktoś lubi. Perspektywa smacznego posiłku razem bardzo wzmaga motywację do odwiedzin! ![]()
Uważam, że dobrze postępujesz lekceważąc tamtych znajomych. Gdyby to byli prawdziwi przyjaciele, sami by się do Ciebie odzywali, nawet jak nie mają czasu się spotkać, przynajmniej by zadzwonili, żeby porozmawiać itp. Szukanie nowych znajomych, którzy będą podzielali Twoje pasje też jest bardzo dobrym pomysłem. Nie zrażaj się, jeśli nie od razu spotkasz jakąś bratnią duszę, czasem warto poszukać troszkę dłużej
Powodzenia !
Tak już jest, że na pewnym etapie życia ludzie ograniczają kontakty ze znajomymi, zostają jedynie najbliżsi przyjaciele. Jak ma się pracę i ma obowiązki domowe nie mówiąc już o mężu czy dzieciach to to ani nie ma się za bardzo czasu, ani wychodzić nigdzie. A jak już się wychodzi to tak jak napisałam z najbliższymi przyjaciółmi. Bo nikomu już się nie chce spotykać tylko po to żeby z koleżanką trochę poplotkować. Zresztą człowiek nie jest w stanie fizycznie spotykać się regularnie z każdą koleżanką/kolegą bo oprócz tych starych znajomych są też ci nowi i nie da się z wszystkimi utrzymywać kontaktów.
Cóż pozostaje liczyć na to że raz na jakiś czas się z ludźmi spotkam i tyle....być może gdyby każdy z moich znajomych miał rodzinę dzieci jakoś bym sobie wytłumaczyła ten brak chęci na spotkania a tak to chyba czyste lenistwo z ich strony. Najgorsze jest w tym wszystkim to że moja droga mama zarzuca mi że jestem samotnikiem, z nikim się nie widuję a w ogóle to powinnam mieć męża!tak jakby ów mąż rozwiązał wszystkie moje problemy:/jestem osobą która lubi samotność i za cel życiowy nie postawiłam sobie poszukiwanie męża...uważam że wszystko po kolei...ale ciągle mnie zastanawia dlaczego ludzie w dzisiejszych czasach tak się odsuwają, nie dbają o kontakty z innymi...wypróbowałam już wszystkie sposoby, ale muszę się pogodzić z tym że nie mam towarzyskich przyjaciół no chyba że samotna kobieta nie jest mile widziana w ich towarzystwie...
To normalny proces. Łączyły was studia, teraz drogi się rozchodzą. W pracy będą nowi znajomi, ktoś się po sąsiedzku wprowadzi i już masz szansę na poznanie kogoś fajnego.
U mnie przyjaźnie luzowały się gdy dzieci przychodziły na świat. Masa zajec, problemy logistyczne, coś zawsze stawało na przeszkodzie. Na szczęscie stara przyjaźń nie zardzewiała, znów mamy czas dla siebie.
Jakie masz zainteresowania? Z moich obserwacji wynika, że to bardzo zbliża. U mnie są tzw mamy wózkowe, uprawiające nordic walking, nie mające pary umawiają się na zbiorówki do kina, są częstym gościem w bibliotece, zaglądają do domu kultury.
Mam zainteresowania ale nikt ich nie podziela, także najczęściej wszystko robię sama.Częściej kontakt utrzymuję z ludźmi ze studiów niż z tymi których mam na miejscu, tu teraz w rodzinnym mieście. Próbuję tylko zrozumieć co się z tymi ludźmi stało, czy się zamknęli w swoich czterech ścianach i to im wystarczy, bo najczęściej to ja ich gdzieś wyciągam:/Nie mam problemu z tym że iść sama na spacer, na wycieczkę, do kina itd tylko czasem człowiek chciałby się do kogoś odezwać a tu wiecznie nikt nie ma czasu...ale to chyba domena tych czasów, wiecznie zajęci...chociaż jest mi przykro że w momencie gdy zostałam bez pracy, musiałam zamieszkać znowu w domu zostałąm też bez znajomych
Witam.Dwa lata temu straciłam pracę i wpadłam w tzw. stan depresyjny.Kolezanki i pseudo przyjaciółka zapomnieli o moim istnieniu, rodzina odsunęła sie ode mnie jakis czas temu. Mam męża, cudownego syna, ale mam wrażenie że umieram.Samotność stała się dla mnie jak siostra, której mi bardzo brakuje.Długo szukałam winy w sobie, ale dziś wiem, że tak nie jest, Mam wrażenie ze im bardziej starałam sie być dobra córką, siostrą, koleżanką, tym bardziej dostawałam po dupie...Najgorsze jest to, że staję się zgorzkniałą babą, która w rozciągniętych dresach sprzata, gotuje i nie wychodzi z domu, a mąż coraz częściej stara się z niego uciekać.Co zrobić, jak znowu zacząć żyć i jak znalezc ludzi, którym można zaufać...
Karolkazzz, po prostu przez ten czas studiów bardzo się rozwinęłaś: stałaś się dojrzalsza, mądrzejsza, bardziej wykształcona. Mało Cię łączy z dawnymi znajomymi, którzy przez ten czas praktycznie stali w miejscu. Fajnie by było, gdyby kogoś z nich udało Ci się zarazić Twoimi pasjami, ale na razie bliżsi będą Ci z którymi masz wspólne zainteresowania. A co do mamy, być może pod wpływem śmierci męża i tego, że Twoje rodzeństwo już z nią nie mieszka czuje się samotna i przez to jest zgorzkniała. Pewnie też martwi się o Ciebie. Spróbuj opowiadać jej o swoich pasjach, o ludziach których przy okazji spotykasz, może z czasem przekonasz ją, że masz ciekawe życie.
Olka1, no właśnie, starałaś się "być dobra córką, siostrą, koleżanką", czyli być dobrą dla innych, a chyba zaniedbywałaś siebie. Bądź dobra dla siebie, zadbaj o swoje potrzeby, o swój wygląd, o to co Cię cieszy, bo sama widzisz, że nikt tego za Ciebie nie zrobi. Zrób to dla siebie i dla swoich najbliższych.
12 2014-05-18 21:13:29 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2014-05-18 21:14:11)
Wychodzę z założenia, że utrzymywanie relacji na siłę jest bez sensu. Jeśli komuś ewidentnie na Tobie nie zależy(może mówić, że jest inaczej ale da się dostrzec gdy ktoś naprawdę nie ma ochoty na utrzymywanie z Tobą kontaktu, choćby po sposobie prowadzenia rozmowy) nie należy go zmuszać licząc na to, że to się zmieni. Jeśli ktoś nie chce - jego sprawa, pozostaje szukać osób, które okażą się warte Twojego czasu i zainteresowania.
Pozdrawiam
Znam ten ból, od kiedy wyjechałam z miasta w którym mieszkałam 8 lat, i to tam miałam znajomości i przyjaźnie, wróciłam do rodzinnego miasta bo mniejsze i tańsze w utrzymaniu - odezwała się do mnie tylko jedna osoba i ta osoba wciąż utrzymuje ze mną kontakt, reszta odcięła się na dobre, kompletnie nic, zero odzewu nawet jak ja napiszę, a pomyśleć że zawsze co piątek szliśmy grupą do pubu by się napić i zabawić, a teraz taki olew... 8 lat przyjaźni i nagle okazuje się że zawsze byłeś "osobą rezerwową" w razie wypadku jakby inni, fajniejsi nie mieli czasu się spotkać, no cóż to boli, ale nic na siłę, choć usłyszałam że to JA się nie odzywam, ale prawda jest taka że to ja zawsze zaczynałam rozmowę, nie oni. Też trudno mi się z tym pogodzić bo towarzystwo wydawało się być fajne, a wyszło jak wyszło. Teraz w rodzinnym mieście nie mam żadnych znajomych poza moim chłopakiem który mieszka ze mną, tyle. Sad but true. To ich wybór - nie mój. Tylko jak im się odwidzi olewanie mnie i nagle zaczną pisać, to się mocno zdziwią
co do Olka1 - są w życiu wzloty i upadki, ale to nie znaczy że jak upadniesz to musisz koniecznie od razu wstać i bez zadrapań iść dalej, poleż, pomyśl co cię w życiu uszczęśliwia, szczerze gdybym np. nie myślała że jak wstanę to zjem sobie pysznego pączka, nie miałabym motywacji by wstać
trzeba cieszyć się małymi rzeczami, od razu Rzymu nie zbudowali, spróbuj codziennie zrobić coś miłego dla siebie albo dla męża lub syna - wszystko zaczyna się i kończy w rodzinie, jeśli czujesz się źle w rodzinie, wszędzie będziesz czuła się nieswojo. Rodzina to zalążek naszych emocji, zachowań - wszystko co dobre i złe wynosisz ze sobą z domu, więc jeśli chcesz coś zmienić, zacznij od rodziny z którą codziennie żyjesz i masz relacje, jeśli postarasz się to na pewno wyjdzie, wiem ile czasu zabiera by zacząć widzieć świat w lepszych barwach, ale jeśli będziesz dalej się użalać nad sobą nic ci to nie da, a tylko jeszcze pogłębi ten dół i bezradność. Musisz zmienić nastawienie - to po pierwsze, po drugie - usiądź sobie na spokojnie i spisz listę rzeczy które cię uszczęśliwiają, nawet jeśli to ma być np. "wstanie rano i zrobienie siku", wierz mi pomaga, a przy okazji się uśmiejesz i od razu zaczniesz inaczej patrzeć na nadchodzący dzień, staraj się siać pozytywną energię wokół siebie, a na pewno wróci z nawiązką do ciebie, jeśli ty wstaniesz, zrobisz śniadanie, wstanie mąż i syn, weźcie choć raz w tygodniu jedzcie razem obiad, śniadanie, kolacje, na pewno będzie milej niż jest jeśli nie będziesz robić tego bo MUSISZ ,a robisz to bo CHCESZ, bo CHCESZ coś zmienić, a nie musisz, bo CHCESZ by w rodzinie było okej, jeśli poprawi się twoje nastawienie to i poprawi się samoocena i chęć do działania - wygląd zawsze można zmienić, trzeba tylko sobie dobrze wszystko rozplanować. A co do pseudo koleżanek, olej, skup się teraz tylko na sobie i swoich potrzebach - bo tak na prawdę ty jesteś ostoją rodziny, jej fundamentem, a wiesz co się dzieje gdy fundamenty zaczynają się rozpadać?
Trzymam kciuki i cycki do góry ![]()
Wydaje mi się, że większość ludzi nie umie przyjaźnić się na odległość, zawsze bliższy im będzie ktoś kto mieszka w tym samym mieście i z kim łatwo się spotkać. Może czas nawiązać nowe znajomości tam gdzie teraz mieszkasz?