hej! pisze to po raz pierwszy, sama nie wiem co mam myslec i chcialabym uslyszec cos od Was, jak widzicie to z boku. Jestem w 4 letnim zwiazku z Holendrem (znamy sie 4.5roku) z powodu studiow i teraz pracy zyjemy w zwiazku na odleglosc, nie jest latwo, ale staramy sie widywac regularnie , czasem nawet co 2 tygodnie. Jestesmy juz ze soba troche, wiele przeszlismy, niby Europa ale podejscie do zycia i myslenie jednak toche sie rozni od naszego. On ma swoja przeszlosc , ja swoja byy momenty gdzie mialam watpliwoscia ze jestem osoba porywcza, najpierw dzialam potem mysle kilka ray z nim zerwalam po drodze, bedac razem rzadko sie klocimy i wszytsko jest ok (najdluzej bylismy ze soba 3 mies bez przerwy). On jest 12 lat starszy ode mnie, wynajmuje domek ciagle mowi i slubie i dzieciach ale jakos nasz zwiazek ugrzezl w tym samym miejscu, jeste lekko sfrustrowana bo za kilka miesiecy sie tam przeprowadzam na stale a nie widze zeby on poczynil w tym kierunku jakies kroki, jego rodzice mieszkaja za sciana, matka piezrz mu ubrana rowniez bielizne donosi jedzenie jak jest sam itp, nie ma swojej pralki, ma malutka lodowke wiec jak jestesmy we 2 to ciezko zrobic porzadne zakupy bo nic sie nie miesci
dalej ma to kawalerskie zycie.... co myslicie?? czy przesadzam myslac ze nie ma postepu w zwiazku?? ze jest niezaradnym starym kawalerem?? dziekuje i pozdrawiam
Podobne tematy
widze ze niekt nie odpisze tylko kazdy przeczyta i idzie dalej ![]()
Moze jest zaradny, tylko mu tak wygodnie. Jesli tego nie zmieni , a Ciebie to męczy to wiesz co robić.
A może uważa że ma czas w końcu to jeszcze kilka miesięcy, a jeżeli ma oszczędności to może po drodze przystosować mieszkanie. Albo uważa że po prostu zrobicie to razem?
W każdym razie z nim powinnaś porozmawiać, bo bez tego nie da rady. Związki na odległość są trudne i teraz będzie trudno wam się przyzwyczaić do życia z kimś, bo to nie jest łatwe, zwłaszcza tak z dnia na dzień, kiedy oboje jesteście przyzwyczajeni do życia w pojedynkę.
moze mam inna wizje, zbyt wyidealizowana?? chcialabym chociaz widziec ze cokolwiek sie pojawia w kierunku "dla dwojga" a nie dla kawalera tylko mysle ze po 4 latach mimo wszytsko na to zasluguje...
kazdy ma miec prawo wymagac i oczekiwac, jesli chce sie poczuc szczesliwym. jesli chcesz mieszkac w przyszlosci z nim sama, to musisz z nim rozmawiac. ustalic co i jak i kiedy... nie ma tu zadnej idealizacji. to jest 30 paro letni mezczyzna, czy nawet pod 40?
rozmawiamy i rozmawiamy i na tym sie konczy, on chce zrobic krok na przod po roku czy dwoch mieszkania razem, w tym roku konczy 40lat wiec po 6 czy 7 latach zwiazku moze w koncu doczekam sie pierscionka lub chociaz jakiegos innego czynu pokazujacego ze mu zalezy
Muri, ja byłam w związku na odległość 4 lata (w sumie jestesmy 10) i to nie był najlepszy pomysł (taka konieczność). Na szczęście już po wszystkim jednak mam dla Ciebie taką radę. Na odległość nic poważnego nie załatwisz, mnie się nigdy nie udało mimo, że mój partner to Polak więc niby powinno byc łatwiej ![]()
Jedź tam tak jak masz w planie, ale nastaw się na działanie. Po prostu zaplanuj po swojemu, przedstaw mu to i działaj. Masz 100% racji, że nie można żyć "po kawalersku", ale z dnia na dzień ani jego ani sytuacji nie zmienisz. A i jego do zmian na odległość nie namówisz. Może daj mu przykład? Znajdź lodówkę, mieszkanie czy co tam potrzebujesz, wylicz ile musicie na to przeznaczyć i porozmawiajcie o zrzutce. Albo coś w tym stylu.
Przede wszystkim zachowaj spokój i nic nie wymuszaj, bo on też zmianę będzie przeżywać pewnie (mój na początku mojego przyjazdu na stałe obawiał się chyba rewolucji i był bardzo poddenerwowany, ciężko się z nim coś ustalało). Małymi kroczkami na pewno dojdziecie do porozumienia
Trzymam kciuki!
dzieki! no my tez z wyboru nie jestesmy w takim zwiazku i mam nadzieje ze jak najszybciej sie to zmieni bo chcialabym poczuc ze jest gotowy zeby zrobic dla mnei miejsce w swoim zyciu, nigdy nie chcialam mu nic narzucac bo tego nie lubie, wiem ze faceci sa czasem malo domyslni dlatego z nim o tym rozmawiam, nie wiem moze ma racje i te poprzednie 2 zerwania nadszarpnely jego wiare w "nas" ale... jak dla mnei albo woz albo przewoz ![]()
10 2014-04-18 01:37:34 Ostatnio edytowany przez Michst (2014-04-18 01:38:15)
Mura87 szczery szacun jestem pod wrazeniem 4,5 roku zwiazku na odleglosc i dalej jestescie razem.
Wracajac do Twojego watku szczera rozmowa na poczatek o tym co Ciebie dreczy i nurtuje.
dzieki, no latwo nie jest i nie bylo pwoiedzialabym wiecej tzreba w taki zwiazek zainwestowac niz w normalny ale zyc chyba bez siebie nie mozemy, rozmawiamy duzo tylko na razie to do niczego nie prowadzi :-/
12 2014-04-23 13:21:16 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2014-04-23 13:22:44)
Nie lam sie, napewno dacie rade ![]()
Ja i moj K, planowalismy zakonczyc wreszcie nasze ponad 6-letnie "meki" i zlikwidowac dzielaca nas ponad 500km odleglosc. Niestety, zycie zmienilo nasze plany... I musimy czekac...
Obecnie oboje mamy problem z oswojeniem sie z ta sytuacja. Nie jest latwo, niestety... Planowalismy zmiany dwa lata temu, a tu psikus od zycia. Dobry, wrecz wspanialy dla niego, wiec nie stoje na przeszkodzie...
Nie wiem co bedzie, czas pokaze...
Rob wszystko tak, abys nie miala sobie nic do zarzucenia, ze cos przegapilas itd.
Przede wszystkim uwierz, tak naprawde uwierz, ze bedzie dobrze a tak sie stanie. Wiara gory przenosi...
Powodzenia.
Najpierw zamieszkajcie razem,zobaczysz jak Wasze wspólne życie wygląda,a dopiero potem myślcie o zaręczynach i ślubie. Tak naprawdę ludzie się poznają,gdy mieszkają wspólnie. Widać wtedy ich jak na dłoni,widać jaka jest rodzina,tzn.czy się wtrąca,czy nie.
Ja też miałam związki na odległość,ale w życiu nie czekałabym 4l.aby żyć wspólnie. Z mężem po kilku miesiącach spotykania postanowiliśmy zamieszkać razem,bo dla nas związek na odległość to była ułuda.
Najpierw zamieszkajcie razem,zobaczysz jak Wasze wspólne życie wygląda,a dopiero potem myślcie o zaręczynach i ślubie. Tak naprawdę ludzie się poznają,gdy mieszkają wspólnie. Widać wtedy ich jak na dłoni,widać jaka jest rodzina,tzn.czy się wtrąca,czy nie.
Ja też miałam związki na odległość,ale w życiu nie czekałabym 4l.aby żyć wspólnie. Z mężem po kilku miesiącach spotykania postanowiliśmy zamieszkać razem,bo dla nas związek na odległość to była ułuda.
Muszę się zgodzić. Odwiedzanie siebie i wieczne randki to coś innego niż wspólne radzenie sobie z błahymi problemami. Sama jestem w związku na odległość i wiem, że nie można do końca poważnie myśleć o spędzeniu reszty życia z Kimś, kogo codziennych zachowań nie znamy.
Nie oszukujmy się, bycie z kimś nawet przez miesiąc razem, a później powrót "do siebie" to nie sprawdzian tego, jacy naprawdę dla siebie jesteśmy!
ze jest niezaradnym starym kawalerem??
Niezaradnym? Doskonale się ustawił, nie musi prać, kupować jedzenia - w czym tu niezaradność?
Ja bym natomiast nie ryzykował rodziców za ścianą. Postaw mu ultimatum, że przyjedziesz, ale jak wynajmie mieszkanie w innym miejscu.
juz myslalam o jakims ultimatow i stawianiu warunkow tylko czy to nie jest zbyt dziecinne??
juz myslalam o jakims ultimatow i stawianiu warunkow tylko czy to nie jest zbyt dziecinne??
Dziecinne może nie, ale na pewno do niczego dobrego nie prowadzi, bo każdy chce robić to, z czym czuje się naprawdę dobrze. Niestety rezygnowanie z czegoś dla Czegoś innego nie jest świadomym wyborem i niestety nie przyniesie nic dobrego.