witam Kobietki.
Moja historia ma swój początek od zeszłego roku.
w ciepły południowy dzień uciekłam spod ołtarza, w końcu stwierdziłam, że dusze się w związku, w którym tkwiłam 8 lat, chciałam wolności, i sama ją sobie podarowałam na własne życzenie. Nie żałowałam decyzji nigdy.
Odpoczęłam psychicznie rok czasu, zamykając sie w złotej klatce, wyciszyłam i zregenerowałam siły do dalszego życia.
Poznałam kogoś, przez internet. Dla zabicia samotnych wieczorów grałam w grę online, gdzie poznałam właśnie GO. To była miłość od pierwszego usłyszenia. Głos mnie hipnotyzował, moje myśli kierował na inne tory.. Przez około trzech następnych miesięcy obserwowałam, słuchałam, poznawałam.. wyciągałam własne wnioski z jego życia jaką to jest osobą, jaki ma charakter i sposób życia. Nie wszystko mi się podobało, ale,.. to było silniejsze..
Gdy przyszedł moment, moje piec minut, po zamienieniu ze mną paru zdań sam na sam, to on się zauroczył we mnie. Natepny miesiąc spędziliśmy na długich rozmowach do białego rana. i zawsze było nam za mało. Kontakt był, bardzo dobry. Byłam szczęśliwa, w końcu tego tak bardzo pragnęłam. Zaproponował, że przyjedzie do mnie. Twierdził, że nigdy wcześniej on do dziewczyn nie jeździł, ale bardzo mu zależy by mnie w realu poznać. Umówiliśmy się. Mieszkamy od siebie 150 km.
Nie pamiętam kiedy ostatnio się tak bardzo szykowałam dla kogoś, dbałam o każdy szczegół, by zrobić jak najlepsze wrażenie. Bardzo mi zależało by było z tego coś więcej.
Pierwsze spotkanie, bukiet kwiatów, rozmowy, miło spędzony czas. Wpadliśmy po uszy.
Gdy po pierwszej naszej wspólnie spędzonej nocy, usłyszałam od niego słowo kocham cie, poczułam się tak, jakbym w policzek dostała.
Słowo to, traktuje bardzo poważnie, chociaż mnie upewniał, że traktuje je tak samo. ale.. coś we mnie wtedy pękło. Nie patrzyłam już na niego jak w obrazek.
Byc może i odnoszę to bardzo do siebie, że gdybym to ja tak postąpiła, tuż po pierwszym spotkaniu, nie byłoby to szczere , tylko wypowiedziane pod wpływem emocji. Nie potrafiłam mu tego samego odpowiedzieć, bo na słowo kocham cie, trzeba zasłużyć, trzeba pokazać , że się zasługuje.
Po jakimś czasie ja pojechałam do niego. fakt, dba o mnie, ale.. to nie jest to, czego oczekuje , chociaż mi na nim zależy.
Nie byłam nigdy w związku na odległość. Psychicznie czasem z tęsknoty wysiadam. Obiecaliśmy sobie, że gdyby coś się stało mamy być wobec siebie szczerzy. Kontakt jest, ale.. w tym wszystkim, w tej całej układane jednak brakuje mi tego codziennego ciepła, przytulenia, czułości. Nie ma mnie przy nim, nie ma go przy mnie. Na własnej skórze codziennie odczuwam minusy takiego związku.
Jestem w nim zakochana, chce wiedzieć jak minął mu dzień, co aktualnie robi, jak się czuje. Chce również i oczekuje od niego, by pokazał, że tez myśli o mnie, że nadal mu zależy. z biegiem czasu, kontakt ten zrobił się taki.. jakby go nie było.. Jak ja nie zadzwonię, to on nie zadzwoni. A jak już rozmawiamy to rozmowa trwa parę godzin i po niej czuje się tak bardzo nasycona, że wszystkie troski dnia idą w niepamięć. Zawsze upewnia mnie o swoich uczuciach do mnie, zwraca się do mnie pieszczotliwie,
ogólnie jakby jest ok. chocaz sama sie zastanawiam, bo nie mam doświadczenia w byciu w związku na odległość. jak to jest? cieżko? czy można sobie jakoś życie bardziej ułatwić? są jakieś sposoby?