Postaram się napisać zwięzle, mam nadzieję, że w pełni uda mi się oddać sytuację.
Poznaliśmy się rok temu na studiach (byliśmy na tym samym roku, gdzie wszystkich było jakieś niecałe 30 osób). Ja mam lat 23, on 21. Przez ten czas praktycznie ze sobą nie rozmawialiśmy, nawet przebywając w towarzystwie wspólnej koleżanki. Zaliczyliśmy I rok i on przeniósł się do innego miasta ( o czym dowiedziałam się jakoś we wrześniu). Ja też przeniosłam się do tego samego miasta co on ( ale nie ze względu na niego) i teraz oboje studiujemy na różnych uczelniach. Nawet mieszkamy jakieś 300 metrów od siebie.
Pod koniec pazdziernika 2013r. napisał do mnie na FB (bo mieliśmy siebie w znajomych) jakby nigdy nic i pytał, czy się w końcu tu przeniosłam, na jaką uczelnię itd. No i zapytał, czy nie wyskoczylibyśmy gdzieś na piwo. Jako że bardzo mi się podobał a przez miniony rok nie udało mi się go poznać, zgodziłam się bez wahania. Było fajnie, postanowiliśmy, że "jak coś, to jeszcze kiedyś gdzieś wyjdziemy". Jeszcze nie wiedziałam, że ma dziewczynę,( bo niby coś tam o niej wspominał, ale to było tak niejasne, że doszłam do wniosku, że nie ma nikogo), więc cieszyłam się bardzo na każdą wiadomość, w której proponował wspólne picie (albo że to on przyjdzie do mnie, albo że ja do niego, albo że gdzieś wychodzimy). Takich spotkań było kilka, zazwyczaj piliśmy sami, chyba tylko raz towarzyszyła nam moja współlokatorka. Za każdym razem było super a ja coraz bardziej się w to wkręcałam i myslałam, że coś z tego będzie. Kiedy dowiedziałam się po 2 razach, że on jednak ma tę dziewczynę, postanowiłam odpuścić, bo to bez sensu. Było ciężko, jak znikał na dłużej albo nie mieliśmy oboje czasu się spotkać, to już czułam, że jest mi obojętny. Ale gdy się odezwał, nie mogłam odmówić i nie pójść z nim się napić. Trwało to jakiś czas, zaprosił mnie na sylwestra, którego urządzał ze swoimi znajomymi. Poznałam tam jego dziewczynę- ma 18 lat i na codzień nie mieszka jeszcze w naszym mieście. Sylwester był baaardzo udany a potem nie mieliśmy kontaktu przez 2,5 miesiąca, bo zawsze komuś z nas coś wypadało i nie mogliśmy się spotkać no i jeszcze wyjechał na miesiąc na staż zagraniczny. Gdy wrócił, po 2 tygodniach napisał, czy 'pijemy". Było to tydzień temu. Jak zwykle zgodziłam się a że nie chciało mi się ruszać, przyszedł do mnie. Tym razem wypiliśmy trochę za dużo i dosłownie o 5 nad ranem zasnęliśmy na osobnych łóżkach. O 9:00 wyszedł do siebie. Zastanawiałam się, czy i w ten weekend napisze, żeby się napić. Nie myliłam się, zadzwonił, chciał żebyśmy znowu gdzieś wyszli na piwo. Jako że ostatnie spotkanie było "odjechane', popedziłam jak na skrzydłach. No i rzeczywście było nawet jeszcze ciut lepiej niz ostatnio- byliśmy w 3 miejscach, w każdym po piwie, obojgu nam było już bardzo wesoło i na koniec stwierdzilismy, że zajdziemy do niego jeszcze po wódkę i pójdziemy ją wypic u mnie. Tylko jej spróbowalismy, bo już byliśmy tak pijani, że zasnelismy ( znowu na osobnych łóżkach).
Czas ten spędza nam się świetnie, bo mamy podobne poczucie humoru: gadamy dosłownie o wszystkim, żartujemy bez przerwy , śmiejemy się itd. Teraz traktuję go tylko jak kolegę, bo wiem, że ma dziewczynę, spotyka się z mnóstwem koleżanek, a nawet mówił mi, że podoba mu się inna koleżanka ze studiów (!) Zresztą przeszło mi no i raczej narazie też nie szukam związku.
Podejrzewam, że pewnie chciałby pójść ze mną do łózka, (z jednej str. ciekawi mnie, jakby to było, ale nigdy tego nie zrobię), ale moje zachowania i traktowanie go tylko jak kolegę do picia chyba odbiera mu odwagę, żeby cokolwiek działać ![]()
Zastanawia mnie jedno: po co my się tak naprawdę widujemy? On jest facetem, ja kobietą a jak wiadomo przyjazń damsko męska nie istnieje
Tym bardziej, że ja czasami nawet za bardzo mu pokazuję, że u mnie nie ma szans. Może chodzi o to, że jak razem pijemy, to jestem dla niego świetnym informatorem i ciekawi go kobiecy punkt widzenia w wielu sprawach? O swoich związkach mu nie mówię, o tym jacy faceci mi się podobają, jacy nie, co z kim robiłam i jak też nie, ale np. gadamy czasem razem o dziewczynach, które mu się podobają, żartujemy na temat związków itp. Może to mu się w tym wszystkim podoba? A może chodzi o to, że już 2 razy próbował wyciągnąć ode mnie informację, czy podobają mi się też dziewczyny (podobają mi się, uważam, że mnie o to podejrzewa, ale tego nigdy sie nie dowie). Może własnie to najbardziej go "jara"?
Nie rozumiem tego, ale obecna sytuacja nadal bardzo mi odpowiada (wiem, że nie robię dobrze, ale...)