Witam,
Jestem mężczyzną i moze zostane olany za to, że nie jestem kobietą.
Mam pewien problem w którym może Wy mi pomożecie poprzez obiektywną i chłodną ocenę.
Moje problemy związane są z relacjami z ojcem, który moim zdaniem odbiera mi chęć do działania, życia, do czegokolwiek.
Relacje nasze są trudne, dochodzi do ciągłych awantur, związanych przede wszystkim z pracą, ale także życiem codziennym...
Rodzice prowadzą nazwijmy to przedsiębiorstwo. Żyje się nam moim zdaniem co najmniej dobrze. Podział wygląda tak, że to Ojciec jeżdzi załatwia "ważne" sprawy. Często nie ma go przez większość dnia a ja zasuwam z pracownikiem i doglądam wszystkiego. On pojawia się i ciągle mu nie pasuje coś, czepia się, wszyscy są wszystkiemu winni itd. Ida przy tym epitety w stosunku do mnie w stylu nygus, lewus, papudrak, gówniarz i wiele innych. Np wczoraj ja byłem winien temu, że on pół roku temu zerwał przewody elektryczne przy maszynie, którą wczoraj potrzebował... i że nie jest naprawiona. I gdyby on wiedział(a przecież to on zerwał), że jest niesprawna to na pewno by już była naprawiona.... Dziś byłem penerem ponieważ przeszedłem w skarpetkach czarnych (po całym dniu roboty) po kotłowni (która poniekąd jest bardzo czysta jak na kotłownie). I oczywiście za to przejście robi mi kare i sie nie odzywa do mnie juz ze 3-4h i jutro tez sie nie odezwie. I tak w dzień w dzień. Dodam, że to ja nygus od 7-19 zasuwam fizycznie a go wciaż nie ma....
Mam dośc tego wszystkiego, psychicznie jestem wymęczony. Zdarza się tak że 1-2 dni jest możliwie ok nabieram checi do życia a potem znów wszystko wali w łeb bo znów awantura...
Nie chce już tak życ. Rozmowy z nim na temat mojego traktowania kończą się kłotnią, lub jesli nie to i tak nie rozwiazuja sprawy.
Tego co mamy w żaden sposób nie zamierza mi przepisać w ciągu najbliższych 15lat i o tym otwarcie mówi...(on ma 57lat a ja 26).
Jedyną osobą która mnie rozumie jest moja dziewczyna ( z która jestem już 6 lat), jej rada jest prosta walnij wszystko i odejdz od nich, nie mecz się.... Ja tego nie potrafie, bo ja moja praca żyje, skończyłem studia zwiazane z moja pracą i od zawsze marzyłem o przejeciu tego co maja moi rodzice i rozwijaniu tego. Jednak cokolwiek bym chciał zmienić w pracy to słysze, że sie nie znam na niczym i nic nie wiem (studia kończyłem z wszelkimi możliwymi gratyfikacjami i wyróznieniami uczelnianym za osiągniecia w nauce....).
Pragnę się oświadczyć mojej kobiecie, założyć rodzine, ale co moge jej zaproponować, coż za wspolne życie? Nie chce aby na to wszystko patrzyła, nie chce by i ja tak traktowano....
Jestem w sytuacji bez wyjscia.....
Czasem mysle, że to ze mną coś nie tak.... Dziś mama przyszła do mnie wieczorem i spytała co znów powiedziałes ojcu, ze sie do Ciebie nie odzywa... a ja po tym jak nazwał mnie penerem powiedziałem tylko , aby sie zastanowił jak mnie traktuje i nazywa...
Czy po moim opisie sadzicie, że to ze mna coś nie tak?