netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Brak ochoty na cokolwiek

6 odpowiedzi3 882 wyświetleniazałożony przez gonzo150, 14.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Brak ochoty na cokolwiek

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: Brak ochoty na cokolwiek

Witam,
Jestem mężczyzną i moze zostane olany za to, że nie jestem kobietą.
Mam pewien problem w którym może Wy mi pomożecie poprzez obiektywną i chłodną ocenę.
Moje problemy związane są z relacjami z ojcem, który moim zdaniem odbiera mi chęć do działania, życia, do czegokolwiek.
Relacje nasze są trudne, dochodzi do ciągłych awantur, związanych przede wszystkim z pracą, ale także życiem codziennym...
Rodzice prowadzą nazwijmy to przedsiębiorstwo. Żyje się nam moim zdaniem co najmniej dobrze. Podział wygląda tak, że to Ojciec jeżdzi załatwia "ważne" sprawy. Często nie ma go przez większość dnia a ja zasuwam z pracownikiem i doglądam wszystkiego. On pojawia się i ciągle mu nie pasuje coś, czepia się, wszyscy są wszystkiemu winni itd. Ida przy tym epitety w stosunku do mnie w stylu nygus, lewus, papudrak, gówniarz i wiele innych. Np wczoraj ja byłem winien temu, że on pół roku temu zerwał przewody elektryczne przy maszynie, którą wczoraj potrzebował... i że nie jest naprawiona. I gdyby on wiedział(a przecież to on zerwał), że jest niesprawna to na pewno by już była naprawiona.... Dziś byłem penerem ponieważ przeszedłem w skarpetkach czarnych (po całym dniu roboty) po kotłowni (która poniekąd jest bardzo czysta jak na kotłownie). I oczywiście za to przejście robi mi kare i sie nie odzywa do mnie juz ze 3-4h i jutro tez sie nie odezwie. I tak w dzień w dzień. Dodam, że to ja nygus od 7-19 zasuwam fizycznie a go wciaż nie ma....
Mam dośc tego wszystkiego, psychicznie jestem wymęczony. Zdarza się tak że 1-2 dni jest możliwie ok nabieram checi do życia a potem znów wszystko wali w łeb bo znów awantura...
Nie chce już tak życ. Rozmowy z nim na temat mojego traktowania kończą się kłotnią, lub jesli nie to i tak nie rozwiazuja sprawy.
Tego co mamy w żaden sposób nie zamierza mi przepisać w ciągu najbliższych 15lat i o tym otwarcie mówi...(on ma 57lat a ja 26).
Jedyną osobą która mnie rozumie jest moja dziewczyna ( z która jestem już 6 lat), jej rada jest prosta walnij wszystko i odejdz od nich, nie mecz się.... Ja tego nie potrafie, bo ja moja praca żyje, skończyłem studia zwiazane z moja pracą i od zawsze marzyłem o przejeciu tego co maja moi rodzice i rozwijaniu tego. Jednak cokolwiek bym chciał zmienić w pracy to słysze, że sie nie znam na niczym i nic nie wiem (studia kończyłem z wszelkimi możliwymi gratyfikacjami i wyróznieniami uczelnianym za osiągniecia w nauce....).

Pragnę się oświadczyć mojej kobiecie, założyć rodzine, ale co moge jej zaproponować, coż za wspolne życie? Nie chce aby na to wszystko patrzyła, nie chce by i ja tak traktowano....
Jestem w sytuacji bez wyjscia.....

Czasem mysle, że to ze mną coś nie tak.... Dziś mama przyszła do mnie wieczorem i spytała co znów powiedziałes ojcu, ze sie do Ciebie nie odzywa... a ja po tym jak nazwał mnie penerem powiedziałem tylko , aby sie zastanowił  jak mnie traktuje i nazywa...


Czy po moim opisie sadzicie, że to ze mna coś nie tak?

2

Odp: Brak ochoty na cokolwiek

Lubisz swoją pracę, masz odpowiednie do niej wykształcenie, chcesz przejąć rodzinne przedsiębiorstwo. Świetny plan z jednym 'ale". Masz 26 lat, a ojciec przez najbliższe 15 lat nie przekaże firmy. Najwcześniej, a i to nic pewnego, przejmiesz ją mając lat 41. Do tego czasu masz zamiar pracować z człowiekiem, który ani nie szanuje Ciebie, ani Twej pracy, ani Twej wiedzy, ani Twych umiejętności. Rozumiem, że firma Twego ojca jest jedyną w Polsce, w której możesz pracować zgodnie ze swym wykształceniem. Współczuję.

Ale... czy ta praca jest na tyle warta, by przez najbliższe lata znosić takie upokorzenia?

3

Odp: Brak ochoty na cokolwiek

Wielokropek, włąsnie to pytanie zadaje sobie cały czas... i cały czas nie potrafie sobie odpowiedzieć.... Co do przekazania to przecież oni mówią, że wszystko jest "nasze wspólne" wiec w  czym problem?

Gdy jest 1-2 dni mozliwie ok mysle sobie moze sie wszystko zmieni i bedzie wszystko ok, ale potem znow powrot do rzeczywistości.

Nie wspomne już o tym, że nigdy nie mam czasu na cos takiego jak wakacje czy cos podobnego. Każdy mój wyjazd na 3-4dni nad morze (raz w roku) kończy sie awanturą czasem wielka awantura. (raz tylko były to ciche dni), bo przeciez wtedy jest problem kto ma przypilnowac wszystkiego. Podobnie jest z weekendami. Niedziela to dzień, który w moim zawodzie jednak wymaga minimum pracy... - ok 1h. Raz na 2 tygodnie moja dziewczyna nie wraca do domu ze studiów, wiec ja do niej wyjeżdzam w sobote ok 16-17 (wracam w niedzile ok 22) i za każdym razem jest wielkie wzburzenie grymas Twarzy i głupie pytanie; a gdzie Ty znów jedziesz? ( w kontekscie ze to ON bedzie musiał poświecic godzine czasu na robote).
Mam wielkiego doła i nie chce mi sie z nim w ogole gadac....

4

Odp: Brak ochoty na cokolwiek

Problem jest jeden. Ojciec podjął decyzję, że przez kilkanaście lat to on będzie właścicielem firmy, to on podejmować będzie decyzje.

Wiesz, że zachowanie ojca nie ulegnie zmianie. Wiesz, a mimo to łudzisz się. Jakie masz z tego korzyści? Przed podjęciem jakiej decyzji chroni Cię takie łudzenie się?

Po raz kolejny dzisiaj zacytuję zdanie:

Eleonor Roosevelt napisał/a:

Bez Twojego pozwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorszy.

5

Odp: Brak ochoty na cokolwiek

a może załóż swój konkurencyjny biznes? Powiedz, że chcesz się usamodzielnić i uniezależnić - żyj na własny rachunek, bo z Twego opisu wynika, że ojciec się raczej nie zmieni. A za pare lat możesz zostać emocjonalnym wrakiem człowieka, który będzie musiał się leczyć. Może nawet wyjdź do innego miasta.

6

Odp: Brak ochoty na cokolwiek
gonzo150 napisał/a:

Witam,
Jestem mężczyzną i moze zostane olany za to, że nie jestem kobietą.
Mam pewien problem w którym może Wy mi pomożecie poprzez obiektywną i chłodną ocenę.
Moje problemy związane są z relacjami z ojcem, który moim zdaniem odbiera mi chęć do działania, życia, do czegokolwiek.
Relacje nasze są trudne, dochodzi do ciągłych awantur, związanych przede wszystkim z pracą, ale także życiem codziennym...
Rodzice prowadzą nazwijmy to przedsiębiorstwo. Żyje się nam moim zdaniem co najmniej dobrze. Podział wygląda tak, że to Ojciec jeżdzi załatwia "ważne" sprawy. Często nie ma go przez większość dnia a ja zasuwam z pracownikiem i doglądam wszystkiego. On pojawia się i ciągle mu nie pasuje coś, czepia się, wszyscy są wszystkiemu winni itd. Ida przy tym epitety w stosunku do mnie w stylu nygus, lewus, papudrak, gówniarz i wiele innych. Np wczoraj ja byłem winien temu, że on pół roku temu zerwał przewody elektryczne przy maszynie, którą wczoraj potrzebował... i że nie jest naprawiona. I gdyby on wiedział(a przecież to on zerwał), że jest niesprawna to na pewno by już była naprawiona.... Dziś byłem penerem ponieważ przeszedłem w skarpetkach czarnych (po całym dniu roboty) po kotłowni (która poniekąd jest bardzo czysta jak na kotłownie). I oczywiście za to przejście robi mi kare i sie nie odzywa do mnie juz ze 3-4h i jutro tez sie nie odezwie. I tak w dzień w dzień. Dodam, że to ja nygus od 7-19 zasuwam fizycznie a go wciaż nie ma....
Mam dośc tego wszystkiego, psychicznie jestem wymęczony. Zdarza się tak że 1-2 dni jest możliwie ok nabieram checi do życia a potem znów wszystko wali w łeb bo znów awantura...
Nie chce już tak życ. Rozmowy z nim na temat mojego traktowania kończą się kłotnią, lub jesli nie to i tak nie rozwiazuja sprawy.
Tego co mamy w żaden sposób nie zamierza mi przepisać w ciągu najbliższych 15lat i o tym otwarcie mówi...(on ma 57lat a ja 26).
Jedyną osobą która mnie rozumie jest moja dziewczyna ( z która jestem już 6 lat), jej rada jest prosta walnij wszystko i odejdz od nich, nie mecz się.... Ja tego nie potrafie, bo ja moja praca żyje, skończyłem studia zwiazane z moja pracą i od zawsze marzyłem o przejeciu tego co maja moi rodzice i rozwijaniu tego. Jednak cokolwiek bym chciał zmienić w pracy to słysze, że sie nie znam na niczym i nic nie wiem (studia kończyłem z wszelkimi możliwymi gratyfikacjami i wyróznieniami uczelnianym za osiągniecia w nauce....).

Pragnę się oświadczyć mojej kobiecie, założyć rodzine, ale co moge jej zaproponować, coż za wspolne życie? Nie chce aby na to wszystko patrzyła, nie chce by i ja tak traktowano....
Jestem w sytuacji bez wyjscia.....

Czasem mysle, że to ze mną coś nie tak.... Dziś mama przyszła do mnie wieczorem i spytała co znów powiedziałes ojcu, ze sie do Ciebie nie odzywa... a ja po tym jak nazwał mnie penerem powiedziałem tylko , aby sie zastanowił  jak mnie traktuje i nazywa...


Czy po moim opisie sadzicie, że to ze mna coś nie tak?

Na początek : z Tobą wszystko OK. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że z Twoim tatą już nie !
W ogóle, to się cieszę, że tu trafiłem i zobaczyłem Twój post, bo też jestem facetem i mam nadzieję, że mnie miłe panie za to nie wywalą ?? Generalnie, to mam też nadzieję, że są tu miłe panie, a nie same hieny ( nawiązuję do książki Pawła Śląskiego: " Hieny, modliszki, czarne wdowy. Jak zabijają kobiety " ) ale jest też drugie oblicze hien. Jest, to hiena męska czyli kurdupel. To też tytuł nowej ksiązki Pana Pawła. Twój problem bierze się stąd, że tata, to własnie przypadek hieny męskiej. Mówiąc innymi słowy toksyczna osobowość w męskim ciele. Musisz sobie uświadomić, że to On ma problem, a nie Ty. On oczywiście nigdy się z tym nie zgodzi i przez myśl Mu nie przejdzie, że przydała by się jakaś psychoterapia. To są problemy o podłożu genetycznym i czasem terapia co najwyżej może je złagodzić. Czasem zmiany na lepsze mogą zostać spowodowane jakimś traumatycznym przeżyciem. Efekt stresu pourazowego i zmiana osobowości. Na tym akurat znam się dość dobrze ponieważ sam mam to zdiagnozowane. Paradoks polega na tym, że teraz jestem bardziej wartościowym człowiekiem niż przed epizodem depresyjnym sprzed 5 lat. Drugą stroną medalu jest anhedonia i hipomania ale tu chodzi o Twój koszmar ;-) Tak więc najpierw uświadomienie sobie istoty problemu. Potem albo sam wykombinujesz jak sobie z tym poradzić albo skorzystaj z pomocy psychologa. Psycholog nie wpłynie na Twojego starego ale może pomóc Tobie radzić sobie z tą sytuacją.
Głowa do góry Gonzo !!! Pamiętaj , że masz kochającą Cię ( mam nadzieje ;-) dziewczynę !
Stay in touch !
Pozdrawiam
Jarek

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Brak ochoty na cokolwiek

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026