Od dłuższego czasu, około półtora roku mam duże problemy z nastrojem. Są dni, praktycznie pojedynczy dzień, gdy mam mnóstwo pomysłów, zapału i sił do ich realizacji. Następnego dnia, gdy tylko o nich pomyślę wydają się żartem. Nie mam energii, by choćby się postarać coś z nimi zrobić, nic mi się nie chce. Te drugie dni zdarzają się o wiele częściej, dlatego bardzo często mam wrażenie, że życie toczy się gdzieś obok mnie, a ja mimo chęci uczestniczenia w nim, nie mam na to wystarczająco motywacji. Jednego dnia jestem pełna silnej woli i zaczynam np. biegać, a cztery dni później już zaczynam odpuszczać, wszystkie powody i cele, które sobie postawiłam stają się mało ważne. Słucham moich znajomych i czuję się jeszcze gorzej, gdy słyszę o ich planach, wyjściach, bo u mnie to wygląda zupełnie inaczej. Ciągle jestem niewyspana, mimo, że nie muszę często się zrywać przykładowo o 6, śpię po 7 czy 8 godzin, rano budzę się i nie chce mi się nigdzie iść ani robić nic konkretnego. Jem aż nadto, połowę tego co zjem mój organizm tak naprawdę nie potrzebuje, jem z nudów czy dla poprawienia humoru. Gdy przebywam na uczelni, wśród znajomych czy w ogóle gdziekolwiek tylko nie w domu, mam zapał do nauki, lecz w momencie, kiedy wracam do domu, cały ten zapał po prostu znika. Gdy planuję jakieś wyjście, jak przychodzi co do czego nie mam ochoty ruszać się z domu, wymyślam jakieś wymówki, byle tylko nie musieć nigdzie iść. Nie lubię samej siebie i źle się z sobą czuję. Brak mi już pomysłów jak się zmienić, bo mimo tego, że bardzo tego chcę i potrzebuję, nie wychodzi mi. Do tego dochodzi nerwica natręctw, która jak ostatnio zauważyłam nasiliła się. Ostatnio miałam badania na niektóre hormony, wiem, że tarczyca powoduje wiele różnych przypadłości, jednak ja nie mam z nią problemów. Okazało się jednak, że mam podwyższoną prolaktynę, co tydzień temu zaczęłam "leczyć" po wizycie u ginekologa. Przeczytałam, że za duża ilość tego hormonu może powodować stany depresyjne, problem ze zbiciem wagi czy wypadanie włosów, wszystko to u mnie występuje. Zastanawiam się, czy te wszystkie moje problemy z którymi się borykam, dla niektórych być może brzmią one niepoważnie, lecz mnie uniemożliwiają normalne życie, miną po kuracji na hormony, czy może jednak moje samopoczucie wynika z czegoś zupełnie innego. Dodam, że wcześniej nie miałam takich problemów, mam dopiero niecałe 20 lat i nie zdarzyło się w moim życiu nic traumatycznego co mogłoby powodować mój tak zły nastrój. Mam takie myśli, że i tak nie będzie mnie stać na to co bym chciała (i nie mówię tu o Bóg wie jakich rzeczach), nie dostanę dobrej pracy i będę musiała żyć w zupełnym przeciwieństwie tego, co sprawialoby, że byłabym szczęśliwa i to bardzo pogarsza moje samopoczucie i demotywuje w działaniu. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest normalne i tak nie powinno być, powinnam się cieszyć z tego co mam i doceniać to. Dlatego bardzo chciałabym to zmienić, a właściwie zmienić siebie. Jak znaleźć chęci i motywację? I czy faktycznie hormony mają taki duży wpływ? Po cichu liczę, że po unormowaniu swej sytuacji hormonalnej coś się we mnie jednak zmieni, tym bardziej, że nie jestem taka od zawsze. Post długi, ale nie chciałam niczego pominąć. Liczę na jakieś rady.
Podobne tematy
Ann nie tylko Ty masz taki problem. Jeśli to pocieszające. Co jakiś czas na forum pojawia się wręcz identyczny problem jak Twój. I ja TEŻ tak miałam!
Moim zdaniem wynika to z braku konkretnego celu, który dałby w miarę szybkie a już na pewno JASNE efekty.
Np. chcesz się zmobilizować do nauki języka....No dobra - myślisz- od jutra zaczynam się uczyć włoskiego. No ale.... jak zacząć? Co mam przerobić najpierw? Czy bardziej potrzebne mi są słówka, czy gramatyka?
Kochana, ludzie tacy jak Ty i ja (bo ja należę do tej samej grupy -podejrzewam- co Ty) mogą zrobić WSZYSTKO co zamierzają, pod warunkiem, że:
- mają JASNY cel
- ten cel ma swój początek, koniec oraz jest podzielony na WYRAŹNE etapy
- nie zmuszają się. Słowo "musieć" należy zarezerwować tylko do pracy=do musu zarabiania na życie. Reszta to PRZYJEMNOŚĆ.
- nie nagradzać się zbyt często (jak radzą w niektórych "poradniach od 7 boleści") bo nagradzanie np. przedłużanie sobie przerw w pracy, rozleniwia.
- cel ma być .... przyjemnością. Nie musem.
- rób to, co kochasz. I bez zastanawiania się, zacznij to robić.
moze warto wybrac sie do psychologa?
Witajcie ...
przeczytałam wszystkie te wpisy i mam wrażenie że mam podobny aczkolwiek całkiem inny problem ..
miałam wspaniałe dzieciństwo .. schody się zaczęły w momencie kiedy moja najlepsza przyjaciółka wybrała inne kompanki<gimnazjum> .. zostałam sama .. ciężko było mi się za koleżankować z kimś innym ... w wakacji czy wolne dni od szkoły chciałam gdzieś iść czy to na rower czy rolki czy na plażę jechać w słoneczną pogodę .. ale nie miałam z kim .. siedziałam więc całymi dniami w wolne dni w domu .. szkoła średnia .. to był etap kiedy odżyłam .. miałam dużo koleżanek .. duże powodzenie u chłopaków .. lepiej się uczyłam .. do czasu kiedy po 2 latach powtórzył się ten sam epizod .. znowu sama .. chciałam gdzieś wyjść ale nie miałam z kim ... uświadomiłam sobie że przede mną 2 lata kiedy mogę coś zmienić , wziąć się za siebie .. iść pózniej na studia itd .. więc przyłożyłam sie do nauki... zdałam szkołę średnią z listem pochwalnym .. niestety na studia nie poszłam bo finanse i brak znalezienia pracy sezonowej mi na to nie pozwoliły ... kurs , staż .. kolejne 2 ciężkie miesiące ..bez pracy bez nauki .. znowu to dominujące uczucie bycia samej .. cztery ściany .. nadmiar wolnego czasu .. kiedy po tym czasie miałam nóż na gardle bow domu naprawdę się nie przelewało musiałam koniecznie iść gdzieś do pracy .. ale gdzie ?? skorow moim miasteczku nie było gdzie .. wyjechałam do większego miasta ... dużo km od domu od rodziny .. młodszego rodzeństwa .. zatrzymałam sie u koleżanki po 2 tyg znalazłam pracę zapisałam się do szkoły policealnej .. na pół roku .. praca była .. znowu zostałam na lodzie z groszami przy duszy .. 3 tydzień szukam pracy ... za mną tyle rozmów .. a ja nadal nic nie mam .. czuję się beznadziejna .. wszystko znowu wywróciło mi się do góry nogami ... pózno zasypiam ,, nad ranem budzę sie ze łzami w oczach i czuję jak nie chce mi się żyć i obmyślam plan jak się zabić .. ale szkoda mi moich rodziców i rodzeństwa którego tak wiele mam ... niby mam dla kogo żyć ale nie potrafię dłużej tej beznadziejności znieść .. czuję się jak taka typowa blondynka .. która nie ma żadnych perspektyw .. czuję się taka inna głupia głupia i jeszcze raz głupia .. zawsze taka się czułam .. moi znajomi mają kogoś .. mają dobre szkoły .. prace .. a ja wiecznie sama .. zawsze smutna i zawsze taka głupia .. po co taka sierota na tym świecie ...
beznadziejna22 - wcale nie jesteś taka beznadziejna ![]()
Mam 25 lat i miałam podobnie jeżeli chodzi o przyjaciółki. Małej rewolucji doznałam też w gimnazjum, z grona czterech kumpeli jakoś tak się odizolowałam, cóż może miałam trudniejszy okres dojrzewania albo coś, ale w zamian odzyskałam przyjaciółkę z dzieciństwa z którą koleguje się do dziś, choć po drodze były różne wzloty i upadki (naprawdę liczne, ścierałyśmy się raz na jakiś czas). Mimo to warto podtrzymać kontakt. Czasem bywa on słabszy a czasem bardziej intensywny, ale wiem że zawsze mogę do niej zadzwonić i pogadać, choć założyła kilka lat temu swoją rodzinę to staramy się podtrzymywać znajomość. Przez okres studiów rzadziej się spotykałyśmy bo po drodze jakieś inne znajomości nawiązałam.
A teraz to wygląda tak, że skończyłam studia, szukam pracy od niemal pół roku ;/ (choć w ich trakcie pracowałam w kilku miejscach, ale bardziej dorywczo) a przyjaźnie zostały i ta pierwsza z dzieciństwa i kilka z okresu studiowania. Pisze to dlatego by stwierdzić, że o przyjaźnie trzeba dbać, bo znajomi też mają swoje problemy i tak samo my jesteśmy potrzebni im jak oni nam. I nie zaszkodzi od czasu do czasu otworzyć się na ludzi.
beznadziejna22 - wcale nie jesteś taka beznadziejna
Mam 25 lat i miałam podobnie jeżeli chodzi o przyjaciółki. Małej rewolucji doznałam też w gimnazjum, z grona czterech kumpeli jakoś tak się odizolowałam, cóż może miałam trudniejszy okres dojrzewania albo coś, ale w zamian odzyskałam przyjaciółkę z dzieciństwa z którą koleguje się do dziś, choć po drodze były różne wzloty i upadki (naprawdę liczne, ścierałyśmy się raz na jakiś czas). Mimo to warto podtrzymać kontakt. Czasem bywa on słabszy a czasem bardziej intensywny, ale wiem że zawsze mogę do niej zadzwonić i pogadać, choć założyła kilka lat temu swoją rodzinę to staramy się podtrzymywać znajomość. Przez okres studiów rzadziej się spotykałyśmy bo po drodze jakieś inne znajomości nawiązałam.
A teraz to wygląda tak, że skończyłam studia, szukam pracy od niemal pół roku ;/ (choć w ich trakcie pracowałam w kilku miejscach, ale bardziej dorywczo) a przyjaźnie zostały i ta pierwsza z dzieciństwa i kilka z okresu studiowania. Pisze to dlatego by stwierdzić, że o przyjaźnie trzeba dbać, bo znajomi też mają swoje problemy i tak samo my jesteśmy potrzebni im jak oni nam. I nie zaszkodzi od czasu do czasu otworzyć się na ludzi.
nicol.. to nie chodzi o to że ja jestem zamknięta w sobie ... bo jest wręcz przeciwnie.. głośno mówię to co myślę , czuję ... a jeżeli chodzi o problem ze znalezieniem pracy to chyba ja tylko tak mam .. moje koleżanki są bardziej zaradne .. szybko coś znalazły .. druga reszta która była w podobnej sytuacji co ja teraz znalazła praca i wspina się po jej szczeblach ... a ja.. no taka sierota .. ledwo coś słychać jak się wypowiem .. czasami mam wrażenie że myślę po czasie.. tyle miałam głupich platynowych wpadek że palców u rąk i nóg by zabrakło.. miałam tyle fajnych ambitnych planów ale im bardziej wierzyłam że one się urzeczywistnią tym większe było moje rozczarowanie .. wszyscy na mnie liczyli .. całe moje rodzeństwo i te starsze i te młodsze.. rodzice .. tymczasem ledwo co się zachaczyłam szkoły policealnej w kt,orej jak tak dłużej pójdzie nie dam sobie rady ... zostałam bez pracy .. oszczędności się kończą ja wciąż nie mam pracy ... tak bardzo mnie to przytłacza że kładąc zasypiam z płaczem .. i budzę się z płaczem ... nie chce mi się już nic ... mówią że ból z dnia dzisiejszego jest motywacją na kolejny dzień .. jak dla mnie ból z poprzedniego dnia jest dokładką do dnia dzisiejszego ..... mam natłok głupich myśli ... obmyś,am plan dławiąc sie łzami co zrobić żeby szybko zakończyć te swoje męki ..
beznadziejna22
wróć się do swego dzieciństwa, wczesnej młodości: czy nie było tak, że rodzice mówili "Niczego od ciebie nie wymagamy, tylko się uczyć", "Masz jeszcze czas na pracę" i.... w wielu rzeczach wyręczali?
nie.. rodzice nas prosili żebyśmy dobrze się uczyli bo to nam da lepszą przyszłość .. nie mówili masz jeszcze czas na pracę tylko .. mówili jeżeli jest możliwość pracy to podejmij się jej .. bo wiesz jak jest ciężko ... od najmłodszych lat pracowałam .. najpierw jagody , pózniej zmywak .. pózniej jeszcze inna praca .. to nie inni mieli od nas wymagać tylko my sami mieliśmy wymagać od siebie ... nie wiem gdzie u mnie tkwi problem .. nie wymagam od siebie zbyt wiele ... chcę tylko zebrać wszystko do kupy i żyć tak aby nie czuć smaku biedy , ograniczeń i poczucia że jestem gorsza , inna .......
a już na pewno nas nie wyręczali .. myślę że jednak dali tyle ciepła i miłości a przede wszystkim bezpieczeństwa że ciężko mi teraz w dorosłym życiu z dala od nich samej to wszystko odbudować ...
No to taka postawa powinna Cię ukształtować nieco inaczej
beznadziejna, nie ma nic złego w tym, że chcesz "tylko zebrać wszystko do kupy i żyć tak aby nie czuć smaku biedy , ograniczeń i poczucia że jestem gorsza , inna ......." - może wymagasz od siebie zbyt dużo rzeczy....naraz. To potrafi zdemotywować.
Usiądź i na spokojnie zastanów się nie nad tym czego oczekują od Ciebie inni (bo zwariujesz: każdy będzie miał inne oczekiwania i to w dodatku takie, którym am by nie podołał) ale jak Ty widzisz siebie. Czego TAK NAPRAWDĘ pragniesz. Nie skupiaj się na minimum, puść wodze wyobraźni ![]()
ps. bycie inną to nie wada. To zaleta.
wiesz to nie głupi pomysł ... w sumie to tak jest że skupiam się nad tym co oczekują ode mnie bliscy a jeszcze bardziej nad tym jaka jestem beznadziejna nie sprostając tym wymogom .. zawsze mi powtarzali jesteś mądra , pracowita .. ty musisz mieć lepsze życie .. bogate życie .. i hmm po części sama w to uwierzyłam a czuję się rozczarowana bo czas dotkliwie pokazuje że wcale tak nie jest ... bycie inną to nie wada tylko zaleta .. może i coś w tym jest pod warunkiem że nie jest się sierotką , nie mam nigdy swojego zdania , wydaje mi się a nawet jest tak często , jestem przekonana że jestem aż tak mądra że aż bardzo głupia i nie mam nic ciekawego do powiedzenia .. hmmm jenyśka im bardziej staram się ci odpisać tym bardziej gubię w swoich myślach .. za dużo tego jest żeby opisac to od tak w słowa..
Sądzę, że to dobry czas by zacząć żyć wreszcie dla siebie
Tzn. inaczej: robić to, co Ty chcesz i tak układać swoje życie, a nie to, czego oczekuje rodzina. Oni też mają swoje zycie i swoją szansę na jego wykorzystanie.
bardzo mądrze napisane ... trafne słowa .. mam nadzieję że znajdą odzwierciedlenie w moim życiu ..
Jeśli je wprowadzisz w czyn (ale pamietaj: nie wszystko naraz) to znajdą ![]()
![]()
Nie myśl o sobie źle np że jesteś beznadziejna, bo otoczenie tak zacznie Ciebie postrzegać.
Mów o sobie dobre rzeczy.
Znalezienie pracy do prawdziwy problem, tego się nie da ukryć i trudno tu jakoś pomóc.
Ale jak zaczniesz się do siebie i innych uśmiechać to może łatwiej będzie coś znaleźć.
Powodzenia
Od dłuższego czasu, około półtora roku mam duże problemy z nastrojem. Są dni, praktycznie pojedynczy dzień, gdy mam mnóstwo pomysłów, zapału i sił do ich realizacji. Następnego dnia, gdy tylko o nich pomyślę wydają się żartem. Nie mam energii, by choćby się postarać coś z nimi zrobić, nic mi się nie chce. Te drugie dni zdarzają się o wiele częściej, dlatego bardzo często mam wrażenie, że życie toczy się gdzieś obok mnie, a ja mimo chęci uczestniczenia w nim, nie mam na to wystarczająco motywacji. Jednego dnia jestem pełna silnej woli i zaczynam np. biegać, a cztery dni później już zaczynam odpuszczać, wszystkie powody i cele, które sobie postawiłam stają się mało ważne. Słucham moich znajomych i czuję się jeszcze gorzej, gdy słyszę o ich planach, wyjściach, bo u mnie to wygląda zupełnie inaczej. Ciągle jestem niewyspana, mimo, że nie muszę często się zrywać przykładowo o 6, śpię po 7 czy 8 godzin, rano budzę się i nie chce mi się nigdzie iść ani robić nic konkretnego. Jem aż nadto, połowę tego co zjem mój organizm tak naprawdę nie potrzebuje, jem z nudów czy dla poprawienia humoru. Gdy przebywam na uczelni, wśród znajomych czy w ogóle gdziekolwiek tylko nie w domu, mam zapał do nauki, lecz w momencie, kiedy wracam do domu, cały ten zapał po prostu znika. Gdy planuję jakieś wyjście, jak przychodzi co do czego nie mam ochoty ruszać się z domu, wymyślam jakieś wymówki, byle tylko nie musieć nigdzie iść. Nie lubię samej siebie i źle się z sobą czuję. Brak mi już pomysłów jak się zmienić, bo mimo tego, że bardzo tego chcę i potrzebuję, nie wychodzi mi. Do tego dochodzi nerwica natręctw, która jak ostatnio zauważyłam nasiliła się. Ostatnio miałam badania na niektóre hormony, wiem, że tarczyca powoduje wiele różnych przypadłości, jednak ja nie mam z nią problemów. Okazało się jednak, że mam podwyższoną prolaktynę, co tydzień temu zaczęłam "leczyć" po wizycie u ginekologa. Przeczytałam, że za duża ilość tego hormonu może powodować stany depresyjne, problem ze zbiciem wagi czy wypadanie włosów, wszystko to u mnie występuje. Zastanawiam się, czy te wszystkie moje problemy z którymi się borykam, dla niektórych być może brzmią one niepoważnie, lecz mnie uniemożliwiają normalne życie, miną po kuracji na hormony, czy może jednak moje samopoczucie wynika z czegoś zupełnie innego. Dodam, że wcześniej nie miałam takich problemów, mam dopiero niecałe 20 lat i nie zdarzyło się w moim życiu nic traumatycznego co mogłoby powodować mój tak zły nastrój. Mam takie myśli, że i tak nie będzie mnie stać na to co bym chciała (i nie mówię tu o Bóg wie jakich rzeczach), nie dostanę dobrej pracy i będę musiała żyć w zupełnym przeciwieństwie tego, co sprawialoby, że byłabym szczęśliwa i to bardzo pogarsza moje samopoczucie i demotywuje w działaniu. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest normalne i tak nie powinno być, powinnam się cieszyć z tego co mam i doceniać to. Dlatego bardzo chciałabym to zmienić, a właściwie zmienić siebie. Jak znaleźć chęci i motywację? I czy faktycznie hormony mają taki duży wpływ? Po cichu liczę, że po unormowaniu swej sytuacji hormonalnej coś się we mnie jednak zmieni, tym bardziej, że nie jestem taka od zawsze. Post długi, ale nie chciałam niczego pominąć. Liczę na jakieś rady.
Droga Ann obawiam się, że możesz mieć lekki CHAD czyli zaburzenie afektywne dwubiegunowe. Charakteryzuje się to tym , że przechodzimy z bieguna depresji , anhedonii do wzmożonej aktywności, w ciężkich przypadkach manii w lżejszych hipomanii. Powinnaś iść do psychiatry nie do psychologa , moim zdaniem! Prawie na pewno dostaniesz coś z blokerów serotoniny. Ja od 5 lat niemal bez przerwy jadę na fluoksetynie ( prozac ) i nie jest źle. Dla porównania powiem Ci, że w początkach choroby wyjście do sklepu osiedlowego stanowiło problem organizacyjny i decyzyjny na poziomie wyprawy na K2.
Pozdrawiam
Jarek
AnnJ napisał/a:Od dłuższego czasu, około półtora roku mam duże problemy z nastrojem. Są dni, praktycznie pojedynczy dzień, gdy mam mnóstwo pomysłów, zapału i sił do ich realizacji. Następnego dnia, gdy tylko o nich pomyślę wydają się żartem. Nie mam energii, by choćby się postarać coś z nimi zrobić, nic mi się nie chce. Te drugie dni zdarzają się o wiele częściej, dlatego bardzo często mam wrażenie, że życie toczy się gdzieś obok mnie, a ja mimo chęci uczestniczenia w nim, nie mam na to wystarczająco motywacji. Jednego dnia jestem pełna silnej woli i zaczynam np. biegać, a cztery dni później już zaczynam odpuszczać, wszystkie powody i cele, które sobie postawiłam stają się mało ważne. Słucham moich znajomych i czuję się jeszcze gorzej, gdy słyszę o ich planach, wyjściach, bo u mnie to wygląda zupełnie inaczej. Ciągle jestem niewyspana, mimo, że nie muszę często się zrywać przykładowo o 6, śpię po 7 czy 8 godzin, rano budzę się i nie chce mi się nigdzie iść ani robić nic konkretnego. Jem aż nadto, połowę tego co zjem mój organizm tak naprawdę nie potrzebuje, jem z nudów czy dla poprawienia humoru. Gdy przebywam na uczelni, wśród znajomych czy w ogóle gdziekolwiek tylko nie w domu, mam zapał do nauki, lecz w momencie, kiedy wracam do domu, cały ten zapał po prostu znika. Gdy planuję jakieś wyjście, jak przychodzi co do czego nie mam ochoty ruszać się z domu, wymyślam jakieś wymówki, byle tylko nie musieć nigdzie iść. Nie lubię samej siebie i źle się z sobą czuję. Brak mi już pomysłów jak się zmienić, bo mimo tego, że bardzo tego chcę i potrzebuję, nie wychodzi mi. Do tego dochodzi nerwica natręctw, która jak ostatnio zauważyłam nasiliła się. Ostatnio miałam badania na niektóre hormony, wiem, że tarczyca powoduje wiele różnych przypadłości, jednak ja nie mam z nią problemów. Okazało się jednak, że mam podwyższoną prolaktynę, co tydzień temu zaczęłam "leczyć" po wizycie u ginekologa. Przeczytałam, że za duża ilość tego hormonu może powodować stany depresyjne, problem ze zbiciem wagi czy wypadanie włosów, wszystko to u mnie występuje. Zastanawiam się, czy te wszystkie moje problemy z którymi się borykam, dla niektórych być może brzmią one niepoważnie, lecz mnie uniemożliwiają normalne życie, miną po kuracji na hormony, czy może jednak moje samopoczucie wynika z czegoś zupełnie innego. Dodam, że wcześniej nie miałam takich problemów, mam dopiero niecałe 20 lat i nie zdarzyło się w moim życiu nic traumatycznego co mogłoby powodować mój tak zły nastrój. Mam takie myśli, że i tak nie będzie mnie stać na to co bym chciała (i nie mówię tu o Bóg wie jakich rzeczach), nie dostanę dobrej pracy i będę musiała żyć w zupełnym przeciwieństwie tego, co sprawialoby, że byłabym szczęśliwa i to bardzo pogarsza moje samopoczucie i demotywuje w działaniu. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest normalne i tak nie powinno być, powinnam się cieszyć z tego co mam i doceniać to. Dlatego bardzo chciałabym to zmienić, a właściwie zmienić siebie. Jak znaleźć chęci i motywację? I czy faktycznie hormony mają taki duży wpływ? Po cichu liczę, że po unormowaniu swej sytuacji hormonalnej coś się we mnie jednak zmieni, tym bardziej, że nie jestem taka od zawsze. Post długi, ale nie chciałam niczego pominąć. Liczę na jakieś rady.
Droga Ann obawiam się, że możesz mieć lekki CHAD czyli zaburzenie afektywne dwubiegunowe. Charakteryzuje się to tym , że przechodzimy z bieguna depresji , anhedonii do wzmożonej aktywności, w ciężkich przypadkach manii w lżejszych hipomanii. Powinnaś iść do psychiatry nie do psychologa , moim zdaniem! Prawie na pewno dostaniesz coś z blokerów serotoniny. Ja od 5 lat niemal bez przerwy jadę na fluoksetynie ( prozac ) i nie jest źle. Dla porównania powiem Ci, że w początkach choroby wyjście do sklepu osiedlowego stanowiło problem organizacyjny i decyzyjny na poziomie wyprawy na K2.
Pozdrawiam
Jarek
Poczytałam trochę o tej chorobie i mam mieszane uczucia. Część objawów mnie nie dotyczy lub dotyczy w małym stopniu, lecz nie są tak natężone jak w przypadku tej choroby. Podobnie Twój przykład ze sklepem - nie przypominam sobie takiej sytuacji w moim życiu. Ostatnio zaczęłam nad sobą mocno pracować i czuję się dobrze. Nie świetnie, nie tragicznie, dobrze. Trenuję swoją koncentrację i silną wolę, wprowadzam małe zmiany w życiu. Będę się sobie bacznie przyglądać i weryfikować swój nastrój i zachowanie w odniesieniu do wspomnianej choroby, bo mówiąc szczerze istnieje możliwość, że na to choruję, poza tym jest to pierwsze sensowne wytłumaczenie jakie napotkałam apropo mojego stanu. Zdaję sobie sprawę, że najlepiej byłoby zweryfikować to u psychiatry, lecz myślę, że muszę dopiero dojrzeć do tej decyzji, na razie nie wyobrażam sobie spuszczać takiej bomby na rodzinę, bo tak to niestety widzę, jako bombę. Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź.
Do usług ;-) Fajnie, że sobie radzisz, trzymam kciuki i pozdrawiam!
Polecam książkę "Zmotywuj się" - wyznaczenie DNA motywacji bardzo pomaga ![]()
21 2015-02-10 19:42:08 Ostatnio edytowany przez vinnga (2015-03-06 22:58:41)
jeśli nie psycholog to jest kilka pozycji ciekawych do lektury... nie każdy poradzi sobie sam żeby zacząć żyć na 100%, znaleźć w sobie motywację, siłę do działania. Można też spróbować szkoleń on-line, wiele osób pozytywnie się o nich wypowiada, to takie konferencje on-line zazwyczaj są, darmowe, jak na przykład niedozwolony link. często motywuje nas rodzina, dzieci, ale jak ktoś jest sam to ma problem...
Masz duże potrzeby działania, które są niespełnione. Nastrój poprawia się na chwilę gdy starasz się nie myśleć o swojej sytuacji, ale szybko sobie o niej przypominasz i znowu czujesz się gorzej. Stąd są wahania nastroju. Potrzebujesz działać aktywnie w jakiejś organizacji i poza tym być może jakieś twoje działanie kreatywne dużo by pomogło. Brak wiary we własne siły powoduje że nie masz wystarczająco dużo cierpliwości żeby zrealizować swój cel i załamujesz się przez to.
Mam dokładnie to samo. Szukam motywacji i nic. Ciągle to samo piszą. Dobija mnie dosłownie wszystko. Nie widzę żadnych pozytywów. Nie mam na nic siły i ochoty. Moja sytuacja życiowa jest identyczna jak Twoja też zawsze r adzilam sobie sama pracowałam zarabialam grosze i ludzilam się ze kiedyś będzie lepiej jednak nie zapowiada się na to. Też mam 20 lat ciężko znaleźć mi jakieś sens w tym wszystkim. Wszyscy mówią ze wymyslam i narzekam ze nie doroslam haha. A ja się czuję tak jakby już mi się wszystko skończyło. Jakby teraz moje życie składało się tylko z pracy obowiązków problemów. Nie mam czasu dla siebie.. A gdy już mam nie wiem co z nim zrobić.Najchętniej przespalabym cały dzień. Czuję się beznadziejna nie potrzebna brzydka i do niczego.
Dużo zależy od Ciebie. Zadbaj o swój rozwój, jeśli możesz to idź na studia lub na jakieś kursy, ucz się języków. Dbaj o wygląd, myśl pozytywnie i często się uśmiechaj, zwłaszcza do siebie.
Brzmi jakbys mowila o mnie. Ja mam ADHD i musze sobie zapewniac zewnetrzna motywacje. Np. teraz probuje sie przebranzowic, wiec znajduje sobie mentorow. Albo zglaszam sie juz na rozmowy kwalifikacyjne i jak czegos nie wiem to mam motywacje, by do tego zasiasc. Naleze do grupy osob, ktore ucza sie tego samego co ja, i co jakis czas mowimy sobie na jakim etapie jestesmy
A jeśli chcialabyś nieco poprawić jakosć życia, poczytaj sobie o hipnozie regresyjnej https://regresja.net/
1. Jezeli masz motywacje do zrobienia czegos TERAZ to rob to od razu-nie odkladaj na drugi dzien, bo na drugi dzien Ci sie odechce
2. Musisz wyleczyc swoj problem zdrowotny pewnie tez uregulowac hormony