Hej,
ostatnio rozstałam się z facetem po kilku latach związku. To ja przecięłam "nić", chociaż widziałam, że on też tego jakoś chciał, ale z jakiś powodów mi pozostawił sięgnięcie po "nożyce". Ogólnie to był raczej monotonny związek, takie "stare małżeństwo", średnio udane. Rozstaliśmy się w zgodzie i wiele dobrych rzeczy mu zawdzięczam (bo abstrahując od tematu jest na prawdę wartościowym człowiekiem), ale jest też coś niefajnego..
On był bardzo zasadniczy i wymagający odnośnie wyglądu. Muszę wspomnieć, że sam o siebie dbał i uprawiał różne sporty. Ja jako dziecko byłam nieprzeciętnie wysoka, chuda i płaska, z nogami jak patyki, trądzikiem i krzywymi zębami. Dzieci mnie przezywały, własna matka mi mówiła niemiłe rzeczy. Przetrwałam to, bo mam do siebie duży dystans. Zęby wyprostowałam, z trądzikiem nie wygrałam (pozostały jedynie antybiotyki, ale według mnie to już przesada). Teraz wyglądam normalnie, mam wagę w dolnej granicy normy, przeciętną figurę. Jedynie to, że przez ostatnie kilka lat dorobiłam się lekkich boczków, pupa nie jest taka jędrna. No piersi też szczególnie nie urosły, ale są:)
Pamiętam te teksty z podstawówki, ale nie obchodziły mnie ani wtedy, ani teraz. Ale przy moim facecie coś się zmieniło, jego słowa bolały, bo pozwoliłam mu być najbliżej. Pamiętam takie rzeczy jak:
- "dlaczego nic nie robisz z tymi pryszczami? przecież to okropnie wygląda". Mam średnio z 3 pryszcze na twarzy, co w porównaniu ze 100 kiedyś jest sporą różnicą. On nigdy nie miał problemu tego typu i pomimo tłumaczenia nie rozumiał.
- kiedyś byliśmy po coś w aptece i on się mnie zapytał czy chcę może takie tabletki/krem. Spojrzałam jakie- na powiększenie biustu.
- raz jak byliśmy na basenie spojrzał się na mnie z takim wstrętem, że aż zachciało mi się płakać. Tego samego dnia powiedział, że mogłabym popracować nad swoją figurą, bo on nie wie jak tak można.
- porównywał mnie do innych kobiet i mówił, że ładne kobiety mają wąskie biodra (no kości miednicy to sobie na siłowni nikt nie zmniejszy) i małe pupy. Patrzył się na inne kobiety przy mnie.
- standardowo słyszałam, że powinnam poćwiczyć itd.
Przypuszczam, że wiem czym mogło być spowodowane nasilenie tego typu tekstów z jego strony.. Od kiedy zaczął mi mówić takie rzeczy prawie nie miałam ochoty na sex. No bo jak, z jednej strony mnie nie akceptuje i mu się nie podobam (coś miłego słyszałam, może w ilości 5% w stosunku do niemiłych rzeczy), a z drugiej chce sexu.. Czułam się jak przedmiot do zaspokajania potrzeb. Tym bardziej, że był bardziej miły właśnie jak czegoś chciał.
Te wszystkie rzeczy mówił, mając już dwadzieścia kilka lat i wydawał się dojrzały. Wiem, że on ma w tym co mówił trochę racji, ale boli mnie fakt, że akurat od niego to słyszałam. Przecież normalnie jest zupełnie na odwrót np. dziewczyna się żali, że jest gruba, a facet zaprzecza i odpowiada, że dla niego jest piękna. A tutaj nie dość, że nie byłam dowartościowywana, to jeszcze ściągana w dół. Obniżyła się moja samoocena, zaczęłam patrzeć na wygląd, czego do tej pory nie robiłam w takim stopniu. I nie podoba mi się taka ja, bo w głębi jestem inna i nie chcę, żeby takie rzeczy się dla mnie tak bardzo liczyły. Teraz się wstydzę chodzić w stroju kąpielowym, albo porównuję się z innymi. Stoję przed lustrem często jak nigdy, widzę, że tutaj za dużo, tam za mało, tak krzywo.. Nigdy tak nie miałam. Jak to odwrócić?