netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Depresja, nerwica, cos innego? Czy jest ratunek?

5 odpowiedzi5 041 wyświetleńzałożony przez dariaxdd, 23.02.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Depresja, nerwica, cos innego? Czy jest ratunek?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Depresja, nerwica, cos innego? Czy jest ratunek?

Na samym początku chciałabym przeprosić jeżeli napisałam te swoje żale nie w tym miejscu co trzeba.... jestem nowa i nie wiem jak się tutaj odnależć. Potrzebuję pomocy i rady.

Mam wielki problem i nie potrafię sobie sama już z nim pomóc, czytam książki jak sobie z tym radzić itd. Ale to nic nie pomaga?. Wręcz przeciwnie jest mi coraz gorzej??. Mianowicie mam strasznie niską samoocenę a co za tym idzie kontakty z ludźmi praktycznie zerwały się, nie wiem o czym mam z nimi gadać, czuję się gorsza od innych i wciąż czuję że jestem jakaś inna..
Wydaje mi się że ludzie radzą sobie z tym problemem bo wychodzą do ludzi, starają się. Ja mam wieczne sinusoidy nastrojów. Ale co najważniejsze ? nie wierzę w siebie i mam wrażenie, że jest ze mną coraz gorzej. kiedy ktoś pyta mnie o jakąś poradę wydaje mi się że nic wartościowego nie wnoszę do dyskusji, poza swoim ?aha, tak, bardzo mi przykro?. Czytam fora, staram się uczyć od innych w jaki sposób pomagają, jakich odpowiedzi udzielają ale ostatnio to tylko pogarsza moją sytuację bo myślę sobie: cholera jestem beznadziejna, Ci ludzie tak odpowiadają mądrze a ja nie umiałabym pomóc nawet gdyby z takim problemem przyszła moja przyjaciółka. Mam wrażenie, że nie potrafię z ludźmi rozmawiać, czasem złapię tzw. wiatr w żagle, jest piękna pogoda pójdę pobiegać i mam rewelacyjny nastrój jednak wszystko pryska kiedy kogoś spotykam i rozmowa nam się nie klei. Wszyscy dookoła paplają, śmieją się, mam wrażenie że dlatego że nie jestem błyskotliwa i nie potrafię rozwinąć tematu i tkwię w martwym punkcie.
Czasami wyobrażę sobie jakąś sytuację ? że np. idę z mojego chłopaka siostrą na jakąś imprezę i chciałabym żeby się ze mną dobrze bawiłą bo to fajna dziewczyna a myślę że będziemy nudziły się jak mopsy bo ja z nią mądrze nie pogadam, nie pośmieję się? Na pytanie zadane przez kogoś gdzieś w autobusie typu co słychać? Odpowiem: fajnie dzięki, a inni potrafią snuć długie opowieści.
Czuje się chora. Pomocy!!!!!!!!!!!
Kiedyś potrafiłam wyjść z ludźmi, pogadać i pośmiać się ? mieć naprawdę normalne przyjazne relacje, pokłócić się pogodzić i tak w kółko ? jak to ludzie. Teraz jak się z kimś pokłócę to mam do siebie pretensje że mogłam tak nie gadać itd. To jest dla mnie okropne, kiedyś z głupiej rozmowy o pogodzie potrafiłam nagle przeskoczyć na temat np. tatuaży, potem gładko z tego tematu na temat o górach a z niego na temat książek itd. Itp.
Teraz tak się skupie na temacie tego podanego tatuażu że nie potrafię znaleźć innego?. mam wrażenie że jestem tępa jak nie wiadomo co bo nie potrafię z kimś gładko podyskutować, będę kiwać mu głową i przyznawać rację??A kiedyś? Jak się z czymś nie zgadzałam to po prostu to mówiłam i to też był dobry temat, bo konfrontowało się wzajemnie swoje zdanie i było ciekawie i zabawnie.
Przez to mam wrażenie że jestem nie sobą tylko idiotką?
Kiedyś jakby mi ktoś powiedział np.: ale Ty dziwna jesteś w zarcie oczywiście to śmiałabym się z tego i odpowiedziała w żarcie ?wolę określenie jedyna w swoim rodzaju ;d? a teraz bym się zamknęła w sobie i pobeczała, że wszyscy mnie tak widzą. Ja już nie daje rady!!! Co robić?
Czy to możliwe że kiedyś byłam mądrzejsza i po prostu zgłupiałam?
Generalnie często czuję że pytam o coś nie dlatego że mnie to interesuje tylko żeby zabić ciszę. Czuję się jak kretynka bo mam wrażenie że inni ludzie poznając kogoś nowego prowadzą naprawdę fajne i ciekawe dyskusje a ja jedyne co potrafię zapytać to co u Ciebie, albo gdzie pracujesz, a ludzie z reguły nie chcą prowadzić takich gadek ? chcą się pośmiać podebatować a nie prowadzić suchą gadkę o tzw. pogodzie. Czuję się di niczego pomocy!!
Kiedyś potrafiłam kogoś właściwie ocenić ? powiedzieć że znalazłam z nim wspólny język albo że nie nadajemy na tych samych falach i tyle?.
Teraz mam wrażenie że z nikim nie nadaję na tych samych falach, nikt mnie nie zagaduje bo zwyczajnie kiedy do mnie podejdzie to stoimy potem w ciszy jak dwa głupki?.
Czy to nerwica, depresja? Czy co? BŁAGAM O POMOC.
Ciagle w swojej głowie skupiam się na tym jak zainteresować rozmówcę co zrobić żeby go nie zanudzić?

To mnie wykańcza???.

2

Odp: Depresja, nerwica, cos innego? Czy jest ratunek?

Czy jesteś nieśmiała ? być może nieśmiałość Cię paraliżuje i dlatego trudno Ci się wypowiadać swobodnie. Może dobrym pomysłem będzie czynny udział w forum, odpowiedzi do istniejących wątków, w ten sposób możesz trochę potrenować swoje wypowiedzi wink na pewno nie zgłupiałaś, być może to stres tak na Ciebie oddziałuje, nie ma na to jednak gotowej recepty jak to zmienić, musisz sama się przełamać...

3

Odp: Depresja, nerwica, cos innego? Czy jest ratunek?

Nie jestem nieśmiała, potrafię załatwić różne sprawy, odezwać kiedy potrzeba, na uczelni też dobrze się komunikuję. Boję się chyba nawiązywania głębszych relacji... Spotykam się z kimś, rozmawiamy a ja zamiast to przyjąć jako normalną sprawę analizuję potem w domu na setki sposobów czy czasem nie zachowałam się głupio, czy mnie ta osoba polubiła, w efekcie podczas następnego spotkania często zalega cisza bo ja zadręczam się myślami...
Mam kochającego chłopaka z którym czułam się szczęśliwa
Pierwszy raz w życiu czułam, że będąc w czyimś towarzystwie ?jestem w domu? (w jego towarzystwie), jestem akceptowana taka jaka jestem i nie musze się dopasowywać ? nie doświadczyłam tego w rodzinnym domu, dzieciństwo miałam szczęśliwe ale okres nastoletni aż do teraz pamiętam jako wieczną przepychankę z matką i bratem, wieczne oskarżanie że do niczego się nie nadaje. Wieczną huśtawkę emocjonalną ? jednego dnia byłam dobrą córką, innego dnia żałowała że mnie urodziła. Po stekach wyzwisk pod swoim adresem dostawałam smsa że ?chyba jest złą matką, że tyle mi poświęciła, nie potrafię jej docenić? i było coś w stylu przepraszam, ale nigdy prawdziwe przepraszam. Że kocha nie powiedziała mi nigdy.
Brat traktował mnie jak chłopca do bicia, zawsze miałam swoje zdanie i nie dałam sobie w kaszę nadmuchać ? to mu się przestało podobać kiedy byliśmy nastolatkami, bo przez dzieciństwo byliśmy dość zgrani. Problemy rosły i nawet nie wiem kiedy zaczęłam go szczerze nie nawidzieć. Kiedy pierwszy raz dostałam od niego po twarzy, a drugim razem zostałam skopana za pierdołę, obiecałam sobie że jeszcze mu pokażę. Byłam nastolatką, wszystko we mnie buzowało, czułam się poniżona, przez myśl mi nawet przeszło że zapiszę się na jakąś samoobronę i następnym razem będzie zaskoczony. Ale wiedziałam, że w tej kwestii niewiele mogę zrobić, w odpieraniu słownych ataków osiągnęłam poziom mistrzowski, ale na starcie fizyczne brakowało mi sił. Dorastałam, zajęłam się maturą, studiami, zaczęłam traktować go jak powietrze i unikałam wszelkich konfrontacji. Tłumaczyłam sobie, że na idiotów nie ma rady, zawsze sprowadzą Cie do swojego poziomu i pokonają doświadczeniem. Było mi przykro, że nie jesteśmy jak inne rodzeństwo ? kłócące się, ale zawsze stające za sobą murem. Miałam taką wizję, ale z czasem zauważyłam, że kiedy ktoś Cię nie szanuje i leje w taki sposób to nie jest zdrowe.
W moich oczach stracił wszystko ? honor i szacunek. Potem wiele razy nad tym myślałam i cierpiałam z tego powodu, bo chciałam dobrze, bo to rodzina, bo nie jest taki zły... Wśród ludzi - złoto a nie chłopak. Towarzyski, inteligentny, wysportowany i wykształcony? Nie wiem co takiego miałam w sobie, że ze mną nie potrafił jak z innymi, nie wiem i się nie dowiem. Zaczęłam wierzyć w to, że naprawdę coś jest ze mną nie tak. Teraz już nad tym nie rozpaczam, czasem jest mi przykro, ale pogodziłam się z sytuacją.

Oboje z matką podkopali poczucie mojej wartości w sposób trudny do opisania. I wciąż to robią. Chociaż mój brat w sposób perfidny, a moja matka trochę pogubiony?

Przez dwa lata bycia z P. czułam się naprawdę szczęśliwa i tylko czasem popadałam w takie stany, kiedy rozmowa mi się z kimś nie kleiła tłumaczyłam sobie że nie zawsze musi, że może ludzie wcale nie są mi potrzebni do szczęścia (ale wiem, że są. Tylko o wszystko się obwiniam i unikam kontaktu z nimi....), od jakiegos czasu znow czuje się nieszczęsliwa...
Po częsci ma to związek z P. flirtowaniem z koleżanką na fb, na którą to rozmowę wpadłam przypadkiem...
I od tamtej pory sielanka się skończyła, po prostu ześwirowałam, wróciliśmy do siebie ale przestałam ?czuć się jak w domu?, wiedziałam, że go potrzebuję więc nie potrafiłam się rozejść , w głowie ciągle coś mi podpowiadało, że przesadzam, że nic takiego się nie stało, kochałam go i naprawdę wiele rzeczy razem przeszliśmy, wiedziałam że szkoda przekreślić to wszystko tylko dlatego że flirtował z kimś? ale to mnie zdruzgotało bardziej niż myślałam i mimo wielkich chęci żeby to zapomnieć nie potrafiłam się tej myśli z głowy pozbyć. Czułam się zdradzona, nie fizycznie, ale psychicznie, do tego 3 razy bardziej niż inni, bo takie rzeczy biorę bardzo do siebie. Bardzo.
On mówił że nigdy by mnie nie skrzywdził, że pisał z nią bo dobrze mu się z nią gadało itd. Ale do mnie nic nie docierało, jak to się mówi wiedziałam swoje? Straciłam zaufanie doszczętnie.
Mówi się, że nie powinno być się nigdy zazdrosnym, jeżeli facet kocha to nie ma powodu, a jeżeli nie kocha to poprostu nie warto? ale ja nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, od tamtej sytuacji minęły 3 miesiące a u Nas raz dobrze, raz źle. Stałam się piekielnie zazdrosna, jak nigdy bo wcześniej czułam że nie muszę?. Wierzyłam że jego interpretacja słów ?nie zrobię Ci krzywdy? jest taka sama jak moja? Przejechałam się.
Kiedy staram się o tym zapomnieć (zerwał z nią kontakt całkowicie) to jest dobrze, ale kiedy wszystko do mnie wraca robię się zdystansowana, zimna, zaczęłam się bać że go stracę, nie czuję się już tak swobodnie, zaczęłam znów czuć że mogę liczyć tylko na siebie bo koniec końców ktoś mnie skrzywdzi prędzej czy póżniej, że muszę grać bo jak byłam sobą to nie wystarczyło?
Można powiedzieć że coś co nazywałam swoją emocjonalną kotwicą wcale nią nie było? Niby nic wielkiego ale ja chcę się czuć w końcu naprawdę wyjątkowa.... ale chyba nie ejstem i nie zasługuję na to

4

Odp: Depresja, nerwica, cos innego? Czy jest ratunek?

Największy problem mam z rozmawianiem z osobami cichymi.... jeśli ktoś jest wygadany i wystarczy ze tylko czasem coś opowiem albo o coś zapytam i on kontynuuje to sie nie martwię, tak samo jak jest grupa ludzi, bo wiem że ten obowiązek nie spoczywa tylko na mnie... Najgorsze jest dla mnie zaczynanie rozmowy, no jakoś nie potrafię wykrzesać z siebie nic poza głupim "co słychać".
Tylko z P. i jedną z przyjaciółek jest inaczej - z nimi gadam jak nakręcona, albo milczę bo nikomu to nie przeszkadza...
Moj drugi problem - za duzo analiz i zastanawiania się nad sobą, nad relacjami w swoim życiu nad wszystkim... poza tym pamiętam porażki przez długi czas. Pamiętam jak przyjaciółka przedstawiła mnie swojemu chłopakowi po czym wyszła na chwilę a my zamienilismy ze sobą dwa zdania... Czuję się taka niezyciowa... Zaczęłam wierzyć że nie mam nic do powiedzenia, czytam czasem wypowiedzi jakiś ludzi i myślę sobie "skąd im się ta odpowiedź wzięła, ja bym na coś takiego nigdy nie wpadła" i tylko "garbię sie" coraz bardziej...

Czasem otwieram stare rozmowy z ludźmi i widzę że było we mnie więcej pasji, więcej poczucia humoru i polotu w rozmowie. A teraz jest pustka i zadręczanie się. Jak sobie pomóc, czy powinnam iść do specjalisty??

5

Odp: Depresja, nerwica, cos innego? Czy jest ratunek?

Zaakceptuj siebie, no nie każdy jest wygadany i uwierz mi że wolę jednak osoby, które nie nawijają co im ślina na język przyniesie ;-)

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Depresja, nerwica, cos innego? Czy jest ratunek?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026