Oj, ja o swojej pierwszej miłości myślę do dziś, gdy zdarza mi się Go spotkać mam przysłowiowe ciary, ręce mi się pocą i jestem całkiem zdezorientowana....
Poznaliśmy się w trzeciej klasie gimnazjum, zaczęło się od szkolnej wycieczki na którą pojechały dwie klasy, moja i właśnie D.
To właśnie wtedy zwróciłam na Niego uwagę, nie pamiętam dokładnie w jaki sposób zdobyłam Jego nr, ale jakoś to zrobiłam:) Pisaliśmy do siebie, aż w końcu zaproponował spotkanie...to było 21.11.2007r ok. godz. 17.00:) Pamiętam, że było naprawdę zimno:) On od razu złapał mnie za rękę, wtedy też przeżyłam swój pierwszy pocałunek:) spotykaliśmy się często, On mieszkał i z tego co wiem nadal mieszka jedynie 6 km ode mnie, spędzaliśmy razem każdą przerwę w szkole...Po wakacjach poszliśmy do tego samego technikum, do tej samej klasy....przez miesiąc było tak samo cudownie, potem jednak On zaczął mnie unikać, nie wiem do tej pory dlaczego:) zostawił mnie:p jejku, jak ja wtedy płakałam!:) nigdy nie zanosiłam się tak przez faceta, to był pierwszy i ostatni związek, który tak przeżyłam, nie spałam nocami...pisałam do Niego, próbowałam rozmawiać...ale nic to nie dało. Po ok. dwóch miesiącach przeszło mi zupełnie, nie płakałam już, wszystko było ok, poznałam nawet innego chłopaka, K. też był fajny,,,i tylko fajny:P nic do niego nie czułam ale chciałam w taki sposób odegrać się na D....przez jakiś miesiąc spotykałam się z K, ale tylko w szkole, nie chciałam żeby przyjeżdżał, nie czułam potrzeby poznawania Go z moimi znajomymi. I pewnego dnia odezwał się D, byłam trochę zdziwiona, ale On chciał do mnie wrócić...hmmmmmmmmmmmmm, byłam niedostępna, wiedziałam od naszych wspólnych znajomych że nie może On patrzeć na mnie i na Kubę, to było miłe:) ale ja byłam tak niedostępna że w końcu odpuścił, ja też....nasze drogi zaczęły się rozchodzić, w szkole nie byliśmy nawet na cześć....ale mimo to zawsze jak Go widziałam miałam "motyle w brzuchu"........rok temu zdobyłam Jego nr, pisaliśmy jak gdyby nigdy nic, myślałam o Nim często, ale przerwałam to bo miałam już chłopaka, ale czułam do Niego taki sentyment, że musiałam mieć z Nim jakiś kontakt, więc znowu się odezwałam.....JAKI ON BYŁ MIŁY! no ale cóż, zżerało mnie poczucie winy, że jestem nie w porządku wobec "kogoś"....znowu to przerwałam, zmieniłam numer, z przyczyn koniecznych, połamała mi się karta sim przy wyjmowaniu z tel. Nie wiem, może to celowe działanie, bo w końcu straciłam Jego nr.....od czerwca nie mamy kontaktu, ale nadal o Nim myślę, boję się, że już nigdy się tak nie zakocham! Może to się wydawać śmieszne, bo ile ja miałam lat?? 17???? guwniara, ale z ręką na sercu Wam piszę, że jeszcze na niczyj widok nie waliło mi tak serce! Raz spotkałam Go w biedronce:) oj, dobrze że chociaż wtedy tak ładnie wyglądałam:) no ale to było tylko małe, ciche cześć:) szkoda, że wtedy Go "spławiłam", bo jestem pewna, że gdybym wtedy Mu uległa i do Niego wróciła, ciągle bym z Nim była!....jest dla mnie bardzo ważny mimo tego, że się nawet nie widzimy.........