Pierwsza miłość nie rdzewieje? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Drodzy,
zacznę dość nietypowo. W moim życiu trochę tych związków się przewaliło. Bywały krótkie, jak i bywały długie. Bywały wielkie miłości, jak i przelotne romanse, wszystkie łączyła natomiast jedna wspólna cecha - kończyły się niczym zdmuchnięty płomień świecy na wietrze, co to płonie niby nie przerwanie, aż nagle *świst* i pozostaje jeszcze przez chwile żarzący się knot, później już tylko ciemność.
Co do mnie, to obecnie pozostaję w udanym związku, raz jest lepiej, raz gorzej, mamy swoje wzloty i upadki, często się śmiejemy, a jeszcze częściej kłócimy. Można by rzec, taki standardzik. Czy to ta ostatnia miłość? Kiedyś bym powiedział, że bez wachania tak, obecnie jednak, z bagażem swoich doświadczeń, nie jestem już tego taki pewien, by nie stwierdzić, że czasem sam siebie muszę przekonywać, że warto ten związek pielęgnować, bo przecież ideałów nie ma.
I tak rozmyślając, grzebiąc w pamięci w materii związków, relacji, które w swoim życiu przebyłem, doszedłem do wniosku - najlepiej mi było z moją pierwszą miłością (tutaj nie mylić z pierwszą dziewczyną, bo pierwszy raz w związku byłem w wieku 13 lat, a pierwszy raz się zakochałem w wieku 25 lat). Wszystko było takie, jak trzeba. Czyli pogmatwane, poskręcane, niezrozumiałe... i nad wyraz orzeźwiające. Potrafiliśmy całe noce się kochać, rozmawiać, pić wino i śmiać z takich głupot, że ktoś obcy by pomyślał - no debile. W tym miejscu koniecznym jest wskazać, że ja doskonale znam schemat pułapek myśleniowych i ludzkiej psychiki, nie jest mi obce idealizowanie partnera/partnerki po rozpadzie związku, zdaję sobie sprawę z tego, iż z czasem negatywne wspomnienia się spłycają, a pozostają te szczęśliwe. Wiem, co to haj hormonalny, tzw. różowe okulary, które przecież muszą po czasie spaść. Wszystko to rozumiem. I przede wszystkim, ja doskonale pamiętam nasze kłótnie, potrafiliśmy się sprzeczać godzinami o byle gówno, drzeć koty i wydzierać na siebie. Było dużo płaczu, emocji, robienia sobie przykrości, zazdrości i... rzucaliśmy się sobie w ramiona po wszystkim. Tarcie, jak u zwierząt. Nie mowa tylko o seksie, ale o czułych słówkach, tuleniu sie do siebie, leżąc złączeni ciałami czuliśmy, że jesteśmy jednością. Jednym ciałem, jedną duszą. Jedno spojrzenie po kłótni na siebie, "to" spojrzenie, i tak ogromne jebnięcie dopaminy w mózg, że świat się kończy.
Niestety, z czasem to wszystko pierdolnęło. Z jakiego powodu, to ciężko stwierdzić, chyba takie jest życie po prostu, jak mawiał poeta "nic nie trwa wiecznie, niebezpieczenie, jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie". Skończyło się coś, ale i coś się zaczęło. Coś nowego. Jeden raz, potem drugi, potem piąty. Za każdym razem jak się kończyło, to żałoba, przynajmniej pół roku, nie pchanie się zbyt pochopne w drugi związek, żeby nie przenosić schematów, żeby nie robić "plasterka" z drugiego człowieka.
Te nowe związki, były raz lepsze, raz gorsze, potrafiły być nudne jak flaki z olejem, albo tak ekscytujące, że dech w piersiach zapierały - abstrahując od powyższego, nawet się nie zbliżyły do tej pierwszej miłości, z której chyba już nigdy się nie wyleczę, chociaz było to laaaata temu.

Mając na uwadze powyższe, chciałem zatem spytać Was o zdanie, jak to jest - panowie i dziewczyny w Waszych przypadkach. Mimo pozostawania w związku z partnerami/partnerkami, których z pewnością darzycie uczuciem/kochacie, czy zdarza Wam się wracać do pierwszej miłości z zagwostką "ciekawe co u niego/niej, gdyż z tym obecnym/obecną już nie czuję tego w taki sposób". Jednym zdaniem - pierwsza miłość nie rdzewieje? smile Tak to już w życiu bywa, że pierwsza miłość (nie związek, a miłość) niestety zwykle nie wychodzi, jest szczenięca i niedojrzała. Druga natomaist zwykle jest już bardziej pragmatyczna, oparta o jakieś procesy logiczno-myśleniowe, ale (przynajmniej w moim odczuciu) jest pozbawiona tego czegoś, tego szaleństwa i niedojrzałości. W moim przypadku, mimo upływu lat, wciąż do pierwszej miłości wracam myślami, choć jest to już od dawna temat zamknięty i pozostaje wyłącznie w sferze rozważań domniemanych "co by było, gdyby było".

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Pojawiło się w Twoim poście parę błędów poznawczych, np:

- az jest lepiej, raz gorzej, mamy swoje wzloty i upadki, często się śmiejemy, a jeszcze częściej kłócimy. Można by rzec, taki standardzik. Nie, to nie jest standardzik. Kłótnie się zdarzają ale jeżeli częściej niż "wzloty" to jest coś do przepracowania. Może warto się zastanowić o co są te kłótnie?
- Wszystko było takie, jak trzeba. Czyli pogmatwane, poskręcane, niezrozumiałe... i nad wyraz orzeźwiające. Co oznacza "takie jak trzeba"? Czyli dla Ciebie elementem dobrego związku jest ciągła zmiana nastrojów, niepewnośc, skakanie góra-dół?
- Niestety, z czasem to wszystko pierdolnęło. Z jakiego powodu, to ciężko stwierdzić, chyba takie jest życie po prostu. No cóż, skończyło się bo ten element miłości chemicznej kiedy jedziemy na kodach się zawsze kończy. I mimo że zdanie wcześniej dwa razy utwierdzasz siebie w przekonaniu że znasz pułapki myślenia i jak działa psychologia ludzka, to jednak w tym fragmencie zdajesz się to kompletnie omijać - skończyło się ot tak, nie wiadomo dlaczego, nie wchodźmy w szczegóły.

Ja osobiście mam taką teorię, że to nie za pierwszą miłością się tęskni, ale za sobą z tamtego okresu - swoją naiwnością, lekkością, byciem nieobciążonym rozczarowaniem, stratą, bólem, kredytami, wojnami, covidami. Uciekamy myślami do idylli nas młodych kiedy mieliśmy wrażenie że wszyustko co najlepsze dopiero przed nami. Jest to też pewnie jakaś forma obrony przed tym co dzieje się w Twoim obecnym związku - łatwiej jest fantazjować o przeszłości niż skupić się na tu i teraz i zastanowić co się dzieje w obecnej relacji co Ci nie pasuje i co Ci to o Tobie mówi.

Warto też pamiętać, że są pewne straty których się nie da zapomnieć i udawać, że ich nie było. Jak ktoś spróbował heroinowego haju to zjedzenie tabliczki czekolady czy spacer wzdłuż plaży nigdy już nie będzie dla niego równie przyjemnym doświadczeniem, bez względu na to jakie bajki sobie sprzeda. Heroina aktywizuje ośrodek nagrody niemal 100x mocniej i tyle. Dlatego warto znać psychologię miłości i wiedzieć że są pewne etapy związku, na początku jest samograj a potem się robi trudno, żmudno i trzeba włożyć w to wszystko więcej pracy.

3

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

W ogóle nie tęsknię do swojej pierwszej miłości. I chociaż z dzisiejszej perspektywy uważam, że dobrze ulokowałam w tamtym czasie uczucia i był z tego dobry związek, to w żadnym wypadku nie chciałabym do tego wracać. Ot, było i minęło, albo na zasadzie fajnie było, ale się skończyło, bo przyszedł czas na coś jeszcze fajniejszego ;-)

4

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Ciekawie łączy się to z Twoim poprzednim tematem, wiesz?

Wracanie do tego, co było, to stanie w miejscu. A za mało lat życia mamy na to, żeby sobie na coś takiego pozwolić. Ja nie żałuję. Z tamtym facetem mam sporadyczny kontakt i widzę, że dobrze się stało, bo nie wytrzymałabym z nim w tym momencie. Rozjazd charakterów i stylu życia całkowity.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

5 Ostatnio edytowany przez cześka8 (2022-05-12 12:09:17)

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

z reguły to co pierwsze zapamiętuje się inaczej...  bo to nowe, my bylismy inni... wlasnie ta kolejna juz bogatsza o doświadczenia, mamy punkt odniesienia co bylo dobrze, co mozna naprawic... a i tak zapewne popelni się błedy...
ja czasem wracam do swej pierwszej... było podobnie jak napisałes: szalenczo i dziko, jak na 2 takie same znaki zodiaku przystało (ale już nigdy potem nie rzucałam niczym o ściany)... człowiek z biegiem czasu ..dorasta, mam super wspomnienia... nawet spotkalismy sie kiedys gdzies przypadkiem, wyjasnilismy sobie kilka spraw - chyba było mi to potrzebne, cieszę się że fajnie ułożył sobie życie smile

6

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Za okolicznościami i emocjami które miotały mną jak kukłą tęskno mi Panie, hehe. Kiedyś po wcale udanej randce z pewną kobietą zastanawiałem się gdzie moje emocje? Te co ponad rok wcześniej odczuwałem z A. wzmocnione razy tysiąc tym że urzeczywistniało się po trosze moje myślenie życzeniowe z nią związane. Kurwa jaki człowiek chodził dumny! Aż prsotowało naturlaną kifoze. A przystojny jaki! A ciekawy! I te wachnięcia nastroju od euforii do przygnębienia i wszystko zależne od rodzaju i częstotliwości kontaktu z nią. Fruwałem, spadałem, czołgałem się. Całe moje samopoczucie miała we władaniu jedna istota. Ale co..padło. Człowiek schardział, dojrzał choć nie był już młodzieńcem i potem już na zimno. Tak, chcę powiedzić za którymś z przedmówców: to tęsknota za sobą w tamtym wydaniu.

7

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Moim zdaniem, tak jak pisze Foxtrerier tęsknimy głównie za sobą samym, szczęśliwym z nieświadomości, niewinnym i czystym w uczuciach, jednocześnie bardziej gwałtownym i słodko kochliwym.

Co do moich doświadczeń, to odróżniłabym pierwszy dłuższy związek i pierwsze wielkie zakochanie.
Co do związku (ten był pierwszy), był wyjątkowy, bo pierwszy i wszystko w nim było po raz pierwszy, mam sentyment, ale nie tęsknię do tego człowieka, bo wiem, dlaczego się z nim rozstałam. Niedawno, miałam pierwszy kontakt z nim po 25 latach. Z jego strony czuć było duuuży sentyment, ekscytację i chęć spotkania, a ja poczułam, że staję się przez chwilę to dawną osobą w wyniku tego kontaktu. Nie mogę powiedzieć, że uczucie odżyło, ale rozrzewniło mnie na chwilę. Potem popisaliśmy jeszcze przez trochę i bańka rozrzewnienia pękła. Wszystko mi się przypomniało dlaczego nie jesteśmy i nie mogliśmy być dłużej wtedy i przyszła ulga z tytułu pogodzenia się z tym faktem. Nie umówiliśmy się jeszcze na dłuższe spotkanie, więc tu nie skomentuję. Nie wiem jakby się to skończyło, ale z mojej strony chęć dowiedzenia się co tam u niego jest czysto informacyjna, jak u starego znajomego. Jak to wygląda z jego strony, nie mam pojęcia.

Co do największego w życiu zakochania, to nie miałam tego szczęścia/nieszczęścia być w związku z tą osobą. Na pewno mam do tego chłopaka duży sentyment i widuję/widywałam go dość regularnie przez całe moje życie i może mamy za sobą parę wczesnych incydentów, ale nigdy nie wchodziliśmy ze sobą w dłuższą relację. Od bardzo długiego czasu nic się między nami nie wydarzało, ale ten sentyment  z jednej i drugiej strony nadal jest, i czasami wychodził po alkoholu. Musieliśmy się oboje z tym pilnować, gdyż byliśmy w swoich długich związkach i przyjaźniliśmy się wraz z naszymi partnerami. Dochodziło nawet na imprezach do celowego unikania siebie nawzajem, ale ta chemia i tak fruwała w powietrzu. I w tym przypadku chyba mówiłabym o efekcie utraconych szans. Nie wiem jakby z nim było, on też tego nie wie, więc za tym tęsknimy. Dodam, że nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat, bo nie chcemy otwierać puszki Pandory wink

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Pierwsza milosc - u nas nie zardzewiala...nie ma kiedy... polerujemy z zona na zmiane smile

9

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Zacznijmy od tego, że ludzie nie mają POJĘCIA, co to miłość. Po co mieszać i mylić pojęcia?

10 Ostatnio edytowany przez 67Eve (2022-05-15 11:54:55)

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Pierwsza miłość pozostawia wspomnienia i jest bardzo ważna. Ja zawsze pierwszą miłość będę wspominała z wielkim sentymentem, mimo że minęło od tego już prawie 40 lat. Ale to nie znaczy, że potem się nie zna normalnie żyć i tworzyć nowych związków. Miałam 16 lat i zawszę będę pamiętała swoją pierwszą miłość, choć nie mamy kontaktu. Wiele lat potem, już mając 36 lat, byłam czyjąś pierwszą miłością. 19-letniego chłopaka. Trwało to krótko, ale po kilku latach się spotkaliśmy i do dziś jesteśmy przyjaciółmi. Ale na szczęście nie przeszkadza to w obecnym życiu, w obecnym związku ani jemu, ani mnie.

11

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Mam podobnie. W zasadzie, to przez mój ostatni związek chyba trudno mi znaleźć coś równie dobrego, ale było zbyt emocjonalnie. Rozwaliło sie z podobnych oraczy, ileż można na takim haju szalonym żyć, a z drugiej strony byliśmy sobie przyjaciółmi. Teraz jak nawet próbuje z kimś cis, to nie ma tego no, tego. Jak czytałam początek tego wątku i opis związku, myślałam, że to mój były pisze, aż się wystraszyłam, ale znając jego nie ma pojęcia o tym forum. No cóż, pozostaje bez w związku z racjonalnych przyczyn.

12 Ostatnio edytowany przez Istotka6 (2022-05-15 17:11:57)

Odp: Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Pierwsza miłość to ta krystaliczna,  czysta,  mocna emocjonalnie.  No właśnie - emocjonalnie...  Może to właśnie  tych emocji Ci brakowało  w poprzednich relacjach?

U mnie też pierwsza miłość to była ta mocna miłość,  pełna emocji.  Emocji do których dziś bym nie chciała  już wrócić,  mimo że uzależniają bo były mocne i różnorodne.  Obecnie jestem kimś bardziej świadomym,  bardziej dojrzała emocjonalnie,  cieszę się,  że to było,  bo było fajnie,  ale w miłości oczekuje już czegoś więcej niż emocji,  przegadanych całych dni i nocy,  beztroskiego śmiechu z głupot  bo tak mogę opisać pierwszą miłość patrząc poprzez pryzmat czasu i doświadczeń. W prawdziwej miłości mam to wszystko (choć emocje bardziej stabilne,  i to na zdrowie)  ale mam też zdecydowanie więcej.

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Pierwsza miłość nie rdzewieje?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021