Witam, jestem tu pierwszy raz, trafiłam tu ponieważ chciałam opowiedzieć swoją historię i dowiedzieć się jak to wygląda z perspektywy innych kobiet.
Mama chłopaka w wieku 27lat, ja mam 24. Zaczęliśmy się spotykać przed wakacjami ale znaliśmy się już dużo wcześniej. Wiedziałam, że jest to osoba nie stroniąca od imprez ( narkotyki, alkohol) ale u mnie już jest takie środowisko. Znam wiele przypadków małżeństw, związków gdzie po pewnym czasie ludzie dorastają z tego i zakładają normalne rodziny. Przez wakacje było wspaniale, był miły, zabawny, wolał każdą chwilę spędzić ze mną niż ze znajomymi. Opowiadał jak czuje motylki w brzuchu już godzinę przed naszym umówionym spotkaniem. Niestety, wakacje się skończyły i sielanka też. Ja studiuje w tygodniu i dojeżdżam na zajęcia a on nie pracował...Przez wakacje mi wmawiał, że ktoś mu załatwił pracę po wakacjach za granicą i on będzie jeździł i przyjeżdżał na weekendy. Ograniczyłoby to nasze kontakty ale w tym wieku trzeba już coś robić. Minął jeden, miesiąc, drugi a z pracą nic. Zaczęłam mu zwracać uwagę, że jak nie tam to niech u nas poszuka ale on wolał pić. Nie, nie imprezować po prostu pić kiedy ja byłam akurat na uczelni. Piliśmy razem na wakacjach ale wiadomo słońce, wolne wydawało mnie się wtedy mało groźne. W końcu zaczęłam mu robić awantury, że nie pracuje, że tylko pije. Doszło do tego, że parę razy mnie uderzył. Wybaczyłam bo tłumaczyłam sobie, że np. za pierwszym razem zrobiłam mu bezpodstawną awanturę o naszą koleżankę. Jestem osobą, która jest zaczepliwa i skłonna do awantur nawet bez powodu. Czasami się nie wiem dlaczego zaczepiałam żeby sprawdzić w którym momencie pęknie i mnie uderzy. Drugim razem popychał mnie i nie chciał wypuścić z domu ponieważ jak to tłumaczył nie chciał żebym poszła na imprezę bo bał, że coś mi się stanie, oczywiście był po alkoholu. Wtedy bałam się go strasznie, jakby coś w niego wstąpiło nawet w oczach miał coś dziwnego. W końcu dałam sobie i mu zakaz spożywania alkoholu i było znowu fajnie, zero kłótni, chociaż i tak ciągle mnie męczyło jego bezrobocie. Nie raz chciałam go zostawić, mimo, że go kocham to mi groził, że jak go rzucę zobaczę dopiero co potrafi i wyzywał mnie od materialistek. Pewnego dnia poszliśmy na imprezę, strasznie się upił i wszystko było dobrze, dopóki nie zaczął mnie szarpać za włosy w drodze powrotnej, tutaj już nie miał nawet żadnego tłumaczenia, na drugi dzień nawet tego nie pamiętał. Za to zachowanie dostał od kolegi w twarz, jeszcze miał o to do mnie pretensje! Niby wiedział i sam mówił, że musi się zmienić jeżeli chce żebym z nim została a chce bo mnie bardzo kocha i jestem najważniejsza. Po pewnej kłótni w której rzucał moim telefonem, popychał mnie a w końcu mi go zabrał nie wytrzymałam i poszłam na policje. Po czasie się pogodziliśmy się mimo że dostał zakaz zbliżania się do mnie, myślałam, że coś go to zmieni, przemyśli ale niedługo po tym kolejna awantura. W końcu doszło do tego, że pewnego dnia, kiedy ja byłam w szkole pijany rzucił się na dwie osoby z nożem. Teraz przebywa w areszcie już dwa miesiące, nie wiem jaki wyrok dostanie, ile będzie siedział. Rozum podpowiada żeby nie czekać i zająć się swoim życiem ale serce tęskni i nie wyobraża sobie życia bez niego. Mam taka cichą nadzieje, że może ten kryminał nim wstrząśnie i się ogarnie. Przez zakaz nie mamy ze sobą żadnego kontaktu na razie, wiem, że pisze do mnie listy ale chyba prokurator ich nie przepuszcza. Wiem też, że moi koledzy, załatwili mu niemiłe przywitanie w ZK od współwięźniów za to jak mnie traktował. Zamiast się cieszyć, że dostał za swoje strasznie się o niego martwię i wspominam chwile kiedy był wszystko fajnie. Generalnie biegał za mną jak wariat,tylko te kilka sytuacji po alkoholu....Teraz się bije z myślami czy jest w ogole na co/kogo czekać...