Mam 29 lat, kilka dłuższych i poważniejszych związków za sobą. Jeszcze w LO poznałem fantastyczną dziewczynę i przez następne kilka lat tworzyliśmy naprawdę fajną parę. Może zbyt szybko trafiliśmy na siebie, gdyż w tak młodym wieku nie potrafiliśmy okiełznać naszych mocnych charakterów. Rozstaliśmy się po ponad czterech latach. Później kolejne nasze związki rozpadały się po jakimś czasie a my nadal nie mogliśmy się złapać między tym wszystkim. Czas sprawił, że miłość i uczucie wygasło, kontakt był coraz rzadszy, przypadkowy i incydentalny. Poznała fajnego faceta, z którym planuje wspólne życie. Pomijając fakt, że jego oczy płoną gniewem kiedy mnie widzi bardzo przyzwoity z niego mężczyzna.
Tło już narysowane. Skupmy się na sednie sprawy. Kilka msc temu spotkałem przypadkowo jej młodsza siostrę, pogadaliśmy chwilę i serce zabiło mi mocniej. Pewnie już wiecie dlaczego. Uderzyło mnie. Tak właśnie jak uderzyć powinno. Mocno i kąśliwie. Nie poczułem tego uderzenie od 10 lat..od czasu kiedy pierwszy raz poznałem starszą siostrę. Zastanawiające? Tak! Tym bardziej, że siostry są zupełnie innymi kobietami, mają inne charaktery i życiowe oczekiwania. Uroda? Tak, zdecydowanie mój typ. Obudzony w środku nocy dokładnie tak bym opisał idealną kobietę. Geny są mocne, nawet przy kilku latach różnicy wieku...
Ostatnio zaczęliśmy mieć z P. (młodsza) trochę kontaktu. Spotkaliśmy się na kawie kilka razy, poszliśmy na spacer. Trochę czasu spędziliśmy na nocnych rozmowach online. Nie wiem co zrobić dalej. Naprawdę nie wiem. Do tej pory szedłem przez wszystkie takie sytuacje z podniesioną głową i otwartymi oczami. Miałem wszystko czego zapragnąłem. Brakowało mi wyzwania. Ale teraz czuję, że miłość mnie przerosła, że sytuacja wymyka mi się spod kontroli. Miłość zamknęła mi oczy. Pomożecie mi spojrzeć na to z innej perspektywy?