Od dwóch lat jestem z dziewczyną (ja 29, ona 27), poznaliśmy się i dosyć szybko zamieszkaliśmy u niej potem u mnie. Niby wszystko ładnie się układa ale jest ileś spraw nie do przeskoczenia i sie zastanawiam co dalej z tym związkiem będzie. Myślę o tym każdego ranka jak się budzę. Napisze niedługo trochę więcej może ktoś to przeczyta i na to obiektywnie popatrzy i się wypowie.
Podobne tematy
Przecież nic nie napisałeś o TYCH sprawach nie do przeskoczenia. Jak można tu się wypowiedzieć?
Witam,
napiszę więcej o tych problemach:Pierwsze dwa miesiące mieszkaliśmy u "niej" - mieszkanie wynajmowane we 3 osoby, razem ze mną 4 osoby. Po dwóch miesiach znajomości nalegała, żebym nie nocował u rodziców tylko u niej. W związku z tym wprowadziłem się ale musiałem płacić cały czynsz i za mnie i za nią bo ona mnie pracowała. W związku z tym, że moi rodzice się wyprowadzili po kolejnych dwóch miesiącach ze swojego mieszkania (poszli do "wymarzonego" domu) mieszkanie po nich się zwolniło, więc zamieszkaliśmy w mieszkaniu po rodzicach. Mieszkaliśmy tak łącznie prawie rok, cały ten czas to ja płaciłem wszystkie rachunki, bez zapytania się nawet czy ma się dołożyć. Mało tego ona nie pracowała jakieś pol roku to jej dawałem 1000zł/m-c (co teraz uważam, za duży błąd). Obecnie rodzicom znudził sie ten "wymarzony" dom i my tam poszliśmy. Całkiem fajnie się mieszka choć daleko do miasta (ok. 20km) i to jest problem, ale koszty w parowaniu z blokiem są mniejsze. Jak tam zamieszkaliśmy to mi zaczeła głowe suszyć, że "mamy" wziąć kredyt i kupic mieszkanie. Odparłem stanowczo nie bo nie stać mnie na kredyt. Tak sie złoyło, że mam możliość spłaty 1/2 mieszkania rodzinnego (za duzo mniejsza kwotę niż branie całego mieszkania). Jednak wolałbym zostac w domu i to mieszkanie wynając, żeby zarabiało na siebie. Ona jednak twardo stoi na stanowisku, że chce tam isc mieszkać. CZY KTOŚ KTO NIE WKŁADA WŁASNEGO WKŁADU MOŻE DECYDOWAĆ O PIENIĄDZACH INNYCH?.
Nie chce mieszkać w starym bloku, chce go sprzedać i zbudować mały domek za miastem, ale ona oczywiście nei chce bo do miasta za daleko.
Jestem oszczędny, wole nie kupić jakiś ubrań czy czegoś innego mimo, że zarabiam ok 3-4 razy tyle co ona. Ona jednak zazwyczaj wszystko na ciuchy z galerii wydaje (no tak mieszkanie ma za darmo...) i produkty spożywcze - do sieciówek nie pójdzie typu biedra... bo tam towar słabej jakości.
Moich rodziców, a szczególnie matki to nie trawi. Nie mowie, żeby ich kochała, ale szacunek sie im należny. Dzieki nim mamy gdzie mieszkać i nie musimy wynajmować. pozatym mnie wykształcili i łożyli na mnie całą młodość. Ona uważa, że co nei dadzą to jest mało, bo to jest ich rola i to mi sie należy.
Gotowania wyjątkowo nie lubi, najchętniej by mrożonki odgrzewała. U mnie w domu rodzinnym zawsze byla zupa i drugie danie i to b.smaczne (a mama też pracowała, tyle ze po pracy gotowała a nie na fb albo pudelku siedziała).
O strefie intymniej nie mówie - bo nie ma o czym...
Przykre to dla faceta który ma 29lat. Kto jest temu winien? Co zrobiłem, źle? Jestem na każde wezwanie, itd?
Pozwoliłeś sobie wejść na głowę, a teraz cierpisz. Najlepszym rozwiązaniem jest się rozstać i pokazać Królewnie prawdziwe życie
Ona się nie zmieni, nie ma co na to liczyć. Oczywiście możesz wymagać, aby zaczęła się dokładać do rachunków itp, ale wątpie, żeby to cos dało poza wielkim fochem.
Ona nie jest dla Ciebie, niech idzie w swoją stronę a Ty daj sobie szanse na normalny związek ![]()
Przemyśl sobie czego oczekujesz od związku w ogóle i na ile jest to do osiągnięcia w tym, w którym teraz jesteś. Jak już to ustalisz, to sam będziesz wiedział co dalej robić.
Nie napisałeś czy ja kochasz...
To typ księżniczki moim zdaniem, niektórzy takie lubią...
Czy ona od siebie coś daje do tego związku, czy tylko pozwala się wielbić, utrzymywać itd?
To nie jest prawdziwy związek, jesli nie ma miedzy wami bliskosci, milości, seksu, jesli ona nie doklada sie do rachunkow mimo iz ma prace itp, to niestety, jesteś jej sponsorem
nikim więcej. Sprząta chociaż w domu?
Kurcze jesteś fajnym , sensownym i zaradnym facetem a trafił Ci się kompletny pasożyt. Sory że tak mówię ale sam zastanów się czy nie zasługujesz na kogoś lepszego niż na taką księżniczkę. Ja nie bardzo widzę przyszłość tego związku , co więcej wydaje mi się że ona jest z Tobą z wygody i gdyby znalazła kogoś kto zaproponowałby jej więcej to kopnęłaby Cię w wiadome miejsce. Szanuj się i poszukaj kogoś kto doceni to kim jesteś i co posiadasz a już w żadnym wypadku niczego jej nie zapisuj bo zostaniesz z niczym.
a co cię przy niej trzyma?
poza bliżej nieokreślonym terminem "miłość"?
wymień jej plusy, za co ją kochasz to może nam to pomoże.
Dziewczyna ewidentnie jest pazerna i leniwa. Ale... czy rozmawialiście o tym? czy powiedziałeś jej żeby się dołożyła? czy rozmawialiscie cos na temat podziału obowiazków w domu? czemu nie ma seksu?
W koncu zauwazyl jednak ze nie jest taka super jak na poczatku a zawsze trzeba na to czasu lepiej teraz niz za pozno ;d, Nic z tego nie wyjdzie razcej ona sie nie zmieni lubi wygode z facetem jest dla kasy pewnie a jak jesze nie masz sfery intymnej. Wiem rozumiem cie ze cos do niej czujesz i z jednej strony ciezko ci to zakonczyc a zdrugiej widzisz ze jednak jej zachowanie nie jest ok. Zgadzam sie z okresleniem pasozyt i to taki bezczelny nie kryjacy sie i nie ma szacunu nawet dla twoich rodzicow i nei mam tu na mysli zse ma jakos z ato mieszkanie ich wielbic.
Oczekuje od związku ciepła rodzinnego, miłości, dzieci itd. Ona nawet chce mieć dzieci bo wszystkie koleżanki mają/są w ciąży a zegarek biologiczny nieubłaganie tyka.
Strefa intymna to kompletna klapa. Stałem sie "aseksualny" czy jakoś tak, tak przeczytałem na tym forum. Już długi czas nasze łóżko służy do spania a nie do figli.
Jakoś ciężko mi trafia do głowy, że jestem z "pasożytem" jak to nazywacie. Nie dopuszczam do głowy rozstania, nie chce być sam. Dobrze ,że mam prace ona mi dużo czasu pochłania, do tego wyjazdy/delegacje. Ale po takim wyjeździe chciałbym wrocić do domu pełnego ciepła.
Pytaliście, czy sprząta - tak sprząta jeden poziom domu ona, jeden ja, zazwyczaj w sobote rano. O sprzątaniu w ciagu tygodnia nie ma mowy (jest syf aż milo - szczególnie w kuchni). Właśnie wracam z delegacji 2 dniowej to bede musiał do zmywarki powkłdać i ogarnac. Co istotne to pierze i prasuje. O ogarnianiu w lato ogródka małego (ok.300m2) nie ma mowy jakiekolwiek pielęgnacje krzewów, traWy cokolwiek odpada - ewidentny wstręt do tego lub LENISTWO.
Pozdrawiam!
hmmm.... zakochany jestes...
niby widzisz wady a może to przyzwyczajenie po prostu?
13 2014-01-30 15:13:44 Ostatnio edytowany przez redapples (2014-01-30 15:28:27)
Witam,
Jestem tutaj nowa i szukam odpowiedzi na swoje problemy życiowe, przeglądając forum natrafiłam na Twoj post.
Chciałabym by mój mężczyzna po 2 latach znajomości wprowadził sie do mnie , innych opcji na wspolne zamieszkanie nie mamy.(On mieszka z rodzicami i do dyspozycji jest maly pokoik)
Moj M. jednak nawet nie chce rozmawiac na ten temat. Mamy stabilizacje finansowa oraz juz swoje lata (~30), ja dokladam sie do jego samochodu, sama kupuje jedzenie, mieszkanie oplacam calosciowo, moj M zarobione pieniadze przeznacza na wlasna edukacje oraz na pomoc rodzicom.
Bylabym najszczesliwsza osoba jezeli traktowalby mnie powaznie i chcial ze mna zalozyc rodzine, niestety tak nie jest.
Po przeczytaniu Twojego postu jestem w szoku ze kobieta ktora ma wszystko nie potrafi tego docenic. Moim postem chce dodac Tobie otuchy ze istnieja na swiecie kobiety, ktore stawiaja na rodzine, przyszlosc i partnerstwo. Wady mozna zaakceptowac, ale wyzysku chyba juz nie.
Pozdrawiam i życzę pomyślnych decyzji.
Nickelback,
wydajesz się sensownym, dojrzałym facetem, który konfrontuje dosyć boleśnie swoje wyobrażenia z rzeczywistością. A ta jest szara, bo związek, w którym jesteś, nic Ci nie daje, a wiele zabiera. I nie chodzi o to, że miłość ma być handlem wymiennym - oczywiście, że nie. Nie może też jednak być tak, że jedna strona daje wszystko, a druga nic.
Rzuciło mi się w oczy to, że ona po dwóch miesiącach nalegała na wspólne zamieszkanie, po czym okazało się, że to Ty masz za nie płacić, bo ona nie pracuje. Skoro wprowadziłeś się do niej, to jak opłacała rachunki zanim się wprowadziłeś?
Zdefiniowaliście swój układ na początku - Ty płaciłeś za wszystko + dawałeś jej nienależne kieszonkowe (zgadzam się z Tobą - to był duży błąd), ona tylko oczekiwała i narzekała.
Możesz spróbować z nią porozmawiać i zmienić zasady, ale myślę, że jest jej w tej sytuacji na tyle wygodnie, ze się na to nie zgodzi. Piszesz, że nie chcesz być sam - jeśli jednak przeglądasz forum to wiesz, ile jest fajnych dziewczyn czekających na faceta takiego jak Ty.
Życzę Ci powodzenia!
Już jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Tylko nie sprowadzajcie dziecka na świat, błagam.
Nie chcesz być sam? A teraz z kim jesteś? Z resztą, nikt nie powiedział, że po rozstaniu z nią będziesz sam! Tobie zegar nie tyka, a przynajmniej nie aż tak
Miłość ma uskrzydlać, a nie betonować do ziemi, tym bardziej po 2 latach!
U nas ja wszystko utrzymuje Dom (ogrzewanie teraz spore rachunki), auta nie licze. A ona ma prawo jazdy, co prawa ale nie jeździ i zapomniała jak się jeździ. Wytłumaczyła, że jak będzie miala auto to będzie jeździć. Zaproponowałem, że jak gdzieś jedziemy wspólnie to może moim jeździć i ćwiczyć przez to wystarczy chcieć, ale opór materii. Zazdoszcze facetom którzy są egoistami i martwią się tylko o siebie to wszystko się do nich dostosowuje.
Wcześniej mama jej dawala pieniądze, a jak ja się pojawiłem to dziwnie przestala jej dawac? Albo daje i sobie na konto wplaca. I ciągle wymieniaq ze rodzice to powinni daweac dzieciom pieniądze itd. (Łądne mi dzieci po 30lat). I że jej nie daje, bo nie ma. Ale wylicza jak to co po niektorzy rodzice powustawiali swoje dzieci.
Najgorsze jest to, że ja się staram dostrzegać dobre strony w człowieku i doceniam to co ona robi. Wczoraj np. mi zrobila kanapke do pracy na dziś. Wczesniej to ja robilem jej kanapki ok. 0,5 roku i były jeszcze narzekania, że zle bo z szynką albo żle bo z serem. Teraz dałem sobie z tym spokój wole coś sobie kupic na mieście albi w trasie. Niestety często są do jankfoody.
Ludzie sie rożni a Ona jest wygodna.
Ja mojemu facetowi zawsze robie kanapki jak jedzie w trase, obiadów do pracy nie gotuje, bo nie ma warunków by sobie odgrzać. W weekendy jak u mnie zostaje to przygotuje mu jego ulubione danie. Moj facet jest troche takim egoistą i stawia warunki a za to ja jestem chyba ta kobieta za bardzo angażująca sie w zwiazek zawsze chce by bylo idealnie, by moj M byl zadowolony.
Teraz staram sie to zmienic i zajac sie soba, pewnie moj M czuje sie osaczony moja osoba
.
Dostaliście duza pomoc od rodziców (dom) i chyba Twoja kobieta nie powinna interesowac sie sprawami finansowymi Twoich rodziców, z tego co napisales Twoi rodzice zyja wlasnym życiem i w miare mozliwosc Wam pomagaja.
Załóżcie wspolne konto na biezace oplaty i wplacajcie okreslona sume pieniedzy. Samochodem nie chce jezdzic, bo Ty ja pewnie wszedzie zawieziesz.
Pomysl troche przyszlosciowo co bedzie jak przyjda dzieci, kto je odwiezie do szkoly, kto przygotuje im sniadanie i jaka pomoc otrzymasz od swojej kobiety.
Sam to napisales musisz zaczac stawiac jakies granice i tez zaczac wymagac, jest ryzyko ze odejdzie, ale masz 29 lat wiec na pewno kogos znajdziesz.
Nawet sypialnia Was nie laczy, ale moze ma jakies cechy ktore w niej lubisz i jakie cenisz.
Uważam, że ona jest dobrą osobą, ma cechy które mi się podobają. Poza "pasożytowaniem" jest normalną osobą ma podobne poczucie humoru jak ja, wartości mniej lub więcej. Rozumiem, że dojazdy do pracy są dla niej ciężkie i chce mieszkać w mieście. Ale jeśli jest tak słodko to czemu mam ciągle jakieś wewnętrzne ALE ...?
Jeśli będą dzieci to ona liczy, że bedzie siedzieć w domu z nimi jak w 19. wieku albo będzie Ukrainka do pomocy... <ale perspektywa!>
widać intuicja ci dobrze podpowiada...i stąd masz to wewnętrzne ALE...Daruj sobie tę dziewczynę i tyle w temacie. Boisz sie być sam i uważasz że lepsza taka niż żadna
to męcz się nadal i nie narzekaj, bo tym nic nie wskórasz. Ludzi nie zmienisz, oni co jedyne moga się sami zmienić jeśli tego sami chcą.
Zastanawiam, się dlaczego młoda dziewczyna nie dba o porządek w kuchni. Czy jej ten bałagan naprawdę nie przeszkadza? Czy dla niej nie lepiej wygląda posprzątany blat i naczynia w zmywarce? Do tego "bałagan" w szufladach i lodówce (porozsypywane rzeczy)- tragedii nie ma bo ja to ogarniam. Czy zamiast posprzątać lepiej siedzieć w internecie - oglądać fb, pudelka i inne durnoty codziennie (kto jak wygląda, jakie plotki itd - to nie mój świat)??
Kolejną rzeczą które mnie denerwuje to brak Naszego wspólnego życia intymnego. Nie mam ochoty ona chyba też nie na siebie. Kiedyś pamiętam uwielbiałem "to". Czemu tak jest, tego nie wiem... Ale widzę, jak czas mi przez palce przelatuje. Ktoś tu napisał że miłość powinna uskrzydlać - czemu tak nie jest w moim przypadku?!
Zastanawiam, się dlaczego młoda dziewczyna nie dba o porządek w kuchni. Czy jej ten bałagan naprawdę nie przeszkadza? Czy dla niej nie lepiej wygląda posprzątany blat i naczynia w zmywarce? Do tego "bałagan" w szufladach i lodówce (porozsypywane rzeczy)- tragedii nie ma bo ja to ogarniam. Czy zamiast posprzątać lepiej siedzieć w internecie - oglądać fb, pudelka i inne durnoty codziennie (kto jak wygląda, jakie plotki itd - to nie mój świat)??
Kolejną rzeczą które mnie denerwuje to brak Naszego wspólnego życia intymnego. Nie mam ochoty ona chyba też nie na siebie. Kiedyś pamiętam uwielbiałem "to". Czemu tak jest, tego nie wiem... Ale widzę, jak czas mi przez palce przelatuje. Ktoś tu napisał że miłość powinna uskrzydlać - czemu tak nie jest w moim przypadku?!
Bo to nie miłość tylko układ w którym jedno ciągle daje a drugie bierze.Kiedy się kogoś kocha to nie myśli się tylko o sobie ale też o tym jak uszczęśliwić drugą osobę a prawdziwy związek to równy podział obowiązków.Brak seksu? to już tylko postawienie "kropki nad i" kolejny dowód na to,że miłości między wami nie ma.
Nickelback miłość uskrzydla, ale nie jest wieczna...to normalne, ze kiedy mija etap zakochania zaczynamy zauważać wady...ale one były cały czas, tylko wcześniej nie przeszkadzały...i tu już Twoja decyzja czy można nad tymi wadami wspólnie popracować czy może szkoda czasu...prawda jest taka, że nie wiesz co Cię czeka w kolejnym związku...
Nickelback miłość uskrzydla, ale "to twoje " to nie jest miłość, tylko toksyczny związek. Rozstań się z nią bo będziesz z nią nieszczęśliwy, a jak będziecie mieć dziecko, to ona będzie fatalną matką. Związek z egoistą nigdy nie będzie szczęśliwy, a ty się sam oszukujesz, bo na ten moment już widać, że nic was nie łączy, a potem będzie jeszcze gorzej.
Jesteś zaradnym, wartościowym facetem i zasługujesz na kogoś kto Cię doceni.
Mieszkałam kiedyś z taka dziewczyna na stancji, w życiu nie spodziewałam się ze można zostawiać po sobie taki syf, myślałam ze to domena mężczyzn. Dziewczyna jest artystka, wprowadził się do niej chłopak i teraz są małżeństwem, jemu to nie przeszkadzało, wiec chyba da się stworzyć związek z osoba która nie lubi sprzątać oraz gotować. On pewnie ceni jej inne zalety a porządek jest dla niego sprawa drugoplanowa. Kwestia dogadania i priorytetów. Jeżeli Tobie to przeszkadza to będzie Ci to przeszkadzać już zawsze. Tak samo będzie Ci przeszkadzać fakt ze będziesz utrzymywał rodzinę a ona nie będzie się dokładać, bo będzie wolała zając się dzieckiem niż iść do pracy, co tez dla niektórych facetów jest zaleta.
Macie jakieś wspólne zainteresowania, bo skoro on siedzi cały czas na plotku a ty nie lubisz plotkowania to o czymś musicie rozmawiać.
Ja tez czasem wchodzę na fb i jakieś śmieszne strony dla relaksu, sprzątać nie lubię, ale lubię jak jest czysto, wiec sprzątam by się nie denerwować.
zgadzam sie z redaples ludzie musza sie dobrac jeden balagani a jak drugiemu nie przeszkadzato ok jak by komus przeszkadzalo to by sie klocili lub nie byli ze soba.
Problem ciągle trwa... od początku marca mamy sie wyprowadzić z domu i pójść do tego mieszkania o którym pisałem (uważam to za moją totalną porażkę).
Sytuacja z niedawna: Cały ostatni weekend robiłem ważne rzeczy do pracy (z małymi przerwami na spacer razem po lasku) a pon-sroda byłem w delegacji. Wróciłem w środę ok 23 - zjebany pracą i podrożą (prace mam umysłową ale meczy też). Patrze w kuchni wszystko rozwalone - poszedłem spać. W czwartek jak wróciłem z pracy wziąlem sie za sprzątanie tego bajzlu. a ona mi mówi:
- oooo co to sie stało - sprzątasz trzeba Ci zdjecie zrobić..
-Odparłem ,ze nie zdjęcie tylko przykład lepiej brać.
-A ona sie oburzyla - o co ci chodzi ja caly weekend sprzątłam
- no to odparłem swoje że mialem prace.
Co wy na to? A najgorsze to moczeni rąk w oliwie i nie używanie chusteczek do wycierania i upieprzony stol. O innych powiem pozniej.
Ehhh...
Moim zdaniem autor sam pozwolił na taką sytuację. Jak się zaczyna wspólnie mieszkać to się ustala jakieś zasady. Skoro partnerka wszystko miała z domu to nie nauczyła się odpowiedzialności samej za siebie i Ciebie po części traktuje jako kolejną osobę, która spełnia funkcje rodziców. A teraz najlepsze. POROZMAWIAJCIE o TYM.
Problem ciągle trwa... od początku marca mamy sie wyprowadzić z domu i pójść do tego mieszkania o którym pisałem (uważam to za moją totalną porażkę).
Sytuacja z niedawna: Cały ostatni weekend robiłem ważne rzeczy do pracy (z małymi przerwami na spacer razem po lasku) a pon-sroda byłem w delegacji. Wróciłem w środę ok 23 - zjebany pracą i podrożą (prace mam umysłową ale meczy też). Patrze w kuchni wszystko rozwalone - poszedłem spać. W czwartek jak wróciłem z pracy wziąlem sie za sprzątanie tego bajzlu. a ona mi mówi:
- oooo co to sie stało - sprzątasz trzeba Ci zdjecie zrobić..
-Odparłem ,ze nie zdjęcie tylko przykład lepiej brać.
-A ona sie oburzyla - o co ci chodzi ja caly weekend sprzątłam
- no to odparłem swoje że mialem prace.Co wy na to? A najgorsze to moczeni rąk w oliwie i nie używanie chusteczek do wycierania i upieprzony stol. O innych powiem pozniej.
Ehhh...
Noale do kogo masz pretensje? Chyba tylko do siebie... Sam pozwalasz na takie zachowanie, to masz! Widac lubisz się męczyć... A myślałam, że to tylko kobiety trzymają się beznadziei w imię "czegoś"! >.<
nickelback napisał/a:Problem ciągle trwa... od początku marca mamy sie wyprowadzić z domu i pójść do tego mieszkania o którym pisałem (uważam to za moją totalną porażkę).
Sytuacja z niedawna: Cały ostatni weekend robiłem ważne rzeczy do pracy (z małymi przerwami na spacer razem po lasku) a pon-sroda byłem w delegacji. Wróciłem w środę ok 23 - zjebany pracą i podrożą (prace mam umysłową ale meczy też). Patrze w kuchni wszystko rozwalone - poszedłem spać. W czwartek jak wróciłem z pracy wziąlem sie za sprzątanie tego bajzlu. a ona mi mówi:
- oooo co to sie stało - sprzątasz trzeba Ci zdjecie zrobić..
-Odparłem ,ze nie zdjęcie tylko przykład lepiej brać.
-A ona sie oburzyla - o co ci chodzi ja caly weekend sprzątłam
- no to odparłem swoje że mialem prace.Co wy na to? A najgorsze to moczeni rąk w oliwie i nie używanie chusteczek do wycierania i upieprzony stol. O innych powiem pozniej.
Ehhh...
Noale do kogo masz pretensje? Chyba tylko do siebie... Sam pozwalasz na takie zachowanie, to masz! Widac lubisz się męczyć... A myślałam, że to tylko kobiety trzymają się beznadziei w imię "czegoś"! >.<
No dokładnie, zgadzam się w pełni. Pozwoliłeś jej na za dużo, ona się przyzwyczaiła i teraz masz.
Nie może być tak, że jesteś w związku z którego nie jesteś zadowolony. Jesteście dorosłymi ludźmi i musicie wszystko obgadać i ustalić. Porozmawiaj z nią poważanie, powiedz jej, że Ci zależy, ale pewne rzeczy, które ona robi są nie do zaakceptowania. Nie podobają Ci się, wkurzają Cie. Powiedz, że to dla Ciebie duży problem/problemy i chciałbyś wiedzieć jak ona widzi to ze swojego punktu widzenia. Nie możesz jej na wszystko pozwalać i ustępować z każdą rzeczą. Jak chcesz mieszkać w miejscu X, to nie może być tak, że ona mówi, że chce w Y i już od razu się przenosicie. Komunikacja u was zupełnie nie działa. Jeśli dwóm osobom zależy na sobie, na związku, na wspólnej przyszłości to zrobią wiele, żeby druga osoba czuła się dobrze. I nie mam tu na myśli tego, że jak ona jest smutna to kupisz jej coś ładnego i drogiego. Chodzi mi o to, że skoro ona śmieci to powiedz jej, że ty nie chcesz mieszkać w bałaganie i musicie się oboje bardziej postarać ze sprzątaniem. Najlepiej podzielcie się obowiązakami - jedno sprząta jedne pomieszczenia a drugie drugie. I za tydzień zmiana, żeby nie było, że któreś ma gorzej. To samo jest z kasą. Nie zgadzaj się na wszystko, nie daj się pompować. Mów jej jeśli za dużo wydaje.
Jeśli poważne rozmowy nie pomogą i dalej będzie tak samo to musisz sobie odpowiedzieć na pytanie co dalej:
1. Stracić z nią całe życie i do końca życia być nieszczęśliwym
2. Stracić z nią jeszcze kilka lat nim to wszystko pieprznie, bo będziesz miał dosyć, albo ona znajdzie sobie kogoś innego
3. Zostawić ją, nie marnować najlepszych lat swojego życia i poszukać sobie kobiety, która będzie Cie szanować i kochać - bo ta najwyraźniej nie robi żadnej z tych 2 rzeczy.
Ja bym wywaliła darmozjada na zbity pysk... Ale widac "męczennik" lubi taki stan rzeczy...
Ja bym wywaliła darmozjada na zbity pysk... Ale widac "męczennik" lubi taki stan rzeczy...
Ja bym najpierw się delikatnie odegrała za grzechy przeszłości
a potem wywaliła.
Paniusia znalazła frajera i żyje sobie. Moczy rączki w oliwie, zapewne piłuje pazury godzinami, fb, pudelki... Znam ten typ damulek i najgorzej na tym wychodzisz TY. O nią się nie martw, szybko znajdzie kolejną krowę dojną. Jak w ogóle mogłeś dopuść do tego, żeby ONA, nie będąc Twoją żoną nawet, decydowała o majątku? Ja pracuję, do pracy dojeżdzam busami, chodzę na zakupy, gotuje <2daniowe obiadki>, piorę, prasuję, sprzątam <skłamała bym gdybym powiedziała, że mąż mi nie pomaga-bo pomaga, ale pewnych rzeczy, np. pranie, prasowanie, nie tknie>. Łatwo jej łazić po galeriach i rozpierdzielać Twoje pieniądze, bo ona na nie nie zapracowała. Łatwo przyszło, łatwo poszło. I cóż Ty masz z tego związku? Zero pożytku z jakiejkolwiek strony. Moja rada; kopnij w du..., aż zagrzmoci. Z tego "związku" nic nie będzie. Jej zależy na kasie i Twoim majątku. Śmierdzący leń, egoistka i w dodatku bezczelna dziewczyna. Tyle ode mnie. Decyzja należy do Ciebie. Idealnej rodzinki z nią nie zbudujesz.
Co z tego że kobieta o siebie dba? Jak przestanie to autor postu zarzuci jej że się zaniedbała. I tak włóko.
Autorowi wszystko w niej przeszkadza, to że nie sprząta to że wracaj do mieszkania a sam się na to wszystko godzi, chłopak boi się z nią pogadać i postawić na swoim, bo Ona odejdzie.
Tak naprawdę nic o tej kobiecie nie wiadomo, a lecą ostre słowa.
Chłopak po niej sprząta oliwę ze stołu, Ona w tym momencie robi mu zdjęcia i ma ubaw po pachy, więc jak go to wkurza powinien od razu stanowczo zareagować.
Zgadzam się z tym że tak elementarnych zachowań, jak zrobienie po sobie porządku, nie powinno się uczyć dorosłych ludzi, ale z drugiej strony faceci również nagminnie zostawiają po sobie bałagan a kobiety to tolerują, dla świętego spokoju. Żadna nie wywala tych mężczyzn na zbity psyk, ani nie daje kopniaka w dupę, bo przecież ten typ tak ma.
Witam,
napiszę więcej o tych problemach:Pierwsze dwa miesiące mieszkaliśmy u "niej" - mieszkanie wynajmowane we 3 osoby, razem ze mną 4 osoby. Po dwóch miesiach znajomości nalegała, żebym nie nocował u rodziców tylko u niej. W związku z tym wprowadziłem się ale musiałem płacić cały czynsz i za mnie i za nią bo ona mnie pracowała. W związku z tym, że moi rodzice się wyprowadzili po kolejnych dwóch miesiącach ze swojego mieszkania (poszli do "wymarzonego" domu) mieszkanie po nich się zwolniło, więc zamieszkaliśmy w mieszkaniu po rodzicach. Mieszkaliśmy tak łącznie prawie rok, cały ten czas to ja płaciłem wszystkie rachunki, bez zapytania się nawet czy ma się dołożyć. Mało tego ona nie pracowała jakieś pol roku to jej dawałem 1000zł/m-c (co teraz uważam, za duży błąd). Obecnie rodzicom znudził sie ten "wymarzony" dom i my tam poszliśmy. Całkiem fajnie się mieszka choć daleko do miasta (ok. 20km) i to jest problem, ale koszty w parowaniu z blokiem są mniejsze. Jak tam zamieszkaliśmy to mi zaczeła głowe suszyć, że "mamy" wziąć kredyt i kupic mieszkanie. Odparłem stanowczo nie bo nie stać mnie na kredyt. Tak sie złoyło, że mam możliość spłaty 1/2 mieszkania rodzinnego (za duzo mniejsza kwotę niż branie całego mieszkania). Jednak wolałbym zostac w domu i to mieszkanie wynając, żeby zarabiało na siebie. Ona jednak twardo stoi na stanowisku, że chce tam isc mieszkać. CZY KTOŚ KTO NIE WKŁADA WŁASNEGO WKŁADU MOŻE DECYDOWAĆ O PIENIĄDZACH INNYCH?.Nie chce mieszkać w starym bloku, chce go sprzedać i zbudować mały domek za miastem, ale ona oczywiście nei chce bo do miasta za daleko.
Jestem oszczędny, wole nie kupić jakiś ubrań czy czegoś innego mimo, że zarabiam ok 3-4 razy tyle co ona. Ona jednak zazwyczaj wszystko na ciuchy z galerii wydaje (no tak mieszkanie ma za darmo...) i produkty spożywcze - do sieciówek nie pójdzie typu biedra... bo tam towar słabej jakości.
Moich rodziców, a szczególnie matki to nie trawi. Nie mowie, żeby ich kochała, ale szacunek sie im należny. Dzieki nim mamy gdzie mieszkać i nie musimy wynajmować. pozatym mnie wykształcili i łożyli na mnie całą młodość. Ona uważa, że co nei dadzą to jest mało, bo to jest ich rola i to mi sie należy.
Gotowania wyjątkowo nie lubi, najchętniej by mrożonki odgrzewała. U mnie w domu rodzinnym zawsze byla zupa i drugie danie i to b.smaczne (a mama też pracowała, tyle ze po pracy gotowała a nie na fb albo pudelku siedziała).
O strefie intymniej nie mówie - bo nie ma o czym...
Przykre to dla faceta który ma 29lat. Kto jest temu winien? Co zrobiłem, źle? Jestem na każde wezwanie, itd?
Jeśli chcesz znać moje zdanie, zrobiłeś źle tylko jedną rzecz. Nie rzuciłeś jej od razu, gdy wyszła z żądaniami. Nazwijcie mnie faszystą, ale jeśli ktoś jest przez tyle czasu utrzymywany całkowicie przez drugą osobę, mieszka za darmo, do tego jeszcze dostaje hajs, a potem wyskakuje z postawą roszczeniową, to zasługuje na profilaktyczny cios w splot słoneczny. Nie jestem drażliwy, ale uważam że są pewne granice przyzwoitości, których przekraczanie jest godne najwyższej pogardy. Ona jest utrzymywana przez Ciebie (albo była, i to długi czas)
i ma decydować o waszych finansach? Nie jest chyba zbyt gospodarna, skoro pół roku dostawała od Ciebie pieniądze.
Krótko mówiąc dajesz się robić jak najgorszy jeleń, pogoń ją w diabły człowieku.
Jak sie czyta Wasze odpowiedzi to widzę to co jest logiczne a ja tego do siebie nei dopuszczam.
Dwie sytuacje z minionego weekendu:
1.poszedłem na silownie w niedziele (rzadko chodzę), zadzwoniłem, że wracam i czy będzie co jeść ok14. Ona że tak przyszedłem sam musiałem sobie ugotować i jeszcze jej a ona na fb i pudelek, etc. Trochę sie obruszyłem to przyszyła i zaczęła z garnka wyjadać. i tu sytuacja 2:
2.-Zapytałem czemu sie nei starasz? Zony/dziewczyny kolegów starają sie
-bo za malo od Ciebie dostałam, ona dostają więcej
-a czego ci brakuje
-pewności (pewnie slubu/dziecka) i kieszonkowego na wydatki 5000zł
-udaje, ze tego nei slysze odparłem.
Może mi Drogie Panie powiedzą, czemu takie zachowanie i brak checi gotowania- jeśli będzie dziecko/dzieci to kto jemu będzie gotował? Jestem w szkoku, ze w miare na bierząco pierze/prasuje - myslicie ze jej sie odechace i bedzie kazała do pralni lub żebym ja to robil?
W najbliższych 2 tyg sie wyprowadzamy, teoretycznie od 1.03 ale pewnie sie przeciągnie. Zobaczę jak tam będzie - nie wróże przełomu.
Nie jesteś gotowy odejść, wyzwolić się z toksycznego związku? Ok, rozumiem... Sama byłam w takiej sytuacji ale W ŻADNYM WYPADKU nie pakuj się w dziecko z nią! Skrzywdzisz niewinną istotkę. Czy ona się zmieni? Nie, nie zmieni się, a jeśli nawet, to na gorsze. Z tego co widzę to obrzydliwa materialistka i leń. Robi pranie? Hehe, chyba raczej pralka robi. Wrzucasz, wsypujesz proszek, płyn do płukania, wciskasz przycisk i się samo pierze.
Prasowanie, to też żadna filozafia, zwłaszcza, że mieszkacie tylko we dwójkę. Może robi to po prostu z nudów. Przynajmniej rączek sobie nie pobrudzi <wybacz sarkazm>. Ja też byłam ślepa i głucha na wszystko, ale nadszedł w końcu taki moment, że się to wszystko we mnie przelało i odeszłam...
Jak sie czyta Wasze odpowiedzi to widzę to co jest logiczne a ja tego do siebie nei dopuszczam.
Dwie sytuacje z minionego weekendu:
1.poszedłem na silownie w niedziele (rzadko chodzę), zadzwoniłem, że wracam i czy będzie co jeść ok14. Ona że tak przyszedłem sam musiałem sobie ugotować i jeszcze jej a ona na fb i pudelek, etc. Trochę sie obruszyłem to przyszyła i zaczęła z garnka wyjadać. i tu sytuacja 2:
2.-Zapytałem czemu sie nei starasz? Zony/dziewczyny kolegów starają sie
-bo za malo od Ciebie dostałam, ona dostają więcej
-a czego ci brakuje
-pewności (pewnie slubu/dziecka) i kieszonkowego na wydatki 5000zł
-udaje, ze tego nei slysze odparłem.Może mi Drogie Panie powiedzą, czemu takie zachowanie i brak checi gotowania- jeśli będzie dziecko/dzieci to kto jemu będzie gotował? Jestem w szkoku, ze w miare na bierząco pierze/prasuje - myslicie ze jej sie odechace i bedzie kazała do pralni lub żebym ja to robil?
W najbliższych 2 tyg sie wyprowadzamy, teoretycznie od 1.03 ale pewnie sie przeciągnie. Zobaczę jak tam będzie - nie wróże przełomu.
Rozumiem,że prawda czasami boli i jest trudna do przyjęcia ale w ogólnym rozrachunku wyjdziesz lepiej zostawiając ją i dając SOBIE SZANSĘ NA SZCZĘŚCIE U BOKU INNEJ KOBIETY.
Dobrze,że próbujesz z nią rozmawiać ale te rozmowy są bardzo ostrożne jak widać i dowodzą czarno na białym,że ma wobec Ciebie postawę roszczeniową to nie jest miłość w żadnym wypadku.
Odpowiadając na twoje pytanie podejrzewam,że odechce jej się gotowania i prania bo myśli tylko i wyłącznie o sobie i robi tylko to na co ma ochotęw kółko żądając więcej a kto wie czy nie odechce jej się i dziecka.Proszę cię nie myśl o dziecku z nią czy nie lepiej znależć lepszą kandydatkę na żonę i matkę i wprowadzić dziecko do szczęśliwej rodziny? DZIECKO NIE JEST ROZWIĄZANIEM PROBLEMU tylko go pogłębi a ty zamiast stworzyć szczęśliwą rodzinę skrzywdzisz siebie i dziecko.
nickelback - czytam i nie wierzę własnym oczom,z kim Ty mieszkasz? bo to ,że jest pasożytem i próżniakiem - to pewne,ale żeby nie starała się utrzymywać porządku w mieszkaniu w którym sama mieszka,a na dodatek nie chciało jej się przygotowywać normalnych obiadów - ręce opadają. Piszesz, że ona jest dobrą osobą,bo... ma poczucie humoru - czy Ty przeczytałeś co napisałeś? czy życie polega na poczuciu humoru? życie to nie bajka,to obowiązki,to lojalność wobec partnera,uczciwość, szczerość,pracowitość,daleko idący kompromis , a u niej z tego wszystkiego jest tylko - poczucie humoru, ale za to brak jakiejkolwiek odpowiedzialności, czy poczucia obowiązku. Ale skoro Tobie taki układ odpowiada - cierp ciało,jakżeś chciało - jak mówi powiedzenie. Chłopie przejżyj na oczy,bo całe życie będziesz za nią wszystko robił,a ona tylko będzie - leżała, kupowała ciuchy i pachniała. Czy o to Ci chodzi? a przy dziecku jeśli będzie ,to Ty będziesz robił, bo ona już dzisiaj potyka się w nieposprzątanym mieszkaniu,jada gotowce i gdzieś ma jakiekolwiek wartości. Przejżyj na oczy,bo niczego się w życiu przy niej nie dorobisz, jedynie tylko może garba i siwych włosów,ewentualnie jeszcze wrzodów.Przemyśl sobie to wszystko,czy warto????? bo życie ma się tylko jedno,które dobrze byłoby przeżyć z osobą,która Cię będzie kochała,wspierała i pomagała we wszystkim,a nie tylko żądała. Trzymaj się.
Zgadzam się ze wszystkim co zostało napisane wyżej.
Jedno małe, ale: nie powołuj się nigdy na innych, że innym facetom kobiety gotują, sprzątają, pomagają. Nie rób tego. Używaj argumentów, że chcesz aby się starała, aby robiła to czy to.
Muszę Wam powiedzieć, że wasze posty mi dają dużo do myślenia i szczerze za nie dziękuje. Ciężko jest mi określić stan prawiadlowy (gubię się w tym), co jest dobre a co złe a wiem, że wypowiedzi Wasze są neutralne i normalne. Długo bylem pod kloszem mamusi do 27 lat, teraz pod jej kloszem jestem, ehhh. Dlatego pisze tak jak jest bez owijania w bawełnę.
Sytuacja w tym tygodniu podobna jak w zeszłym, wróciłem z 3 dniowej delegacji - kuchnia cala upieprzona, naczynia nie pozymywane (jest zmywarka). Generalnie jak po wybuchu bomby. Chciałem zjeść coś normalnego, domowego po 3 dniach stołowania sie w knajpach. Nastepneogo dnia wracałem normalnie z pracy (tj.17) i telefon od niej:
-Ugotuj zupę
-jak mam to zrobić
-wez ugotuj wody 1,5l, wrzuć mrożonkę i wrzuć kostkę rosołowa.
Zrobiłem to, ona przyjechała, nasypala jeszcze wegety bo zbyt wodniste bylo. Zjadłem troche... do rana mnie brzuch bolal. A jej smakowalo - 2 talerze zjadla. Szkoda, że jej matka nie na uczyła gotować, albo nie chciala sie nauczyć. Albo robi to z lenistwa, nie wiem. Mysle że to pierwsze i drugie.
Idziemy do tego mojego mieszkania o którym wam pisalem, juz z mama rozmawiała przez telefon kiedy to dokładnie bedzie - jest strasznie pod ekscytowana. Ona bedzie miala duzo blizej do pracy, ja niestety nie. Moj dystans do pracy z 30km zmniejszy sie do 25km ehhh.
Ale czego oczekujesz od nas? Pogłaskania po głowie? Jaki Ty biedny jestes? Nie jestes, bo sam pozwoliłes na to, co masz.
Ty z tej "niewiedzy" jeszcze przed ołtarzem z nia staniesz i będziesz miał piekło do końca zycia na własne zyczenie.
Swietym chcesz zostać? Cierpietnika z siebie robisz? Czemu nie wierzysz, ze sa normale, zaradne i cudowne kobiety, tylko trzymasz sie tego psozyta i robisz wszystko co ona kaze?
2.-Zapytałem czemu sie nei starasz? Zony/dziewczyny kolegów starają sie
-bo za malo od Ciebie dostałam, ona dostają więcej
-a czego ci brakuje
-pewności (pewnie slubu/dziecka) i kieszonkowego na wydatki 5000zł
-udaje, ze tego nei slysze odparłem.Może mi Drogie Panie powiedzą, czemu takie zachowanie i brak checi gotowania- jeśli będzie dziecko/dzieci to kto jemu będzie gotował? Jestem w szkoku, ze w miare na bierząco pierze/prasuje - myslicie ze jej sie odechace i bedzie kazała do pralni lub żebym ja to robil?
W najbliższych 2 tyg sie wyprowadzamy, teoretycznie od 1.03 ale pewnie sie przeciągnie. Zobaczę jak tam będzie - nie wróże przełomu.
Retyyy... nie wierzę własnym oczom. Chłopaku, Ty "nie wróżysz przełomu"? Ja wróżką nie usze być, żeby stwierdzić, że przełomu nie będzie, co więcej...będzie tylko coraz gorzej.
Jeśli nie daj boziu pojawi się dziecko, to gotować i opiekować się dzieckiem, też Ty będziesz. Albo każe Ci opiekunkę wynająć "bo inne mają opiekunki do dzieci". Za dużo na raz dałeś jej, teraz ciężko będzie "zabrać", obawiam się że będzie to nawet niemożliwe. Dziewczynie ewidentnie pasuje utrzymywanie jej przez Ciebie, co więcej...wciąż podnosi poprzeczkę. Dostawała 1000zł kieszonkowego(kompletnie nie rozumiem dlaczego)...mało, chce 5000zł. Nie dokłada się do rachunków...stawia żądania odnośnie miejsca zamieszkania.
To chore!!! Ja na Twoim miejscu, zrezygnowałabym z przeprowadzki. Ot tak zmieniłabym zdanie. Pokaż, że też potrafisz podejmować decyzje. Na pewno znajdziesz choć dwa racjonalne powody, aby się nie wyprowadzać i trzymaj się ich. Powiedz NIE. Zobaczysz, że od razu lepiej się poczujesz.
Witam wszystkich,a w szczególności nickelback i powiem jedno-Jestem z Ciebie dumna!Ty nie wydajesz się być sensownym, fajnym facetem,Ty nim jesteś!, a pragnienie ,,ciepłego domu" to pragnienie każdego normalnego człowieka.Wiem, że łatwo jest nam innym radzić i wiem jak możesz się czuć w takich momentach, bo przecież każdemu z nas jest przykro, a czasami nawet bardzo to boli słyszeć złe opinie o swojej ukochanej osobie.Wiem też, że niejedna kobieta marzy być księżniczką i być z takim mężczyzną, który będzie u jej stóp na każde pstryknięcie,ale nie na tym życie polega.Prawdziwe partnerstwo-miłość:to być ze sobą na dobre i na złe, to wspierać się na wzajem i dążyć wzajemnie do celu.Tym czasem stawiane są tylko wymagania ( BĘDĘ JEŹDZIŁA JAK BĘDĘ MIAŁA WŁASNY SAMOCHÓD??? ), przepraszam ale nie skomentuję tego.Dziewczyna po prostu jeszcze nie dorosła, nie zdaje sobie także sprawy z tego, że jest to z niekorzyścią dla niej,bo z dnia na dzień staje się coraz to bardziej niezaradna.Nie myśli też o swojej przyszłości,co jeśli zostanie kiedyś sama, co wtedy?
Jesteście młodzi i naprawdę jeszcze wiele przed Wami, więc usiądź z nią i poważnie porozmawiaj.Przedstawi Ci na pewno wiele argumentów by chronić swego królewskiego życia,ale nie daj się tym zbyć, bo uwierz mi znacznie lepiej jest przejść przez życie mając z kim się nim cieszyć.
A tak poza marginesem,mam 43 lata i znalazłam się tu ponieważ mam zupełnie podobny problem.Rok temu po 21 latach mój mąż oznajmił mi,że znudziłam mu się i odszedł do kochanki pozostawiając mnie i dzieci bez grosza przy duszy.Dzięki Bogu nie byłam od niego zależna i szybko stanęłam na nogach.Jednak nie w tym problem, bo mimo iż przeszłam swoje należy to już do przeszłości.
Tak jak wielu z nas bałam się jednak samotności, więc podejmując decyzję,że nie będę sama poznałam kogoś.Tu w skrócie:przystojny,inteligentny,kochający,w domu zajmuje się wszystkim na równi z kobietą,gdy rozmawiamy wydaje się być ,,TYM NORMALNYM CZŁOWIEKIEM".Poznałam jego rodzinę, wspaniali ludzie,znają życie, bardzo się polubiliśmy.Sama nie wierzyłam własnemu szczęściu. Znamy się od roku a mieszkamy razem od trzech m-cy i nadal jest kochający, z małym tylko,,ale''na moim utrzymaniu. Pracując w Holandii prawie dziesięć lat nagle nie ma pracy i ciężko jest mu ją znaleźć. Drogą internetową poszukuje ofert a jak już się jakaś trafi to zawsze coś mu nie pasuje.Zaproponowałam,że jeśli ciężko jest za granicą to na razie niech podejmie pracę w Polsce, chociażby za 1.000 zł.a on wykrzyczał mi, ze jak ja to sobie wyobrażam, ze jak on ma wyżyć za tysiąc złotych.No cóż chyba lepiej mieć te tysiąc zł. niż nic.Przykre to bo tyle mówi o ,, CIEPŁYM DOMU" a okazuje się, że jest ze mną tylko po to aby leżeć w ty cieplutkim domu, tylko, że już pod innym tego słowa znaczeniu.Wczoraj porozmawiałam sobie z jego siostrą,z którą od początku przypadłyśmy sobie, jest zszokowana i w zupełności mnie popiera.No cóż mnie również czeka rozmowa z moim skarbem, z taką jednak różnicą iż przeszłam już wiele w życiu i nie da mi się zamydlić oczu.Pozdrawiam.
Wróciłem znowu z delegacji tym razem 2 razy po 2 dni.... Znowu wszystko jest upieprzone, lodówka brudna i pusta. Mnóstwo ciuchów w łazience rozwalanych, czekających na pranie, buty rozwalone w przedpokoju. Koleżanka mi powiedziała, że "nie wymagasz, to nic nie masz" może to i racja ale wiem, ze jak podniosłe głos to wiem będzie kontratak i usprawiedliwianie swojej osoby, że jest zmęczona i nie ma czasu. Nie chce tej jałowej dyskusji. Lądując w Polsce znowu wróciły do mnie problemy dnia codziennego a razem z tym złe samopoczucie. W drodze do domu mówiłem sobie w myślach jak jej to wszystko powiedzieć,. Teraz to mnie paraliżuje. Pracę mam nerwowa i wymagająca w domu powinno się odpoczywać, a ja widzę , że u mnie jest odwrotnie, czekam kiedy będzie poniedziałek pojadę do biurka lub w delegacje.
Remontuje w międzyczasie to mieszkanie o o którym pisałem, włożyłem już w to 5 tys, ale razem wyjdzie wiem ,ze ok 12tys. I na co to wszytko? Teraz mam dom - nowy, ładnie urządzony z ogródkiem i będzie stal pusty. Ale ona mi obiecuje ze w tym mieszkaniu w mieście będzie porządek, będziemy mieli na wszystko czas itd. Myślicie, że tak może być?
Wróciłem znowu z delegacji tym razem 2 razy po 2 dni.... Znowu wszystko jest upieprzone, lodówka brudna i pusta. Mnóstwo ciuchów w łazience rozwalanych, czekających na pranie, buty rozwalone w przedpokoju. Koleżanka mi powiedziała, że "nie wymagasz, to nic nie masz" może to i racja ale wiem, ze jak podniosłe głos to wiem będzie kontratak i usprawiedliwianie swojej osoby, że jest zmęczona i nie ma czasu. Nie chce tej jałowej dyskusji. Lądując w Polsce znowu wróciły do mnie problemy dnia codziennego a razem z tym złe samopoczucie. W drodze do domu mówiłem sobie w myślach jak jej to wszystko powiedzieć,. Teraz to mnie paraliżuje. Pracę mam nerwowa i wymagająca w domu powinno się odpoczywać, a ja widzę , że u mnie jest odwrotnie, czekam kiedy będzie poniedziałek pojadę do biurka lub w delegacje.
Remontuje w międzyczasie to mieszkanie o o którym pisałem, włożyłem już w to 5 tys, ale razem wyjdzie wiem ,ze ok 12tys. I na co to wszytko? Teraz mam dom - nowy, ładnie urządzony z ogródkiem i będzie stal pusty. Ale ona mi obiecuje ze w tym mieszkaniu w mieście będzie porządek, będziemy mieli na wszystko czas itd. Myślicie, że tak może być?
Mój drogi - czy to jest stare mieszkanie ,czy całkiem nówka na własnych śmieciach - jeśli ktoś jest bałaganiarzem i śmierdzącym leniem ,a w dodatku mającym dwie lewe ręce , to takim będzie w każdym miejscu. Nie wierz w to, że ona się zmieni. Ona z każdego mieszkania zrobi Ci chlew. Opamiętaj się,przejżyj na oczy,otwórz je szerzej ZOSTAW ją,bo całe życie będziesz ją niańczył i wszystko za nią robił,a takiego życia chyba raczej nie oczekujesz? Znajdź sobie normalną, pracowitą,zaradną i gospodarną dziewczynę - takie istnieją - uwierz mi, a zaręczam Ci, że nawet jeśli będziesz jej kładł do głowy swoje argumenty i tłumaczył jak się gotuje wodę,czy do czego służy zmywarka - ona i tak tego nie pojmie. Nie jesteście po ślubie - i chwała Bogu- dlatego dobrze Ci radzę ZERWIJ z nią,bo nic dobrego Cię przy niej nie czeka. Ale zrobisz jak zechcesz,a tak jeszcze na marginesie,czy Twoja Mama tego wszystkiego nie widzi?? nie odradza Ci tego chorego związku??? Nie rozumiem. Ale przemyśl sobie to wszystko,bo nie mogę wyjść z podziwu,że do tej pory jeszcze tej dziewczyny nie wyprosiłeś ze swojego życia.Mam nadzieję,że jednak pomyślisz nad swoim dalszym nornalnym losem, przy boku dojrzałej życiowo dziewczyny.Powodzenia. Pa.
Remontuje w międzyczasie to mieszkanie o o którym pisałem, włożyłem już w to 5 tys, ale razem wyjdzie wiem ,ze ok 12tys. I na co to wszytko? Teraz mam dom - nowy, ładnie urządzony z ogródkiem i będzie stal pusty. Ale ona mi obiecuje ze w tym mieszkaniu w mieście będzie porządek, będziemy mieli na wszystko czas itd. Myślicie, że tak może być?
Tak oczywiście wszyscy zmieniliśmy zdanie i uważamy,że ona się zmieni jak tylko zamieszka w nowym domu...Jesteś nieuleczalny po prostu.
Ktoś się zapytał czy moja mama nie widzi.Owszem widzi ale powiedziała że mi nie chce nic radzić jednak nie wróży dobrze nam. Miałem w tym mieszkaniu osobę na wynajem i miałem z tego pieniądze ale ona nie rozumie argumentu że lepiej było dalej wynajmować i brać pieniądze. Tłumaczy co Ci z tych pieniędzy (marne 800zł wyliczyła a sama troche więcej zarabia) a ona musi dojeżdżać. Dziwna ta sytuacja,szkoda mi jej ale jeszcze bardziej mi szkoda mojego czasu i pieniędzy. Najlepszą vy była dziewczyna z mieszkaniem wtedy mielibyśmy jeden pułap. ehh.
Witajcie,
minęło ponad pól roku od ostatniego wpisu. Na koniec lata przeprowadziliśmy się do tego mieszkania o którym pisałem wcześniej, dom stoi pusty i już go trzeba ogrzewać bo noce zimne..
Frustracja we mnie narastała i w końcu wybuchłem, ale nie jakoś ostro... Powiedziałem jej, że przyszliśmy do mieszkania to ja teraz oczekuje, że będzie dokładać sie do czynszu (łącznie ponad 500zł) i opłat. Zaproponowałem, że założymy konto i będziemy tam wpłacać po 500zł z tego będzie na czynsz, opłaty i zakupy spożywcze. To była tylko propozycja, zaproponowałem, że do przemyślenia i inny wariant też może być ale chce chociaż iskierki partnerstwa.
Reakcja jest taka, że jest płacz i kłótnia. Argumenty, że zmieniam zasady podczas trwania związku. Podobno, żadna z jej koleżanek tak, żle nie ma że musi sie dokładać... Mieliśmy wspólny wyjazd zaplanowany na długii Weekend, ale oczywiście nie chce jechać (bo ją nie stać) i zaliczka przepadnie - super gospodarność. A i powiedziała,że obowiązki w domu też na pol (pranie, sprzątanie, gotowanie).
Czy tka reakcja na ogół spraw jest normalna?
Jeżeli chodzi o związek to wiele się nie zmieniło.. mamy więcej czasu dla siebie bo dojazdy trochę krotsze. Dla niej jest znacznie wygodniej, ale ja sie dusze w tym mieszkaniu. Przełomu nie było tak jak pisaliście. Biorąc pod uwagę powyższe nie jest to osoba ani zaradna ani gospodarna.
Czytam i nie wierze ......
Czy ty ją widzisz jako swoja żonę w przyszłości ??
Zazdroszczę Ci chyba cierpliwości........
Wymień jej jakieś zalety które Cie przy niej trzymają
Witajcie,
minęło ponad pól roku od ostatniego wpisu. Na koniec lata przeprowadziliśmy się do tego mieszkania o którym pisałem wcześniej, dom stoi pusty i już go trzeba ogrzewać bo noce zimne..Frustracja we mnie narastała i w końcu wybuchłem, ale nie jakoś ostro... Powiedziałem jej, że przyszliśmy do mieszkania to ja teraz oczekuje, że będzie dokładać sie do czynszu (łącznie ponad 500zł) i opłat. Zaproponowałem, że założymy konto i będziemy tam wpłacać po 500zł z tego będzie na czynsz, opłaty i zakupy spożywcze. To była tylko propozycja, zaproponowałem, że do przemyślenia i inny wariant też może być ale chce chociaż iskierki partnerstwa.
Reakcja jest taka, że jest płacz i kłótnia. Argumenty, że zmieniam zasady podczas trwania związku. Podobno, żadna z jej koleżanek tak, żle nie ma że musi sie dokładać... Mieliśmy wspólny wyjazd zaplanowany na długii Weekend, ale oczywiście nie chce jechać (bo ją nie stać) i zaliczka przepadnie - super gospodarność. A i powiedziała,że obowiązki w domu też na pol (pranie, sprzątanie, gotowanie).
Czy tka reakcja na ogół spraw jest normalna?
Jeżeli chodzi o związek to wiele się nie zmieniło.. mamy więcej czasu dla siebie bo dojazdy trochę krotsze. Dla niej jest znacznie wygodniej, ale ja sie dusze w tym mieszkaniu. Przełomu nie było tak jak pisaliście. Biorąc pod uwagę powyższe nie jest to osoba ani zaradna ani gospodarna.
Jeżeli będzie płacić połowę, to oczywiście obowiązki również na pół, bo wtedy to uczciwa sytuacja.
A tak ogólnie, to Ty autorze po prostu jesteś głupi... I dopóki nie zmądrzejesz, pańcia będzie Cię dymać dalej, a z koleżaneczkami wyśmiewać na kawkach, która ma większego jelenia w domu...
Czytam i nie wierze ......
Czy ty ją widzisz jako swoja żonę w przyszłości ??
Zazdroszczę Ci chyba cierpliwości........Wymień jej jakieś zalety które Cie przy niej trzymają
Duzym plusem jest do ze lubie z nia rozmawiac o mojej sytuacji/problemach w pracy.wspiera mnie to duzo dlamnie znaczy
Odrazu glupi...
uwazacie ze uklad po pol jest ok? Mi chodzi o przejaw dobrej woli.jak to jest u was?
Odrazu glupi...
uwazacie ze uklad po pol jest ok? Mi chodzi o przejaw dobrej woli.jak to jest u was?
A tam od razu, najpierw to mi się wydawałeś tylko wykorzystywany, a teraz to już zaślepiony.
Układ oboje zarabiamy, oboje mamy obowiązki w domu jest jak najbardziej ok. I nie chodzi o to,że co drugie pranie czy obiad robisz Ty, tylko,że wkładasz porównywalny wkład w dbanie o dom.
U nas jest tak, że ja gotuję, bo lubię i potrafię. Mój partner więcej sprząta, bo woli to robić. Pali w piecu bo ja bym pewnie wysadziła chałupę w powietrze
Prasujemy zazwyczaj razem - dwa żelazka, dwie deski, jakiś film w tv i śmigamy, nie szkodzi,że moja kupka jest dwa razy większa - po prostu robię to szybciej. Wiele prac wykonujemy wspólnie, głównie dlatego,że zajmuje to o połowę mniej czasu i wtedy więcej czasu mamy dla siebie. Itd, itp.
Zawodowo pracujemy oboje.
A tak naprawdę to wszystko nie musi być po równo - trzeba się po prostu umówić na jakiś układ, tak, żeby nikt nie czuł się wykorzystywany.
Zasplepiony? Co masz na mysli? Chce zyc normalnie.mieszkalismy w domku ale ona chciala do moasta do mieszkania. A ja sie z tym mecze.
55 2014-11-06 19:13:08 Ostatnio edytowany przez aganowak (2014-11-06 19:15:43)
Proponuje postawić jej ultimatum- albo zmieni swoje zachowanie albo to koniec. Badz zimny przez kilka dni a do niej miejmy nadzieję coś dotrze. To jedyny ratunek. Po prostu spróbuj podstawić jej nóż pod gardło i może zobaczy kogo straci jak tak dalej pójdzie...
Postawialem moje warunki jak napisalem powyzej a ona powiedziala ze moze sie wyprowadzic i sobie wynajac pokoj.ale to jej wyjdzie przeciez drozej niz mi ma placic
Ona jest w stanie płacić więcej za wynajem niż tobie 500zł.Do tego przecież dochodzą jeszcze inne koszty ( jedzenie, chemia itp.) po to tylko aby postawić na swoim. Nie liczy sie z tym ze ty będziesz miał mieszkanie ( które przecież ona chciała a ty sie w nim dusisz ) na samodzielnym utrzymaniu + ogrzewanie domu w zimie .
Ona wie ze nie zgodzisz sie na jej wyprowadzkę bo wie ze chcesz aby mimo wszystko była przy Tobie . Tylko na jej warunkach jak do tej pory .
Jeśli chcesz dalej z nią być to zgódź sie na to pół na pół w płaceniu i obowiązkach.
Niestety też twierdzę że jesteś frajer.
Poczytaj sobie Ty jak była kobieta traktowana:
http://www.netkobiety.pl/t77325.html
temat: Forum Kobiet
? TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI
? Przemoc narkotyki i koleżanki
Jest dużo fajnych kobiet. Ale Ty wolisz być ze strachu przed samotnością (albo dla pokazu bo masz może śliczna wypielęgnowaną lalunię) z nią i tracić czas niż poszukać, lub po prostu dać szanse innej.
Dajesz się doić i wykorzystywać. Nic dobrego z tego związku nie będzie.
Rozstaniecie się prędzej czy później. Ona Cię ewidentnie doi.
Jest z Toba bo jesteś frajerem sponsorem. I tylko to ja przy Tobie trzyma od początku z tego co piszesz.
Potem będzie dziecko i jeszcze trudniej się rozstać. I ona pewnie na to liczy. Dziecko będzie kartą przetargową z jej strony.
Nie zgadzam się też z stwierdzeniem że rodzice maja obowiązek Wam pomagać, i wszystko dawać.
Z własnej dobrej woli MOGĄ, ale na pewno nie muszą. Tym bardziej jeśli widzą jaką masz lalunię.
Moim zdaniem jeśli Ty jej nie zostawisz to prędzej czy później ona Ciebie ale jak już będzie miała kartę przetargową w postaci dziecka. Źle też uważam że zgodziłeś się na to mieszkanie, zresztą widać ze na wszystko się zgadzasz a żal wylewasz tutaj i czekasz żeby ci jednak przytaknąć.
Pakujesz się w jeszcze większe g...o na własną prośbę ale to już Twój własny wybór a szkoda.
Bo znalazłbyś na pewno fajniejszą kandydatkę na żonę.
Powodzenia Ci nie życzę bo pchasz się w to na własną prośbę, i nie wiem czego oczekujesz od nas tak naprawdę.
Co do obowiązków. Ja mam ok 40stki na karku. Też tylko ja pracuję. Tyle że moja Małżonka opiekuje się dwójką dzieci. Które też sporo chorowały. I miała i ma zajęcia sporo w domu. Obiady gotuje pyszne w domu mamy czysto.
Ja dbam o auto, i czasem coś ugotuję jak jestem w domu. Sprzątanie zawsze było dzielone. Żona kurze ja odkurzanie i kibelek też był mój
Żona łazienka. Kuchnia wspólnie kto ma czas albo razem.
Pranie i prasowanie Żona. Nigdy nie było awantury o kasę. Stać nas ale staramy się wydawać z rozumem, nie żyjemy na pokaz. Żyjemy żeby było nam wygodnie a nie po to żeby mieć coś na pokaz.
Twoja lalunia myśli tylko o sobie egoistka i tyle. Jest naprawdę dużo fajnych samotnych kobiet, nawet tu na forum. Po przejściach i nie ale Ty wolisz mieć lale co Cię doi i to jest Twój świadomy wybór. Żal tylko będzie dziecka gdy się pojawi.
Uważam że Twoi rodzice i tak już za dużo Wam dali, i lali przewraca się w głowie.
Według mnie najlepsze wyjście to "kopnąć" (nie rób tego dosłownie
) lale w tyłek.
Ale już z Twoich postów widać że tego nie zrobisz.
I tak oto za kilka miesięcy bądź kilka lat zawitasz na forum ponownie z pytaniem pt. "co robić".
Dlatego właśnie nie jest mi Ciebie żal, bo pakujesz się w to na własną prośbę.
Nie musi byc 500 ja oczekuje tylko dovrej woli i poczucia ze powinna sie dokladac. Tak duzo?
Postawialem moje warunki jak napisalem powyzej a ona powiedziala ze moze sie wyprowadzic i sobie wynajac pokoj.ale to jej wyjdzie przeciez drozej niz mi ma placic
Po tym wpisie widać, zę panience wcale na tobie nie zależy, zależy jej tylko na "darmowym życiu" z tobą. Odetnij ją od całościowego utrzymywania, a wyprowadzi się by być wolną i móc szukać innego "sponsora".
A ja mam wrażenie, że autor chce się tylko wyżalić. A nie szuka tutaj pomocy.
No przykro mi, ale po sposobie w jaki się w temacie wypowiada innej opcji nie widzę.
Ja ci powiem koleś tak, prosto i po męsku - guzik jesteś nie facet. co z tego, że ogarniasz pracę, dom, finanse skoro kompletnie nie masz kontroli nad własnym życiem prywatnym? Uczepiłeś się tej jednej typki i mimo że widzisz że ona robi z tobą co chce, bo dałeś się osiodłać jak mięczak jakiś bez ikry, tak naprawdę nic z tym nie robisz.
I to czemu? Bo boisz się być sam? Wolne żarty, człowieku. Taki facet, ogarnięty finansowo, samodzielny, może mieć kobiet na pęczki a już na pewno może mieć tą jedna, z którą życie warto spędzić.
I wcale nie żartuję w tym momencie.
Ogarnij się wreszcie, facet i przestań się skarżyć na swoją kobietę a za chwilę pisać że ma dobre strony.
Albo z nią bądź mimo tego, że to jest jakaś parodia i przestań ciągnąć ten wątek albo zacznij wreszcie czytać to, co ludzie tutaj ci wypisują i wyciągnij z tego wreszcie jakieś wnioski.
Nie wiem czy to dobrze, ale szkoda mi jej zostawić. Ona ma marną prace i sobie pewnie sama nie poradzi, we dwójkę zawsze łatwiej. Teraz już mówi, że nie ma. Poza tym ma ciężką sytuacje w domu - tam się nie przelewa.
Ale biorąc pod uwagę powyższe tym bardziej powinna chcieć żyć oszczędnie, a nie rozrzutnie. To mieszkanie w którym mieszkamy spokojnie moglibyśmy wynajmować i mieć ok 1000zł/m-c.
Ostatnio zaproponowała, żebym sie wyprowadził do rodziców, a ona w tym mieszkaniu będzie mieszkać i sobie znajdzie jakaś dziewczynę do dzielenia czynszu.. nie wiem co o tym myśleć. Uważam, że bada grunt. Ja jej odpowiedziałem, że żadnego podnajmowania nie będzie.
Ktoś pisałem, że "mam piękną lale" - dementuje wcale taka nie jest nie ten typ.
Trzyma mnie przy niej to, że ona mnie wysłucha jak mam problem itd. Rozmawia ze mną na wszystkie tematy, zna moje słabości itd. - jak przyjaciółka a raczej przyjaciel... i to jest najgorsze. Pewnie ktoś powie, że jak następna kobieta mnie będzie kochać to też tak będzie.
mało tego, dawaj na priv to ja tez chętnie cię wysłucham, pogadam z tobą, pewnie nawet zaakceptuje twoje słabosci. i i nawet nie bede oczekiwała mieszkania za to ![]()
TY naprawde nie widzisz problemu ona cie wykorzystuje ty jestes jakos slepo zakochany czy jak, z takim czlowiekiem sie nie da zyc zreszta zauwaz ze ci to przeszkadza wiec po co w tym tkwisz.
Nie wiem czy to dobrze, ale szkoda mi jej zostawić. Ona ma marną prace i sobie pewnie sama nie poradzi, we dwójkę zawsze łatwiej. Teraz już mówi, że nie ma. Poza tym ma ciężką sytuacje w domu - tam się nie przelewa.
Ale biorąc pod uwagę powyższe tym bardziej powinna chcieć żyć oszczędnie, a nie rozrzutnie. To mieszkanie w którym mieszkamy spokojnie moglibyśmy wynajmować i mieć ok 1000zł/m-c.
Ostatnio zaproponowała, żebym sie wyprowadził do rodziców, a ona w tym mieszkaniu będzie mieszkać i sobie znajdzie jakaś dziewczynę do dzielenia czynszu.. nie wiem co o tym myśleć. Uważam, że bada grunt. Ja jej odpowiedziałem, że żadnego podnajmowania nie będzie.
Ktoś pisałem, że "mam piękną lale" - dementuje wcale taka nie jest nie ten typ.
Trzyma mnie przy niej to, że ona mnie wysłucha jak mam problem itd. Rozmawia ze mną na wszystkie tematy, zna moje słabości itd. - jak przyjaciółka a raczej przyjaciel... i to jest najgorsze. Pewnie ktoś powie, że jak następna kobieta mnie będzie kochać to też tak będzie.
Laska wie że może Toba pogrywać.. Wasz związek się sypie a ona tylko o sobie ... jak chce wynajmować od Ciebie mieszkanie z koleżanką - co odradzam, bo pewnie nie będzie płacić czynsz.... to powiedz ok - ale cały tysiak dla Ciebie plus opłaty po ich stronie.
Ona tym tekstem potraktowała Cię jak przedmiot .. i szuka korzyści dla siebie..
Facet , szanuj się ..inaczej nikt Cię nie będzie szanował ...ona raczej już przepadła...
Pokaz panience że nie jesteś taki ostatni.... chłopie jest tyle mądrych i pracowitych dziewczyn ...
miłości u Ciebie również nie ma .... inaczej by łózko choć grało...
Sam piszesz że tylko rozmowa o pracy .. facet ... to z rodzicami możesz pogadać lub z kumplami .. a nie o to opierasz związek.
Powiedz jej żeby się wyprowadziła , bo nie ma dla was przyszłości .. że Ci jej postawa nie odpowiada .. szukasz kogoś do założenia rodziny...
Nawet jeśli się rozstaniecie ... to panienka może dostrzeże jak straci ... choć nie wydaje mi się ... pusta lala co korzysta z frajera ...sorry ..ale tak myślę .
I powiem Ci jeszcze jedno.. mój kolega tak żył... kilka lat... doszło do tego że płacił kredyt za swoje mieszkanie w którym mieszkała jego "dziewczyna " z bratem .. sam wynajmował...bo mieli trudna sytuację ... chłopak do rany przyłóż ... wszystkim pomagał .. a laska i jej rodzina ciągnęła z niego kasę ... wszyscy co znali sytuację i panienkę pukali się w głowę ... oprzytomniał jak chciała mu wmówić że będzie ojcem... nie bardzo sobie mógł przypomnieć kiedy to mogło być...choć miałam wrażenie że bardzo chciał...
Laska miała kolesia na boku .. a z niego kasę darła ...
Teraz ma fajną dziewczynę ... są zaręczeni... na wspomnienie o tamtej sam nie może siebie zrozumieć jak mógł być takim ...