Bezdyskusyjną przeszkodą do zawarcia znajomości, o koleżeństwie czy przyjaźni nawet nie wspominając, są, w moim przekonaniu, agresja wobec Drugiego (nie tylko człowieka), nieuczciwość oraz spore pokłady zadufania plus przeświadczenie o własnej nieomylności.
Mam wielu znajomych, wielu przyjaciół, niektórych właściwie od niedawna, nagle bowiem poczułam potrzebę nawiązania takowych relacji. Próbowałam nawet tu, na forum - nie wyszło
, natomiast w innych przestrzeniach, począwszy od krawężnika na pewnym festiwalu, zaś na bibliotece miejskiej skończywszy - oj, działo się 
Dwa najsympatyczniejsze "Kontrasty" - kumpel, do którego podchodziłam jak pies do jeża, obawiając się wrogich intencji natury wszelakiej
, pamiętam, że nawet pytałam o rady autorkę niniejszego wątku
D. to jedna wielka beztroska w interesującym opakowaniu
, taka hippisowska dusza, co to niczym się nie przejmuje, żyje z dnia na dzień, a w chwilach grozy deklaruje piękną postawę stoicką (choć on nazywa to inaczej
). Postać dys-różnorodna (a ja się polonistycznie doktoryzuję
), twórca Ortografii Maksymalnie Alternatywnej, pokonany wyłącznie przez jedną z moich uczennic, która, w trakcie dyktanda, zamiast "," napisała "przecinek". Ponadto natomiast... przemiły, uczciwy, dobry człowiek, facet, z którym włóczę się po kraju, piję wódkę i melisę, śmieję się, bywam na najróżniejszych wydarzeniach kulturalnych, no i konwersuję pod blokiem, gdy na zegarze północ, a D. musi wrócić jeszcze do domu, który znajduje się w innym województwie
, a następnie wstać o 5 do pracy 
No i W.
Bieszczadnik, pasjonat muzyki, Brat - inne wykształcenie, inna przeszłość (niegrzeczną miał, Szczęściarz
), inny wiek
Bardzo specyficzny wizualnie i charakterologicznie człowiek
, pełen dobrych emocji
Onegdaj broooooodacz (tak, przez wiele "ooooo")
Ja natomiast jestem specyficzna dla koleżanki z pracy, J. Mój żenujący antytalent matematyczny, równy ortograficznym szaleństwom D., wywołuje u J. reakcję zwaną "zgroza i zdumienie"
Obcując ze mną, nie zaraziła się awersją do liczb ;]
Gdy idziemy gromad(k)ą łapię czasem spojrzenia "ludzi pełnych cnót". Puszczam do nich oko 
Jaką się stałam, wśród tych ( i wielu innych) "moich" Drogich? Szczęśliwą 