Luksus - chyba nie ma drugiego tak relatywnego pojęcia
Możemy tu kontrastować dzieci z ubogiej Afryki, które nie mają butów i nas, Europejczyków wyrzucających tony jedzenia.
Ale niekoniecznie o to mi chodzi.
Chciałabym zapytać Was, co jest dla Was osobistym luksusem oraz na jakie przyjemności i luksus pozwalacie sobie na przykład każdego dnia, raz na tydzień, raz na miesiąc albo raz na rok? ![]()
Podobne tematy
Dzien w spa I u kosmetyczki raz na 4 tygodnie. Pelen serwis wlacznie z przenocowaniem. Robie sie wtedy od stop do glow. ![]()
Ostatnio "zabiła" mnie pani prezydentowa Kwaśniewska, która radziła polskim emerytom, aby ci nabierali energii i siły w kurortach alpejskich. Wynika z tego, że kobieta jest zupełnie oderwana od szarej, polskiej rzeczywistości, bo to co według niej powinno być normą, u nas niestety jest luksusem, daleko wybiegającym poza możliwości przeciętnego obywatela.
Moje luksusy? Wakacje za granicą (raz w roku), regularne wizyty u manicurzystki, od czasu do czasu luksusowe, czyli z górnej półki, perfumy lub inny kosmetyk, może jakieś wyszukane jedzenie. Zdarza mi się też zaszaleć i kupić lepszy ciuch. Ogólnie jednak nie mam parcia ani na luksus, ani tym bardziej na metki, dlatego nigdy nie narzekam, kiedy mnie na coś nie stać
.
Raz na jakis czas kiedy mloda idzie na weekend do ojca robie sobie "dziki weekend". Jem niezdrowe jedzenie w lozku z laptopem na kolanach, gram w ulubiona gre aż się zrobie znowu glodna, wypijam butelke ulubionego wina, ogladam ffilmy do 4 nad ranem. O 5 rano gotuje obiad z trzech dan, potem ide na dwie godziny do wanny, spie do 16. Wstaje, wypijam duza kawe z lodami, biore prysznic, zacieram slady, czekam aż ex przywiezie corke i wracam do rutyny na nastepny miesiac.
Zdecydowanie masaże erotyczne (z dodatkowymi atrakcjami) raz na jakiś czas. Przeważnie raz w miesiącu. Pewnie do tego jeszcze dojdzie odnowa biologiczna.
Dla mnie przyjemnością jest np. wypad z mężem na śniadanie do kawiarni w sobotni lub niedzielny poranek, letnie późne popołudnie na leżakach w otoczeniu zieleni, wspólna lub nie kawa o wschodzie słońca na tarasie, wypady w tygodniu na herbatę do przytulnej kawiarenki.
Do żadnych luksusów pędu nie mam. Nie cierpię jadać w restauracjach- bardzo źle się w nich czuję. Nie lubię spędzać czasu na zakupach- jest to dla mnie niezwykle wyczerpujące. Zatem nie nadaję się to "tego" pułapu luksusu:) Luksusem bywa dla mnie kupno bielizny droższej niż zwykle- ostatnio kupiłam na wyprzedaży stanik- był przeceniony ze 120 zł na 70 zł - radość do dziś
Już planuję zakup kolejnego ![]()
Luksusem jest dla mnie ciepła kąpiel, gorące grzejniki i mnóstwo butelkowanej wody oraz wygodne łóżko i cicha sypialnia
Może dziwnie, ale doświadczyłam życia bez tego wszystkiego i teraz doceniam to każdego dnia ![]()
Chyba jestem mało luksusowa ![]()
Nie lubię zakupów, więc nic co muszę zdobywać poprzez tułaczki po sklepach, nie jest dla mnie niczym fajnym.
Pobyt w SPA to była by dla mnie kara. Tyle kasy "wklepane" w ciało ![]()
Za ciuchami, butami, torebkami, kosmetykami jakoś nie przepadam.
Kupuję szybko, robię to rzadko, ale szafa moja nie świeci pustkami i udaje mi się jakoś wyglądać ![]()
Z jedynych babskich przyjemności, to raz na jakiś czas wizyta u kosmetyczki - szybki zabieg kosmetyczny, zrobienie pazurków, henna itp.
Moje nietradycyjne luksusy to:
- wypad na Mazury, żeby nacieszyć się ciszą
- przejażdżka motocyklem, aby poczuć wiatr w kasku i muchy w zębach ![]()
- oderwanie od codzienności i szaleństwa w terenie - piach, bród i siniaki - do rzeczywistości wracam poobijana, zmęczona, ale zadowolona
Luksusem jest dla mnie ciepła kąpiel, gorące grzejniki i mnóstwo butelkowanej wody oraz wygodne łóżko i cicha sypialnia
Może dziwnie, ale doświadczyłam życia bez tego wszystkiego i teraz doceniam to każdego dnia
Oj tak, jakże mogłam zapomnieć o kąpieli w aromatach i pianach
. Uwielbiam dodatkowo porozstawiać kilka świec w różnych kątach łazienki, zgasić światło i delektować się zapachami oraz błogą ciszą. Taka kąpiel ma sens, kiedy jestem w domu sama i mam pewność, że nikt nie będzie mi przeszkadzał.
Nie dodałam też do powyższego, a wypadałoby, że co prawda lubię mieć ładne rzeczy i ładnie wyglądać, ale nie znoszę biegać po sklepach ani chodzić do fryzjera - robię to, bo muszę i kiedy muszę, a nie dlatego, że sprawia mi przyjemność.
Moje ukochane pistacje kosztujące min. 13 zł za 100g
Pozwalam sobie na taki luksus dwa, trzy razy w miesiącu. Oprócz tego czasem w ramach "luksusu" zamawiamy z moim partnerem na obiad niezdrową i nietanią pizzę z naszej ulubionej pizzerii.
Moje ukochane pistacje kosztujące min. 13 zł za 100g
Pozwalam sobie na taki luksus dwa, trzy razy w miesiącu. Oprócz tego czasem w ramach "luksusu" zamawiamy z moim partnerem na obiad niezdrową i nietanią pizzę z naszej ulubionej pizzerii.
Co do tych 2 rzeczy .....zapomniałam dodać wcześniej- mam tak samo ![]()
Na pizzę czy kebaba czy coś tam jeszcze wychodzimy ...w sumie nie wiem. Około 3-4 razy w miesiącu. No ale nie zawsze kupujemy tę najtańszą i najzdrowszą ![]()
Sok ze świeżo wyciskanych owoców i warzyw każdego dnia
Mała rzecz a cieszy.
Moje luksusy
Bardzo dziwne - jestem przeszczęśliwa, gdy nie muszę nakładać na siebie żadnego makijażu,chodzę w wygodnych ciuchach,śpiewam i tańczę ![]()
Moje luksusy
Bardzo dziwne - jestem przeszczęśliwa, gdy nie muszę nakładać na siebie żadnego makijażu,
o!
Moje luksusy
Bardzo dziwne - jestem przeszczęśliwa, gdy nie muszę nakładać na siebie żadnego makijażu,chodzę w wygodnych ciuchach,śpiewam i tańczę
Luksusy? To moja codzienność
![]()
Dwa duże kieliszki shiraz, kąpiel z olejkiem aromatycznym, uścisk mojego faceta i dobra książka.
Pobyt w SPA to była by dla mnie kara.
Odczuwam podobnie
Wszelkie pobyty u kosmetyczki lub fryzjera to dla mnie niemal katorga. Taka "przyjemność" miała miejsce w moim życiu zaledwie kilka razy i to z konieczności.
Poza tym, na szczęście dla moich kieszeni, nie cieszą mnie w większych ilościach babskie rzeczy typu kosmetyki, torebki, wszelkie ozdoby typu kolczyki bransoletki spinki wisiorki, bibeloty, czasopisma itp.
Szaleję za to za butami i spódnicami/sukienkami. Jak znajdę coś ładnego od razu myślę aby nie kosztowało milion milionów. Jeśli jednak okazuje się, że kosztuje sporo jak na moją kieszeń, ale mogę sobie na nią pozwolić to dla mnie luksus. Jest nim też np wyjazd gdzieś na kilka dni lub na koncert, wyjście na całonocną imprezę i przywiezienie się taksówką, kiedy mogę pozwolić sobie na kupno komuś droższego prezentu, pójście do marketu i załadowanie wózka potrzebnymi rzeczami do domu nie zastanawiając się czy starczy mi na nie pieniędzy.
Mam słabość do drogiej, ba-mega drogiej biżuterii.Mam nawet kilka pierścionków z...diamentami.Ale nie noszę więc to takie durne wydawanie kasy i cieszy mnie tydzień.Luksusem są dla mnie wczasy-w tym roku to już mój drugi wyjazd na narty (jutro niestety wracam) i być może nie ostatni.Luksusem jest kuopwanie drogich rzeczy praktycznych:bielizny termicznej, butów narciarskich czy nart.Na pierdoły stylu kolejna jedwabna bluzka czy markowa skórzana torebka szkoda mi kasy bo wiem, że tańsza posłuży mi tak samo długo.
Luksusem jest dla mnie wypad na sushi czy do mega drogiej ale pysznej kawiarniLuksus to wolny weekend gdy córka idzie na piżama party i mam cały wieczór dla siebie...
Jakoś nie umiem postrzegać luksusu przez pryzmat fizycznych rzeczy, które mogę kupić. Może dlatego, że parę lat temu zarabiałam bardzo duże (jak na moje ówczesne warunki) pieniądze, mogłam sobie pierścionek z brylantem kupić nawet co tydzień, tylko co z tego, jak nie miałabym nawet kiedy tego zrobić. Nie dojadałam, nie dosypiałam chronicznie, pracowałam prawie non stop, byłam pod stałą presją czasu i terminów i zaczęło mnie to kompletnie wykańczać. Wprawdzie nie tylko z tego powodu ale przy wzroście 170cm ważyłam wówczas jakieś 46-48kg. Za to potrafiłam wypalić nawet 5 paczek papierosów na dobę i wypić przynajmniej kilkanaście kaw, żeby zwyczajnie utrzymać skupienie. Bardzo, bardzo źle wspominam tamten okres.
Teraz o luksusie myślę przez pryzmat wolnego czasu. Luksusem jest dla mnie przynajmniej jeden, ale CAŁY wolny dzień tylko dla mnie, w który NIC NIE MUSZĘ. Mogę siedzieć cały dzień w domu, nie muszę myć głowy, malować się i ubierać w wyjściowe ciuchy (nie wiem, jak Wy, ale ja mam ciuchy do wyjscia i po domu, które są często brzydkie jak podprowadzone bezdomnemu ale za to super wygodne ;-) ). Mogę wstać o której chcę, zjeść co chcę w granicach rozsądku, nie mieć tego dnia żadnych obowiązków.
Btw - też do kosmetyczki czy fryzjera chodzę jak muszę, frajdy szczególnej mi to nie sprawia, a kupować ciuchów wręcz chorobliwie nie cierpię i jak łysy koń pod górę kombinuję, jak to zwalić na kogoś innego.
Dla mnie największym luksusem i komfortem zarazem jest wolność, decyzyjność. I rzeczy materialne jak chociażby te orzeszki pistacjowe też
Ale również chyba do tych rzeczy przykładam najmniejszą wagę. Torebki, ciuchy, biżuteria (nie noszę żadnej prócz obrączki, czasem kolczyki hand-made) mnie kompletnie nie kręci. Ale już czy wspólne śniadanie z mężem to mimo tego, że składniki są "materialne" to nie zaliczam do rzeczy materialnych a do wspólnie spędzonego leniwie czasu ![]()
Luksus? Możliwość pobudki później niż o 4 rano i delektowanie się kawą we własnej, ciepłej kuchni ![]()
Vian mam to samo z ciuchami po domu. Jak wracam i się nie przebiorę to czuję się niekomfortowo, jakbym jedną nogą jeszcze na zewnątrz była. A tak ciuszek "bezdomnego" i jest jak należy, choć gorzej jak przyjdzie komuś drzwi nagle otworzyć ![]()
Ja też uwielbiam luźne ciuchy w domu, nawet stanik zmieniam na sportowy. Btw jestem już po ślubie więc nie muszę o siebie dbać.
Witam.
Moj luksus to coroczny wyjazd na wczasy .Jak na razie w polskie gory.Lubię sobie w niedziele poleniuchować.Dobra kawa ,a do tego dobre ciacho.Cenię też sobie ciszę i spokoj.Pozdrawiam.
Dla mnie to wizyta u kosmetyczki i pani od paznokci. Nie mam jakiejś regularności w chodzeniu do nich. Ide,kiedy jest potrzeba i pieniądze.Dodatkowo zakupy odzieżowo-ksiazkowo-gadżetowe.Częstotliwość tez różna.
Btw jestem już po ślubie więc nie muszę o siebie dbać.
Mam nadzieję, że to żart ![]()
26 2014-02-02 13:36:43 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-02-02 20:30:51)
Ja też uwielbiam luźne ciuchy w domu, nawet stanik zmieniam na sportowy. Btw jestem już po ślubie więc nie muszę o siebie dbać.
A ja w ogóle stanik zdejmuję (jeśli akurat tego dnia założyłam).Nie cierpię natomiast ciuchów z pomocy dla powodzian w domu. Nie toleruję ich też u męża i wywalam do śmieci jak tylko takie zauważę.
Mam elastyczne wąskie czarne dresiki i jakiś t shircik lub bluzę wkluczam po powrocie do domu.
Jakoś nie umiem postrzegać luksusu przez pryzmat fizycznych rzeczy, które mogę kupić. Może dlatego, że parę lat temu zarabiałam bardzo duże (jak na moje ówczesne warunki) pieniądze, mogłam sobie pierścionek z brylantem kupić nawet co tydzień, tylko co z tego, jak nie miałabym nawet kiedy tego zrobić.
A więc to żaden luksus nie był i nie byłby nawet gdybyś co tydzień taki pierścionek kupowała. To była po prostu zapłata za ciężką pracę.
Ja nie zarabiam tyle by stać mnie było kupować co tydzień ale co miesiąc...owszem.
Nigdy nie pracowałam tyle bym nie miała czasu wydać tych zarobionych pieniędzy.Dla mnie to wykluczone przy posiadaniu dziecka.
Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim, bo jest to sprzeczne z naszym regulaminem. Jeśli chcesz coś dopisać użyj funkcji ,,edytuj".
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka
Dla mnie luksus jest wtedy, gdy mam dzień dla siebie i po ogarnięciu mieszkania, mogę zając się sobą, czyli wypic kawę, wziąśc kąpiel (maseczka na włosy, peeling ciała, itd). Przy czym nie muszę się nigdzie spieszyc.
W tyg. praktycznie non stop jestem w pracy, więc doceniam, jeśli mam wolne.
Jakoś nie umiem postrzegać luksusu przez pryzmat fizycznych rzeczy, które mogę kupić. Może dlatego, że parę lat temu zarabiałam bardzo duże (jak na moje ówczesne warunki) pieniądze, mogłam sobie pierścionek z brylantem kupić nawet co tydzień, tylko co z tego, jak nie miałabym nawet kiedy tego zrobić. Nie dojadałam, nie dosypiałam chronicznie, pracowałam prawie non stop, byłam pod stałą presją czasu i terminów i zaczęło mnie to kompletnie wykańczać. Wprawdzie nie tylko z tego powodu ale przy wzroście 170cm ważyłam wówczas jakieś 46-48kg. Za to potrafiłam wypalić nawet 5 paczek papierosów na dobę i wypić przynajmniej kilkanaście kaw, żeby zwyczajnie utrzymać skupienie. Bardzo, bardzo źle wspominam tamten okres.
.
Nie sztuka jest uchetac sie jak gornik na przodku,miec fure kasy i nie miec kiedy jej wydac.
Sztuka jest robic jak najmniej ale za worek pieniedzy ![]()
marioosh Cat tylko tak sobie prowokuje
Dla podtrzymania dyskusji.... ![]()
marioosh, nadzieja umiera ostatnia ![]()
Każdy ma swój sposób na spędzenie wolnego czasu, bo mamy też inną wrażliwość, a nawet inne potrzeby na danym etapie życia. Dla mojej koleżanki, która ma małe dziecko luksusem jest przespać choćby pół nocy, albo wypić kawę w drodze do pracy(!) oraz....praca!! By wyrwać się z domu. Kiedyś jeździli z mężem w każdy poranek weekendowy na śniadanie i poranny seans w kinie i to mógł być dla nich co weekendowy luksus.
Lubię sobie w niedziele poleniuchować.Dobra kawa ,a do tego dobre ciacho.
Również dla mnie luksusem są tak zwane leniwe, niedzielne poranki, kiedy to mogę do południa biegać w szlafroku, delektować się pyszną kawą i rozmową z mężem, oczywiście nigdzie się przy tym nie spiesząc. Podobnie uwielbiam wieczory z lampką dobrego wina i rozmową z kimś, kogo lubię. Kiedy jesteśmy sami i w domu, to czasem rozkładamy nawet łóżko, spędzając cały wieczór w pościeli - niby nic, a jak cieszy
.
Ahh te nase luksusy, ciągle brakuje na nie albo czasu, albo... pieniędzy. Dla mnie luksusem jest wypoczynek w spa bajkowy zakątek na mazurach oraz sobotnia lampa remy martin u znajomych. Nic więcej do szczęścia nie potrzebuję:)