Witam,
Mamy po 24 lata.
Jestem od 2 lat w związku na odległość. On jest z Tarnowskich Gór a ja z Wrocławia. Dzieli nas 180 km - to jest 2,5 godz. jazdy pociągiem w jedną stronę, a potem autem do niego 30 min. Do tej pory jeździłam tak co ok. tydzień czasu na cały weekend + poniedziałek, albo przedłużało się do wtorku kosztem pracy lub nauki. Problem w tym, że ja bym chciała zdobyć jakiś zawód i mój chłopak też, jednocześnie musimy pracować aby utrzymać związek, kupować bilety, benzynę itp. Mój chłopak jeździ do mnie czasem, raz w miesiącu albo 2 razy ten sam dystans - 3 godz jazdy drogą 94, koszt to ok. 240 zł za jedno spotkanie. Problem w tym ,że nie wiem jak to pogodzić. Jestem zapisana w Agencji Pracy Tymczasowej gdzie mogę sobie wybierać dni, miejsca i godziny pracy w znanych hipermarketach w moim mieście, ale nie zawsze są zlecenia, poza tym teraz jak się nie uczę mam tragiczne stawki : np 4,60 zł za godzinę. W zeszłym miesiącu pracując ok 13 dni miesięcznie po 4-6 godzin to na kasie, to na ladach zarobiłam 260 zł, a i tak musiałam mu oddać bo byłam winna za zaległe wydatki. Moja mama proponuje mi ,że może ze mną pół na pół opłacać studia albo szkołę policealną. Studia to jest czesne 400 zł ms, szkoła policealna ok 250 zł ms, więc idąc na kompromis w związku zdecydowałabym się na szkołę policealną. Nie dawno chorowałam i leczyłam się w Poradni Zdrowia Psychicznego i wystąpiłam z prośbą o przyznanie mi orzeczenia i zasiłku pielęgnacyjnego chociażby na leki ,które kosztują miesięcznie 70 zł, jednakże wtopiłam się tekstem, że byłam z chłopakiem 2 lata i pewnie nic nie dostanę, żądnego orzeczenia... Chciałabym mieć jakiś zawód, prawo jazdy które na mnie czeka za zdaną maturę, jakieś umiejętności aby móc budować jakieś życie z moim facetem i nie wyjść na nieudacznika i sierotę jakąś.. Nie chcę być uzależniona od niego. On nie zamierza się do mojego miasta przeprowadzić. Po pierwsze ma bardzo dobrze płatną pracę u ojca - 14 zł na rękę za godzinę, darmowe budzenie ;p, mama mu prasuje, sprząta, gotuje tego by mu brakowało poza tym niestety zraził się do mojego miasta przez kilka niemiłych incydentów które miały kiedyś miejsce... Bardzo teraz tego żałuję.. Ja już się podniosłam po chorobie i mogę pracować, uczyć się, jeździć do niego.
Problem w tym, że jeżeli ja bym chciała uczyć się wieczorowo -3 razy w tygodniu w godz. 8-14, to mam pozostałe godziny i 2 dni na pracę żeby zarobić na bilety, albo tą szkołę ( wątpię, żeby mi starczyło na pół czesnego), natomiast kiedy my będziemy się spotykali, jeżeli on ma możliwość pójść jedynie do szkoły zaocznej gdzie są zajęcia co 2gi weekend w godz. 8-16 albo 8-18. Jeżeli ja miałabym zajęcia już od poniedziałku to możliwość bycia u niego w domu od niedzieli do poniedziałku już odpada. Natomiast jeżeli oboje uczylibyśmy się zaocznie ( do tej pory ja uczyłam się zaocznie) to widzielibyśmy się tylko co 2gi weekend, albo rzadziej i jedno z nas musiałoby pewnie czekać w domu, aż drugie skończy szkołę co tak bywało. On pracuje od poniedziałku do piątku przy składaniu mebli, szaf z kolegą. Do tego pali papierosy i musi zawsze wydać kilka stów na fajki więc zależy mu na pracy, a też nie chce tak często do mnie przyjeżdżać autem. Pociągiem nie ma mowy, bo wg niego prawie tyle samo by to kosztowało i fakt, że ze względu na kursy pociągów spotkanie by się ukróciło o połowę. Moje bilety do niego kosztują całość 30 zł w jedną stronę czyli ok 55, 60 zł jedno spotkanie. Pomiędzy naszymi miastami jest Opole, ale zawsze nie wychodziło to żeby tam się spotykać i wracać do siebie, zawsze wracałam do niego i nazajutrz do domu, czyli Wrocław.
Jak pogodzić te wszystkie sytuacje, proszę niech ktoś mi pomoże, bo mam małą głowę. Przeprowadzka którejś ze stron jest w ogóle niemożliwa, nie mamy zawodu, pracy... oszczędności. W jego mieście nie ma za bardzo pracy, a on nie mógłby ze mną mieszkać niedaleko w innym mieście bo codziennie gada z ojcem na temat pracy co ma zrobić, instruktaże i razem z tatą muszą współpracować, on mu zadaje projekty itp. Sam przyznaje, że nie ma zamiaru do końca życia składać deski i ,że interesują go komputery, telekomunikacja. Zapomniałam dodać, że płaci jeszcze 350 zł za mieszkanie u rodziców, a jego wymarzony kierunek szkoły policealnej też kosztowałby go ok 250 zł miesięcznie czesnego
/
Na prawdę nie wiem jak to pogodzić, pomóżcie, Drogie Internautki i Internauci ![]()