Nie bardzo mam się komu wyżalić, ale nie wiem co robić... To trochę głupie szukać w takim wypadku pomocy w internecie, ale nie mam właściwie żadnego doświadczenia i nie wiem sama co myśleć.
6 tygodni temu poznałam przez internet pewnego chłopaka. Bardzo mi się spodobał jego tok myślenia, jego poczucie humoru, jest niesamowicie sympatyczny.
Na początku flirtował ze mną dość bezczelnie - słodke słówka, liczne aluzje i tak dalej. Ale w pewnej rozmowie powiedział mi, że lubi towarzystwo kobiet i często flirtuje z nimi dla żartu. Powiedziałam, że nie podoba mi się takie żartowanie ze mnie i odpuścił.
Oczywiście nadal rozmawiamy raczej sporo. Bo właściwie najczęściej jest tak, że włączam komunikator rano i rozmawiamy aż do momentu kiedy pora spać. W ciągu tych tygodni tylko raz powiedział mi, że przecież nie musimy rozmawiać codziennie...
Rozmawialiśmy na skype 3 razy w ciągu tego czasu. Tłumaczył się, że mieszka z rodzicami i przeszkadza im kiedy zbyt głośno gada w pokoju. Nie przeszkodziło mu to jednak rozmawiać na videochacie ze znajomymi. Najwyraźniej ze mną rozmawia głośniej niż z nimi ;/
W piątek w końcu spotkaliśmy się pierwszy raz na żywo. Nasze miasta dzieli ponad 200 km, więc to była taka jakby okazja jedna na milion. Ledwo wyszedł z pociągu rzucił mi się na szyję, cały dzień milutko i bez problemowo, na do widzenia też mnie przytulił... W trakcie drogi powrotnej wysłał mi 40 smsów w ciągu 2 godzin. Oczywiście liczne zapewnienia, że było fajnie że liczy na jeszcze, że ma nadzieje na powtórkę itd...
W takim razie postanowiłam iść za ciosem - jeżeli coś ma z tego wyjść to trzeba to kontynuować i albo wóz albo przewóz.
Dlatego też wczoraj w żartach zaproponowałam, że przyjadę do niego... Tak na dobrą sprawę zrobiłam to tylko po to żeby zobaczyć co powie ( głupie ze mnie babsko
). Cóż... zaniemówił, dopiero jak powiedziałam, że ma się nie bać bo żartuję to odpisał że się przecież nie boi i zmienił temat.
Niby głupota, ale czuję się diabelnie odrzucona.
Wydaje mi się, że w takim razie powinnam po prostu dać spokój. Niech robi co chce. Jeśli jest zainteresowany ( w co strasznie wątpię, bo jak mógłby chcieć takiego paszczura jak ja) to sam powinien się odezwać. A z drugiej strony bardzo nie chcę odpuszać.
Czy ktoś może ma jakąś dobrą radę?