mam dość rodziny. czy jestem egoistką ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Ok, przyszedł czas, żeby prosić o chłodne spojrzenie. Mam dość mojej rodziny i oto moja historia w skrócie:

moi rodzice całe życie się kłócą. Pamiętam z dzieciństwa wieczne darcie japy, ciche dni, ale za chwilę oczywiście było dobrze. Po latach wiem, że nerwica, którą mam, jest pewnie wynikiem m. in. tego, że w domu brak był stabilnej sytuacji w relacjach, a ja dosłownie fizycznie odczuwałam zarówno stres gdy była kłótnia, jak i wielkie odprężenie i radość gdy nagle była zgoda. To pewnie powszechne w wielu domach. Rodzice kłócili się tak, że nieraz wyprowadzałam się z matką do babci na kilka dni/tygodni, by potem powrócić bo rodzice się dogadali. Oczywiście ze mną nikt nigdy na ten temat nie rozmawiał, to co podsłuchałam, to była moja cała wiedza na temat tego, dlaczego sytuacja jest jaka jest. O co się kłócili? Ogólnie o większe sprawy, jakieś swoje żale i pretensje, ale też o pierdoly (oboje są osobami nerwowymi, które od razu podnoszą głos, wybuchają). Doszedł też alkohol, bo ojciec popijał/ popija. Nie jest to stan zaawansowanego alkoholika, ale tego typu, że wieczorem czy w nocy lubi sobie wypić. Były też sytuacje, które pamiętam z czasu, jak u nich mieszkałam, chyba dwie takie, kiedy ojcu coś nie poszło w pracy i widziałam go pijanego w dzień. Raz po tym jak wróciłam do domu a on stał pijany i zaczął za mną chodzić po domu, czepiając się mnie o coś, spakowałam walizkę i wyprowadziłam się na dwa miesiące do mojego ówczesnego chłopaka. Nie miałam wtedy pieniędzy na wynajem czegokolwiek, bo byłam na marnym stażu po studiach i zarabiałam niecałe 900 zł. Wtedy nikt się nie fatygował żeby zadzwonić do mnie (mówię tu o dziadkach od strony ojca którzy wiedzieli, jaka jest sytuacja). Matka dzwoniła do mnie bo się pogodziła z ojcem i wtedy nagle już uznała że chyba pora żebym wróciła, bo tematu nie ma. To było kilka lat temu. Przez ten czas się wyprowadziłam, mam normalną pracę, żyję swoim życiem, ale … no właśnie nie do końca. Brat wyjechał daleko i nie wie, jak tu jest, bo nie przebywa z nimi, wie tyle ile mu powiedzą oni lub ja. Ma swoje życie. Moje relacje z rodzicami były różne przez ten czas, ale ogólnie wydawały się w miarę dobre. Choć przez cały ten czas oczywiście oni wciąż się kłócili, tylko już mnie to tak nie dotykało, bo nie widziałam tego na co dzień. Moja matka wyprowadziła się z domu w tym czasie na trzy miesiące „by ojciec zobaczył co może stracić”. Bo podobno wciąż popija. W tym czasie ja zostałam z ojcem w sensie, że to ze mną na co dzień się kontaktował, przyjeżdżał, dawałam mu czasem obiad, pomagałam coś ogarnąć w domu. Potem matka wróciła, niby było ok, ale za chwilę znów kłótnie, w jeden dzień się odzywają, w drugi już nie rozmawiają. Zauważyłam u siebie, że te sytuacje wciąż wpływają na moje życie, stresują mnie, zamiast skupić się na sobie, to ciągle myślę jaka atmosfera jest w domu i czy znów matka wyjedzie. Jak jest dobrze to jest dobrze, jak się pokłócą to ja już mam ścisk w żołądku. Apogeum to były święta na które przyjechałam, a że nas jest zawsze max 5 osób, to nie da się nie zauważyć jaka panuje atmosfera. A panowała ciulowa bo oni oczywiscie byli pokłóceni. Powiedziałam że więcej nie chce tak spędzać świąt i od tego czasu z nimi nie rozmawiam. Postanowiłam się odciąć od nich i utrzymywać tylko konieczny kontakt (z ojcem mam też średnie relacje wynikające z różnych codziennych sytuacji, nieporozumień, więc nie jesteśmy jakoś zżyci ). Drugi problem to babcia (od strony ojca), która podczas tych sytuacji związanych z alkoholem, podczas wyjazdu matki itd. nigdy nie zadzwoniła do mnie zapytać jak ja sie z tym czuje, co u mnie, no ogólnie nigdy nie dzwoniła. Ja dzwoniłam do niej (mieszka w innym mieście), ale te rozmowy brzmiały z jej strony tak, jakby chciała się szybko rozłączyć, albo jakby miała jakąś pretensję. Doszlo do tego, ze myśl o tym, że powinnam do niej zadzwonić (bo mieszka sama, bo daleko itd.) napawała mnie wręcz stresem, bo wiedziałam ze to będzie taka szybka rozmowa, z jej strony niechciana. W końcu przestałam dzwonić, uznałam ze nie chce całe życie patrzeć na członków swojej rodziny jak na osoby z którymi TRZEBA mieć kontakt i wybaczać wszystkie zachowania, które mnie straumatyzowaly, a nikt w tym czasie nigdy za nic mnie nie przeprosił, nie wytłumaczył, nie pomyślał że może ja też mam prawo do swoich odczuć. Piszę to, bo dowiedziałam się, że babcia ma wielki żal, że wnuczka do niej nie dzwoni. Zaczęłam o tym myśleć i doszłam do wniosku, że wnuki są dla babć ale babcie też są potrzebne wnukom i fajnie byłoby mieć babcię, która w trudnych chwilach nie patrzy na rodziców tylko wspiera wnuczkę, a nie zamiata sprawy pod dywan. Nie chcę takich relacji, choć teraz babcia się pochorowała i leży w szpitalu i codziennie ją odwiedzam oraz wożę potrzebne jej rzeczy (matka z ojcem nie gada więc się babcią nie interesuje). Robię to, bo uważam że powinnam i nie mam z tym problemu, ale nie chce wysłuchiwać jakichś wyrzutów na swój temat. Chciałabym też nie mieć wyrzutów że nie lubię swojej rodziny i że mam ochotę zniknąć i nie mieć z nimi kontaktu żeby móc żyć w końcu swoim życiem u skupić się na swoim rozwoju. Ale wtedy mam myśli że przecież tyle im zawdzięczam bo kasy nigdy mi nie brakowało, poszłam na studia itd. Jako dorosły człowiek wiem, że to nie wszystko w życiu i wolałabym żyć w skromnej rodzinie która mnie wspiera a nie przerzuca na mnie swoje problemy i pretensje. Ale mimo to mam wyrzuty, że może jestem zwyczajnie niewdzięczna. Przepraszam że tak długo

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez 123qwerty123 (2024-01-16 12:32:18)

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Wychowałaś się w czasach gdzie "dzieci i ryby głosu nie mają". W latach 90 i wcześniej, nikt za bardzo nie przejmował się dziećmi. Tym co czują itd. Dopiero z czasem dotarło do ludzi, że problemy dorosłych mają swoje źródło w dzieciństwie. Choć wielu dzisiejszych dorosłych koło 50tki myślę, że do tej pory nie jest tego świadom.

Dlatego nikt Ci nie tłumaczył niczego. Nikt Cię nie wspierał w czasie gdzie rodzice byli pokłóceni, bo rodzice byli skupieni na sobie i swoich emocjach. Im po prostu nie przeszło przez myśl, że dziecko też przeżywa ich kłótnie i wypadało by mu pewne rzeczy wyjaśnić. A nie doprowadzać do tego, że po kłótni matka wyprowadza się z dzieckiem, zmienia mu otoczenie bez żadnych tłumaczeń, a potem wielki powrót i dziecko tylko się domyśla, że rodzice się pogodzili - czyli wie tyle ile samo się domyśli i sobie wydedukuje.

Jestem przekonana, ze do tej pory, ani Twoi rodzice, ani tym bardziej babcia nie pomyśleli, że kłótnie rodziców miały wpływ również na Ciebie i brata. Na Twoim miejscu przy pierwszej możliwej sytuacji powiedziałabym im, że są dorośli i sprawy między sobą niech załatwiają sami. Też bym zaznaczyła, że masz po prostu dość tych kłótni i miałaś ich dość jako dziecko i nie masz już siły ani ochoty znosić kolejnych. To jest relacja Twoich rodziców, więc jako dorośli niech sobie układają relacje między sobą jak chcą. Raczej wiele się nie zmieni, bo skoro tyle lat zachowują się w ten sam sposób to nie liczyłabym na cuda. W każdym razie, powiedziałabym im, że obarczali się w dzieciństwie swoimi kłótniami, nikt z nich nie zastanowił się nawet jak to na Ciebie wpłynęło, a wpłynęło źle i nie masz ochoty w dalszym ciągu być tym obarczana. Są dorośli więc niech swoje sprawy załatwiają sami. Jak chcą się kłócić i wyprowadzać to niech to robią. Ty się od tych sytuacji odetnij. Nie ucinałabym z nimi kontaktu, ale jakby w rozmowie chcieli ci się żalić, że znowu są pokłóceni to bym ucinała temat. Wszystko co dotyczy kłótni ma być od Ciebie z daleka. Dla Twojego zdrowia psychicznego myślę, że to ważne.

3

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?
123qwerty123 napisał/a:

Wychowałaś się w czasach gdzie "dzieci i ryby głosu nie mają". W latach 90 i wcześniej, nikt za bardzo nie przejmował się dziećmi. Tym co czują itd. Dopiero z czasem dotarło do ludzi, że problemy dorosłych mają swoje źródło w dzieciństwie. Choć wielu dzisiejszych dorosłych koło 50tki myślę, że do tej pory nie jest tego świadom.

Dlatego nikt Ci nie tłumaczył niczego. Nikt Cię nie wspierał w czasie gdzie rodzice byli pokłóceni, bo rodzice byli skupieni na sobie i swoich emocjach. Im po prostu nie przeszło przez myśl, że dziecko też przeżywa ich kłótnie i wypadało by mu pewne rzeczy wyjaśnić. A nie doprowadzać do tego, że po kłótni matka wyprowadza się z dzieckiem, zmienia mu otoczenie bez żadnych tłumaczeń, a potem wielki powrót i dziecko tylko się domyśla, że rodzice się pogodzili - czyli wie tyle ile samo się domyśli i sobie wydedukuje.

Jestem przekonana, ze do tej pory, ani Twoi rodzice, ani tym bardziej babcia nie pomyśleli, że kłótnie rodziców miały wpływ również na Ciebie i brata. Na Twoim miejscu przy pierwszej możliwej sytuacji powiedziałabym im, że są dorośli i sprawy między sobą niech załatwiają sami. Też bym zaznaczyła, że masz po prostu dość tych kłótni i miałaś ich dość jako dziecko i nie masz już siły ani ochoty znosić kolejnych. To jest relacja Twoich rodziców, więc jako dorośli niech sobie układają relacje między sobą jak chcą. Raczej wiele się nie zmieni, bo skoro tyle lat zachowują się w ten sam sposób to nie liczyłabym na cuda. W każdym razie, powiedziałabym im, że obarczali się w dzieciństwie swoimi kłótniami, nikt z nich nie zastanowił się nawet jak to na Ciebie wpłynęło, a wpłynęło źle i nie masz ochoty w dalszym ciągu być tym obarczana. Są dorośli więc niech swoje sprawy załatwiają sami. Jak chcą się kłócić i wyprowadzać to niech to robią. Ty się od tych sytuacji odetnij. Nie ucinałabym z nimi kontaktu, ale jakby w rozmowie chcieli ci się żalić, że znowu są pokłóceni to bym ucinała temat. Wszystko co dotyczy kłótni ma być od Ciebie z daleka. Dla Twojego zdrowia psychicznego myślę, że to ważne.

Zgadzam się, mam tego świadomość. Niska edukacja w tym temacie oraz fakt że rodzice też dźwigają swoje traumy, jasne. Ale np. moja babcia wiedziała, jak to na mnie wpływa, bo tuż przed wyniesieniem się z domu dostała ode mnie telefon, byłam w nerwach roztrzęsiona i płakałam. I wiedziała, co się wydarzyło, a mimo to nie wykonała potem żadnego telefonu, żeby spytać jak sytuacja. Jak matka wyjechała, też wiedziała dobrze dlaczego, a mimo to nie zadzwoniła np. zapytać o to, jak się ma jej syn i czy się może nie zapija (skoro matka przez to właśnie wyjechała). Nie dzwoniła nie pytała, ale pretensje że ja nie zadzwonię, w moją stronę są. Ojciec też zawsze mnie traktował jak „głupszą”, np. przez niego nie zdałam prawa jazdy zaraz po maturze, jak wszyscy, bo twierdził że szkoła do której chce iść z koleżankami z klasy, nie wiadomo jaka jest a ja na pewno nie zdam więc on musi mi znaleźć szkołę (nie wiem, może chodziło mu o to, że szkołę kogoś kogo zna i kto po znajomości mi zaliczy egzamin bo sama przecież się nie nauczę nigdy). Stanęło na tym, że żadnej szkoły nie sprawdził, przyszła matura, nie miałam już czasu się tym zająć u poszłam na studia. Prawo jazdy zdałam po latach, sama, za pierwszym razem. Mam mnóstwo takich przykładów, które wpłynęły na mnie jako na człowieka (wymagania czerwonych pasków, kary za przyniesienie 4, itd itp). Mojego brata już wychowywali inaczej. Miał słabą średnią, ale jemu nikt nie zabraniał chodzić na zajęcia dodatkowe z tego powodu. Ja przyniosłam 3, nie mogłam chodzić na moją ukochaną wtedy koszykówkę, bo „zawalam naukę”. Piszę o tym, bo rozumiem, że tak się wychowywało dzieci, ale te wszystkie sytuacje sprawiły, że mam teraz ogromny problem z poczuciem własnej wartości, jestem do tego bardzo wrażliwa, więc wszystko podwójnie przeżywam. I trochę nie do końca też uważam, że wszystko można tłumaczyć „trauma” z dzieciństwa. O ile „urosłam” i nikt już nie może mi kazać przynosić czerwonych pasków, tak dalej żyje właśnie tymi kłótniami. Mam na pewno żal za wiele więcej rzeczy, stąd też chciałabym czasem zwyczajnie się od nich odciąć. Ogólnie żyje jak wyrzut sumienia, sama mam te wyrzuty że nie mam prawa mieć pretensji (chociażby do babci, i że nie wypada nie zadzwonić), a jednocześnie mam w sobie dużo złości o to, że jakoś nikt nigdy nie myśli o tym, co ja mogę czuc. Jak matka wyjechała to zamieszkała na chwilę z bratem i mu tam sprzątała gotowała (bo co innego miała robić), a ja zostałam z ojcem który do kuchni ma dwie lewe ręce, więc jeździłam sprzątać kuchnie, bo wiedziałam że zarośnie brudem, a jak matka wróci to będą pretensje (też do mnie, że nie doglądałam domu). Więc miotam się, może zrywanie kontaktu jest drastyczne ale ja czasem nie mam już siły poświęcać im swoich myśli, bo od lat zamiast martwić się sobą, swoją przyszłością, martwię się tylko tym, co w rodzinie.

4 Ostatnio edytowany przez 123qwerty123 (2024-01-16 13:33:44)

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?
niesumienna napisał/a:

Jak matka wyjechała to zamieszkała na chwilę z bratem i mu tam sprzątała gotowała (bo co innego miała robić), a ja zostałam z ojcem który do kuchni ma dwie lewe ręce, więc jeździłam sprzątać kuchnie, bo wiedziałam że zarośnie brudem, a jak matka wróci to będą pretensje (też do mnie, że nie doglądałam domu). Więc miotam się, może zrywanie kontaktu jest drastyczne ale ja czasem nie mam już siły poświęcać im swoich myśli, bo od lat zamiast martwić się sobą, swoją przyszłością, martwię się tylko tym, co w rodzinie.

Następnym razem nie jedź i nie sprzątaj. To nie są Twoje obowiązki dbać o czyjegoś męża, żeby nie zarósł brudem. Po pierwsze to on ma rączki, i powinien sam o siebie zadbać, a po drugie skoro go żona nauczyła w domu nic nie robić, to niech się nie dziwi, że w sytuacji gdy tego męża zostawia samego, to on tym brudem zarośnie. I tak bym matce następnym razem odpowiedziała - nauczyłaś go nic nie robić i wyręczać to się nie dziw, że jest syf w domu jak Cię tam nie ma. Ty masz swoje sprawy i nie będziesz ponosiła konsekwencji ich bezsensownych kłótni. Możesz też matce powiedzieć, że jej wyprowadzka nic nie daje, gdyby została w domu to też pewnie prędzej czy później by się pogodzili, ale jak ona woli w tak bezsensowny sposób rozwiązywać konflikty z mężem to konsekwencje tego ( syf w domu podczas jej nieobecności ) niech ponoszą oni sami, a nie Ty.

ps. co do pasków na świadectwie to ja np. jak przynosiłam co roku świadectwo z paskiem to słyszałam od matki, żebym się tak nie cieszyła, bo kolejna klasa będzie trudniejsza i mogę jej nie zaliczyć. Taki tekst słyszałam co roku.
O zajęciach dodatkowych też mogłam tylko pomarzyć, bo wg matki, opuszczę się w nauce jak będę traciła czas na duperele zamiast się uczyć.

5

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Ciągniesz za sobą traumy z dzieciństwa.
Myślałaś nad terapią?

Zrywanie kontaktu będzie boleć, ale da wewnętrzny spokój.
Jeśli zadecydujesz się utrzymywać kontakt, to musisz zapowiedzieć, że nie tolerujesz żadnych kłótni, nie chcesz ich wysłuchiwać, czy o nich słuchać.

A babcia to matka ojca i jako jego matka traktuje go bardzo ulgowo.

6

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Jakbym czytała o sobie... moje dzieciństwo wyglądało bardzo podobnie, relacje z ojcem również.
Nie jesteś egoistką. Masz pełne prawo czuć się pokrzywdzona. Ja również czułam wyrzuty sumienia, że myślę to, co myślę o swojej rodzinie, ale już mi przeszło. Pomagam tam, gdzie trzeba, ale ustalam granice. Mogę sobie na to pozwolić- jestem już w takim wieku, że mam gdzieś zdanie innych o mnie. Ale to nie przyszło łatwo - lata terapii i zmiana myślenia o sobie samej. Tobie również się to uda, w końcu. Naprawdę polecam terapię.

7

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Za dużo się przejmujesz dorosłymi rodzicami. Ojciec nie umie sprzatac - to tylko i wyłącznie JEGO problem! Jest schorowany czy niepełnosprawny, że trzeba go wyręczać w pracach domowych?
Dlaczego dajesz się wciągać w kłótnie rodziców? Jesteś już dorosła i jak mniemam.niezalezna - odcinać, co Ciebie bezpośrednio nie dotyczy. Nie wiedzieć, nie dopytywać się, nie żyć ich życiem! Nie wydzwaniać z pytaniem "a wróciłaś do ojca?. Pogodziliscie się?" Etc. Jak masz z tym trudność to tylko praca nad sobą może tu pomoc. Większe skupienie na sobie i swoim życiu a nie na życiu innych.
A babcia.... To człowiek starej daty. Może nawet pamięta wojnę, albo chociaż czasy krotko powojenne. Wiesz jak się wtedy żyło?. Mega turbo ciężko! Moja opowiadała,że jej mama łapala czasem gołębie,by cokolwiek na obiad ugotować.czy wiesz jaki mają stosunek starsi ludzie do odczuć dzieci/ osób młodszych? Oni bagatelizują takie uczucia jak Ty piszesz ,że było Ci przykro, że byłaś roztrzesiona, że plakalas... wiesz jakby moja.babcia zareagowała? A czego ty ryczysz dziecko? Ty chyba w życiu ciężko nie miałas nigdy i pierdolami (jakimi są kłótnie rodziców ) się zajmujesz... W dawnych czasach to prawie każdy chłop chlal.na potęgę, nierzadko bił, a kobiety znosiły ta gehennę. To sa inne czasy. Nawet nie powinnaś mieć za zle babci, że się nie przejęła bo sądzę, że w jej głowie Twoje odczucia są mega przesadzone, nieadekwatne i "życia nie znasz". Ona nie zrozumie Ciebie, a Ty jej.

8

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Ludzi się traktuje z wzajemności.
Twoja babcia nie pomogła Ci gdy cierpiałaś, nie wsparła, nie otoczyła opieką, miała Cie w dupie.
Potrzebowałaś pomocy,a ona sie od ciebie odwróciła.
nie jesteś jej nic winna, niech siedzi sama w ramach konsekwencji swojego zachowania.

Ja bym ci doradzała na jakiś czas (wstępnie) całkowicie zerwać kontakt.
Poblokowac gdzie sie da, i nie nawiązywać żadnej znajomości.
Zobaczysz jak sie będziesz w tedy czuła.

9 Ostatnio edytowany przez KarminowaRóża (2024-01-17 09:46:13)

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Autorko,

jesteś sumienna i to bardzo, ale rozumiem dlaczego czujesz inaczej.

Miałaś bardzo trudne dzieciństwo i młodość.
Twoi rodzice nie umieli okazać miłości ani sobie ani Tobie. Ciągłe awantury, rozchodzenie się, picie, opuszczanie Ciebie, zaniedbywanie Twoich potrzeb emocjonalnych. To bardzo rani. Dziecko czuje się zagrożone i niekochane kiedy rodzice nawzajem się ranią i kiedy nie troszczą się o niego. Miłość okazuje się przez wspólne spędzanie czasu, przez czułość, miłą rozmowę, ciepło, przytulanie, całowanie, zainteresowanie problemami, wspieraniem i podziwianiem, docenianie. Nie miałaś tego, w zasadzie od nikogo. To musiało być straszne.

Nie miałaś oparcia w nikim dorosłym. Nawet babcia nie spełniła swej roli. Na pewno nie potrafiła tego. Powinna była otoczyć Cię opieką, ciepłem, wsparciem, rozmową, pomocą, zabrać do siebie. W tej chwili opieka nad babcią to zadanie Twoich rodziców.

Wszystkie Twoje odczucia są jak najbardziej prawidłowe  i zrozumiałe w Twojej sytuacji. WSZYSTKIE
Naprawdę w obliczu tak silnej traumy, to jesteś osobą bardzo silną i racjonalną. Choć na pewno w środku bardzo cierpisz i przeżywasz to wszystko.

To bardzo smutne, że ojciec nie wierzył w Ciebie (prawo jazdy), że rodzice nie cieszyli się z sukcesów, a karali za przecież dobre oceny. To sprawia, że ciągle czujesz się niewystarczająca.

Możesz w sercu rodziców kochać, ale jeśli te sytuacje krzywdzące ciągle się powtarzają, to powinnaś się fizycznie odciąć.
Jest to też sygnał i szansa dla nich, żeby się w końcu zreflektowali i podjęli trud naprawy - oni właśnie, bo to oni niszczyli i niszczą waszą rodzinę.
Dopóki nie nastąpi u nich ewidentna zmiana ( a nie tylko taka deklaracja) to nie utrzymuj bliskich kontaktów które Cię ranią.
Możesz im wprost powiedzieć: kocham was, ale wy mnie krzywdzicie nadal i dopóki nie podejmiecie np. terapii małżeńskiej, ojciec klub AA i nie zmienicie sposobu postępowania to nie mogę z wami utrzymywać bliskich relacji.

I to jest dla ich dobra, bo bez wyciągania surowych konsekwencji to będą trwać w kłótniach, a tato dodatkowo w nałogach.

A Ty swoją twardą, a przecież wynikającą z dobrych pobudek postawą, możesz przyczynić się do tego, że podejmą trud pracy nad sobą i te rodzinne relacje za kilka lat się poprawią na tyle, że będzie możliwe wybaczenie i pojednanie.
Ty w sercu możesz im przebaczyć kiedy będziesz gotowa, ale powiedzieć i okazać im to możesz dopiero kiedy uznają swoja winę, przeproszą Cię i nade wszystko zmienią na poprawny swój stosunek do siebie nawzajem i do Ciebie.

Masz wyrzuty sumienia, ale niepotrzebnie, bo naprawdę zrobiłaś bardzo wiele dobrego dla tych którzy nie spełnili swej roli wobec Ciebie. I to wystarczy.
Teraz masz pełne prawo odciąć się i żyć własnym życiem. Teraz czas, aby się sobą zaopiekować. Nauczyć się kochać siebie. To bardzo trudne kiedy nie otrzymało się miłości w dzieciństwie. Myślę, że koniecznie zapisz się na terapię, poznasz tam mechanizmy jakim zostałaś podana, utwierdzisz się w swoich przekonaniach, zbudujesz siebie i dopiero wtedy będziesz mogła odetchnąć i cieszyć się życiem. To bardzo ważne, aby nauczyć się jak mają wyglądać zdrowe relacje, aby już nikt Ciebie nie krzywdził i nie wykorzystywał np. w pracy, w koleżeństwie, w przyszłej relacji małżeńskiej. Postaraj się o to bo naprawdę szkoda życia, tyle już Ci zabrano, nie pozwól na więcej.

10 Ostatnio edytowany przez niesumienna (2024-01-17 17:12:56)

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Dziękuję za wszystkie Wasze odpowiedzi.

123qwerty123 - przykro mi, że tak miałaś, zwłaszcza, że wiem, jak to jest. Ja też to słyszałam, na każde zakończenie roku i czerwony pasek: "teraz skończy się laba i nicnierobienie, trzeba się w końcu wziąć do roboty". Raz, w 6 klasie podstawówki, brakowało mi do paska 1/10 w średniej i usłyszałam, że nie pojadę nigdzie na wakacje, bo nie zasłużyłam. Ostatecznie pojechałam na planowany wcześniej obóz, ale jak pewnie się domyślasz, w poczuciu, że spotkała mnie wielka łaska, bo nie przynoszę w domu powodu do dumy.

Farmer, I'm Blue - tak, rozważałam terapię, byłam u jednego psychologa, ale nie umiałam się "otworzyć" i zbywałam na rozmowie jakimiś mniej istotnymi problemami. Będę szukać znów, bo wiem, że trafić na obcą osobę, która zyska zaufanie, żeby tak się bez wstydu otworzyć, też nie jest tak prosto.


Ewę 131 - rozumiem. Wiem, że babcia i ja to dwa światy. Ona miała ciężko, ja mam lżej, bo żyję w "lepszych czasach". Ale czy to znaczy, że każde zachowanie, zarówno jej, jak i ojca, wynikające z "traum z przeszłości", ma być nimi usprawiedliwiane? I mam je rozumieć? to w ten sposób babcia powinna zrozumieć moje milczenie, bo przecież ja też mam traumy. Ja rozumiem to, co napisałaś, wiem, że to tak wygląda, ale pytanie, czy nie mogę/nie powinnam mieć negatywnych odczuć wobec takiego zachowania?

Szeptuch - myślę, że moja głowa dosłownie by odżyła. Po prostu są momenty, że marzę o wyjeździe na inny kontynent, bez telefonu, żeby nawet nie wiedzieli, gdzie jestem i żebym ja nie wiedziała, co tu się dzieje. Mogłabym wrócić za 10 lat i zastać sytuację taką, jaka by była. Ominęłoby mnie wiele stresu.

Karminowa Róża - bardzo dziękuję za Twój komentarz i nad nim przysiądę dłużej. Bo mój problem polega na tym, że czytając to, co napisałaś, od razu uruchomiły się we mnie wyrzuty sumienia. Bo przecież JA NIE MIAŁAM TAK ŹLE. Mam na myśli, że w domu nie było biedy, to picie ojca to też nie takie, że zaniedbywał rodzinę albo że ja go notorycznie widziałam w takich sytuacjach czy zbierałam z podłogi. Były to "pewne incydenty", ale dość mocno zapadające mi w pamięć. Jednak wiadomo, bywają rodziny, gdzie dzieje się dużo gorzej. Jeździłam na wakacje, miałam kasę na wyjście z koleżankami, potem na studia. Więc teoretycznie zapewnili mi wszystko (i tak też oni to postrzegają), czego potrzebowałam, by dobrze się wykształcić i zawojować cały świat. Tylko niestety nie zostałam lekarzem ani prawnikiem (wielki zawód dla ojca, od którego nigdy nie usłyszałam, że jest w jakikolwiek sposób ze mnie dumny). Z perspektywy czasu myślę, że już w liceum miałam stany depresyjne i nie umiałam się uczyć. Tuż przed maturą moi rodzice "rozwodzili się" setny raz, matka zadzwoniła do mnie w sylwestra z histerią(kiedy byłam ze znajomymi z klasy), że ojciec nie wpuścił jej do domu. Jechałam tam z duszą na ramieniu, okazało się, że zasnął na kanapie bo nigdzie nie wychodził, a klucz był w zamku. Ale do dziś pamietam, jak wychodziłam z tej imprezy nie wiedząc, co czeka mnie w domu. Dzień przed maturą z polskiego przyszedł do nich znajomy, zrobili mała imprezę, a jak poszedł, do 4 rano się kłócili, nie mogłam spać, wyszłam z pokoju powiedziałam, że wstaję za 3 godziny na egzamin, a następnego dnia po maturze jak na pytanie jak mi poszło odpowiedziałam "może byłoby lepiej gdybym się wyspała" usłyszałam, żebym się nie ważyła zwalać winy na nich za swoje nieuctwo. Ogólnie z tą nauką dziwna sprawa, bo oboje nie są geniuszami ani nie osiągnęli nie wiadomo czego, a ode mnie oczekiwali najlepszego. Nikt nie pytał, co chcę robić, nigdy nie słyszałam "rób tak, żebyś była szczęśliwa". Wiem, że wtedy tak było i dużo ludzi tak miało w domu, więc nie chcę zgrywać ofiary. Ale nie da się ukryć, że te sytuacje wpłynęły na mnie niesamowicie. Ojciec oczekiwał najlepszych ocen, jak była 5 to dlaczego nie 6, nauka z matką była koszmarem, bo jak nie rozumiałam, byłam wyzywana i szarpana. Całe moje życie szkolne spędziłam w poczuciu zazdrości koleżankom, które z przedmiotów ścisłych miały 5, bo dla moich rodziców 4, a potem w wyższej klasie, 3 była oceną karygodną. Mam o to żal i złość, bo wiem, że gdybym była odpowiednio motywowana, mogłabym wiele więcej osiągnąć, inaczej spędzić lata studiów, na których usłyszałam od kolegi, że lubi ze mną rozmawiać przed prezentacją, bo zawsze czuje się podbudowany tym, że pewnie zrobił coś lepiej ode mnie, bo nikt nie jest tak zdołowany swoimi działaniami, jak ja. Wiem, że to wpłynęło negatywnie, ale jednocześnie oglądając jakieś zdjęcia z dzieciństwa czy nawet nagrania, widać, że nie byłam dzieckiem zaniedbanym czy niekochanym. Co do babci - mieszkałam u niej przez jakiś czas przed pójściem do szkoły podstawowej, bo moi rodzice "nie dorośli" do bycia rodzicami, jak to sam powiedział mi ojciec (matka urodziła mnie w trakcie studiów i oczywiście byłam wpadką). Wspominam ten czas super, choć to dziadek był wobec mnie bardziej "uczuciowy", babcia potrafiła być czasem obcesowa, ale nie chcę jej krzywdzić stwierdzeniem, że mnie nie kochała czy nie okazywała żadnych uczuć. Po prostu to nie była taka typowa babcia przytulająca wnuczkę. Ale ten czas był dla mnie świetny, hulaj dusza, całymi dniami latałam umorusana po podwórku (babcia nie przywiązywała wielkiej wagi do czystości czy do gotowania np.) po czym nagle z dnia na dzień wróciłam do rodziców, gdzie matka pedantka nałożyła na mnie rygor nauki, wyzywając od debili, jak nie umiałam poradzić sobie z równaniem. Do babci, a właściwie do dziadka, dzwoniłam wtedy codziennie, a później kilka razy w tygodniu i kontakt był. Dziadek też dzwonił do mnie, babcia niezbyt. No a jak dziadek już zachorował i rozmowa nie była możliwa, babcia nie dzwoniła, a jak dzwoniłam ja, dążyła do zakończenia rozmowy. Ale tak to jest, że pamiętam też dużo dobrego, no i teraz też same stosunki z matką nie były złe (ojciec powiedziałby, że z nim świetne, bo on też zapewne cierpi na deficyty emocji i nie zgłębia za bardzo swoich błędów w relacjach), bo mam wrażenie, że "nadrabia tamten czas", cały czas mnie chwaląc, podkreślając (nad wyrost) jaka jestem zdolna i wspaniała - na co akurat jest za późno, bo jako dorosła osoba umiem już jako tako ocenić, co np. w pracy jest moją zaletą oraz że nie jestem omnibusem, ale dla niej jestem piękna cudowna wspaniała. Jako dziecko nigdy tego nie słyszałam, a przynajmniej nie pamiętam. Pamiętam bicie po głowie i szarpanie oraz kary za względnie dobre oceny. Ale czuję się jak człowiek niewdzięczny, bo mimo wszystko przecież dużo mi dali. Dlatego nie chciałabym przedstawić się jak ofiara, która była niechciana, niekochana. Tylko mam poczucie, że więcej dostałam materialnie, a zostawiono mnie z deficytem poczucia własnej wartości, pewności siebie  i umiejętności wyrażania uczuć, bo kocham też nie słyszałam. Źle mi z tym, czuję się niewdzięczna, ale to, że teraz, jako osoba dorosła ja nadal nie wiem, czego i jakiego humoru mam się spodziewać po tych ludziach i ich wzajemnych relacjach, po prostu mnie dobija. Zastanawiam się po prostu, czy "mam prawo" tak się czuć, czy jednak mam spaczone myślenie, wynikające z egoizmu.

Po prostu - WIEM, że ich działania nie były powodowane złośliwością, brakiem miłości. Tylko swoimi traumami, "takimi czasami i formą wychowania" itd., wiem, że chcieli dla mnie najlepiej, oczekując dobrych stopni. I że myśleli, że nie słyszę ani nie widzę kłótni. I chciałabym zostawić tę przeszłość za sobą, nie chcę tego rozpamiętywać czy hodować w sobie żalu. Ale męczą mnie swoim zachowaniem, swoimi relacjami, pewnie tym bardziej, że te relacje ciągną się za mną od dzieciństwa.

11 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2024-01-17 23:15:56)

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

niesumienna:

musisz zrozumieć że argumentacja "w tedy to wszyscy mieli chujowo, nie tylko ja" w celu ich obrony świadczy o twoim spół uzależnieniu.
Bo tak, jesteś uzależniona od tego emocjonalnego rollercoastera.
Dobre uczynki nie niwelują tych złych, to nie jest takk, że ktoś da ci w twarz, a potem ugotuje twoje ulubione danie i to sie zeruje.
Jeżeli chcesz pójść naprzód to pojedz do nich, powiedz im to wszystko co tu napisałaś, najlepiej będzie spisać to w formie listu, i zakomunikuj im zerwanie kontaktów, tak na pół roku, po tym czasie odwiedź ich ponownie i zobacz jak to na nich wpłynęło.
Jeżeli nie dało to efektów, to zerwij kontakt na stałe.

12 Ostatnio edytowany przez KarminowaRóża (2024-01-20 13:33:19)

Odp: mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Sumienna i to bardzo smile

Nie trzeba mieć "aż tak źle", aby ponosić konsekwencje nieodpowiedniego traktowania w dzieciństwie.
Wystarczy nie być kochanym, albo nie mieć okazywanej miłości. Wystarczy patrzeć jak rodzice się nie kochają.
To, że inni cierpią i nawet, że bardziej cierpią, nie znaczy przecież, że Ty nie masz prawa do swojego cierpienia. Skoro cierpisz to znaczy, że zostałaś skrzywdzona.
Niestety zapewnienie bytu materialnego na bardzo dobrym nawet poziomie nic nie daje, gdy nie ma miłości. NIC. Rodzice myślą, że jak kupią dziecku wszystko, zapewnią doskonałą edukację - to wystarczy.
A jednak nie.
W sumie dobrze, że ich rozumiesz, że skoro nie zostali nauczeni jak kochać to i Tobie nie okazywali tej miłości, tak abyś poczuła. Nie wystarczy w sercu kochać (myślę, że tak u nich jest), trzeba dziecku jeszcze umieć to okazać i zapewnić poczucie bezpieczeństwa.
Już jak byłaś u mamy w brzuchu, na pewno doświadczyłaś tych ogromnych napięć między nimi, kłótni, ucieczek mamy. Te ucieczki to wyraźny sygnał, że twoja mama jest w jakiś sposób "zaburzona", musi naprawdę mocno cierpieć. W pewien sposób chroni siebie tą ucieczką przed bólem. Możemy to nawet zrozumieć, ale skutki tego i tak pozostają na Tobie. To nie jest takie "nic" kiedy matka opuszcza dziecko. A ona Cię opuszczała wiele razy. Nie było jej przy Tobie kiedy byłaś malutka. Samo to odciska piętno na człowieku. Rodzi poczucie bycia niechcianym, odrzuconym, niekochanym.
A potem wyrwano Cię z miejsca które znałaś, od osób z którymi stworzyłaś więź, tak jakbyś była lalką a nie dziewczynką.
To nie jest "nic" kiedy ojciec daje ci odczuć, że jest rozczarowany tobą bo nie jesteś lekarzem. Wcześniej też tak było (oceny, prawo jazdy).
Tych różnych złych akcji było jednak dużo w twoim domu. Te złe słowa do ciebie, wyzwiska, bicie po głowie, szarpanie,wymagania ponad siły, brak oparcia, oskarżanie ciebie, wmawianie win, brak zwykłego zrozumienia, wplątywanie w ich awantury, w ogóle nie troszczenie się o to jaki wpływ ich karygodne zachowania mają na ciebie.
Nie miej żalu do siebie o to czego mogłaś jeszcze lepszego dokonać. Moim zdaniem radzisz sobie świetnie na to Cię spotkało. Jesteś silna. Twoją siłą jest logiczne myślenie. Jak widać uczucia mogą zawodzić. Nie za bardzo mamy wpływ na nie. Jednak kiedy wszystko nas zawodzi dobrze jest trzymać się rozumu i zdrowego rozsądku. Nie jesteś egoistką. Starasz się zrozumieć rodziców, skąd bierze się ich zachowanie, pomogłaś w potrzebie wiele razy tacie czy babci.
Całe szczęście, że miałaś mądrego dziadka. Chociaż on był dla Ciebie dobry i opiekuńczy.

Teraz w naturalny sposób chcesz się chronić przed dalszą krzywdą, bo przecież każda ich kłótnia otwiera twoje stare rany i nie pozwala Ci pójść dalej.

Moim zdaniem powinnaś radykalnie ograniczać kontakty. Poinformować rodziców, że ich kochasz, ale nie możesz pozwolić dłużej się ranić. Dlatego konieczne jest ograniczenie kontaktów. Spróbuj stopniowo np. wyznaczając okresy bez kontaktu np. 1 m-c, patrz czy jest poprawa u nich, pytaj czy podjęli terapie, leczenie , dodatkowo nie spotykaj się z nim na raz, tylko pojedynczo, nie w domu, a na neutralnym gruncie np. w kawiarni, gdzie nie będzie krzyku. Dopiero jak zobaczą Twoje konsekwentne działanie, oni zaczną się zmieniać. Może już do nich coś dociera, bo teraz cię zaczęli chwalić.

Autorko, jesteś młoda, teraz widzisz rany które Ci zadano i ich konsekwencje, ale jeśli nie podejmiesz trudu, aby to naprawić na psychoterapii oraz trudu koniecznej separacji od toksycznych zachowań rodziców, to niestety później będzie tylko gorzej. Twoje siły będą stopniowo słabnąć, będziesz wiązać się z ludźmi, którzy będą traktować Cię tak źle jak Twoi rodzice, a w końcu kiedyś zaczniesz krzywdzić swoje dzieci tak jak Ciebie krzywdzono. I chociaż myślisz, że na pewno Ty tak nie postąpisz, to jednak automatyczne mechanizmy zadziałają.
Teraz jest czas, abyś zadbała o siebie, to znaczy poznawała siebie, pokochała, uznała swoje potrzeby i nauczyła się jak inni mają respektować Twoje granice.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » mam dość rodziny. czy jestem egoistką ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024