Witam, sytuacja jest taka że mieszkam u chłopaka w jego domu rodzinnym. My na górze, jego rodzice na dole. On pracuje za granicą i generalnie sam postawił górę domu. Robi też czasem inne inwestycje. Niestety mowi ze on inwestuje i nie dokłada się do żadnych rachunków argumentując to tak, ze on tu nie mieszka bo pracuje za granica a mieszka różnie, moze 4 miesiace w roku, moze wiecej , moze mniej. Zalezy od pracy. Mowi tez ze nie bedzie sie dokładac bo nie bedzie placi za cos co zuzywaja inni ( ma na mysli w tym rowniez jego rodzicow). Ja dokladam sie do rachunkow 300 zł miesiecznie. On twierdzi ze za mało i ze powinnam wiecej, tylko ze on nie doklada sie do rachunkow wcale co mnie denerwuje. Rowniez nie zawraca mi za np jedzenie ktore kupie, choc to akurat nie sa duze kwoty. Gdy ja sie buntuje to mowi ze mam sie dolozyc do inwestycji ktore on robi albo sie wyprowadzic. yhm twierdzi ze moglabym mu placic "za wynajem". Ja mam rowniez swoj dom ale on u mnie mieszkac nie chce z roznych powodow. Mieszkajac tu doszly mi tez dodatkowe koszty dojazdu do pracy ok 500 zl miesiecznie. Potrzebuje obiektywnej oceny sytuacji i prosze o rady.
1 2013-12-25 19:43:41 Ostatnio edytowany przez ajrisz2 (2013-12-25 19:45:27)
Podobne tematy
Jeszcze dziwię sie że tam jeszcze mieszkasz i masz takiego gupiego chłopaka, nawet nie jest głupi a raczej poj.....ny, przepraszam za słownictwo.
też uważam ze to nie jest do konca OK, z drugiej strony nie chcę też wyjść na osobę która w jakiś sposób wykorzystuje jego.
Moim zdaniem powinnaś płacić 1/3 opłat - nie więcej. Skoro on tam przez większość roku nie mieszka, a inwestuje w dom to może być zwolniony z dokładania się. Brać kasę za wynajem to może od lokatora, a nie od swojej dziewczyny.
po co mieszkasz w domu jego rodziców, de facto bez niego?
6 2013-12-25 20:49:20 Ostatnio edytowany przez ajrisz2 (2013-12-25 20:53:31)
kiedy się wprowadziłam to akurat był tutaj dłuższy czas. Potem wyjechał a ja zostałam. Po prostu chciałabym zacząć z nim jakies wspolne zycie bo on do polski na stale nigdy nie wroci wiec jak mamy planować wspolną przyszlosc, nie mieszkajac nawet razem, nie majac nawet namiastki tego? nie chce się spotykac z nim przez kolejne 15 lat. I wlasnie dlatego sama nie wiem jak to powinno wygladac. Bo jak bedziemy mieszkac osobno to bedziemy mieszkac osobno do smierci najwyrazniej. On ma taka prace ze jedzie tam jest gdzie jest robota, na kontrakty.
kiedy się wprowadziłam to akurat był tutaj dłuższy czas. Potem wyjechał a ja zostałam. Po prostu chciałabym zacząć z nim jakies wspolne zycie bo on do polski na stale nigdy nie wroci wiec jak mamy planować wspolną przyszlosc, nie mieszkajac nawet razem, nie majac nawet namiastki tego? nie chce się spotykac z nim przez kolejne 15 lat. I wlasnie dlatego sama nie wiem jak to powinno wygladac. Bo jak bedziemy mieszkac osobno to bedziemy mieszkac osobno do smierci najwyrazniej. On ma taka prace ze jedzie tam jest gdzie jest robota, na kontrakty.
A ja Ci radzę się wyprowadzić, znim zerwać i poszukać sobie nowego faceta.
Bo napisałaś że on do Polski na stałe nigdy nie wróci.
Czyli to żaden chłopak,
Zastanów się dobrze w jakiej jesteś sytuacji.
Ja nie wyobrażam sobie związku na odległość, moim zdaniem trudno taką relację nazwać związkiem, bo uważam, że bycie z kimś to także bycie przy kimś, bycie jej oparciem na codzie i wspólne doświadczanie codzienności. Przemyśl Wasz związek dla swojego dobra.
dla mnie to też dziwna relacja, traktuje Cię bardziej jak lokatorkę. a jeszcze tekst z tym, że masz jemu płacić kasę ...porażka oczywiscie z jego strony.
w sumie bardziej się zżyjesz z jego rodzicami niż z nim skoro tam mieszkasz na codzień.
zastanów się na co Ci taka relacja ?????
Ciężka sytuacja. Zgadzam się ze wszystkimi osobami powyżej - jego tekst o płaceniu najmu to cios poniżej pasa, ponieważ Ty poświęcasz swoją, nazwijmy to "wygodę", aby chociaż troszkę być bliżej niego. Przecież masz swój rodzinny dom, za który nie musisz płacić najmu, a jeszcze do tego jest bliżej Twojej pracy. Ale Ty to poświęciłaś dla Waszego związku. Co on zrobił ze swojej strony? Poszedł na jakiś kompromis?
Kwestia rachunków to sprawa drugorzędna, najpierw faktycznie zastanów się czy chcesz ciągnąć taką relację, czy czujesz się szczęśliwa w obecnej sytuacji? Bo na razie jasno wynika, że w najbliższej przyszłości nic się nie zmieni.
Jeżeli natomiast, ze sobie znanych powodów, postanowisz z nim zostać, wtedy faktycznie rachunki dziel między siebie i rodziców, a jak przyjeżdża chłopak to wspólnie róbcie zakupy.
Związki na odległość mają sens tylko wtedy, jeśli myśli się o wspólnej przyszłości i wiadomo, że np jedno z Was przeprowadzi się do drugiego, albo że oboje gdzieś razem wyjedziecie. Ale jeżeli ani on nie myśli o powrocie do Polski, ani nie zakładacie, że Ty zamieszkasz Z NIM (nie u jego rodziców) za granicą, to ta relacja jest po prostu stratą czasu..
On sam w domu sie nie doklada wcale a Ty nie dosc ze sie dokladasz to jeszcze robi Ci halo ze za malo 300zl to wystarczajaco a pozatym jakies inwestycje to sa jego nie Twoje traktuje cie ja przedmiot i jeszcze stawia ultimatum ze jak nie to masz sie wyprowadzic....Na Twoim miejscu dziewczyno spakowalabym sie i wyprowadzila a chlopakowi powiedziala ze jak chce marionetke ktora zatanczy mu jak on zagra to niech idzie do sklepu i sobie ja kupi.!!!!!!!!
I właśnie o to chodzi, że czuje się czasem jak marionetka. Kiedy robię to co jest po jego myśli to jest dobrze między nami a kiedy się przeciwstawiam to dostaję ultimatum. Nie rozumiem tego, bo wiem że on nie chce kobiety która nie ma własnego zdania, ale nie wiem też dlaczego nie szanuje więc mnie, która własne zdanie ma.
Niestety wyniósł to z domu, podobne podejście ma do swoich rodziców. Oni na to mu pozwolili i teraz się nie hamuje. W jaki sposób można to wyplenić ? zależy mi na nim i chciałabym jakoś dotrzeć do niego.
A ja nie rozumiem dlaczego właściwie tam mieszkasz? Z tego co piszesz, nie jesteś w sytuacji, że nie masz gdzie się podziać i nie masz wyboru. Nie mieszkasz z nim, skoro on de facto większą część czasu spędza za granicą. Nie do końca chyba też możesz wiązać z nim swoją przyszłość. Chyba też niezbyt jesteś przez niego szanowana. Zatem ja nie rozumiem nic. Nie wiem czy bardziej samego tego związku, czy Twojego mieszkania z jego rodzicami. A czy Ty rozumiesz swoje motywy?
Ja bym się wyprowadziła. W ogóle głupie podejscie tego faceta do sprawy. 300 zł to przecież nie jest jakoś mało... Musisz postawić sie facetowi. Pamietaj, że nawet mieszkanie z najukochańszą teściowa pod jednym dachem to katastrofa:)
Dywagacje o tym czy 300 zl to dużo czy mało są bez sensu, gdy nie znamy kosztów utrzymania domu.Temat dokładania się powinnaś omawiać z pozostałymi mieszkańcami domu.