Poznałam faceta przez internet, spotkaliśmy się raz. Potem każdy rozjechał się w swoją stronę, mieszkamy na dwóch końcach Europy. Bardzo mi się spodobał, napaliłam się jak szczerbaty na suchary. Zaczęła się intensywna wymiana korespondencji przez trzy tygodnie – po kilka bardzo długich wiadomości dziennie, a czasem pisaliśmy bez przerwy przez dwie, trzy godziny. Aż pewnego dnia nastała cisza. Nie odczytał mojej wiadomości. Było to kilka dni temu. Gadaliśmy przez komunikator i tak naprawdę bardzo mało o nim wiem. To oczywisty sygnał, że od początku kręcił.
Mój mózg płata mi figle i czasem podpowiada, że może miał wypadek, śmierć w rodzinie albo nie może zalogować się do komunikatora. Albo porwał go lew
Ale wszyscy wiemy, z czym mamy tu do czynienia – on po prostu zajął się obracaniem innej.
Mógł mi napisać coś w stylu: „Fajnie się rozmawia, ale przerwijmy korespondencję, bo dzieli nas duża odległość i na razie nie mamy szans na spotkanie. Może nasze drogi jeszcze kiedyś się skrzyżują”. Ale najwyraźniej przekracza to jego możliwości, mimo że wcześniej mógł do mnie gryzmolić godzinami. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, to po prostu boli i w takich sytuacjach człowiek potrzebuje jakiegoś zamknięcia historii. A on zostawił mnie w próżni.
Zdaję sobie sprawę, że to historia małego kalibru, bo tu praktycznie nie było szansy na związek i spotkaliśmy się tylko raz. Ale coraz częściej słyszę o ghostingu. To już jakaś plaga. Faceci czasem zapadają się pod ziemię z dnia na dzień po miesiącach randkowania. Ba, nawet po latach! To jest dla mnie niepojęte!
Często kobieta, która doświadczyła ghostingu słyszy radę – nie odzywaj się, to nic nie da, miej swoją godność! Zgadzam się, że to nic nie da. Jeśli ktoś nie chce się ze mną więcej spotykać, to nie zmuszę go ani prośbą ani groźbą. Z drugiej strony nie jestem pewna, czy taka postawa ma coś wspólnego z godnością. No bo jak to – kobieta randkuje z facetem przez kilka miesięcy, a jak jemu się znudzi i nawet nie raczy jej o tym poinformować, to ona ma spuścić uszy po sobie i siedzieć cicho?
Nie mówię, że ma robić awanturę, w takiej sytuacji trzeba panować nad emocjami, żeby nie zrobić z siebie idiotki. Ale może właśnie każda „zghostowana” kobieta powinna postawić takiego jegomościa pod ścianą, a następnie krótko i treściwie powiedzieć: „Mów mi tu stary, krótko i na temat, dlaczego przestałeś się odzywać, bo tak się ludzi nie traktuje”. A mam wrażenie, że faceci coraz częściej zapadają się pod ziemię, bo to dla nich wygodne. A my kobiety w imię naszej godności siedzimy cicho i przez to dajemy męskiemu gatunkowi pozwolenie na takie traktowanie. Jestem ciekawa waszej opinii na ten temat.