Nadszedł w moim życiu taki moment, kiedy potrzebuję anonimowej porady, Waszej porady.
Prawdę mówiąc to problemy są dwa i dotyczą mojego związku. Jestem z chłopakiem od 14 miesięcy. Jeszcze do niedawna ukladało nam się super ale od jakiegoś czasu raz po raz coś mnie "uwiera" i nie wiem za bardzo jak poradzić sobie z takimi sytuacjami:
Syt 1. Kupiłam w tym roku mieszkanie, urządziłam je od zera, częściowo wspierając się ratami. Zdecydowaliśmy o wspólnym mieszkaniu. Rozmawialismy rowniez o kwestii finansów i uznaliśmy, że dobrym pomysłem będzie założenie konta i miesięczne przelewy na opłaty, jedzenie etc. Niestety, na rozmowach się skończyło. Ja płacę czynsz, rachunki a chłopak omija temat szerokim łukiem. On równiez ma swoje mieszkanie. Uzgodnilismy, że jak tylko wprowadzi się do mnie, swoje mieszkanie wynajmie, pieniazki będą wpływały na nasze wspólne konto (np. na wakacje). Mieszkamy razem od 3 miesięcy a on nawet nie zdołał zabrac rzeczy z tamtego mieszkania ( i nie zanosi się żeby do szybko zrobił). Nie wiem o co chodzi... chyba wyszedł z załozenia, że skoro tam opłaca czynsz to do mojego mieszkania nie musi się juz dokladac (on tam opłaca jakieś 300 zl a ja razem z opłatami 700 zl). Prawdę mówiąc to sytuacja jest dla mnie dosc mocno żenująca... zarabiam więcej od niego, on pracuje w firmie rodzinnej i dostaje tam "gówniane" pieniądze ale jest mu po prostu wygodnie... Ja pracuję niekiedy po 10-12 h a on wychodzi po 8 h... a często i wczesniej, bo np. boli go głowa... Wszyscy mi mowią, że facet jest zwyczajnie wygodny, cwany i chytry i skutecznie manipuluje przy tym uczuciami...
Syt 2. Jego znajomi. Od studiów spotyka się systematycznie ze znajomymi. Nie mam nic do jego kolegów... Pogadam z nimi o pogodzie, pracy i w sumie tyle. Mój chłopak dość często chce spotykać się w gronie męsko - damskim. Babki plotkują sobie na kanapie a faceci grają konsoli. Tak to zwykle wygląda. Tylko nie zostałam do końca zaakceptowana przez jego znajomych płci pięknej i źle się czuję w tamtym towarzystwie... Dziewczyny dały mi już wielokrotnie odczuć, że jestem "poza kółkiem", np. na weselach wychodziły razem a ja zostawalam sama, bo nikt mnie nie zawołał... odwracały się do mnie plecami tak abym nie mogła uczestniczyc w rozmowie z nimi, nie zaprosiły mnie na panieński jednej z nich etc... Ale nie to mnie boli najbardziej. Mój partner zarzuca mi, że to ja się nie integruję. A ja nie odczuwam potrzeby włażenia komuśw tyłek tylko dlatego żeby on był zadowolony. Nie mam ochoty spotykać się z nimi, mam swoich przyjaciół i nie widzę konieczności sztucznej integracji z kimś... Prowadzi nas to zwykle do kłótni. Zastanawiam się jaka może być przyczyna? Wydaje mi się, że jako przyjaciele mojego chlopaka powinni zrobic wszystko abym czuła się dobrze...
Powiem Wam, że od jakiegoś czasu czuję się fatalnie. Zastanawiam się czy ten związek ma sens, przyszłość, czy może problem tkwi we mnie..