Witajcie!
Założyłam ten temat, ponieważ potrzebuję obiektywnej opinii. Mam 21 lat, mój chłopak 25. Znamy się jakieś 3 miesiące,a razem jesteśmy od około dwóch.
Generalnie to myślę, że układa nam się całkiem nieźle. Poznałam sporą część jego rodziny oraz najbliższych znajomych, co jednak myślę pozwala mi twierdzić, że mój chłopak traktuje mnie poważnie (sam z resztą mnie o tym zapewnia).
Jednakże są sytuacje, które powodują u mnie to, że nie czuję się /jeszcze/ pewnie w tym związku. Pozwolę sobie przytoczyć przykłady.
Pierwszy- Byłam u mojego X-a w niedzielę. Samochodem mamy do siebie 20 minut. Autobusem podróż zajmuje mi ok. godziny /nie mam bezprośredniego połączenia, trzeba się przesiadać itd./. Czasami chłopak mnie odwozi,ale zwykle wracam autobusem. Owego wieczoru siedziałam u niego do ok. 22 i nie ukrywam- myślałam, że zaproponuje, że mnie odwiezie. Odprowadził mnie na autobus,ale i tak musiałam czekać sama na innym przystanku na przesiadkę- ok. 20 minut (bo w niedzielę o tej porze to rzadko kursują). Mój facet nawet nie napisał/ zadzwonił, czy szczęśliwie dotarłam itd. Nie jestem jakąś królewienką,ale przykro mi się zrobiło, że nawet o tym nie pomyślał. Nie martwił się o mnie.
Drugi- Byliśmy ze sobą ledwie 2 tygodnie i zostałam rzucona na dosyć głęboką (jak dla mnie) wodę. Impreza, kilkanaście osób /między innymi kuzyni/kuzynki mojego faceta/, których w ogóle nie znałam. W dodatku średnia wieku oscylowała w okolicach 30. Nie chcę tutaj być źle zrozumiana, człowiek 30-letni= młody człek
ale to też jednak był dla mnie czynnik dodatkowo stresujący, bo jednak niestety myślę, że łatwiej byłoby mi nawiązać kontakt z grupą nieznajomych rówieśników. Było miło, jednakże całe towarzystwo znało się bardzo dobrze /oprócz mnie/. W pewnym momencie każdy z każdym o czymś rozmawiał, mój chłopak również z kimś się zagadał w najlepsze,a ja siedziałam całkiem sama i popijałam piwo. Zaznaczę, że z reguły nie mam problemu z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi, ponoć gadam aż nadto... Ale ta sytuacja mnie przerosła. Dzień później chłopak mnie zapytał, czy czułam się dobrze na tej imprezie. Ja skłamałam, że tak. W środku chciało mi się płakać,ale z drugiej strony nie wiem wstyd mi się było przyznać. Raczej obarczałam samą siebie, że mogłam być bardziej otwarta. Tłumaczyłam sobie, że przecież oni są "ekipą" już kilka dobrych lat,a mój chłopak nie przychodził nigdy wcześniej z dziewczyną i stąd "nie wie jak się zachować". Potem się okazało, że zapytał dlatego, bo kuzynka wzięła go na bok i powiedziała, że się mną nie zajmuje. Zrobiło mi się strasznie głupio jak to usłyszałam /że AŻ TAK było to widać/,ale z drugiej strony uświadomiło mnie, że jednak chyba za bardzo go usprawiedliwiałam.
Trzeci- Zastanawiam się, jak częsty kontakt macie ze swoimi partnerami, gdy nie możecie spotkać się "realnie". Z chłopakiem widujemy się średnio 2 razy w tygodniu. Czasami uda się spotkać np. 3 dni pod rząd, a innym razem tylko w weekend. W każdym razie, gdy się nie widzimy mój chłopak potrafi się w ogóle do mnie nie odzywać przez 2,3 dni. Dajmy na to, że spotykaliśmy się w poniedziałek- we wtorek, środę cisza i dzwoni dopiero w czwartek. Zastanawiam się, czy to jest "normalne"... Jak już zadzwoni to rozmawiamy zazwyczaj ponad godzinę. Nie chodzi mi o to, żeby codziennie wisieć na telefonie po kilka godzin,ale chociaż głupiego smsa z informacją, że żyje mógłby napisać.
Już widzę komentarz w stylu "to czemu sama nie zadzwonisz?". Mam telefon na kartę, a mój chłopak ma do mnie darmowe rozmowy. "czemu nie napiszę smsa?" czasami coś tam napisałam,ale zwykle odpisał, że wszystko ok i tyle... Jakoś bez większej potrzeby kontynuowania "korespondencji".
Zaznaczę, że od początku znajomości też zbytnio nie pisaliśmy smsów. Głównie służyły do ustalania kolejnych spotkań plus "dziękował za spotkanie".
Wiem, że to pytanie wyda Wam się durne, ale staram się ocenić, czy przesadzam i "faceci tak mają", po prostu.
Nie uprawialiśmy jeszcze seksu, więc teoria, że mnie "po prostu wykorzystuje" odpada. Zwiedzamy razem róźne miejsca i myślę, że całkiem fajnie nam ze sobą. To mój pierwszy poważny związek. Mój facet miał przede mną jedną dziewczynę /kilka lat temu/ i ich związek trwał kilka miesięcy- od tej pory nic więcej. Wiem też, że nie zapoznał jej nigdy z rodziną.
Po ok. 1,5 miesiąca znajomości stwierdził, że mnie "kocha". Nie wzięłam tego na poważnie, ponieważ uważam, że nie można po tak krótkim czasie kogoś pokochać. Z resztą to była sytuacja, że mu się "chlapnęło" raczej. Jeżeli chodzi o mnie- jest mi coraz bliższy i myślę, że się w nim zadurzam, ale słowo "kocham Cię" traktuję bardzo poważnie i nie rzucam na wiatr. Niby wszystko idzie do przodu i jest ok, ale te sytuacje, które opisałam nie dają mi spokoju. Co prawda nie jest ich dużo, jak na 3 miesiące... Ale potrzebuję obiektywnego spojrzenia na sprawę.
Z góry dzięki,
Pozdrawiam ![]()