Wyjazd do innego miasta, a sentyment do domu rodzinnego. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Wyjazd do innego miasta, a sentyment do domu rodzinnego.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

Temat: Wyjazd do innego miasta, a sentyment do domu rodzinnego.

Mam nadzieję, że piszę w odpowiednim dziale, jakoś nie potrafię sklasyfikować tego, o czym chcę napisać. smile

Otóż... mam 22 lata. Nie pracowałam nigdy poważnie (3 tygodnie w call center + po znajomości 2 tygodnie praktyk). Mieszkam z mamą i mimo tego, że jestem zaradna, komunikatywna, rozsądna, odpowiedzialna - jednak chcę być odpowiedzialna w inny sposób. Bo tu wciąż czuję, że "jestem u mamy", a moje życie stoi w miejscu. Nie pójdę tu do pracy, bo mam wrażenie, że nie muszę, bo mama za wszystko płaci (i nie narzekamy na brak kasy) i takie tam. Chyba większość z Was wie jak to jest.
Od roku zastanawiam się co zrobić, by coś zmienić, że poczuć się wartościową i doroślejszą. Ta decyzja dojrzewała we mnie przez rok i zarówno mamę jak i otoczenie przygotowywałam na to - wyjeżdżam na drugi koniec Polski. Obronię pracę licencjacką i już mnie nie ma.
Główną przyczyną jest to, że... mój chłopak tam mieszka, od początku tego związku na odległość było mówione, że to ja przyjadę do niego. Czemu? Przede wszystkim dlatego, że ja chcę się usamodzielnić, zmienić coś w swoim życiu, dorosnąć naprawdę. Poza tym miasto, w którym on mieszka jest o wiele ciekawsze (niestety też droższe) od mojego, tam jest więcej perspektyw. Poza tym w Jego mieście i w miastach sąsiednich mam pełno rodziny, na którą mogę liczyć (nie, mama tu, gdzie mieszkamy nie jest samotna - ma peeeeeeeeeeeełno znajomych i nigdy nie jest sama). Dodatkowo - on tam jest ustawiony, ma prawie pewną pracę na przyszłość, a ja jeszcze nie mam nic, więc też nie mam nic do stracenia. CHCĘ TEGO i jestem tego w 100% świadoma.
Wiadomo, chodzi w dużej mierze o chłopaka, bo to jego pobyt tam jest powodem do rozmyślania nad przeprowadzką, ale uzmysłowiłam sobie przez te wiele miesięcy, że moja wyprowadzka jest dla mnie szansą na wkroczenie w prawdziwe życie, którego mi brakowało i czułam się przez to niespełniona.

Tylko jest dużo wątpliwości. Mam na początek jakieś "drobne" do opłacenia wynajmu pokoju, mam na przeżycie na pierwszy miesiąc, mama coś dołoży, w drugim miesiącu też. Ale boję się, że nie znajdę pracy szybko. Nie zależy mi na zarobkach 2.000 zł, mogę miesięcznie dostawać nawet 800 zł na początek, mogę pracować w warzywniaku. Serio. Chcę po prostu zarobić na czynsz, bo na jedzenie póki co tak jak mama dawała tak i dawać będzie.

CZEMU TUTAJ PISZĘ? Bo się boję. Nie jest to kaprys, bo jak wspomniałam wcześniej - decyzja jest przemyślana i dogłębnie przeanalizowana. Po prostu boję się, mimo, że chcę - boję się nagle zmienić swoje życie. Wiem, że jest to moim marzeniem, ale wiem też, że to co było już nie wróci i będę musiała stać się odpowiedzialna. Mój przyjaciel od 5 lat jest w innym mieście i częściowo sam na siebie zarabia (zaczął tuż po zakończeniu liceum) i mówi mi, że nie mam czego się bać, że najtrudniejsze będzie po prostu pożegnać się z domem, ale prędzej czy później musiało by to nastąpić. smile Rozumie moje obawy, też bał się nowego etapu, ale był zdeterminowany i mówi, że nie mogę tracić tej determinacji, którą mam teraz. Nie mogę się poddać, skoro coś postanowiłam, że muszę walczyć o swoje marzenia.
Wiem. Jednak jest to dla mnie trudne.

Piszę, abyście, drogie, Netkobiety, opisały swoje przeżycia z podobnych sytuacji. Jak to było iść w nieznane i zostawiać coś, co było dla was 22 lat całym światem? Ten durny sentyment... Jak sprawić, by odmienić swoje życie i uzmysłowić sobie, że czasem nie ma miejsca na sentymenty?
Decyzji nie zmienię, bo po prostu tego CHCĘ, ale nie mniej boję się stąpnięcia mocno na własne nogi. Wiem, że mi się uda. Wiem, że jestem odpowiedzialna i zaradna. Póki co jestem szczęśliwa, że tak postanowiłam, ale boję się dnia, w którym będę pakować część swoich rzeczy.
To tak jak powrót z kolonii. Wracasz do domu i płaczesz, że coś się skończyło. Chcesz do domu wrócić, ale jednocześnie chcesz być wciąż na kolonii, wśród tych cudownych ludzi i miejsc. Ja chcę wyjechać, ale żal mi moich miejsc. Dodam, że tak naprawdę już ich nie doceniam, duszę się w tym mieście i nie widzę w nim dla siebie przyszłości, nie chcę tu być, ale COŚ mnie zatrzymuje.

Ciesz się małymi rzeczami, bo może któregoś dnia obejrzysz się za siebie i zdasz sobie sprawę z tego, że były to rzeczy wielkie.
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Wyjazd do innego miasta, a sentyment do domu rodzinnego.

Ale przecież ty nie wyjeżdżasz do Australii tylko na drugi koniec Polski wink  Dasz radę - na początku jest trudno i smutno bez starych przyjaciół , ale za to jak wracasz w rodzinne strony jesteś gwiazdą wink

Ja byłam trochę starsza, ale myślę, ze i kilka lat wcześniej dałabym radę - masz chłopaka, masz gdzie mieszkać - jeżeli jesteś zdecydowana - pracę jakąś znajdziesz na pewno.  Popatrz na to optymistycznie - to fajna przygoda wink

3

Odp: Wyjazd do innego miasta, a sentyment do domu rodzinnego.
Iceni napisał/a:

Ale przecież ty nie wyjeżdżasz do Australii tylko na drugi koniec Polski wink  Dasz radę - na początku jest trudno i smutno bez starych przyjaciół , ale za to jak wracasz w rodzinne strony jesteś gwiazdą wink

Ja byłam trochę starsza, ale myślę, ze i kilka lat wcześniej dałabym radę - masz chłopaka, masz gdzie mieszkać - jeżeli jesteś zdecydowana - pracę jakąś znajdziesz na pewno.  Popatrz na to optymistycznie - to fajna przygoda wink

Wiem, tylko 9h pociągiem. smile Nie jestem tam sama - jest rodzina. smile Przyjaciele... z nimi i tak wszystko się psuje, bo każdy zaczyna żyć swoim życiem, ale fakt - trochę się tęskni. I wiem, właśnie ten przyjaciel jak przyjeżdża to jest gwiazdą, wymieniamy telefony i smsy mówiąc "Wiesz, że K przyjedzie?" i wszyscy umawiamy się na spotkanie starą paczką, bo on przyjedzie. smile

Gdzie mieszkać - wynajmę pokój, ale jest duuużo ofert. Tak, wiem, pracę JAKĄŚ na pewno znajdę, ale wiele osób mi mówi, że będzie trudno, staram się ich nie słuchać. Bo oni myślą, że mi zależy na byciu menadżerem czy finansistą, a ja mogę sprzedawać pączki, byle coś robić. smile

DZIĘKUJĘ BARDZO za komentarz, szczerze - to niby nic ale mnie podbudował. smile

Ciesz się małymi rzeczami, bo może któregoś dnia obejrzysz się za siebie i zdasz sobie sprawę z tego, że były to rzeczy wielkie.

4

Odp: Wyjazd do innego miasta, a sentyment do domu rodzinnego.

Wiesz, ja zaczynałam od sprzątania w supermarkecie. Po roku okazało się, ze lepiej mi wychodzi zarządzanie ekipą sprzątającą niż samo sprzątanie - więc tak naprawdę nie ważne od czego się zaczyna i która ścieżka doprowadzi cię do celu - ważne, żeby do tego celu zmierzać  wink

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Wyjazd do innego miasta, a sentyment do domu rodzinnego.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018