Witam,
Chciałabym się podzielić z Wami moim problemem. Nie bardzo
mam się komu zwierzyć. Mam problem z narzeczonym a także nie czuje się szczęśliwa mieszkając w aktualnym miejscu zamieszkania.
Mam 26 lat. Z narzeczonym jestem od 6 lat. Pierwsze dwa lata byliśmy na odległość (poznaliśmy się przez Internet), dzieliło nas 300 km więc dojeżdżaliśmy do siebie co 2 tygodnie a ja postanowiłam przenieść się do miasta gdzie studiowal. Sama też rozpoczęłam tam studia magisterskie. Na początku wszystko było w porządku. Snuł on ze mną plany na przyszłość, oświadczył się i wydawało się, że ma uporządkowane w glowie. On ma 28 lat więc jest straszy 2 lata.
Obydwoje nie pracowaliśmy i mieszkaliśmy w akademiku. Narzeczony wydawał się w porządku. Był jednak wiecznym studentem. Skończył dwa kierunki techniczne: informatykę oraz otrzymał tytuł mgr inżyniera więc jest osobą ambitną. Szkoda tylko że studiowal prawie 8-9 lat.
Problem jest taki że nie chce mu się szukać pracy. Po skończeniu moich studiów przenieśliśmy się na mieszkanie. Jego do tej pory utrzymuje mama z babcią, ja pracuję już od 2 lat z małymi przerwami. W październiku obronił się w końcu i strasznie chciał iść na doktorat. Z jednej strony ktoś powiedziałby, że jest to ambitny chłopak - zgadzam się ale brakuje mu poczucia, że powinien już dorosnąć i sam stanąć na nogi. Podoba mu się to, że utrzymują go rodzice a ja się tym denerwuje.
Był 3 miesiące na płatnym stażu studenckim i stwierdził, że go to bardzo zmeczylo. Twierdził że po 6 godzinach był wykończony i potrzebuje minimum 2 tygodnie odpoczynku przed szukaniem jakiejkolwiek pracy. Mial też półroczna przerwę między studiami i nie wysłał ani jednego CV i nie chciał pójść gdziekolwiek do pracy by mieć swoje pieniadze.Ja aktualnie pracuje w korporacji i mam bardzo stresujaca pracę. Przychodzę z bólem brzucha do pracy i żyje w ciągłym stresie. Denerwuje mnie to że on siedzi w domu śpi do 11 nie chce mu się pozmywac zrobić zakupów, obiadu oraz czeka na mnie jak wrócę i zrobię wszystko sama. Od czasu do czasu coś zrobi i mi pomoże ale zazwyczaj siedzi i gra na kompterze więc nie jest to normalne by siedział tyle w domu. Czasami mówi że mu smutno i ma stany depresyjne. Czasami narzekam na moją pracę bo naprawdę jest bardzo cieżka i niepewna, nie wiem czy utrzymam tę posadę. Mam zadań tyle co dla dwóch osób i może tym narzekaniem go zniechęciłąm do pracy. Chłopak łumaczy się tym że się stresuje że napieram na niego i że jest zmęczony. Ok rozumiem jest ambitny chce dobrze zarabiać i mieć świetnego szefa ale chce on dorwać pracę gdzie nikt od niego nie wymaga i się nie stresuje. Takiej pracy chyba nigdzie nie ma...Muszę też za niego wszystko załatwiać. Nie załatwi sobie wizyty u lekarza czy dentysty, ludzi ze spółdzielni nie wpuści bo się wstydzi. Wszystko muszę załatwiać sama.
Mam podejrzenia że może mieć depresję odkąd jesteśmy na mieszkaniu. Wedlug niego najlepszym wyjściem jest wyjazd do jakiejś dżungli by żyć wg swoich zasad. Nie liczy się z tym że będzie trzeba na starość pomóc rodzicom. Dziś jak wróciłam z rodziinego miasta to leżał w łóżku i powiedział że nie wychodził z domu od czwartku i był smutny że został sam. Mam jednak wrażenie że on chce żyć chwilą i nie przejmować się. Kiedyś chciał mieć dziecko teraz uważa je za zbędny wydatek i że powinno zarabiać na siebie bo jest dużym obciążeniem dla rodziców. Szkoda że u siebie tego nie widzi że dalej na swoich nieustannie polega.
Jest naturystą. Koło naszej miejscowości jest plaża na którą lubi chodzić latem. W domu też lata na golasa i mnie na taką plażę też namówił, nie byłam przekonana ale zrobiłam to dla niego. Całe życie ustawia pod to by chodzić z gołą dupą. To nie jedyny problem - on ma wiecznie jakieś dziwne potrzeby seksualne. Dla mnie seks to uczucie dla niego zabawa więc marzy mu się trójkąt lub seks równoległy. Dla mnie to zbyt nowoczesne rzeczy. Jestem tradycjonaliska i nie odpowiada mi to. Nie zgodziłam się na jego propozycję aczkolwiek raz doszło do sytuacji że jakaś para coś przy nas robiła a ja nie chcialam tego robić i popłakałam sie ale na niego nie zrobiło to wrazenia, wciąż nie rozumie dlaczego mi się to nie podoba mimo iż mu to tlumaczylam. Namawia mnie na seks kamerki cały czas kupuje jakieś dziwne stroje mimo iz tego nie chcę. Po drugie mówi mi czasami że mógłby być kobietą i że w sumie mężczyźni mu się podobają. Ostatnio zaproponował mi że jeśli dam mu 1000 zł miesięcznie to będzie w domu sprzątać, robić zakupy i obiady a ja mam nas utrzymywac. Ręce opadają...
Jak go starsze że odejdę jeśli nie zmieni nastawienia do pracy i życia to mówi, że się zabije. Cały czas ma taki humor, potrafi się parę dni nie odzywać bo powiem mu co o tym wszystkim myśle. Jego matka stara się mnie uspokoić że on sie zmieni że musi dorosnąć i że na spokojnie się ogarnie i że nie można na niego napierać oraz stresować go ale ja już dłużej czekać nie mogę. Nie mam pewności że będzie w porządku. To też moim zdaniem jest wina jego mamy i babci.
Jakby go nauczyły samodzielności to byłby inny a tak nie przejmuje się niczym, zachowuje się nieodpowiedzialnie. Takiego obrażania sie za szczere słowa jak u niego to nawet u bardzo marudzącej kobiety nie widziałam.
Zaczął wprawdzie wysyłać CV ale co to jest 3 CV od początku października. Powiedział że zacznie intensywniej szukać w drugiej połowie listopada ale nie wiem czy to rzeczywiście zrobi. Z jednej strony może i chciałby iść do pracy ale widzę że nie spieszy się z tym. Może i chciałby mieć dobrą pracę i dużo zarabiać ale trzeba zacząć od niższych stanowisk skoro nie ma doświadczenia.
Moim zdaniem jeśli rodzice odcieli by go od kasy to nie miałby wyboru, musiałby pójść do jakiejkowliek pracy nawet do fastfoodu a później szukałby innej a tak wie że nie musi się spieszyć bo mama i bacia dadzą kasę.
Ważniejsza jest dla niego gra na komputerze do 2-3 w nocy a nie nasza wspólna przyszłość. Jak dla mnie mógłby zarabiać najniższa krajowa ale musiałaby pokazać że się stara. A tego nie robi. Potrafi do naszych znajomych pracujących 10-12 godzin dziennie którzy mają kredyt na mieszkanie powiedzieć że jest przemęczony bo grał do 5 rano i się nie wyspał. Jak ktos tego słucha to bardzo mi się dziwi.
Drugim problemem jest to że nie czuje się szczęśliwa w tym mieście. Mieszkam daleko od rodziny. Często mówi się że najlepiej z rodziną wychodzi się na zdjęciu. Oni też nie są święci ale to moi najbliżsi. Dla narzeczonego pojechałam do innego miasta a on tego nie docenia i nie chce tego zróbic dla mnie. W moim województwie również jest duże miasto z lepszymi perspektywami mam dużo znajomości więc z pracą nie byłoby problemu ale on nie chce. Za pracą jedzie się tam gdzie ona jest. Ile jest par które są na odległość bo pracę dostają na drugim końcu Polski lub świara i muszą wyjechac a po jakimś czasie druga osoba jedzie na stałę do tej pracującej.
Widzę tez że nie jest osobą rodzina, z mamą rozmawia codziennie ale do domu jeździ rzadko. Ja za swoimi tesknie oraz za swoim siostrzencem. Wydaje mi się że on kurczowo trzyma się tego swojego miasta bo ma tu kilku znajomych choć większość i tak wyjechała bo z pracą ciezko. Drugim powodem jest ta plaża naturystyczna, naprawdę on mógłby podporządkować życie pod to by chodzić cały czas na golasa. Twierdzi że więcej pracy jest tu gdzie mieszkamy jest uparty i ciężki w rozmowie.
Kocham go ale mam wrażenie że to coraz bardziej toksyczny związek. Czy ja wymagam od niego naprawdę dużo że chce by poszedł do jakiejkolwiek pracy? W mieście gdzie jestesmy jest duży smog a ja chciałbym go namówić na inne miasto. On się boi mojej mamy bo wie że dla niej liczy się by człowiek był pracowity i odpowiedzialny. Wczoraj przyznałam się jej do tego problemu w naszym związku pominelam sferę seksulana i jego nagości ale powiedziałam jej jak wygląda jego szukanie pracy i podejście do zycia.
Powiedziała by z nim pogadać i uzgodnić że albo w lewo albo w prawo. Albo weźmie się do życia albo powinnam się z nim rozstać. Nie będę wiecznie czekać na jego dorosniecie. On nie ma 20 lat ma 28. Mam wrażenie że powinien mieć dziewczynę 6-8 lat młodsza by on zdążył wydoroslec a ona by też czekala cierpliwie. Ja czuję się osobą dojrzała chce założyć rodzinę , mieć stabilna pracę i postarać się o jakies własne gniazdko a także dziecko. Ale mam wrażenie że mój narzeczony to duże dziecko, typowy Piotruś Pań.
Jeśli miałoby dojść do rozstania to naprawde boję się tej sytuacji. Zamówił mi przez Internet dużo paczek, prezentów mimo że ich nie chciałam (swoją drogą dużo tam erotycznych strojów i gadżetów). Boję się że on sie załamie jak go rzuce. Mam wrażenie że powinien iść do psychologa skoro tak bardzo boi się dorosłości. Być może ma tę depresję ciężko mi to wykryć. Po powrocie mnie przytulił i pocałował ale ja nie wiem co mam zrobić...
Proszę o pomoc. Co mam zrobić w takiej sytuacji? Mam go namawiać na przeprowadzkę? Postawić mu ultimatum: albo się postara albo kończymy ten związek? Dla niego byłam w stanie zrobić wszystko, to mój pierwszy chlopak. Nawet zgodziłam się na kilka nagich zdjęć. Obawiam się że może je wykorzystać przeciwko mnie...
Wiem że się bardzo rozpisalam ale zależy mi na Waszej opini. Potrzebuje porady jak rozwiązać tę sytuację.
Miasto w którym mieszkamy podobało mi się z początku jak nie było obowiązków. Prawdziwe życie zweryfikowalo to wszystko. Miasto to jest piękne ale jeśli jesteś tu sam i nie masz oparcia rodziny to jest ciezko. Smog, ciężka sytuacja w pracy i brak zainteresowania ze strony narzeczonego w stosunku do znalezienia pracy i zmiany myślenia to główne czynniki niechęci do miasta. Rozumiem jeśli miałby tu rodzinę jesli byłoby to jego miasto rodzinne ale jego tu takie rzeczy nie trzymaja. W porządku, do domu miałby daleko ale on nie myśli że ja jadę 5-6 godzin a on 2 do rodzinnego miasta.
Kocham go ale ta sytuacja mnie wykańcza, 4 lata po zaręczynach a perspektyw nie widac. Z jednej strony on chce wziąć ślub ale chcę mieć jakas stabilność. Może zarabiać mało ale żeby był robotny i się starał. Nowych znajomych możemy poznać w innej miejscowości ale on jest na nie już na starcie i nie wiem co robić. Mówi że mnie kocha, cały czas całuje kupuje prezenty (za kasę mamy) ale to chyba nie jest miłość. Związek polega na odpowiedzialności. Powinien pokazać że jest mężczyzną a tego nie robi.. Jestem załamana...
Szkoda mi tych 6 lat ale to raczej nie ma sensu jeśli ma tak życie wygladac. I jak mnie dziś przytulił i pocałował chciało mi się płakać. Nawet teraz jak piszę to robię to przez łzy. Szkoda mi go ale to duże dziecko.
Proszę o poradę co na moim miejscu byście zrobiły?
Dziękuję z góry za odpowiedź i pozdrawiam