Witajcie Moje Drogie,
być może ten wątek był już poruszany. Ale ja ze swojej strony muszę się wygadać, powiedzieć co mnie trapi.
Jesteśmy małżeństwem od roku. Mój mąż pracuje na dość wysokim stanowisku, jest młody, przystojny, kobiety bardzo często zwracają na niego uwagę. Zawsze mnie to cieszyło, że jest w centrum uwagi, ale od pewnego czasu...nie radzę sobie z tym.
Zaraz na początku naszego związku mój luby zawiódł mnie kilkakrotnie z inną kobietą. Rozstaliśmy się. Minęło trochę czasu, około 1 roku po tej sytuacji starał się o mnie, na każdym kroku pokazywał że żałuje tego, że dojrzał do miłości. Zdawał sobie sprawę, że zachowywał się jak gówniarz. Ale ja 1,5 roku spotykałam się z innymi mężczyznami, nie dając mu cienia szansy. Za to on - był samotny. Próbowała mi udowodnić jak mu zależy. W końcu po tak długim czasie uległam... Musiał zaakceptować wiele, moi znajomi to 3/4 mężczyzn, w tym 1 przyjaciel,jestem z natury osobą dość imprezową. Właściwie byłam. Z początku i on akceptował moje wybryki (widocznie twierdził, że za to co on zrobił ja mogę robić wszystko) - nie ukrywam wykorzystywałam to. Ale po pewnym czasie jakoś się uspokoiłam przy nim, zaczęłam myśleć poważnie o życiu...o Nim... Zerwałam kontakt z wieloma znajomymi, o imprezach zapomniałam. Po roku zaręczyliśmy się. Mój mąż pracuje w dość dużej firmie, z początku nie było żadnych problemów, ale po tym ''wielkim powrocie'' zaczęło mi zupełnie odwalać, chociaż to co się dzieje teraz to prawdziwy koszmar. W każdej kobiecie z którą pracuje widzę rywalkę, mimo, że on ma 26 lat, a jego pracownice minimum 35. Kontroluję go na każdym kroku, z kim ma spotkania, dzwonię gdy wiem, że o danej godzinie ma spotkania z pracownicami, każdego dnia wybieram mu koszulę (najgorszą!) - bo wychodzę z założenia, że choć te koszule go trochę oszpecą i nie będzie takim oczkiem w głowie wszystkich kobiet. On zdaje sobie sprawę, że kobiety go uwielbiają - choć nigdy się z tym nie obnosił. To nie typ narcyza, erotomana.Ale ja sobie coś ubzdurałam... Uparłam się na jakąś kobietę, której w ogóle nie znam (jest 20 lat starsza) i wmawiam mu, że pewnie coś z nią łączy. Wydzwaniam do niego, mam pretensje gdy nie odbiera, no i...cała masa rzeczy. Mimo tego, że również pracuję, nie potrafię się skupić na swojej pracy, bo ciągle myślę, co on w danym momencie robi...np. z jego asystentką, pracownicą...
Na co chciałabym zwrócić uwagę, gdy się poznawaliśmy (przed jego wybrykami) to on był zazdrosny. Oczywiście nie tak jak ja, ale to ja ,,miałam wszystko gdzieś''. Myślałam,że będę umiała o tym zapomnieć, minęło tak wiele czasu, ale to cały czas we mnie siedzi i nie umiem sobie z tym poradzić. Mało tego, zapadłam na nerwicę...byłam nawet u psychologa z tej bezradności, ale wierzcie, te rozmowy mi nic zbytnio nie dają...
A ja już nie mam sił, każdy telefon...każde sprawdzanie...każdy pytanie ,,Widziałeś się z nią'' , ,,Co mówiła'' , ,,Uśmiechała się'' - wykańcza mnie i jego. Ale to silniejsze ode mnie... A moja nerwica się pogłębia..
Co ja mam jeszcze robić?! Pomóżcie...