Upierze, ugotuje, poda, pozmywa. Zapłaci rachunki, zapyta jak minął dzień, co u słychać u kolegów. Kobieta, która pomyliła życiowe role i zamiast partnerką stała się opiekunką. I potem pytania - dlaczego mnie zdradził? Uciekł do tej nic nie wartej, ze mną miał wszystko. Przecież mu pasowało chwalił, że kobieta-skarb, że wszystko potrafi załatwić, a robi to z uśmiechema na ustach. Dom na jej głowie, pomimo zawodowej pracy, sterowanie partnerem, szukanie dla niego pracy, pisanie podań o podwyżkę. Załatwianie naprawy zepsutych sprzętów domowych, wybieranie ubrania na wyjścia...
Dobre kobiety czy maniaczki kontroli? I dlaczego on w pewnym momencie przestaje to doceniać?
Zawsze twardo stąpałam po ziemi, pewna siebie, odważna. Wybieram niestety, dla kontrastu, takich partnerów, którzy są można powiedzieć "łagodniejsi", żeby nie powiedzieć podatni na układanie/wychowywanie, a już żeby nie walnąc z grubej rury - pizdeczki. ![]()
I co teraz mam? 5cio letni związek, w którym widzę już, że facetowi jest tak wygodnie, że nie robi praktycznie nic. Mieszka u mnie, niby szuka pracy, ale kompletnie bezowocnie. Napisałam mu CV po polsku i angielsku, posłał parę i siedzi z założonymi rączkami. Chodzi na silownię, gra w gry, umawia się z kolegami. Do reszty firm nie napisze, bo trzeba list motywacyjny opracować - a tu już jego kompetencje się kończą - dodam, że jest po poważnych wyższych studiach na uczelni medycznej. I nikt nie napisze tego listu tak dobrze jak ja. I dlaczego właściwie nagle jestem taka niemiła i nie chcę go napisać? Przecież dla mnie to pstryknięcie palcami.
Ten mój milusiński to ulubieniec całej rodziny, szczególnie mojego tatusia - upragniony synek - piękny, uroczy, entuzjastyczny, dowcipny, kochany dla mnie, uczynny. I tatuś się mnie pyta, czy ma mu pracę załatwiać. I zdziwienie na stanowcze NIE z mojej strony. I "daj mu spokój" na moje "jeszcze miesiąc i wyrzucę go z domu". A pieniądze mu się kończą. Już zamiast na sushi zaprasza mnie na burgery... Chyba, że ja stawiam.
Jest jeszcze młody, może jakoś się weźmie w garść. Ale ja nie chciałabym być żonką-mamusią i podcierać mu noska non-stop. Czy jest jakiś sposób, żeby faceta wyprowadzić na mężczyznę? Czy już dla "zagłaskanego" nie ma przyszłości?
Obawiam się, ze jak będę załatwiała za niego... życie, to prędzej czy później, może nawet w małżeństiwe, będzie poszukiwał wrażeń i wyrywał się spod kontroli. Może mnie zdradzi?
Czy to moja wina?
Boję się, że bez kontroli stanie się jak jego tatuś lekkoduch, alkoholik, bankrut z długami.
Jakieś porady, drogie koleżanki i koledzy?
Może macie jakiś sprawdzony sposób, żeby koteczka wrzucić w wir dojrzałego życia?