netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

co się dzieje?

11 odpowiedzi3 017 wyświetleńzałożony przez bezradnisia, 26.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: co się dzieje?

Sama nie wiem od czego zacząć. Jest mi trudno. Bardzo trudno. Co się ze mną dzieje? Mam 20 lat. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że mam problemy z własnymi emocjami. Te problemy ujawniły się po pewnym bardzo przykrym dla mnie doświadczeniu z chłopakiem, który niby był moim przyjacielem, a potem okazało się, że jest zupełnie inny i ma drugie ukryte ja, którego nie byłam w stanie zaakceptować, tym bardziej, że się w nim zakochałam bez wzajemności. Wydarzenie to wstrząsnęło mną na tyle, że straciłam poczucie własnej wartości. Moje obecne rozterki z jakimi się borykam i, z którymi nie potrafię sobie sama poradzić, pozwolę sobie wypisać w punktach:

- nigdy nie miałam przyjaciół, ten chłopak był jedynym, którego bliżej dopuściłam do siebie i któremu dużo o sobie powiedziałam. On okazał się być zwykłym draniem, zranił mnie swoim niecnym postępowaniem i teraz straciłam jakiekolwiek zaufanie do ludzi;
- straciłam poczucie własnej godności i szacunek do siebie, po tym jak nie mogąc o nim zapomnieć, próbowałam zniżyć się do jego poziomu byleby go nie stracić i znów żyć złudną nadzieją;
- czuję się oszukana przez los, bo wydawało mi się, że zyskałam kogoś wartościowego i uczciwego, kto zawsze by mnie wysłuchał i wsparł, a tymczasem ten ktoś ze mnie zakpił;
- całkowicie zaślepiona infantylnym (fatalnym) zauroczeniem, poświęciłam dla tego chłopaka jedną z najważniejszych w życiu młodego człowieka decyzji - przeprowadziłam się na studia do miasta, w którym mieszka.
- przez to wszystko czuję zblazowana, smutna i nic niewarta;
- porzuciłam wszelkie ambicje, straciłam z horyzontu wyznaczone cele;
- przestałam marzyć o miłości, bo całkowicie odechciało mi się w nią wierzyć;
- nie cieszę się ze dostania na - wydawałoby się - wymarzone studia, tylko dlatego, że do ich podjęcia nieświadomie zmotywował mnie ten chłopak
- cały czas się stresuję, martwię o własną przyszłość;
- panicznie boję się samotności, w której coraz bardziej się pogrążam;
- swoim nastrojem unieszczęśliwiam rodziców, którzy we wszystkim zawsze starają się mnie wspierać;
- muszę ponieść teraz bolesne konsekwencje swoich głupich i naiwnych czynów;
- straciłam zaufanie do ludzi, boję się ich, bo pierwsza próba otwarcia się na drugiego człowieka zakończyła się właśnie tym o czym napisałam.

Co mam zrobić? Psycholog? Zastawiałam się nad tym. Chcę wreszcie odzyskać spokój, odzyskać siebie. Chcę normalnie żyć, a czuję, że tkwię w dołku, w czarnej dziurze, z której myślałam, ze wyciągnie mnie ten chłopak, ale widzę, że w ostatniej chwili "puścił moją rękę" i znów się stoczyłam w dół. Wiem jednak, że sama muszę się z niej wydostać. Tylko jak? Nie mam w sobie tyle sił, bo straciłam motywację... Jestem nikim sad

2

Odp: co się dzieje?

Bezradnisio z całą pewnością nie jesteś nikim. Nawet tak nie myśl. Jesteś kimś bardzo ważnym, wrażliwą, inteligentną osobą (takie wnioski nasunęły mi się po przeczytaniu Twojego postu). Choć Cię nie znam, wierzę w Ciebie. Może dobry psycholog, rzeczywiście byłby w stanie Ci poradzić. Trzymam mocno kciuki za odzyskanie sił, motywacji etc.

3

Odp: co się dzieje?

Jeśli jest naprawdę kiepsko, warto wybrać się do specjalisty. Rozmowa z kimś "obiektywnym" zawsze pomaga, zwłaszcza kiedy jest to lekarz. I nie wmawiaj sobie, że jesteś nikim, bo tak absolutnie nie jest:)

4

Odp: co się dzieje?

Mimo wszystko czuję się podle. Tyle poświęciłam dla tego chłopaka w imię wyimaginowanej miłości, która nigdy się nie zdarzy... Byłam głupia i naiwna jak zakochana małolata... Nie mogę uwierzyć, że byłam aż tak zaślepiona... Źle mi z tym, bo on wciąż wraca do mnie w myślach... Staram się żyć normalnie, zajmować sobą ale mimo wszystko trudno jest na razie zapomnieć. Może potrzeba więcej czasu? Pewnie tak. Może wraz z początkiem roku akademickiego będzie lepiej, wtedy przynajmniej zajmę się czymś na poważnie i może uda mi się wymazać go z pamięci... Mimo to straciłam wiarę w ludzi i miłość, której jeszcze nigdy nie przeżyłam... sad

5

Odp: co się dzieje?

Cały czas nie mogę przestać myśleć o tym chłopaku, mimo że staram się skupiać na własnym życiu. Ostatnio sms'owałam z nim, bo pojawił się pewien problem, który chciałam z nim wyjaśnić. Chciał ze mną rozmawiać i nawet spotkać się, ale ja stanowczo nie chciałam. Napisałam mu, że jest mi przykro, ze tak się między nami potoczyło, wyznałam mu dokładnie to co Wam w pierwszym poście. Cóż, trudno odczytać jego reakcję przez telefon, nie wiem co on siebie teraz myśli, ale kiedy przypomniałam mu o swoich uczuciach do niego, nic nie odpisał, więc ja dałam sobie spokój. Bardzo mnie rani sad Bardzo cierpię przez niego, ale zdaję sobie sprawę, że nie jestem w tej sytuacji oryginalna i nie ja jedyna tak to przeżywam... Jak myślicie, czy warto byłoby się z nim spotkać i porozmawiać? Ja nie chciałam, ale nie chcę wciąż wyjaśniać sobie wszystkiego przez głupie maile czy sms'y. To niepoważne... Warto?

6

Odp: co się dzieje?

Poza tym ostatnio nastrój mi się tak pogorszył, ciągle płaczę, szlocham, bo wciąż nie mogę się pogodzić z tym jak mnie potraktował... sad To skomplikowane, a ja wciąż się pogrążam w depresji, zamykam się na świat, obiecałam sobie już nigdy nikomu nie ufać i nie zakochiwać. Cały czas mam tak niskie poczucie własnej wartości, że myślałam nawet o samobójstwie... sad

7

Odp: co się dzieje?

I nie chodzi o to, ze on nie odwzajemnia moich uczuć, tylko o to, że mnie oszukał, zakpił ze mnie i zdystansował się totalnie, nie licząc się z moimi emocjami, uczuciami i krzywdą jaką mi wyrządził...

8

Odp: co się dzieje?

Witajcie! Ja niestety czuję się podobnie jak Bezradnisia, nie wiem i nie umiem sobie z tym poradzić. Moją 2 letnią znajomość z chłopakiem z osiedla przepłaciłam depresją i lekiem do ludzi oraz poczuciem winy za to, że stało się tak jak się stało, chociaż wszyscy powiedzą: "Nie był tego wart" "Nie wszyscy chcieli źle" "Nie każdy żyje twoimi problemami i z ciebie się śmieje lub o tobie mówi, uważa za beznadziejną i mało wartościową."
Dla mnie była to kumulacja błędów jakich popełniłam w moim krótkim 18 letnim życiu lub też nigdy nie rozwiązanej sytuacji i zostawieniem z obietnicami a bez słowa "żegnaj", bo często zdarzały się sytuacje, że z kimś się pokłóciłam, nieswojo czułam się w towarzystwie, straciłam przyjaciół, ktoś się ode mnie odwrócił. A w moim mniemaniu nie chciałam mieć złych intencji. Wspominam to jako bardzo przykre doświadczenia jednocześnie nacechowane poczuciem winy i całkowitym zwątpieniem w ludzi, denerwowałam się stresowałam, czasem już na tle nerwicowym. Podniosłam się z tego i było ok, do czasu.. Nie wierze już w miłość i bratnią duszę, umiejętność rozmowy i samoakceptacji. Gdy spotykałam się z Bartkiem, wydaje mi się teraz, że nie umieliśmy ze sobą rozmawiać, czegoś zawsze brakowało, a mimo wszystko chciałam wierzyć, że wszystko jest ok i ulegałam iluzji miłości, będąc przy tym wieczną pesymistka, niezrozumiała kobieta, wręcz naiwną idiotką łykającą słowa, a nie czyny. Bałam się do niego zbliżyć, nie czułam się bezpiecznie, momentami analizowałam dlaczego jest dla mnie nieziemsko przykry. Ogromna zazdrość, bo ciągle o czymś gadał, dziewczynach, koleżankach. Później nie rozumiałam jego próśb, a moją złość wobec tego jak bardzo zachował się nie fair zamieniałam w jakąś małą zemstę słowną. Durną zemstę słowna, lub wieczne pouczanie. Ginęliśmy w tym wszystkim, a ja zbytnią ufnością  chciałam wierzyć, że to będzie trwało wiecznie. Być może ktoś napiszę, że nie ma się czym przejmować, że minie, ale ja nie mogę wyjść z poczucia bezradności i ogromnych przemyśleń jak mogłam się zachować, żeby nie doprowadzić do kłótni. Jeśli to nie jest pierwszy raz w którym coś takiego mnie spotyka wiecznie zastanawiam się i myślę że była to MOJA WINA I MOJA GŁUPOTA, KTÓREJ NIKT I NIC JUŻ NIGDY NIE ZMIENI. Po pozbieraniu się z tego stanu miałam motywację, znajomych zaczęłam się uśmiechać, bo przecież ludzie są i odchodzą, często mają inne priorytety. Miałam...teraz czuje się gorsza od innych, czasami wolę spać, niż myśleć jak inni się pozbierali, mają silny charakter, nie cierpią, tylko wracają do swoich planów i celów idąc prostą ścieżką. Gdy widzę tych z którymi zerwałam kontakt na ulicy mijam się bez słowa, bo nikt nie mówi mi cześć na powitanie, bo taka była ostra wymiana zdań i zostałam bez rozwiązania, BEZ ODPOWIEDZI NA NORMALNE PYTANIA, BEZ ROZMOWY, skończyło się na mówieniu i pretensjach. często się stresuje i popadam w wewnętrzny dół, wiem że już nie ma szansy na coś lepszego, kiedyś umrzemy i nikt nawet nie pamiętał. Nikt nie będzie miał dobrych wspomnień. Chciałam kiedyś naprawić mój błąd - nie dostałam takiej szansy. Bartek urwał ze mną kontakt i potrafi być tak, że z naszym wspólnym przyjacielem Tomkiem się wita, a mnie traktuje jak najgorsze zło, nikogo, jestem powietrzem, chociaż bardzo chciałam zgody i wyjaśnienia całej sprawy. Czuje się źle w swoim ciele, nie radze sobie z tym, za dużo mówię ludziom, bo sobie nie radze i szukam rad, a tak naprawdę nie wiem komu zaufać i następnie wiem że o mnie mówią.  I kto jak kto ale oni nie są dobrym doradztwem. Nie był on przyjacielem, a tym bardziej kochankiem, bo pamiętam same przykrości i niedopasowanie. Po cholerę moja sympatia i chęć wybaczenia? Zastanawiam się czy ja za bardzo nalegałam na bliskość i na rozmowę, żeby było normalnie? Żeby traktowano mnie dobrze? Może za dużo mam nierealnych myśli? A może przez potulność traktowano mnie jak dziwkę. Wydawałam się pogodną licealistką z głową pełna marzeń i chcącą pomagać innych. Idę na studia ? może to i lepiej będę sobie w Warszawie i zapomnę. POMÓŻCIE MI, bo czasami nie mogę się od tego uwolnić, a gdy zasypiam marze, żeby ktoś mnie docenił, nie krytykował, za to, że coś szło nie tak i w związku i w grupie koleżeńskiej, albo proszę o to, żeby już nigdy się nie obudzić. Jest mi to obojętne. Nie dbam o siebie, a to co mam. To wszystko jest takie nijakie, pomaga płacz jako lek na to że już nigdy nie będzie zgody i normalności ze strony przyjaciół i Bartka. Kiedyś umrę, oby chociaż wtedy ktoś nade mną płakał.  A ja zostanę wykorzystanym człowieczkiem, który sam tego chciał. Może studia mnie uratują. Wątpię. Proszę o radę już nie umiem tak dalej!

9

Odp: co się dzieje?
Chloei napisał/a:

Witajcie! Ja niestety czuję się podobnie jak Bezradnisia, nie wiem i nie umiem sobie z tym poradzić. Moją 2 letnią znajomość z chłopakiem z osiedla przepłaciłam depresją i lekiem do ludzi oraz poczuciem winy za to, że stało się tak jak się stało, chociaż wszyscy powiedzą: "Nie był tego wart" "Nie wszyscy chcieli źle" "Nie każdy żyje twoimi problemami i z ciebie się śmieje lub o tobie mówi, uważa za beznadziejną i mało wartościową."
Dla mnie była to kumulacja błędów jakich popełniłam w moim krótkim 18 letnim życiu lub też nigdy nie rozwiązanej sytuacji i zostawieniem z obietnicami a bez słowa "żegnaj", bo często zdarzały się sytuacje, że z kimś się pokłóciłam, nieswojo czułam się w towarzystwie, straciłam przyjaciół, ktoś się ode mnie odwrócił. A w moim mniemaniu nie chciałam mieć złych intencji. Wspominam to jako bardzo przykre doświadczenia jednocześnie nacechowane poczuciem winy i całkowitym zwątpieniem w ludzi, denerwowałam się stresowałam, czasem już na tle nerwicowym. Podniosłam się z tego i było ok, do czasu.. Nie wierze już w miłość i bratnią duszę, umiejętność rozmowy i samoakceptacji. Gdy spotykałam się z Bartkiem, wydaje mi się teraz, że nie umieliśmy ze sobą rozmawiać, czegoś zawsze brakowało, a mimo wszystko chciałam wierzyć, że wszystko jest ok i ulegałam iluzji miłości, będąc przy tym wieczną pesymistka, niezrozumiała kobieta, wręcz naiwną idiotką łykającą słowa, a nie czyny. Bałam się do niego zbliżyć, nie czułam się bezpiecznie, momentami analizowałam dlaczego jest dla mnie nieziemsko przykry. Ogromna zazdrość, bo ciągle o czymś gadał, dziewczynach, koleżankach. Później nie rozumiałam jego próśb, a moją złość wobec tego jak bardzo zachował się nie fair zamieniałam w jakąś małą zemstę słowną. Durną zemstę słowna, lub wieczne pouczanie. Ginęliśmy w tym wszystkim, a ja zbytnią ufnością  chciałam wierzyć, że to będzie trwało wiecznie. Być może ktoś napiszę, że nie ma się czym przejmować, że minie, ale ja nie mogę wyjść z poczucia bezradności i ogromnych przemyśleń jak mogłam się zachować, żeby nie doprowadzić do kłótni. Jeśli to nie jest pierwszy raz w którym coś takiego mnie spotyka wiecznie zastanawiam się i myślę że była to MOJA WINA I MOJA GŁUPOTA, KTÓREJ NIKT I NIC JUŻ NIGDY NIE ZMIENI. Po pozbieraniu się z tego stanu miałam motywację, znajomych zaczęłam się uśmiechać, bo przecież ludzie są i odchodzą, często mają inne priorytety. Miałam...teraz czuje się gorsza od innych, czasami wolę spać, niż myśleć jak inni się pozbierali, mają silny charakter, nie cierpią, tylko wracają do swoich planów i celów idąc prostą ścieżką. Gdy widzę tych z którymi zerwałam kontakt na ulicy mijam się bez słowa, bo nikt nie mówi mi cześć na powitanie, bo taka była ostra wymiana zdań i zostałam bez rozwiązania, BEZ ODPOWIEDZI NA NORMALNE PYTANIA, BEZ ROZMOWY, skończyło się na mówieniu i pretensjach. często się stresuje i popadam w wewnętrzny dół, wiem że już nie ma szansy na coś lepszego, kiedyś umrzemy i nikt nawet nie pamiętał. Nikt nie będzie miał dobrych wspomnień. Chciałam kiedyś naprawić mój błąd - nie dostałam takiej szansy. Bartek urwał ze mną kontakt i potrafi być tak, że z naszym wspólnym przyjacielem Tomkiem się wita, a mnie traktuje jak najgorsze zło, nikogo, jestem powietrzem, chociaż bardzo chciałam zgody i wyjaśnienia całej sprawy. Czuje się źle w swoim ciele, nie radze sobie z tym, za dużo mówię ludziom, bo sobie nie radze i szukam rad, a tak naprawdę nie wiem komu zaufać i następnie wiem że o mnie mówią.  I kto jak kto ale oni nie są dobrym doradztwem. Nie był on przyjacielem, a tym bardziej kochankiem, bo pamiętam same przykrości i niedopasowanie. Po cholerę moja sympatia i chęć wybaczenia? Zastanawiam się czy ja za bardzo nalegałam na bliskość i na rozmowę, żeby było normalnie? Żeby traktowano mnie dobrze? Może za dużo mam nierealnych myśli? A może przez potulność traktowano mnie jak dziwkę. Wydawałam się pogodną licealistką z głową pełna marzeń i chcącą pomagać innych. Idę na studia ? może to i lepiej będę sobie w Warszawie i zapomnę. POMÓŻCIE MI, bo czasami nie mogę się od tego uwolnić, a gdy zasypiam marze, żeby ktoś mnie docenił, nie krytykował, za to, że coś szło nie tak i w związku i w grupie koleżeńskiej, albo proszę o to, żeby już nigdy się nie obudzić. Jest mi to obojętne. Nie dbam o siebie, a to co mam. To wszystko jest takie nijakie, pomaga płacz jako lek na to że już nigdy nie będzie zgody i normalności ze strony przyjaciół i Bartka. Kiedyś umrę, oby chociaż wtedy ktoś nade mną płakał.  A ja zostanę wykorzystanym człowieczkiem, który sam tego chciał. Może studia mnie uratują. Wątpię. Proszę o radę już nie umiem tak dalej!

Jak ja Cię rozumiem. Wyobraź sobie, że mój "przyjaciel" też ma na imię Bartek... Czuję się tak jak Ty. Bezradność, smutek, wykorzystanie, wracanie pamięcią do swojej naiwności... Płakać mi się chce sad

10

Odp: co się dzieje?

odpisze tu ktoś w ogóle?

11 Ostatnio edytowany przez bezradnisia (2013-09-04 19:35:37)

Odp: co się dzieje?

Ja dziś przekonałam się, że chłopak, o którym pisałam, jest nic niewarty. Nie jest wart moich łez, mojego smutku niczego co ze mną związane. Zrozumiałam to teraz, niedawno, po tym co odkryłam. On się nie zmieni i widzę, że to on ma ze sobą problem i mam nadzieję, że w końcu poniesie konsekwencje swojego postępowania. Mam wielką nadzieję, żeby tak było, za moją krzywdę... Zaczynam widzieć, jak bardzo zatraciłam siebie w tym w czym tkwiłam i dociera do mnie, ze nie warto się tak przejmować. Było, minęło, żyć trzeba dalej, a ja nie pozwolę, żeby przez takiego dupka zawalił się mój cały świat. Mam przecież kochającą rodzinę, zaraz studia, wszystko się zmieni, a ja dzięki pomocy psychologa i samozaparciu w darzeniu do własnego szczęścia, będę już ostrożniejsza i odporna na podobne sytuacje. Muszę nauczyć się dystansu, a o nim zapomnieć, pogrzebać go w pamięci... Po prostu mnie oświeciło, całe życie przede mną, jestem młoda i nie pozwolę się więcej tak zranić, tak podejść jak dziecko... Udowodnię wszystkim, i jemu i sobie, że jestem twarda i silna. Dość tego, trzeba żyć, bo życie jest za krótkie by przejmować się takimi gnojkami... I mówię to nie tylko sobie, ale wszystkim skrzywdzonym dziewczynom, pamiętajcie, ze jesteście Wy, żyjcie tak by Wam było dobrze i szczęśliwie w życiu. Nie poddawajmy się!

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026