Sama nie wiem od czego zacząć. Jest mi trudno. Bardzo trudno. Co się ze mną dzieje? Mam 20 lat. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że mam problemy z własnymi emocjami. Te problemy ujawniły się po pewnym bardzo przykrym dla mnie doświadczeniu z chłopakiem, który niby był moim przyjacielem, a potem okazało się, że jest zupełnie inny i ma drugie ukryte ja, którego nie byłam w stanie zaakceptować, tym bardziej, że się w nim zakochałam bez wzajemności. Wydarzenie to wstrząsnęło mną na tyle, że straciłam poczucie własnej wartości. Moje obecne rozterki z jakimi się borykam i, z którymi nie potrafię sobie sama poradzić, pozwolę sobie wypisać w punktach:
- nigdy nie miałam przyjaciół, ten chłopak był jedynym, którego bliżej dopuściłam do siebie i któremu dużo o sobie powiedziałam. On okazał się być zwykłym draniem, zranił mnie swoim niecnym postępowaniem i teraz straciłam jakiekolwiek zaufanie do ludzi;
- straciłam poczucie własnej godności i szacunek do siebie, po tym jak nie mogąc o nim zapomnieć, próbowałam zniżyć się do jego poziomu byleby go nie stracić i znów żyć złudną nadzieją;
- czuję się oszukana przez los, bo wydawało mi się, że zyskałam kogoś wartościowego i uczciwego, kto zawsze by mnie wysłuchał i wsparł, a tymczasem ten ktoś ze mnie zakpił;
- całkowicie zaślepiona infantylnym (fatalnym) zauroczeniem, poświęciłam dla tego chłopaka jedną z najważniejszych w życiu młodego człowieka decyzji - przeprowadziłam się na studia do miasta, w którym mieszka.
- przez to wszystko czuję zblazowana, smutna i nic niewarta;
- porzuciłam wszelkie ambicje, straciłam z horyzontu wyznaczone cele;
- przestałam marzyć o miłości, bo całkowicie odechciało mi się w nią wierzyć;
- nie cieszę się ze dostania na - wydawałoby się - wymarzone studia, tylko dlatego, że do ich podjęcia nieświadomie zmotywował mnie ten chłopak
- cały czas się stresuję, martwię o własną przyszłość;
- panicznie boję się samotności, w której coraz bardziej się pogrążam;
- swoim nastrojem unieszczęśliwiam rodziców, którzy we wszystkim zawsze starają się mnie wspierać;
- muszę ponieść teraz bolesne konsekwencje swoich głupich i naiwnych czynów;
- straciłam zaufanie do ludzi, boję się ich, bo pierwsza próba otwarcia się na drugiego człowieka zakończyła się właśnie tym o czym napisałam.
Co mam zrobić? Psycholog? Zastawiałam się nad tym. Chcę wreszcie odzyskać spokój, odzyskać siebie. Chcę normalnie żyć, a czuję, że tkwię w dołku, w czarnej dziurze, z której myślałam, ze wyciągnie mnie ten chłopak, ale widzę, że w ostatniej chwili "puścił moją rękę" i znów się stoczyłam w dół. Wiem jednak, że sama muszę się z niej wydostać. Tylko jak? Nie mam w sobie tyle sił, bo straciłam motywację... Jestem nikim ![]()