Odwieczne pytanie "kocha nie kocha" zadane trochę inaczej ? czy mężczyźni często mówią, że kogoś kochają?
Proszę o opinię, bo nie wiem, co mam robić. Jesteśmy razem od 9-ciu miesięcy. Stało się to? przez przypadek, bo wszystkie zdarzenia, które nas do siebie zbliżyły, powstały właściwie efektem niecodziennego domina. On jest moim pierwszym partnerem, ja jego również, nie licząc krótkich epizodów z jego strony.
Na początku pozytywny szok ? pierwsze rozmowy w kawiarni trwające po 4-5 godzin, wspólne tematy, zainteresowania, wspólni znajomi. Na drugim spotkaniu powiedział, że jest mną zafascynowany i że chciałby, żeby to było coś więcej. Ja? Nie wiedziałam, czy chcę. Bałam się. Jak wspomniałam ? pierwszy partner, pierwsze takie emocje, pierwsze wszystko. Przez 2-3 miesiące miałam problem z pocałowaniem go! Zastanawiałam się, czy na imprezie usiąść obok niego(!). To była bezsilna panika. Przez całe życie żyłam w, powiedzmy, klatce, pozbawiona takich relacji międzyludzkich. Bardzo długo miałam opory przed ?wpadnięciem? w jakikolwiek związek. W dodatku w pewnym momencie on niefortunnie powiedział, mniej więcej, że chciałby, żebym za miesiąc ?otworzyła się? przed nim, bardziej w sensie fizycznym. Że mężczyźni odróżniają miłość od fizycznego kontaktu, a my to łączymy. Automatycznie wyhamowałam. Zagroziłam mu, że w każdym momencie mogę odejść. On się przestraszył. Temat ucichł i chłopak zachowywał się wzorowo. Pierwszy seks uprawialiśmy za moją zgodą 2 miesiące po tej małej nagonce, całkiem spontanicznie, czego nie żałuję.
Dodam, że jestem ciężkim przypadkiem. Stwierdziłam, że zrobię to dla siebie na przyszłość i dla niego ? będę nad sobą pracować. Przez te miesiące starałam się pojąć znaczenie związku, starałam się być naturalna w tym wszystkim, ale przede wszystkim pokonywałam swoje fizyczne bariery, bo nie potrafiłam go sama dotknąć, serce mi ze strachu waliło jak siadałam obok niego, nie potrafiłam powiedzieć mu komplementu, brakowało czułości z mojej strony, nie dawałam rady go sama przytulić! Było mi ciężko, bo zmiana z szarej myszy na nieco normalniejszy model trwała w sumie pół roku, ale też nie żałuję. Teraz, koniec końców, jest mi o niebo lepiej.
Traktował mnie jak księżniczkę - gotował obiadki, zabawiał, inicjował wypady na miasto, nawet czułe gesty były "jego". Bo ja nie potrafiłam. W pewnym momencie usłyszałam ?nie widzę twojej inicjatywy, nie ma między nami kontaktu, wspólnego wychodzenia. Wiem, że ci ciężko, ale brakuje mi czułości?. Zgodzę się, tak było. A skąd te zarzuty? Byłam zmęczona. W połowie tej gonitwy za normalnością pozwoliłam sobie odpocząć, nie zauważając, że strasznie zwolniłam obroty. Tak. Zmieniałam siebie w ekstremalnym dla mnie czasie. Starałam się, robiłam co mogłam. Chciałam po prostu móc go przytulić, sama go pocałować, leżeć obok niego, dotknąć? Robić normalne rzeczy!
Po 4 miesiącach stwierdziłam ?okej, zauroczenie u niego minęło, będzie dobrze, damy radę!? Bardzo się myliłam. Po 7 miesiącach bycia razem i pewnych wybojach na naszej drodze, on stwierdził: ?potrzebuję czasu. Nie zachowujemy się jak para, a jak znajomi. Potrzebuję trochę czasu na ułożenie wszystkiego?. Argumentował to tym, że nie czuje ?tego?, że już nie ma tej siły napędowej, która pchałaby go do ratowania związku. Że nie wie co czuje. Że starał się już szukać dziury w całym. Miał licencjat, były głupie problemy miedzy nami, dużo obowiązków w pracy. I podobno te wątpliwości trzymały się go już ze 3 miesiące. Raz tęsknił, raz nie wiedział co zrobić. Ja się zakochałam, on zwątpił. Zaczęłam płakać, mówić mu, że go kocham, że nie mogę dać mu czasu. W końcu, po poważnej i spokojnej rozmowie, postanowiłam dać mu czas, ale obiecał mi, że postara się jak najszybciej dać mi odpowiedź. Nie mógł mi obiecać, że wszystko będzie ok, nie mówił mi co czuje teraz, nie patrzył w przyszłość, by nie dawać mi nadziei ? słusznie. Jego i moi znajomi mówili mi ? facet nie ma jaj, żeby z tobą zerwać. Prawda. Zaczęłam się przygotowywać, że to koniec.
Odezwał się po 8. dniach, spotkaliśmy się na neutralnym gruncie. Zatęsknił. Mówił, że byłby głupi, gdyby ze mną zerwał, że codziennie o mnie myślał. Spytał, czy przyjmę go jeszcze. Czy nadal ma szanse. Przyznał, że ze swoim problemem byłam sama, że nie otrzymałam od niego pomocy, że tylko mnie popędzał i chciał coraz więcej. Dodałam, że on z kolei mógł powiedzieć, że ma wątpliwości, a nie łatać dziurę sam. Wyszło na to, że zamiast sobie pomagać jak dojrzała para, każde z nas walczyło samotnie i przegrało. Powiedziałam: ?dam ci szansę, ale drugi raz tego nie zniosę. Masz się postarać?. Przytulił mnie i przeprosił, że musiałam na niego czekać.
Od tej rozmowy minęły 2 miesiące. Zmieniło się wszystko. Poznałam jego rodziców, którzy mnie polubili, kilka razy zostałam u nich w domu na noc, co nie było problemem (raz było małe co-nieco u starszyzny w łóżku xD), zabrał mnie na przejażdżkę rowerową nad jezioro, umila mi czas, robimy razem obiady, chodzimy trzymając się za ręce, oglądamy filmy przytuleni do siebie, on często przytula, prawi komplementy (w sumie zawsze to robił), rozmawiamy na gorąco co nam się podoba a co nie, był u mnie kilka razy w domu, seks stał się o niebo lepszy, bo odblokowałam jakieś blokady w sobie, bo poczułam, że teraz naprawdę jest świetnie. Że jestem kochana! Chcemy wyjechać na kilka dni za granicę zanim zacznie się rok akademicki. Jest lepiej niż kiedykolwiek było ![]()
Jest problem ? mam prawo się bać, że jemu znowu coś odbije. To chyba już nie ośli zapał? Mimo że do tej pory nie dał mi naprawdę żadnych powodów do obaw, a wręcz przeciwnie, to boję się. Nie mieszkamy w tych samych miastach, a on teraz wyjeżdża z rodzicami. Wróci do mojego miasta na studia pod koniec września. Mamy ciągły kontakt, ale? boję się. Szczególnie, że z jego strony nie usłyszałam ?kocham cię?. Wiem, że niektóre osoby potrafią się zdobyć na takie słowa dopiero po długim czasie, ale ja chyba strasznie po tym wszystkim tego potrzebuję, chociaż to mi 100% pewności i tak nie da. Prawda, mogę go spytać, ale czy to nie jest tak, że u facetów ważne są czyny a nie słowa?
Znajomi mówią - poczekaj trochę, niech on wróci z rodzinnego miasta na studia, spotkajcie się wtedy kilka razy, zobaczysz czy dalej mu zależy i czy coś ci fajnego powie. Jak nie - zapytaj go, czy cię kocha, czy jest szczęśliwy.
Prawda to?