Metyl napisał/a:W takim wypadku to nie wiem co jest lepsze - czy patologiczny dom czy patologiczna praca ergo patologiczne życie ...
Na zasadzie "lepszego zła". W domu rodzice piją i biją, jestem głodna, nie mam butów na zimę, wujkowie się do mnie dobierają, nie mam możliwości chodzić do szkoły. No to popracuję trochę tym samym, co robią ze mną wujkowie, ale chociaż za pieniądze, uskładam sumkę, wynajmę mieszkanie, zdobędę wykształcenie/zawód i dalej pójdę normalną drogą. Nie mówię, że pochwalam, ale rozumiem i dziękuję Bogu, że nigdy nie musiałam się przekonać, co ja bym w takiej sytuacji zrobiła.
Metyl napisał/a:Komu robi krzywdę? Sobie, swojej rodzinie - to chyba wystarczy ...
Pod warunkiem, że ma jakąkolwiek rodzinę/taką, którą to obchodzi. A sobie? Przy założeniu, że dziewczyna uważa, że seks to tylko z ukochaną osobą - owszem, robi sobie krzywdę i będzie żałować. Ale ludzie są różni, dla niektórych seks to to samo, co zjedzenie kawałka czekolady - a więc jeśli można mieć codziennie ulubioną przyjemność/albo chociaż coś, co nie wzbudza we mnie żadnych rozkmin moralnych, a na dodatek mogę mieć z tego kasę, to żyć nie umierać. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że niektóre prostytutki tak myślą. No i opisana przeze mnie wyżej dziewczyna z patologicznej rodziny - ona, brutalnie rzecz ujmując, psychikę ma i tak już zrytą. Nie jestem więc pewna, czy w takiej, załóżmy, agencji nie zasypia z uśmiechem na ustach, wreszcie spokojna, najedzona, nie bita, mająca w perspektywie pójście do szkoły i koniec wszelkich męczarni.
Zoiria napisał/a:W Polsce hucznie jest nagłaśniany problem bezrobocia. Tymczasem szukając swego czasu zajęcia, zauważyłam że praca jest, tylko krajanów często hamuje ich lenistwo, i zbyt duże wymagania.
Praca jest, ale nie dla każdego dobrze płatna. A nie każdemu trafiły się zdolności i nie każdemu rodzice zapewnili porządną edukację. Wciąż dla wielu kobiet naturalnym sposobem na życie jest przejście od rodziców pod skrzydła męża, i to nie dlatego, że są leniwe, tylko tak je wychowano: "Po co ty chcesz szkoły kończyć, lepiej ucz się gotować/prać/sprzątać". Pojawiają się dzieci, mąż wpada pod samochód/odchodzi do młodszej, ładniejszej, zaradniejszej, fajniejszej. I co taka samotna matka, która nie ma ani szkoły, ani doświadczenia zawodowego, ma zrobić? Nadrabiać zaległości w edukacji, a dzieciom kazać czekać ten rok, dwa, cztery na kromkę chleba i buty? Czy iść ulotki rozdawać, z czego nie opłaci nawet rachunków?
Zoiria napisał/a:Można poszukać pomocy w rodzinie, u przyjaciół, w fundacjach - nie trzeba od razu uciekać się do takich metod.
Zresztą to też zależy o jak dużej kasie mówimy, bo - dajmy na to - 100 tysięcy prostytutka w miesiąc nie zarobi.
Moja znajoma niedawno musiała uzbierać pieniądze na operację dla dziecka. Bez tej operacji by umarło. Potrzebowała 300 tysięcy. Fundacja by jej tyle dała, a jeśli tak, to kiedy? Przyjaciele? Kto ma tak zamożnych przyjaciół? Rodziny znajoma nie ma. Moja wiedza o stawkach prostytutek jest raczej mizerna, ale obawiam się, że szybciej się takie kwoty zarobi tyłkiem, niż licząc na cokolwiek innego. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Zoiria napisał/a:Bo seks jest sprowadzany do poziomu wizyty w ToiToi w wesołym miasteczku. Płacisz, robisz swoje, wody spuszczać nie musisz, więc naciągasz spodnie i wychodzisz.
No ale nadal - czy to jest ZŁY postępek? Owszem, może zniesmaczać/oburzać/szokować osoby religijne, lub po prostu takie, które wiążą seks z miłością, ale krzywda nikomu się nie dzieje (pomijam kobiety zmuszane do prostytucji). Jest towar, jest ktoś, kto tego towaru potrzebuje, uczciwie płaci, wychodzi. Tak, spłycam, ale lubię drążyć
Co w tym jest moralnie nagannego i komu to szkodzi?
Szczesciara19 napisał/a:Okiem matki dla swojego dziecka jest się w stanie zrobić wszystko... ale czy aż tyle ? Myślę, że ono na pewno by tego nie chciało ...
Dla dziecka matka zrobi wszystko. Ono by pewnie tego nie chciało, owszem, podejrzewam zatem, że żadna prostytutka córce/synowi nie opowiada, czym się zajmuje.