W tym roku skończyłem 34 lata i choć jestem w szczęśliwym związku to nigdy nie spełniłem pewnej fantazji erotycznej.
Najbardziej u kobiet podobają się mi stopy. Ale nie każde.
Stopy muszą być wąskie, szczupłe i zgrabne. Mają mieć wcięcie.
Nie lubię stóp szerokich i prostych na kształt prostokąta.
A takie niestety ma moja dziewczyna. Na moje nieszczęście nie tylko uważa fetysz stóp za "fe i fuj" to jeszcze jej szerokie stopy są dla mnie nieatrakcyjne.
Poza tym wszystko w mojej partnerce się mi podoba.
Kwestia taka, że jestem co raz starszy, a wciąż nie spełniłem swojej fantazji towarzyszącej mi od 18 roku życia.
Chciałbym spełnić swój fetysz polegający na patrzeniu na seksowne stopy z 2 pozycji.
1) kiedy kobieta leży na brzuchu unosząc stopy i je marszcząc
2) w pozycji siedzącej kobieta przybliża stopy do mojej twarzy
Żeby spełnić taką fantazję musiałbym spotykać się z inną i zbajerować, a to w grę nie wchodzi.
Przyszedł mi do głowy pomysł umówienia się z dziewczyną do towarzystwa.
Mam jednak mieszane uczucia. Z jednej strony jest to nie fair w stosunku do dziewczyny. Z drugiej nic złego nie robię, patrzyłbym tylko na stopy. 0 przytulania, 0 całowania, czy seksu.
Wychodząc na ulicę i zerkając w kierunku stóp kobiet wdzięcznie poruszających się w japonkach, nie czuję żebym robił coś złego. Wodzę wzrokiem po ich stopach, tylko i aż tyle. Nie ma tym niczego niestosownego.
Gdybym wybrał się do dziewczyny na telefon, też jedynie gapiłbym się na stopy.
Tylko tyle, tak samo jak z dziewczynami mijanymi na ulicy, tyle, że w tym przypadku patrzyłbym dłużej i z bliższej odległości.
Trudno przejść przez życie nie spełniając swoich fantazji.
Tylko mam poczucie, że mimo wszystko jest to nie do końca uczciwe wobec partnerki.
Pocieszam się, że przecież nic złego bym nie zrobił.
Jedynie patrzyłbym na stópki.
Tak więc, czy byłaby to zdrada?