Mówi się, że wyrządzone zarówno zło jak i dobro powraca.Chciałabym porozmawiać na ten temat.Czy macie jakieś doświadczenia z tym związane, przykłady karmy?I czym tak naprawde jest karma?Jeżeli wątek umieściłam w złym dziale bardzo proszę o przeniesienie. ![]()
Podobne tematy
Nie wiem czy nazwać to karmą ale z mojej obserwacji wynika, że w jakiejś mierze to my sami przenosimy cechy naszego byłego partnera/partnerki na tego obecnego lub obecną, tj. zachowujemy się wobec osoby z którą jesteśmy tak jak wobec nas się wcześniej zachowywano. Nie jest to oczywiście żadna stuprocentowa kalka lecz subtelne zarysy takiego powielenia. Na pewno nie występuje to zawsze i u wszystkich. Ale czy miewacie czasem takie uczucie i myślicie: teraz już wiem jak mój były czy moja była się czuła? Bo sami troszkę wcielamy się w tą postać, dlatego lepiej się rozumie pewne zachowania dopiero po czasie.
Pamiętam gdy moja pierwsza miłość, pierwszy poważny chłopak, powiedział, że dopiero następna dziewczyna z jaką był po mnie uświadomiła mu jaki on był dla mnie. I nie mówił tego w pozytywnym sensie.
Pamiętam gdy w innym związku mój chłopak był strasznie sfrustrowany tym, że z jego punktu widzenia nie byłam taka jakby chciał. Po nim związałam się z kimś, kto mnie właśnie też tak frustrował.
W ostatnim związku byłam z człowiekiem, który mnie bardzo krzywdził i oszukiwał, podobnie tak jak robiła to jego była dziewczyna w stosunku do niego. Na koniec nawet sam z goryczą powiedział: "byłem dla ciebie twoją wersją XX (i tu imię jego byłej)." Ja natomiast dla niego byłam tak dobra i oddana jak dla mnie mój poprzedni partner.
Does it ring a bell?
Tak, wierzę, że zarówno dobro jak i zło wraca. Czasem potrzeba czasu na jedno i drugie. Odnoszę wrażenie, że wiele razy nawet w ciągu dnia, kiedy zrobiłam dobry uczynek, nawet drobna sprawa, zyskałam z 2 strony. Znam przypadki osób, które zostały ukarane za swoje złe czyny. Myślę, że nie można jednak patrzeć na to w ten sposób: pomogę innym, to ktoś pomoże mnie w potrzebie, ale pomagać mimo wszystko, bo to podnosi naszą samoocenę
Mamy poczucie, że jesteśmy potrzebni innym, że coś dobrego wnosimy w życie drugiego człowieka. Oczywiście uważajmy żeby nas nie wykorzystywali, ale pomagajmy. W dzisiejszych czasach dobroć jest uważana za słabość, naiwność, mimo to warto ![]()
Jakieś 2 mce temu byłem na wyjeździe z dziewczyną, była średnia atmosfera, akurat pełno było koniczynki i 2 godziny szukałem i nic
Niedawno, byłem na spacerze, wybrałem miejsce na trawie, bo ona chciała być daleko od ludzi. Zaczęliśmy rozmawiać, siedzę i patrzę przed siebie namyślając nad przemiłymi słowami jej, a tu 4listna koniczynka akurat. Wziąłem w rękę i podarowałem jej na szczęście ![]()
Wierzę w symbole, że dobre myśli i czyny przyciągają dobre rzeczy. Bo tak jest ![]()
Mówi się, że wyrządzone zarówno zło jak i dobro powraca.Chciałabym porozmawiać na ten temat.Czy macie jakieś doświadczenia z tym związane, przykłady karmy?I czym tak naprawde jest karma?Jeżeli wątek umieściłam w złym dziale bardzo proszę o przeniesienie.
Karma to właśnie założenie ,że wszystkie uczynki dobre lub złe danej osoby do niej wracają.Ja osobiście nie mam konkretnego przykładu ale mam nadzieje ,że takie coś istnieje ![]()
Ja w to nie wierzę. Odkąd pamiętam byłam dobra, zwłaszcza w stosunku do zwierząt, nigdy żadnego świadomie nie skrzywdziłam etc. Dla ludzi też byłam dobra, może neutralna - bo z natury jestem nieufna, nawet bardzo. Ale nie krzywdziłam nikogo, jak miałam z kimś jakiś problem, to mówiłam wprost, nie oszukiwałam, nie wyzyskiwałam. 2 razy zmieniłam całe swoje życie żeby pomóc komuś w tarapatach - raz w sumie wyszłam na tym na 0, bo nic nie straciłam, znajomość się skończyła i trudno, ale nic też specjalnie nie zyskałam. Drugi raz, teraz...straciłam wszystko. Dom, marzenia, pieniądze... Będę zadłużona do końca życia. I nie ma NIKOGO, kto mógłby pomóc. Nie wierzę, że wszystko dzieje się po coś - jeśli do końca życia będę za to cierpieć, będę miała kłopoty, może nawet doprowadzi mnie to do odebrania sobie życia, bo jest taka szansa, to po co to wszystko było? Nie widzę żadnego światełka w tunelu ani wyjścia z sytuacji przez najbliższe kilka lat co najmniej, a za więcej niż kilka lat będę kobietą po 30-tce, która nic nie osiągnęła poza statusem bankruta, bo była głupia, zaufała i chciała pomóc. Od dzieciństwa było mi trudno żyć, funkcjonować, byłam nieakceptowana od domu rodzinnego po otoczenie, znajdzie się może 1rok prawie szczęścia, czyli w moim przypadku jako takiej stabilności, bez depresji. Jak się ma miękkie serce, to trzeba mieć twardą d.... Nigdy nie wróciło do mnie dobro, które dałam.
Nie, ale wielu w to wierzy, bo łatwiej się żyje z poczuciem, że świat jest sprawiedliwy.
Tak. Wedlug mnie karma istnieje, i zwykle to wszystko wraca predzej czy pozniej. Historie z mojego zycia:
* Mojego pierwszego chlopaka nie kochalam, podobal mi sie, ale to tyle. A on za mna szalal i zorbilby dla mnie wszystko. Za to z drugim chlopakiem bylo odwrotnie. Dostalam po dupie troche bo to ja bylam ta strona kochajaca bez wielkiej wzajemnosci.
* O ile mozna to laczyc. Historia zdradzanej dziewczyny, ktora kochala swojego chlopaka. Koles mial dwie laski- dziewczyne i laske od seksu. Koniec historii byl taki, ze dwie laski go zostawily w tym samym czasie. Jedna i druga byla mniej wiecej rozwalona psychicznie, nawet ta, ktora byla z nim tylko w zwiazku fizycznym i byla tego zupelnie swiadoma. Jego dziewczyna plakala i nawet chciala do niego wrocic. Ogolnie dwie dziewczyny cierpialy, facet wyszedl 'bez obrazen', mimo tego, ze to on byl 'winny' (no moze razem z ta laska, ale ona powiedzmy, ze 'zaplacila' za te zdrady). No, wszystko pieknie, facet zmienil studia, uswiadomil sobie, ze kocha 'ta od lozka'. Bardzo. Probowal sie zabic rok po calym zdarzeniu.
W sumie wydaje mi sie, ze zwykle widze jak jakies zlo wraca. I szczerze w to wierze.
JA RZUCIŁAM KLĄTWĘ NA KOGOŚ W OGROMNEJ ZŁOŚCI i później posypało się u mnie pasmo pechowych zdarzeń.
Wydaje mi się, że tak, zło i dobro powraca. Może czasem nie jest to jasno i bezpośrednio widoczne ale jednak.
Czytałam niedawno książkę, z której wynikało, że przyciągamy w życiu osoby i wydarzenia według naszych myśli. Np. jeśli mamy pozytywne nastawienie do ludzi i świata to przyciągamy więcej pozytywnych osób i zdarzeń do swojego życia. Natomiast jeśli mamy przekonania typu: wszyscy oszukują, wszyscy zdradzają itp. to prawdopodobnie to się potwierdzi. Jak się nad tym zastanawiałam to wydaje mi się, że miałam wiele sytuacji w życiu, które by to potwierdzały.
Bzdura. Ani zło, ani dobro nie powróci do człowieka, to los płata figle, człowiek nie ma na to żadnego wpływu.
Oczywiście że tak!!
1. Znam osobę, która kiedyś sprzedawała alkohol na lewo rozpijając innych i teraz jej najbliższa osoba pije.
2. Zawsze się bałam dać komuś szansę i teraz to mnie jej ktoś nie dał, choć bardzo chciałam chociaż raz spróbować być z kimś.
3. Kolega z klasy, który naśmiewał się z mojej koleżanki że jest chora, teraz sam ma chorą córkę.
Jesteśmy jak lustro wszystko co dajemy do nas wraca.