"Jak dobrze mieć sąsiada..." mówi stara, polska piosenka, ale czy aby na pewno tak jest? Czasem w blokowiskach wielkich miast nawet się nie znamy, nie mówimy wzajemnie "dzień dobry", czasem też sąsiedzi bywają uciążliwi - hałaśliwi lub zrzędliwi. A jak wyglądają Wasze układy z sąsiadami? Lubicie się, macie do siebie stosunek raczej neutralny czy najchętniej po prostu wysłalibyście ich na Marsa? ![]()
Podobne tematy
Mieszkam w kamienicy i w sumie jest nas troje sąsiadów plus firma komputerowa.
Znamy się od dwudziestu lat. I z jedną i z drugą sąsiadką i ich rodzinami mam doskonały kontakt. Jedna z dziewczyn wyprowadziła się na wieś, a mieszkanie wynajmuje, ale z drugą jesteśmy wręcz zaprzyjaźnione. Od lat pomagamy sobie wzajemnie, jak dzieci były małe, to pomagałyśmy sobie z opieką nad nimi. Wczoraj pożyczałam nawet ziemniaki od sąsiadki, bo nie chciało mi się iść do sklepu...
Wg mnie: DOBRZE MIEĆ SĄSIADA!
O dwóch lat mieszkam w wielkim dziesięciopiętrowym bloku.Znam niewielu ludzi i wolałabym żeby tak zostało.
Niestety inni są baardzo ciekawi nowych sąsiadów i pozwalają sobie na niedyskretne pytania- ile zarabiam,gdzie pracuję.
Kiedyś przyjechało do mnie pogotowie,sąsiadka,która wtedy mi pomogła,mimo,że poproszona o dyskrecję naopowiadała wszystkim.
Po jakimś czasie od tego wydarzenia do windy wsiada jakas kobieta i widząc które piętro naciskam zaczyna wypytywać co tam było z tym pogotowiem,kurcze,żebym jej chyba zdała szczegółową relację.Wrr...
Sąsiedzi siedzący na ławce potrafią skomentować widząc mnie wsiadająca do taksówki,że mi się "powodzi".No,może jakby nie siedzieli cały dzionek na ławce też by im się "powodziło"
Generalnie nie mam dobrego zdania o moich sąsiadach i mam nadzieję,że już niedługo ich opuszczę...
Ja też wolę z sąsiadami byc wyłącznie na dzień dobry. Wiedzą o mnie więcej niż ja o sobie. Wprowadziłam się do bloku 4 piętrowego jakos w wieku 20 lat i już zaczęły się plotki. A jak miałam remont który robił mi starszy znajomy ok 60 lat to ze to mój alfons..... Jak wyjechałam na wakację to że wyjechałam i wyszłam za mąż a jak zaprzeczyłam to usłyszałam czemu okłamuję i nie chce się przyznać. Więc wole nawet nie zagadywac.....
Mieszkam od 18 lat w 4piętrowym budynku. Tylko z dwiema rodzinami (na 10) mam pozytywny kontakt. Oprócz sąsiedzkiego "dzień dobry", łączy nas również chęć bezinteresownej pomocy. Jedna pani pożyczyła mi pieniądze, gdy byłam w naprawdę podbramkowej sytuacji i o nic nie pytała. Pan z pierwszego piętra naprawił mi komputer. A ja, choć jeszcze nie miałam okazji spłacić długu wdzięczności, to jestem cały czas w gotowości. Z dwiema rodzinami jestem na stopie bojowej. Jedną z nich reprezentuje plotkara, która wszystkim wytyka błędy, a sama ma wiele na sumieniu. Drugą reprezentuje młode małżeństwo, które upatrzyło sobie mnie i moich bliskich jako czarne owce i wszystko co najgorsze, zawsze musi być naszą winą. Psia kupa na półpiętrze - z pewnością jest występkiem naszego psa, syf w piwnicy - to na pewno sprawka mojego ojca i przypadki można by było mnożyć. Na ich złośliwość (bo jak to inaczej nazwać?) mogłabym jeszcze przymknąć oko, ale najbardziej denerwuje mnie to, że kilka lat temu byliśmy w naprawdę dobrej komitywie, a teraz patrzą na nas z góry.. Z pozostałymi sąsiadami jestem na grzecznościowe "dzień dobry" i nie odczuwam potrzeby większego angażowania. Jesteśmy po prostu z innego drewna ciosani ![]()
Temat tego wątku oczywiście nie wziął się znikąd, a z moich ostatnich doświadczeń i przemyśleń. Otóż od kilku miesięcy mieszkam w nowym, wymarzonym mieszkanku, właściwie to nawet nie samo mieszkanko było marzeniem, co miejsce jego położenia. Rzecz w tym, że mam już swoje latka, zdążyłam więc tu i ówdzie pomieszkać, ale nigdy, przenigdy, nie miałam problemów z sąsiadami. Wydaje mi się, że jestem naprawdę bezkonfliktową i z zasady grzeczną osobą, a tu się niestety tak nie da, bo jeśli na to pozwolisz, to cię żywcem zjedzą.
Połowa mieszkańców mojej klatki to ludzie starsi, którzy wprowadzili się zaraz po oddaniu budynku do użytku, czyli jakieś 30 lat temu, a teraz z racji swojego wieku i zasiedziałości, a pewnie również z nadmiaru wolnego czasu, wychodzą z założenia, że to im właśnie wszystko należy się niejako z automatu, a tym samym swoją złośliwością i upierdliwością skutecznie odbierają nam radość z nowego lokum. A to samochód nie tak jak trzeba jest zaparkowany, a to wracamy zbyt późno, a to ktoś się pomylił i zamiast do nas zadzwonił do nich,a to syn postawił rower zbyt blisko drzwi - po prostu koszmar.
Przedstawicielami tej grupy jest małżeństwo, które mieszka pode mną, a u którego regularnie pojawiają się nowe roszczenia - bo ja przecież powinnam... nie chodzić po 22.00 po mieszkaniu, nie mieć sypialni nad ich sypialnią, nie pracować zbyt długo, nie wstawać zbyt wcześnie, najlepiej to chyba powinnam nawet nie oddychać
. Oczywiście każdorazowa ich uwaga wywołuje kolejne niemałe spięcie, bo trudno podkulić ogon i przymykać na to oko. Biorąc pod uwagę, że ci państwo mieszkają na parterze, tuż przy ruchliwej ulicy, po której przez całą noc jeżdżą samochody, w okolicy dyskoteki i dużego deptaka, te pretensje wydają się być zupełnie nielogiczne, zwłaszcza, że u mnie naprawdę nic się nie dzieje, a na ulicy jest sporo hałasu.
Jakieś trzy tygodnie temu miała miejsce taka sytuacja (i tym razem rzeczywiście mogli się obudzić) - moje dziecko wstało w nocy do ubikacji, potem weszło do kuchni, żeby się napić i przez nieuwagę strąciło szklankę, która spadła na kafle. Ale to był jeden trzask i na tym koniec. Do dziś nie mogę wyjść z podziwu, że facetowi chciało się ubierać, wyjść na zewnątrz i o czwartej w nocy, w deszczu, przez pięć minut dzwonić na domofon. Zbierałam tę szklankę z podłogi, więc światło w moim mieszkaniu się świeciło, miałam świadomość tego, że je widzi, ale uparłam się, że nie odbiorę. Ostatecznie jednak nie wyrobiłam, a wymiana zdań nie była zbyt przyjemna. Następnego dnia to ja do nich poszłam i jasno dałam do zrozumienia, że sobie więcej takiego zachowania nie życzę, a z uwagi na to, że naruszył moją ciszę nocną następnym razem nie zawaham się zgłosić sprawy odpowiednim organom. Póki co mam spokój
, zobaczymy tylko na jak długo.
Druga połowa mieszkańców to osoby w podobnym do naszego wieku, z tymi osobami jest w porządku, niemniej tak jak i my zaganiane, nieobecne, a zatem prawie się nie znamy - z dwojga złego wolę ten dystans niż miałyby i one usiłować wchodzić mi na głowę.
Do kompletu jest jeszcze cicha agencja towarzyska, ale pracująca w ciągu dnia i rzeczywiście zupełnie nieuciążliwa, a panie całkiem miłe
, więc niech sobie jest, mi nic do tego.
Ależ się wygadałam
.
Podsumowanie wychodzi jednak smutne - w klatce, w której jest 15 mieszkań nie ma właściwie nikogo, z kim można byłoby normalnie porozmawiać, nie mówiąc już o bardziej zażyłych kontaktach.
7 2012-01-21 21:40:52 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-01-21 21:42:32)
Olinko- zupełnie jakbym czytała o moich sąsiadach.:))
Są to także w większości ludzie starsi a nawet jeśli trochę młodsi to albo bezrobotni albo wychowujący małe dzieci.
I trafiła mi się taka pani,mama dwójki młodszych od mojej córki dzieciaków,która po godzinie 8 wieczorem wpadała do nas,że córka biega po domu(boso),tak,że jej się sufit urywa(córka ma pokój nad pokojem ich dzieci).Dwa razy w miesiącu wpadała do nas policja lub straż miejska bo pani sąsiadka ich wzywała.Dodam,że te wezwania miały miejsce najczęściej koło godziny 20.00- 20.30
Pani sąsiadka (młoda osoba) była przez lata przyzwyczajona do tego,że nad nią mieszkała samotna kobieta,która rzadko bywała w domu więc zaskoczona była faktem,że jak się mieszka w bloku to pewne rzeczy słychać.
Dzieci pani sąsiadki wstają koło 5 rano i ja też je słyszę jak biegają lub bawią się jakimiś muzycznymi zabawkami.Ale nie robię tego problemu i nie zwracam uwagi.
A mi pani zwróciła nawet uwagę,że ona słyszy jak ja po 22.00 rozścielam łóżko!:)
W pewnym momencie byłam już okropnie przewrażliwiona i jak tylko moja córka po 20.00 zaczynała się np. bawić z tatą,który akurat wrócił z pracy to robiłam awanturę,że mają być cichutko.
Gojko, to jakiś obłęd. Moi sąsiedzi (ci z dołu) przynajmniej w ciągu dnia dają mi żyć. Najgorsze, że "Twoja" pani, która ma własne dzieci i która doskonale powinna rozumieć, że w takiej sytuacji trudno o absolutną ciszę, najbardziej zatruwa Ci życie. Mało tego, ci ludzie nie rozumieją, że jak się żyje, to się chodzi (po 22.00 również), rozmawia, czasem coś spadnie, czasem się potłucze. Ja w każdym razie jasno dałam im do zrozumienia, że nie mam zamiaru zmienić swojego trybu życia, bo oni mają takie widzimisię. Nie hałasuję przecież, nie robię imprez, nikomu też świadomie nie dokuczam, ja po prostu sobie... żyję. Widzę, że na moją uprzejmość (bo ja bądź co bądź jestem uprzejma) kobieta mocno złagodniała, ostatnio nawet zdarza jej się uśmiechać, zagadać, ale ten facet to nadęty, złośliwy bufon, nawet na dzień dobry nie odpowiada (oczywiście już dawno przestałam się wychylać), że już nie wspomnę, że nikomu w bloku nie odpowiada i do nikogo się nawet nie odzywa, a to już chyba o czymś świadczy, prawda?
Oj ale masz sasiadow Olinka/Gojka...noz koszmar
...
Zastanawiam sie jak sobie radzic z takimi sasiadami ...noz kurcze przeciez nie mozna chodzic na palcach we wlasnym domu ... moze zacznij narzekac na nich, jak oni na ciebie... eeenie bo to oko za oko to tylko wojne wywola.... ze tez ludzie nie maja nic innego do roboty a mieszkajac wiele lat w bloku nie przyzwyczaili sie do stukow, pukow i innych odglosow ...
Przypomnialam mi sie ksiazka z poznanskiej serii Musierowicz... dziewczyna przkupiala czepiajaca sie sasiadke czekoladowym tortem
A tak naprawde to wspolczuje ....
ja nie mam żadnego kontaktu z sąsiadami i jest mi z tym dobrze. ![]()
mieszkam w czteropiętrowym bloku, w którym są dwie klatki. W pierwszej klatce mam kilku znajomych, których rodzicom mówię dzień dobry oraz jednego miłego pijaczka który o 6;30 kiedy idę do pracy z piwkiem w ręku grzecznie mi się kłania oraz jednego nadętego bufona (po 60tce) który patrzy mi bezczelnie w oczy i sądzi że pierwsza mu powiem dzien dobry. W mojej klatce wiek jest zróżnicowany, na parterze mieszka malzenstwo z 2letnim synkiem.na poczatku jak sie wprowadzili temu panu mowilam dzien dobry a pani "czesc" bo jest ok5 lat ode mnie starsza. Pewnego razu na moje "czesc" odpowiedziala "dzien dobry" to skonczylam sie witac. Na szybie w drzwiach klatki wywiesili kartke "prosze nie tupac po wejsciu do bloku", chodzilo o sezon zimowy. Raz mnie upomniala ze na klatce tupię. No to zapytalam czy jak sie poślizgnę na ośniezonych butach i zlamie noge to zaplaci mi odszkodowanie? Zaznacze ze po wejsciu do klatki jest wycieraczka
sasiedzi na pierwszym sa ok. ci pode mna maja 4 dzieciakow, najmlodsze lubi ok 23-24 urządzać koncerty wyjcowe, no ale cóż, prawa niemowlaka
kolejni maja 2 chlopaczkow do 10 lat i wszystko ok. nastepni maja 2 corki, jedna 28 druga 26lat. mlodsza kilka lat temu jeszcze uciekala po linie z okna do chlopaka
a najgorsza jest nasza klatkowa "spoleczniara". kobieta niby nie siedzi w oknie, ale wszystko wie. Goni dzieciaki grające w piłke pod jej oknem, przeszkadza jej nawet lotka kiedy dzieci graja w badmintona. obok mnie mieszka cos na styl satanisty i kopci na klatce robione papierosy ktore smierdza nawet u mnie w mieszkaniu. na pietrze mam tez sympatyczne malzenstwo staruszkow ktorzy sa baaardzo zyczliwi, sezon wiosenno-letni spedzaja na dzialce a jak przyjezdzaja to przywożą różne rzeczy np jablka czy ziemniaki i zawsze daja mi cos, zazwyczaj spotykam się z ta babka podczas mycia korytarza
na przeciw mnie mieszkali kiedy ludzie. Nieee ludzie to zle okreslenie. Psychole. Kobiecie przeszkadzalo ze dzieci sie bawia pod oknami (mieszka na 2 pietrze wiec malo co bylo slychac) no to dzieciaki lała wrzątkiem, cale szczescie, ze nikomu sie nic nie stalo. reszta jest ok. Jestem zdania, ze nalezy zyc swoim zyciem i miec wszystko w nosie. Jak na razie sie sprawdza ![]()
U nas nikt się zbytnio z nikim nie brata ale kulturalne dzień dobry i uśmiech w 90% przypadków można uzyskać. Czasem zdążają się pozytywni ludzi, zwykle działacze na rzecz piesków, kotków, drzewek albo miejsc parkingowych.
Z kolei kilka dni temu jeden z sąsiadów albo wygrał w totka albo miał imieniny i duży zapas wódki bo 5 dni pod rząd impreza była taka, że aż się blok trząsł. Koło północy zwykle przyjeżdżała policja, ściszali nieco i dalej do rana. Na marsa!
U nas w kamienicy sąsiadki też się czepiają.
Że najlepiej nie chodzić na boso, bo jej żyrandol lata. Że hałasujemy tak, że telewizora nie słyszy. Ostatnio stwierdziła, że w środku tygodnia słyszała hałasy po 3 w nocy (co nie mogło być prawdą, bo w tygodniu jest praca, więc idziemy spać przed 12). Ta sąsiadka mieszka piętro niżej.
Pod nią mieszka jeszcze jedna. Ostatnio zadzwoniła domofonem mówiąc: "Zamknijcie okno, które otworzyliście." Po krótkiej rozmowie i namyśle doszliśmy do wniosku, że nie otwieraliśmy żadnego okna, więc zerknęliśmy na klatkę, czy może tam nie jest otwarte.
Kilka dni później wracaliśmy z innego miasta. Było koło 22.. Przyszła owa sąsiadka i zaczęła się awanturować. W tym samym czasie zadzwoniła siostra pani, od której wynajmujemy mieszkanie. Jako że tylko ja mogłam rozmawiać to powiedziałam co się dzieje. A co za tym idzie właścicielka mieszkania się o tym dowiedziała. Próbowały rozmawiać z sąsiadeczką. Sąsiadce zabrakło argumentów, więc wypaliła z tekstem: "A na dodatek do mnie na pożyczki przychodzą!". Ale nie chciała powiedzieć, że to była szklanka oleju, tylko stwierdziła, że to jej sprawa co i komu pożycza. Potem jeszcze chciała naskarżyć. Tam jakaś dziewczyna była! I się wtrącała." Powiedziała mysląc, że właścicielka nie wie. "Wiem" - odpowiedziała - "uspokajała Cię, jak się darłaś na całą klatkę."
Ostatnio rąbaliśmy trochę drewna, ale było późno, więc nie było posprzątane. Powiedziała, żebyśmy następnym razem posprzątali w piwnicy. "Wiem, że mój syn nie posprzątał jeszcze po wnoszeniu węgla, ale zagonię Go do tego."
I tak wyszło, że musieliśmy sprzątać po jej synusiu, bo przecież nie będziemy wybierać drewienek z węgla.
Na szczęście właścicielka mieszkania wie już, że kochane sąsiadeczki histeryzują bez powodu i nie będzie słuchać ich zdania, gdy wróci..
A my na razie mamy spokój.
14 2012-03-20 21:44:04 Ostatnio edytowany przez Misia74 (2012-03-20 21:44:41)
Witam! a teraz moze ja wyraze swoja opinie jako ta sasiadka z dolu nad ktora mieszkaja Ci zli. Mowicie tu ze dzieci maja swoje prawa, ze takie zycie w bloku ze wszystko slychac , ze krzycza na Was ze trzeba chodzic na palcach..... a moze tak ktos postawi sie po tej drugiej stronie i pomysli jak to "milo" jak sasiadeczka nad glowa lata caly dzien po domu w bucikach na obcasiku po panelach!!!!!... przeciez to nie jest 20 czy 30 min dziennie tylko caly dzien i dzien w dzien.... mozna oszalec.
Ja mam takich milych sasiadow od niedawna ! remont oczywiscie po 22 jak ludzie spia wtedy najlepiej komus nad glowa z mlotkiem szalec!!!a co!!! w kuchni plytki i metalowym stolkiem po kuchni tam i z powrotem 20 razy dziennie huk jak diabli!!! ale co to kogo obchodzi wolnoc Tomku w swoim domku!! po co normalnie rozlozyc lozko lepiej go pusci niech spadnie !! sie ktos bedzie meczyl....... przed telewizorkiem na fotelu krzywym w dodatku mozna sie pokolysac a ze to stuka i tym z dolu daje odglos od paneli jak mlotek.. ha niech daje co mi to szkodzi. I gdyby to byla jedna rzecz tylko z wymienionych ale jak tak codziennie przychodzi czlowiekowi sluchac tych wszystkich stukow pukow i zgrzytow to nie dziwcie sie ze ktos na Was patrzy wilkiem albo ma pretensje!! a moze tak troszke pomyslec ... przyklec podkladke filcowa pod nogi krzesel czy foteli...a moze poprostu kupic sobie normalne pantofle.... To moze i wtedy CI zgryzliwi sasiedzi milsi byli. Ja spie na tabletkach bo przez caly dzien tego Waszym zdaniem "normalnego" zycia mam nerwice i depresje. Ja jestem osoba jeszcze w miare mloda ale co ma powiedziec moja starsza matka. Wiec zamiast tu krzyczec to moze najpierw zastanowcie sie minuye czy to Wasze zycie normalne w bloku naprawde jest takie krysztalowe?? i ciche. Z reka na sercu przyznajcie czy zadne z WAs nie ma takich grzechow na sumieniu... Moze warto zmiec cos u siebie w domu....i w swoim postepowaniu....Moze ktos przez was naprawde cierpi...
Wiec zamiast tu krzyczec to moze najpierw zastanowcie sie minute czy to Wasze zycie normalne w bloku naprawde jest takie krysztalowe?? i ciche. Z reka na sercu przyznajcie czy zadne z WAs nie ma takich grzechow na sumieniu... Moze warto zmienic cos u siebie w domu....i w swoim postepowaniu....Moze ktos przez was naprawde cierpi...
To może ja
. Z ręką na sercu przyznaję, że... nie mam (!) takich grzechów na sumieniu. Szanuję innych ludzi i ich spokój oraz potrzebę odpoczynku, z sąsiadami obchodzę się jak z jajkiem, a mimo wszystko wciąż im źle. Dodam jeszcze, że kiedy w końcu poszłam z moją sąsiadką spokojnie porozmawiać, to sprawiała wrażenie zakłopotanej i przyznała, że poza sporadycznymi przypadkami, kiedy coś niechcący (co znaczy, że doskonale zdaje sobie sprawę, że nikt niczego na złość im nie robi) spadnie na podłogę, nie ma do nas o nic pretensji. I zrozum tu taką...
Olinka moze to jej maz jest choleryk-histeryk?
Czasem faceci tak maja. Zalacza sie terytorializm blokowy (caly ten blok jest moj i tylko moj
)
Moi sasiedzi sa w miare normalni...Same starsze panie ale tu spoleczenstwo jest inne i seniorzy maja mnostwo rzeczy do roboty a nie tak jak u nas. Chetnie popilnuja domu jak wyjedziemy na wakacje, jak tos sie dobija podczas naszej nieobecnosci to zainteresuja sie, jak dostarczana jest mi przesylka a mnie nie ma to odbiora. Interesuja sie ale nie nachalnie...Dalsi sasiedzi pracuja i mowimy sobie tylko dzien dobry i do widzenia. Wiekszych problemow nie mam. Poki co...
Olinka moze to jej maz jest choleryk-histeryk?
Czasem faceci tak maja. Zalacza sie terytorializm blokowy (caly ten blok jest moj i tylko moj
)
Sadie, co prawda on wszystko zrzuca na nią (że to jej coś tam przeszkadza, że to ona cierpi na bezsenność, że ona potrzebuje spokoju), ale w gruncie rzeczy odnoszę wrażenie, że szuka tylko pretekstu, żeby pod przykrywką troski o żonę móc się do czegoś przyczepić. Facet do nikogo się nie odzywa, nawet kiedy pierwsza powiesz mu dzień dobry, to nie odpowie (oczywiście przestałam), minę ma taką, że bez kija nie podchodź, Ty do niego grzecznie, a ten z jadaczką, więc ewidentnie ma coś z tego choleryka- histeryka
.
Po jednej akcji (tej nocnej, ze zbitą szklanką) to właśnie ona obiecała, że mąż już więcej nie będzie nas nachodził
, a ten stał obok i oczywiście nawet się nie odezwał, nie wspominając o jakichkolwiek przeprosinach.
A jeśli nie masz problemów z sąsiadami, to życzę Ci, aby tak pozostało. Widzisz, ja też nigdy nie miałam, nie miałam więc również pojęcia jak bardzo potrafi być to uciążliwe.
Przecież u mnie na dobrą sprawę nawet TV oglądamy rzadko, nie urządzamy w domu głośnych imprez, bo od tego są lokale, nie chodzimy w butach, nie krzyczymy na siebie, nie trzaskamy drzwiami (ani niczym innym), syn swój pokój ma nad klatką schodową (taki układ mieszkania), więc stamtąd nie dobiegają do nich żadne hałasy. W głowie się nie mieści, że można być tak złośliwym!
18 2012-03-21 13:50:01 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2012-03-21 13:51:18)
Misiu,przedstawiłaś problemy jakie masz z sąsiadami.Bardzo dobrze ale dlaczego sadzisz,że osoby tu piszące zachowują się tak jak Twoi sąsiedzi?
Ja od niedawana mam nad sobą sąsiadów,którzy zaadaptowali strych.Były odgłosy remontu,wiercenie,stukanie.A jak robili to po 22 to szłam na górę i grzecznie przypominałam,że jest cisza nocna.Sąsiedzi przepraszali i uciszali się.Jak znowu remontowali po 22 to po raz kolejny przychodziłam.
Co do chodzenia w butach na obcasie- u mnie jest zwyczaj nie zdejmowania butów przez gości(no chyba,że jest im gorąco) więc pewnie nie raz i nie dwa jakieś stuki obcasów moi sąsiedzi słyszeli.Ale nie będę na litość boską zwracać uwagę gościom,żeby zdejmowali buty! No sorry.Może i tak jest też u Twoich sąsiadów?
U mnie na jedną podłogę położona była folia wyciszająca a następnie druga podłoga więc hcyba jakoś strasznie głośno nie jest.W kuchni są krzesła,które od nowości miały filcowe podkładki.Nie mam niestety dywanów,które dodatkowo mogłyby wyciszyć podłogę ale zastanawiam się nad kupnem.Chociaż nie cierpię dywanów,dla dobra sąsiadów mogę to zrobić.
" Ja spie na tabletkach bo przez caly dzien tego Waszym zdaniem "normalnego" zycia mam nerwice i depresje."
Nikt z nas nie napisał,że to co się dzieję u Ciebie jest normą więc nie interpretuj fałszywie tego co zostało tu napisane.Jeśli Ty pozwalasz na to,żeby po 22 sąsiedzi zakłócali ciszę nocną remontem to sama jesteś sobie winna.Nie licz na to,że każdy jest na tyle empatyczny,żeBY zrozumieĆ co czujesz.Najlepiej pójść i powiedzieć.
Aha- i nikt tu nie krzyczy,każdy raczej opowiada co mu się przydarza.Ale rozumiem,że jesteś tak znerwicowana przez swoich sąsiadów,że nie dostrzegasz takich subtelnych różnic.
To Ty krzyczysz:
"Ja mam takich milych sasiadow od niedawna ! remont oczywiscie po 22 jak ludzie spia wtedy najlepiej komus nad glowa z mlotkiem szalec!!!a co!!! w kuchni plytki i metalowym stolkiem po kuchni tam i z powrotem 20 razy dziennie huk jak diabli!!! ale co to kogo obchodzi wolnoc Tomku w swoim domku!! "
Przyznam,że nawet się wydzierasz...
Życie w bloku nie jest łatwe. Mieszkałam kilka lat w bloku, jednak z sąsiadami można się ZAZWYCZAJ dogadać, ale trzeba iść i powiedzieć jak napisała gojka. Najlepiej pójść i powiedzieć. -naprawdę słowo klucz do relacji z sąsiadem/ mężem/ współpracownikiem itd.
Z 2ej strony, jest to wkurzające, gdy sąsiad przychodził i prosił o ściszenie muzyki- ale urzekało mnie za każdym razem to, że nigdy z wyrzutami, ale z prośbą, BEZ BOJOWEGO nastawienia. wtedy ściszam bez problemu.
Jeszcze jedno....gdy po raz kolejny się gdzieś wprowadzałam, zastosowywałam amerykański zwyczaj ale na odwrót
Jak oglądacie zapewne amer.filmy, gdy wprowadza się nowy sąsiad, zwykle sąsiedztwo przychodzi z plackiem go powitać, często też zapraszają nowego na kolację . Bardzo mi sie to podoba ale....z polskim nastawieniem jest problem w tym względzie
Jednak przemogłam sie , upiekłam ciasto i poszłam do sąsiadów zarówno obok ( w bloku) jak i na górze (by dowiedzieć się kto będzie przybiegał "bo muzyka za głośno"
) ...poznałam mnóstwo świetnych osób, przede wszystkim: poznałam ich zwyczaje to, jak żyją, np. obok mnie mieszkał student ; jemu było wszystko jedno jak głośno słucham muzy, często zresztą wpadał po coś, bo z kolei zauważył, ze mam więcej kuchennych akcesorii niż on. Nade mną mieszkał pan, który miał schorowaną matkę- i z szacunku do nich a takze dla ich spokoju, przestrzegałam ciszy nocnej a nawet w ciągu dnia starałam się nie uprzykrzać im życia. Naprawdę polecam , bo to fajny sposób!!
Teraz mieszkam w domu prywatnym, obok buduje się mnóstwo ludzi...może ZBYT mnóstwo- i każdy widzę chce pozostać anonimowy, a ewentualnie donieść na sąsiada....i chyba nie wybieram się do nich, bo po prostu czasu by mi nie starczyło by czekać na nich wszystkich aż pokończą swoją pracę, wrócą do domu i jeszcze będą mnie chcieli widzieć na progu....a szkoda....
ostatnio...tak się rozczuliłam gdy przyszła sąsiadka pożyczyc wałek do ciasta. serio. nawet nie wiedziałąm, że to nasza sąsiadka, bo mijamy sie stale, nie widuję jej, ich dom jest za wysokimi tujami. i...tak po swojsku jak za starych dobrych czasów przyszła po wałek ![]()
Olinka dziekuje za zyczenie ![]()
Catwoman zrobilam podobnie
Z tym ze nie chodzilam z ciastem bo wiekszosc sasiadow jest w podeszlym wieku i nie bylam pewna czy wzgledy zdrowotne pozwola im cieszyc sie slodkosciami. Upieklam za to pyszny piernik na pierwsze Boze Narodzenie i kazdemu po kawalku zanioslam ![]()
U nas bardzo popularne sa kartki okolicznosciowe. Mozna znalezc cos na kazda okazja m.in "nowi lokatorzy" czy "dom nr 22 ma nowego wlasciciela" Obeszlam wszystkich z ktorymi moja dzialka bezposrednio graniczy. Jak byli w domu to przedstawialam sie, mowilam kto zacz i ze bedziemy sasiadami. Jak nie bylo nikogo w domu to wrzucalam kartke do ich skrzynki i szlam dalej.
Tez podoba mi sie tradycja z zapraszaniem sasiadow na placek czy kolacje. Chetnie bym sprobowala. Ale na chwile obecna nie szykuje nam sie zadna przeprowadzka wiec nie bedzie to konieczne.
gojka nie kupuj dywanow. Sa okropne i tylko stanowia zbiornik kurzu ![]()
21 2012-03-21 15:41:39 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-03-21 15:42:57)
To i ja dopisze kilka słów o moich doświadczeniach z sąsiadami.
Dom rodzinny, małe osiedle domków jednorodzinnych, 30 tys. miasto. Każdy każdego zna, każdy każdemu mówi "dzień dobry" ze szczerym uśmiechem i zawsze kilka słów zamieni się z sąsiadem. Zdarza się, że jak idziesz ktoś Cię podrzuci, bo jedzie w tą samą stronę. Zdarza się, że sąsiad nie ma auta, to drugi zawiezie go do lekarza czy do szpitala. Jak ktoś ma imieniny to sąsiad zadzwoni z życzeniami. Normalne międzyludzie stosunki, bez wścibstwa i wtracania nosa w nieswoje sprawy.
Jest też jedna "czarna owca", sąsiad, który wszystkiego innym zazdrości, cieszy się z czyjegoś nieszczęścia, stłuczki, kradzieży auta itp. Więc, każdy jest z nimi na dystans.
Blok 10-cio piętrowy, wielka aglomeracja. Nikt nikogo nie znał, nikt nikogo nie zagadywał, każdy interesował się sobą, jedynie w czasie mijania się na klatce padało czasami "dzień dobry", ale tak zazwyczaj jest w duzych miastach.
Dom rodzinny męża ok 3 tys, mało uprzemysłowione i mało rozwinięte miasteczko. Sąsiedzi nie mówią sobie "dzień dobry". Kazdy na każdego patrzy "wilkiem". Najbliższa sąsiadka strarsza pani emerytka, z okna na strychu przynajmniej raz dziennie kontroluje co się dzieje na naszym podwórku, jak ktoś autem to również musi sprawdzić ze strychu, kto przyjechał. Jak kosi się trawnik albo coś robi na podwórku, to musi to samo robić, żeby przypadkiem nie było u niej gorzej. Jak chwasty tępi, to korzenie przerzuca przez ogrodzenie, aby nam chwasty zasiać. Przerzuca też potłuczone butelki, to najbardziej mnie wkurza, bo takie szkło, które dostanie się w kosiarkę stanowi zagrożenie.
a wiecie że jest coś takiego jak Dzień Sąsiada?;) obchodzi sie go od 1999 r., zapoczątkowany we Francji. Z tej okazji są pikniki okoliczne
fajna sprawa!! i obchodzi się w ostatni wtorek maja, ale z tego co przeczytałam, zwykle około 28 maja.
23 2012-03-21 16:17:40 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-03-21 18:24:46)
przeciez to nie jest 20 czy 30 min dziennie tylko caly dzien i dzien w dzien...
chesz napisac ze bez ustanku 24 na dobe slyszysz stukot butow sasiadki ? mocna sztuka jak wogle nie siada ....
Ja mam takich milych sasiadow od niedawna ! remont oczywiscie po 22 jak ludzie spia wtedy najlepiej komus nad glowa z mlotkiem szalec!!
to jest zabronione
i jesli juz z nimi na ten temat rozmawialas grzecznie i powedzialas co myslisz i oni w daszym ciagu, przez rok na okraglo, bez ustanku wala ci po 22 drugiej to mozna i to zalatwic ... mniej grzecznie ....
Misia74 niestety mieszkajac w blokach trzeba liczyc sie ze ludzie beda chodzic po mieszkaniu , remnontowac i spuszczac wode, ze winda bedzie trzaskac i ze dzieci placza baaaa czasem dra sie okrutnie ....
a nawet ze i imprezy beda i muzyka moze grac glosno i byc moze troche dluzej niz do 22 ... blok zyje zyciem wielu osob i po prostu nie da sie zyc tak zeby sasiad nic nie szlyszal, chce czlowiek miec cicho wyprowadza sie do wlasngo jednorodzinnego domu, a jak nie ma takiej mozliwosci, to musi nauczyc sie zyc z odglosami ...
Ja spie na tabletkach bo przez caly dzien tego Waszym zdaniem "normalnego" zycia mam nerwice i depresje.
Nie, ty masz z pewnoscia nerwice/ depresje i dlatego zwracasz na to taka uwage a nie odwrotnie ...
Ja mysle ze wiekszosc ludzi ktorzy wkurzaja sie na odglosy swoich sasiadow, maja jakies choroby typu psychicznego ( nerwice, depresje) czesto tez tacy ludzie nie prosza o cisze sasiada tylko uwazaja ze maja prawo zadac od niego ciszy ....
I prosze nie pisz mi ze cie oceniam, czy cos i ze nic nie wiem na temat twoich sasiadow ... ja tylko na podstwie twojej wypowiedzi napisalam co sadze o ludziech wkurzajacych sie na odglosy z mieszkan swoich sasiadow...
Kazdy czlowiek zyjacy swoim zyciem, nie ma czasu i natchnienia na wkurzanie sie na obcasy w domowych butach sasiadki - nawet jak je slyszy.
Nie wykluczam wkurzajacych sasiadow, idiotow halasujacych "specjalnie " na to zeby wkurzyc sasiada ale wiekszosc to normalni ludzie z normalnym zyciem ale jak sie im trafi sasiad nadzwyczaj wrazliwy to moze on byc bardziej uciazliwy dla swoich sasiadow niz ich halasy dla niego ....
Ja mam tylko jednego sasiada ( malzenstw na wczesniejszej emeryturze )
slysze jak np po 22 "przesuwa meble" ( nie wiem czy to robi ale taki odglos jest) albo chodzi albo puka jakby cos wbijal ( nocne marki sa ci moi sasiedzi
) i slysze to tylko w mojej sypialni bo ta sciane dziele z sasiadem no i slysze to przed snem kiedy moj dom cichnie ... i nawet do glowy by mi nie przyszlo zeby sie wsciekac na sasiadow
24 2012-03-21 16:18:52 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-03-21 16:22:54)
bardzo fajny pomysł - takie wspólne pikniki.
Taki fajny klimat, możliwy jest tylko jeśli mieszkają osoby zbliżone do siebie wiekowo.
Mam znajomych, którzy mieszkają na osiedlu - blokowisko, gdzie są same młode małżeństwa z dziećmi. Ludzie organizują wspólne grille, pikniki, sylwestry na swieżym powietrzu, dni dziecka itd.
Dodatkowo jako duża społeczność, która ma podobne potrzeby, mają wpływ na rozwój infrastruktury, powstało kilka przedszkoli, placów zabaw.
Ooo na temat stosunków sąsiedzkich to mogę książkę napisać-niestety.w ub roku wprowadził się pode mnie koleś-student ,który z pozoru grzeczny student itp a jak urządza imprezy (nawet w tygodniu,nie tylko weekendy) to z niego i jego znajomych wychodzą diabły wcielone! poza BARDZO głośną muzyką,walą w rury,trzaskają drzwiami ,krzyczą ,i robią to ewidentnie aby zdenerwować nas sąsiadów.i za każdym razem kiedy przychodzą do niego krzyczą pod oknami to samo hasło czyli "a k***a witamy sąsiadów" czyli chcą pokazać ze niby oni tam rządzą,ja już mam przez to nerwice,nie chce mi się wracać do domu,co dzień boję się ze sytuacja się powtórzy,już nie mam do tego siły:(( nie wiem skąd w ludziach tyle złośliwości w stosunku do innych zwłaszcza sąsiadów z którymi jednak powinno się żyć w zgodzie....
Sadie, Gojka, przed przeprowadzką miałam głowę pełną pomysłów, m.in. przedstawienie się nowym sąsiadom ze słodkim załącznikiem w ręku, zaproszenie ich do siebie na zapoznawczą kawę i ciasto. Ot, taki miły, grzecznościowy gest. Niemniej jeszcze przed zamieszkaniem mój zapał i dobra wola skutecznie zostały ostudzone. Już w trakcie trwania remontów niektórzy sąsiedzi jak tylko mogli, tak skutecznie utrudniali nam życie.
Nie macie pojęcia jak wiele problemów zrobiło się z powodu naszej prośby o zgodę na 10 minutowe zakręcenie głównego zaworu wody, aby po przeróbkach podłączyć się do sieci, ile złośliwości padło pod adresem naszej ekipy budowlanej, pod naszym adresem, a przecież staraliśmy się jak mogliśmy, aby zminimalizować remontowe uciążliwości.
To wtedy doszłam do wniosku, że wkupywanie się w łaski nieżyczliwych sąsiadów byłoby po prostu głupie, bo wyglądałoby jak chęć przekupstwa. Poza tym ciężko przyjść do kogoś z miłym uśmiechem i gestem kiedy ten ktoś traktuje Cię jak intruza tylko dlatego, że jesteś tu nowy i... młody. To dlatego ostatecznie sobie odpuściłam. Nie wiem, być może popełniłam błąd, ale mleko się rozlało, więc nie ma co nad nim ubolewać.
Ja mam tylko jednego sasiada
slysze jak np po 22 "przesuwa meble" ( nie wiem czy to robi ale taki odglos jest) albo chodzi albo puka jakby cos wbijal ( nocne marki sa ci moi sasiedzi
) i slysze to tylko w mojej sypialni bo ta sciane dziele z sasiadem no i slysze to przed snem kiedy moj dom cichnie ... i nawet do glowy by mi nie przyszlo zeby sie wsciekac na sasiadow
Dokładnie! Pani nade mną grubo po północy jeśli ma taką potrzebę, to przesunie sobie jakiś mebelek, nieraz chodzi po kaflach w butach na obcasie (w ciągu dnia jest to normą), włącza głośno chodzącą pralkę i do głowy mi nie przyszło, żeby jej zwrócić uwagę, bo z tym da się żyć i nie uważam, żeby było powodem do awantury. Rzecz w tym, że ja to po prostu rozumiem i o ile nie zakłóca to mojego funkcjonowania, to nie mam zamiaru stwarzać sztucznych konfliktów, a zapewniam, że z asertywnością nie mam problemów.
Catwoman, bardzo fajny zwyczaj, bardzo
, a na pewno pozwala sąsiadom zarówno lepiej się poznać, jak i zacieśnić kontakty.
27 2012-03-22 17:21:20 Ostatnio edytowany przez Misia74 (2012-03-22 17:22:40)
Jeszcze raz ja:)
wyjasniam kilka spraw: podczas remontow po 22 bylam raz prosic milo o spokoj-uciszyli sie , 2 raz tez poprosilam ale Pani mnie zbesztala ze ma prawo robic co chce po czym po powrocie do mieszkania uslyszalam jak specjalnie zaczela szurac stolkami po kuchni rzucajac potoki slow typu k***a ja p****le i cala game innych. Nadmieniam ze Pani byla w 8m ciazy.
Chociaz to wlasciwie nie ma znaczenia..bardzo zaluje ze nie siegnelam po telefon i radykalne metody.
Owszem twarda sztuka z niej bo takie potoki slow leca srednio 3-4 razy na tydzien. Siadac owszem i siada ale siedzac elegancko kolysze sie na krzeselku czy fotelu stukajac regularnie nozkami o panele.
Prosilam tez grzecznie o podklejenie krzeselek w kuchni- skutek ? hm ...zobaczymy
Moze i mam nerwice nie zaprzeczam. Ale jeszcze rok temu mieszkali tam mlodzi ludzie z dzieckiem tez normalnie mieszkali i dziecko sie bawilo plakalo ale takich ciaglych stukow, pukow nie bylo. Bylo milo i cicho a dodam ze podloga zostala ta sama te same stolki i szafki w kuchni.
Ale niestety ... zachowanie ludzi i kultura juz inna:(
A jak sądzicie: warto wobec sąsiadów stosować "Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie" ? czyli: jak sąsiad na mnie doniósł na straż miejską to....ON DOPIERO ZOBACZY!!............
29 2012-03-24 14:44:20 Ostatnio edytowany przez huanita (2012-03-24 14:47:11)
Słuchajcie ja się zastanawiam skąd właściwie w ludziach tyle chamstwa i złośliwości względem innych czyt.sąsiadów,pamiętam że za czasów gdy byłam mała to wszystko wyglądało zupełnie inaczej,jakoś ludzie byli inni,pomagali sobie w potrzebie po sąsiedzku,przyjaźnili,jakoś mogli na sobie polegać...teraz natomiast z kim by nie rozmawiała to dużo osób ma problemy z sąsiedztwem -a to głośno imprezują,pijaństwo,burdy,chamstwo ...skąd to się bierze??? Czy tak ciężko w dzisiejszych powalonych czasach znaleźć w sobie odrobinę życzliwości do innych?,zwłaszcza do tych z którymi powinnyśmy chciał czy nie -żyć w zgodzie.Swoją wypowiedź z przymróżeniem oka poprę tym;)
A jak sądzicie: warto wobec sąsiadów stosować "Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie" ? czyli: jak sąsiad na mnie doniósł na straż miejską to....ON DOPIERO ZOBACZY!!............
Nie, ja myślę, że w ten sposób spirala złośliwości wyłącznie się nakręca, dlatego ja zwykle staram się rozbrajać uciążliwych sąsiadów uprzejmością, co nieraz już wprawiło ich w prawdziwe osłupienie i konsternację. Jeśli to nie pomaga, to po prostu stosunki z czasem robią się nie tylko zimne, ale wręcz lodowate, jednak - choć nie daję sobie w kaszę dmuchać - nie mam w zwyczaju odpłacać pięknym za nadobne, bo to zwyczajnie nie leży w mojej naturze.
Huanita, rzeczywiście kiedyś ludzie zbliżali się do siebie, integrowali, spotykali na zwyczajowych kawkach czy ,,kielichu", wspólnie obchodzili imieniny, a sąsiad wpadał z symbolicznym kwiatkiem z okazji Dnia Kobiet. Dziś już tego nie ma, sąsiedzi izolują się od siebie, często nie znając nawet nazwisk współmieszkańców, nie rozmawiają ze sobą, nie spotykają w domach, a czasem mijając na klatce schodowej nawet nie mówią sobie grzecznościowego dzień dobry. I trochę jest to smutne...
Ja również nie stosuję metody "oko za oko" -kilka razy spróbowalam zupełnie inaczej i przyniosło to o niebo lepsze skutki! Od jakiegoś czasu dbam o to, by czuć się dobrze sama ze swoimi decyzjami , więc też tak staram się wobec innych ludzi postępować by czuć że mam czyste sumienie.
Jeśli zaś chodzi o te stosunki sąsiedzkie kiedyś i teraz...... tak. Każdy starszej daty (typu rodzice) to wspominają, te "stare dobre czasy" i faktycznie tak było: ludzie odwiedzali się w domach nawet w środku tygodnia, dorośli palili przy dzieciach (i żyjemy
) dzieci bawiły się razem, nawet do późnych godzin (pamiętam że jak dzieci były już senne to układali nas gdzie popadnie, ja nawet miałam okazję spać w wannie na kocu
) muzyka szła z magnetofonu ,na stole śledzik, wódka, kawa w szklankach i sałatka jarzynowa albo i nie.
Sąsiedzi..... tak, pomagali sobie . Gdy byliśmy na podwórku to też spoglądali na dzieci z sąsiedztwa nie tylko na swoje. Ale czy to się zmieniło tak całkowicie? Może u was nadal tak jest?
A jak sądzicie: warto wobec sąsiadów stosować "Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie" ? czyli: jak sąsiad na mnie doniósł na straż miejską to....ON DOPIERO ZOBACZY!!............
No ja raczej nie jestem z tych.Szkoda na to mojego czasu.U mnie była sytuacja,że policja ze strażą miejską bywali u mnie ok.raz w miesiącu.Sąsiadka z dołu dzwoniła bo słyszała moją córkę jak bawi się z kuzynkami albo po prostu biegnie z jednego pokoju do drugiego- boso!.
Sytuacje miały miejsce ok 20- 20.30.
Policjant poradził,żebym ja też dzwoniła jak sąsiadka o godzinie 5.30 rano tłucze się po domu,biegają jej dzieci i krzyczą.
Dla mnie to nie ma sensu.
Piszemy, że brakuje nam takich relacji, ale czy sąsiedzi [CI WŁASNIE CI] nie postrzegają nas tak samo? Sądzę, że na razie tak będzie, póki ludzie mają mase spraw na głowie, pracują do późna i ledwo mają czas dla swojej rodziny a co dopiero pomagac sąsiadowi czy gościć go. Jednak uważam, że te czasy moga jeszcze wrócić, kiedy ludzie powiedzą "dość!" kiedy życie w biegu nas zmęczy już totalnie..
Mieszkam na peryferiach miasta . Mam sąsiada nie przez drzwi ale kawałek dalej mieszkają są strasznie ciekawscy a czasami śmieszni zwłaszcza starszy pan ktory mnie wkurza powoli swoim zachowaniem pisałam na forum o jego zachowaniu ( wypala trawę i nikt z tym nic nie robi... ) Jego wnuki czasami powiedzą dzień dobry a czasami przechodzą obojetnie to jeszcze dzieci ale wydaje mi się , że powinni mieć troszkę kulturyw sobie .
Osobiście, nie przepadam za moimi sąsiadami. Są to ludzie ograniczeni, obłudni, znudzeni swoim monotonnym życiem, siedzący w oknach niemalże cały dzień, czyhając na jakąś sensację, żeby mieć nowe tematy do plotek.
Witam .... jestem tu nowa mieszkam od niedawna w tej miejscowości jestem na emeryturze. maż zmarł trudno przyjaciół dziś każdy sobie jest panem, takie czasy . poszukuje zapraszam na pogawędki do ogrodu i do domu maria123 Jaworzno papa ////
W swoim krótkim życiu mieszkałam w dwóch blokach (w drugim mieszkam obecnie), oba czteropiętrowe ok. 20 rodzin.
Pierwszy, gdy mieszkałam z rodzicami.
Z prawie wszystkimi (a już na pewno z tymi na moim piętrze i wyżej) stosunki niemal rodzinne. Raz lepiej, raz gorzej. Drzwi można było zostawić otwarte, bo sąsiadki przypilnowały, dały jeść dziecku, gdy była taka potrzeba, albo gdy było się w potrzebie to pomagały. Dzieci bawiły się razem, pretensji o to, że za głośno nigdy nie było (nawet gdy dzieci bawiły się pod oknami, czy na klatce). Do dzisiaj lubię pogawędzić ze starymi sąsiadami, nowych nie znam.
W obecnym miejscu doceniam grube ściany. Imprezy u sąsiadów (i te u mnie) są słyszalne tylko na klatce, ściany wygłuszają. Nikt nie skarży się na hałasy. Czasami tylko słyszę jak coś huknie gdzieś u góry, jak ktoś spuści wodę, gdy jestem w łazience. Ogólnie sąsiedzi pokojowi o ile nie narusza się ich zasad czyli nie wyprowadza się psa na trawnik, o który dbają i gdy myje się klatkę. Ot, więcej wymagań nie mają. Jednak brakuje mi tego co w poprzednim bloku, tej rodzinnej atmosfery, tej wspólnoty. Nie dam nikomu kluczy do mieszkania bo nie znam tych ludzi (u rodziców, jedna sąsiadka ma na stałe jeden komplet kluczy, w razie WU - nie raz ja z nich skorzystałam w dzieciństwie, gdy swoich zapomniałam). Jedynie osoby starsze, które mieszkają od dziesiątek lat w tym bloku, chcą poznać ludzi i zaczepiają gdy się ich spotka na klatce. Młodzi (zresztą ja też) no stop zabiegani, nie mają czasu i każdy jest nieufny wobec innych.
Moja przyjaciółka gdy wprowadzała się do nowych bloków to zbudowała taką relację z niektórymi rodzinami. Ale to chyba zależy właśnie od tego, że wszyscy startowali od początku w nowym miejscu, a przeprowadzając się gdzieś, wchodzimy "w gości" do innych będących tu dłużej i ciężko przebić się do ich wspólnoty. Np. moje obie sąsiadki są dobrymi kumami i czasami słyszę, że za drzwiami prowadzą burzliwe dyskusje na temat innych sąsiadów.
Mieszkam w bloku i sąsiadów mam okropnych. Sąsiedzi z góry ciągle meble przesuwają, dzieci czymś ciężkim rzucają po podłodze, czasem przez całe dnie bez przerwy jest harmider tam. A inny sąsiad (nie wiem dokładnie w którym miejscu mieszka) gra na perkusji. Niestety to dudnienie najbardziej słychać w pokoju synka, który często w porze "grania" ma drzemkę.
Wydaje mi się, że warto odświeżyć temat, ponieważ 26 maja mamy Europejski Dzień Sąsiada! Olinko, jak tam Twoje relacje z sąsiadami? Czy coś się poprawiło po tych kilku latach?
Moich sąsiadów znam dzięki moim psom. Mam dom z dużym ogrodem, więc sąsiedzi mieszkają na tyle daleko, że nie wpadamy na siebie i pewnie nie miałabym z nimi żadnej styczności. Na początku chciałam pójść do sąsiadów, przedstawić się i zaprosić ich na kawę, ale znajomi zaczęli mi dokuczać, że takich ludzi uznaje się za dziwnych.
No nie wiem, ja bym się cieszyła, gdyby jakiś sąsiad przyszedł do mnie, by się przedstawić. Oczywiście o ile nie byłoby to wścibskie i nachalne wpraszanie się. W końcu nie poszłam, nie wiem czy słusznie. Pewnie do tej pory nie znałabym sąsiadów, gdyby nie fakt, że ich dzieci zauważyły moje psy i przyszły do nas z pytaniem czy mogą się pobawić. Od tej pory wpadają z pewną regularnością, a sąsiedzi chociaż są zabiegani i zapracowani, to też co jakiś czas przychodzą na kawę, obiad albo grilla. Kiedy organizuję jakieś bardzo duże i głośne imprezy (ok. raz na pół roku), to zawsze pytam sąsiadów o zgodę i zapraszam ich. Dzięki temu żyjemy w dobrych stosunkach i nie miałam z nimi żadnych problemów. Czuję się też spokojniejsza, gdy gdzieś wyjeżdżamy, a oni mają oko na dom. Raz musieliśmy wyjechać pilnie na 2 dni i nie mogliśmy zabrać psów, więc sąsiedzi z ogromnym entuzjazmem się nimi zajęli.
Nie znoszę mieszkania w blokach ze względu na hałasy sąsiadów. Mnie niestety denerwuje, gdy sąsiad z góry rozkłada łóżko, gdy idzie do kuchni po szklankę wody, gdy dzieciaki biegają po mieszkaniu itp. Niczego na to nie poradzę, bo mój sen jest do tego stopnia lekki, że wszystko mnie budzi. A jeśli ktoś codziennie się nie wysypia, to nic dziwnego, że chodzi zły. Jednak zawsze miałam świadomość, że to tylko mój problem. Nigdy nie zwracałam sąsiadom uwagi, byłam miła, nie awanturowałam się. Zawsze piekłam jakieś ciasto i chodziłam się przedstawić, więc znałam moich sąsiadów. Tylko raz mieszkała nade mną patologia, gdzie małżeństwo ciągle do siebie bluzgało (wszystko słyszałam), ale wyprowadziłam się bardzo szybko. Ogólnie nie lubię bloków i zamierzam do nich wrócić dopiero na starość.
Ale wtedy kupię sobie jakieś nowe mieszkanie, gdzie nie oszczędzano na wygłuszaniu.
Zostałam wywołana
, więc opiszę jak to wygląda teraz, po czterech latach zamieszkiwania pod obecnym adresem.
Agencji już nie ma, bo sąsiedzi złożyli skargę i ówczesna właścicielka lokalu wypowiedziała najemcy umowę. W międzyczasie wielu lokatorów się zmieniło i choć trudno to nazwać zażyłymi kontaktami, to przyznajmniej są poprawne. Sąsiadów z przeciwka mam bardzo fajnych - pomagamy sobie wzajemnie, urządzamy pogaduszki, zostawiamy klucze pod nieobecność, niemniej na tym jest właściwie koniec. Sąsiedzi z dołu więcej nie odważyli się nas nachodzić i zatruwać życie, tym bardziej, że przecież było to z ich strony bezpodstawne. Mało tego, od czasu do czasu są w stanie przemówić po ludzku
. Nowi lokatorzy są, a jakby ich nie było, nikt się nie przedstawił, nikt też nie stara się o nawiązanie jakichś bliższych kontaktów, dlatego zupełnie nic o nich nie wiem. Niemniej wolę tak niż w drugą stronę, czyli gdyby przejawiali tendencje do nadmiernego wścibstwa albo złośliwości.
Natomiast od kilku tygodni rozważam możliwość przeprowadzki i po raz pierwszy w życiu, nauczona właśnie tym doświadczeniem, poważnie biorę pod uwagę aspekt potencjalnych sąsiadów. Nigdy dotąd z międzyludzkimi, sąsiedzkimi kontaktami nie miałam najmniejszych problemów, dlatego też nawet nie pomyślałam, że możemy źle trafić, a tym samym zepsuć sobie radość z nowego mieszkania. Teraz już wiem, że jest to naprawdę ważna kwestia.
A jak wyglądały u Was (pytanie do ogółu) te pierwsze kontakty z sąsiadami po przeprowadzce w nowe miejsce? Uprzejmie odwiedzaliście sąsiadów i przedstawialiście się? A może to oni pierwsi przyszli Was przywitać? Czy "poznanie" sąsiadów ograniczyło się do jakiegoś przypadkowego kontaktu gdzieś na schodach lub przed klatką? I wreszcie, co sami sądzicie o sąsiedzie, który przyszedłby do Was, by się przedstawić? Czy w Polsce to faktycznie jest czymś dziwnym? A może takie zawracanie głowy jest po prostu niepożądane? ![]()
W tym wypadku dylemat dom czy mieszkanie w bloku (watek zalozylam w tym dziale) wydaje sie byc rozwiazany ![]()
A tak serio- mieszkam w domu jednorodzinnym, pietrowym. Na pietrze mam ''sasiadow''- jest to brat meza z rodzina. Nigdy nie mielismy zadnych konfliktow, aczkolwiek zdarza sie, ze wkurzaja mnie niektore odglosy. Nawet z wczoraj, gdy slychac bylo na gorze impreze. Pietro z parterem jest polaczone schodami wewnatrz (ale dom ma osobne wejscia), a nasza sypialnia znajduje sie zaraz kolo schodow, wiec wszystko slychac. Na szczesci e moje 2-letnie dziecko sie nie obudzilo. Nie chodze z takimi pierdolami sie klocic, ani maz. ''Gora'' rowniez nie przychodzi z pretensjami do nas i jakos to funkcjonuje... Ale kiedys mamy zamiar zamurowac te schody
Nigdy nie mialam problemow z sasiadami. Raz tylko, gdy mieszkalam w Lublinie na stancji mialam ''mala przygode''. Wynajmowalam mieszkanie z kolezanka. W bloku mieszkalo sporo osob okolo 50-tki i wiecej. Niby wszystko bylo ok, niby w porzadku. Gdy wlascicielka wrocila z zagranicy byla zdziwiona, ze posprzatalysmy po sobie (gdy juz sie wyprowadzalysmy), ze wszystko lsni, itd. No nachwalic sie nie mogla. Jakis czas pozniej musialam jej jeszcze uregulowac pewien rachunek, za prad. Poszlam wiec do wlascicielki. A ona do mnie, ze sie zawiodla, bo dowiedziala sie, ze przyjmowalysmy z kolezanka jakichs Ukraincow... Ze robilysmy imprezy, itd...Zamurowalo mnie, bo przez caly okres stancji nie zrobilysmy nawet jednej imprezy... Przyjechala do nas tylko kolezanka z chlopakiem na herbate. Pare razy tez nocowal a to moj maz (wtedy chlopak), a to chlopak kolezanki. I tyle. Zadnych losnych imprez ani dzikich orgii nie urzadzalysmy. Nie przyjmowalysmy rowniez zadnych Ukraincow. Do tej pory zachodze w glowe, skad sasiedzi wytrzasneli tychze... I jedyne, co przychodzi mi na mysl, to to, ze kiedys moj ojciec przyjechal do mnie w odwiedziny. Mieszka w UK, wiec samochod na obcych rejestracjach zobaczyli i to im wystarczylo... Opowiedzialam wszystko ojcu. Ten dlugo sie nie namyslal- zadzwonil do wlascicielki (zna ja) i porzadnie opierdzielil
. Kolezance do tej pory nic nie mowilam
No coz, sasiedzi niekiedy wiedza o Tobie wiecej niz Ty sama, hehe. No ale takich rewelacji bym sie nie spodziewala. Zostalam panna do towarzystwa, delikatnie rzecz ujmujac. Najsmieszniejsze jest to, ze wlascicielka miala do mnie pretensje tak naprawde nie wiadomo o co. Bo co ja obchodzi, z kim sypiam i czy w ogole? Miala sprzatniete, nic nie zostalo zniszczone, nikt nic nie ukradl, sasiedzi niby tacy oburzeni naszym prowadzeniem sie i rzekomymi imprezami, ale jakos nikt policji nie wzywal, ba!- nawet osobiscie nie przyszedl interweniowac, ze zakloca sie cisze nocna, albo jeszcze co innego. Najlepsze jest to, ze owa wlascicielka wypomniala mi tych Ukraincow, a sama siedzi w Belgii z Turkiem
Ale zebyscie slyszaly mojego ojca, jak on pomstowal ta babe ![]()
43 2015-05-24 21:30:46 Ostatnio edytowany przez Adrian102 (2015-05-24 21:32:29)
Ostatnio robi się coraz gorzej z ludzką mentalnością,coraz więcej ludzi przywala się o byle co i robi kłopoty.
U mnie na szczęście wszyscy żyją w zgodzie,dla mnie to jest nie do pomyślenia żeby robić komuś awantury o byle hałas czy to że czasem dym źle poleci z komina a takie rzeczy często się zdarzają.
Najgorsi są ci co dopiero się sprowadzili z miasta na wieś.