Witam forumowiczów. Jestem tu, bo czuję ciążącą potrzebę wygadania się, wylania swych żalów. Mam 22 lata, jestem studentką studiów dziennych i chyba niedługo przestanę nią być. Nie czuję chęci do życia, radości ukrytej (podobno) w każdym naszym dniu. Nie chodzę na zajęcia, bo udział w nich napawa mnie przerażeniem. Z kolei coraz większe nieobecności sprawiają, że czuję się jeszcze gorzej. I tak w kółko. Całymi dniami leżę zobojętniała na wszystko i gapię się w sufit, marząc o życiu, którego nigdy nie doświadczę. Nie chce mi się nic, kompletnie...Nie potrafię utrzymać stałych relacji z nikim, jestem bardzo samotna. Niedawno uświadomiłam sobie bardzo przykrą rzecz - facetom, z którymi byłam, nie zależało na mnie, a na szybkim zaciągnięciu mnie do łóżka. Eh...To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem głupia i bezwartościowa...Wykładowcy na uczelni nawet nie zadają mi pytań, bo wiedzą, że nie jestem w stanie odpowiedzieć nic w miarę mądrego. Wydobywam z siebie tylko nerwowe pojękiwania, wywołując u osób z grupy głupie uśmieszki. Nie mam nikogo bliskiego, komu mogłabym się wygadać. Oni i tak to bagatelizują, określając moje żale jako "pieprzenie nadwrażliwca"...Zresztą i tak najlepsza przyjaciółka zaczęła dawno żyć własnym życiem, zapominając o mnie...cóż, taka kolej rzeczy...Każdego dnia budzę się z ciężkim uciskiem w sercu, z obawą przed tym, co przyniesie ten cholerny dzień. Fatalnie sypiam. Poza tym boję się ludzi. Jestem osobą wrażliwą, o kruchej konstrukcji i wiele rzeczy mnie niestety może złamać. Oj, ludzie mi mnóstwo krwi napsuli, wykorzystując moją naiwność i dobre serce...Ostatnimi czasy ciągle chodzę struta, co chwila wybuchając płaczem. Upływające godziny mnie dobijają, czuję, że życie ucieka mi przez palce...Nie mogę tak dalej...coraz częściej myślę o samobójstwie, choć zawsze śmiałam się z ludzi, dla których jest to jedyne możliwe rozwiązanie. Teraz, natomiast, wcale nie jest mi do śmiechu...Każdy gdzieś zmierza, zajmuje się czymś, żyje, kocha, uśmiecha się...A moje życie przypomina egzystencję płaczliwej ameby... Nie wiem, co robić...Pomóżcie...
Podobne tematy
Sprawa wygląda poważnie , polecam przeczytanie książki Pani Ewy Foley: "Powiedz życiu tak" , przemyślenie paru spraw, jeśli to nie pomoże zostaje tylko dobry psycholog. Jesteś młoda i masz szansę zmienić swoje podejście. Powodzenia.
Witaj
,
jakiś czas temu przeżywałam stan podobny do Twojego, tyle tylko, że nie przeszło mi przez myśl, aby ze sobą skończyć. Oczywiście w życiu bywa ciężko, często ograniczamy samych siebie, bo lęki, które w nas siedzą nie chcą tak łatwo odpuścić. Ale po to jest życie, aby pokonywać swoje słabości. Dopóki żyjemy wszystko jest możliwe. Wielu wspaniałym osobom przywilej w postaci życia został brutalnie odebrany. Gdy o tym myślę czuję w sobie jakąś powinność, chęć dobrego przeżycia życia za nich i za siebie. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy myśli o tym w tych kategoriach, ale mnie osobiście mobilizuje to do walki ze swoimi słabościami.
Obecnie nie widzisz w niczym sensu, ale uwierz mi, że i to może minąć. Piszesz, że nie masz komu się wygadać - wsparcie jest bardzo ważne, ale brak kogoś obok niczego nie przekreśla. Od pomocy są też ludzie z tego forum, ale gdybyś naprawdę czuła, że to ci nie wystarcza to może rzeczywiście dobrze by było udać się do psychologa. Cokolwiek zrobisz, zapominając oczywiście o samobójstwie, będzie krokiem w lepsze.
Całymi dniami leżę zobojętniała na wszystko i gapię się w sufit, marząc o życiu, którego nigdy nie doświadczę.
A więc masz marzenia, wiesz co by mogło Cię uszczęśliwić. Czy nie warto wstać z łóżka i zacząć o to walczyć?
Witaj.. doświadczam dokładnie tego samo co Ty z tym że mam partnera i jest mi trochę lżej. Cóż mogę doradzić będąc w podobnej sytuacji ? Sądzę że najlepszym wyjściem jest pomoc specjalisty.. ja tak zrobię a co Ty zrobisz to już twoja decyzja. Trzymaj się , bądz dzielna. Jestem z Tobą.
Damy rade mała !!! Napisalas u mnie o terapii... Z kazdym kolejnym dniem bedzie coraz lepeij... a wiesz dlaczego ? dlatego ze sama na to pracujesz a to da Ci tyle satysfakcji ze uwierzysz w to ze bedzie mogla zrobic wszystko poniewaz dalas sobie rade z tym to dasz i z innymi rzeczami... trzymaj sie !
Wyszłam na spacer w deszczu.. Parasol nie był mi potrzebny, liście w okół, brak żywej duszy, ptaki, przemoczone buty, zimno. Papieros. Gdy tak patrzyłam na odrę, doznałam straszliwego lęku. Rzeka mnie przyzywała bym skoczyła. Gdybym miała więcej odwagi zrobiłabym co karze.
Wrazliwosc to piekna cecha jesli ja rozumiemy.Prosze tego nie odbierac jako destrukcje.Choc w niektorych przypadkach moze sie tak jawic np.musimy przepracowac jakis problem wiec przezywamy go trudniej od innych..
Wrazliwosc to nasz wewnetrzny psycholog i od nas zalezy czy odbierzemy go jako intruza niszczacego nasze zycie czy jako przyjaciela ktory pomaga nam dostrzec wiele na co zwykli ludzie zupelnie nie zwracaja uwagi,bo wlasnie w drobiazgach kryje duzo tajemnic i prawdy wiec spozytkujmy to jako pozytyw.
Np.jest osoba z ktora prowadzisz kontakty a ona odwraca nieco pozycje ciala i stop w odwrotna strone od ciebie ale jest z toba bo musi omowic np. kolejny biznes a ty czujesz poprostu ze cos jest nie tak cos cie blokuje by sie z jej projektem nie zgodzic(inni mogli by powiedziec w takiej sytuacji widzisz znow wymyslasz podejrzenia i komplikujesz sobie zycie)NIE!! Inni zupelnie tego nie zauwazaja i po pewnym czasie brzydko mowiac leca na gebe..mowiac jak moglo mi sie cos takiego przytrafic ufalam tej osobie..Ufalas ale szlas przez swiat z zamknietymi oczami,nie czulas,nieszukalas drobiazgow by przetwozyc je z pozytkiem dla siebie.
Widzisz los chce cie uchronic dajac tobie taki dar jak wrazliwosc i musisza ja skonsumowac pozytywnie.
Jesli czujesz ze jest cos nie tak,ze nie mozesz zaakceptowac tego czy uwego to tak jest i tak ma byc!Twoj splot sloneczny w brzuchu i serce daje odpowiedz na talerzu,niema co zaglebiac sie zbyt mocno w myslach..pozwol intuicji plynac swoim rytmem a ona cie ocali..ja tez nie jestem bez problemow ale znajduje sie juz na dobrej sciezce i tobie zycze tego z calego serca..
Jeszcze cos,jesli znalazlas sie na takim etapie w tak mlodym wieku gdzie czujesz sie przez spoleczenstwo odrzucona i masz wrazenie ze wiekszosc osob cie nieakceptuje jest to doswiadczenie ktore ewidentnie namawia cie bys zwrocila sie ku swojemu wnetrzu tam drzemie cos wyjatkowego nienadajesz juz na plytkich wibracjach dlatego nierozumiesz sie z tymi ludzmi , jestes kims wyjatkowym.Zacznij szukac glebiej odpowiedzi twojego istnienia,niewolno tobie myslec o strasznych zeczach!!!Jestes cudowna istota i nawet sama o tym niewiesz.Szukasz siebie w niewlasciwym miejscu
Zmien zainteresowania zacznij od jogi,medytacji w grupach duchowego wsparcia( niemowie tu o zadnych sektach!). Tam gdzie mozesz znalezc szczerosc i ludzi ktorzy rowniez szukaja cudownej prawdy o swoim istnieniu,czegos glebszego od zwyklej przyziemnej glupoty,braku wrazliwosci,wspolczucia i chihotania z innych..pozdrawiam
mam podobnie-nie potrafię utrzymać z nikim stałych relacji bo jak uważam-ludzie mnie nie rozumieją. Jestem osobą nadwrażliwą a to jest dla mnie najgorsze... poza tym podejrzewam a raczej wiem na pewno, że mam zaburzenie osobowości typu borderline.
Kiedy znajomi chcieli isc na impreze-robic rozne głupstwa to ja wolałam gadac i filozofowac na rozne tematy - i tak szybko sie to konczylo bo inni mieli już dość upartej-wrażliwej-agnostyczki. Jedyne co mi pozostaje to wierzyc, ze kiedys coś sie zmieni... Damy rade wrażliwce ![]()
Wiki
Nie szlej pięknie być wrażliwą choć ciężko. Znajdziesz takich ludzi którzy to docenią zobaczysz wtedy że to zaleta nie wada.
Wiki
Nie szlej pięknie być wrażliwą choć ciężko. Znajdziesz takich ludzi którzy to docenią zobaczysz wtedy że to zaleta nie wada.
takie słowa dają wiare ![]()