Dzieńdobry wszystkim Tak, wiem...temat był tutaj poruszany nie raz, ale muszę o tym napisać...Jestem samotny i szczęśliwy=) mam swoje pasje, zainteresowania w których się realizuję i którym się poświęcam. Już nikogo nie chcę, nikogo nie potrzebuję, nikogo nie szukam i jest mi z tym BARDZO dobrze, bo w końcu poczułem, że jestem wolny od uczuć, tęsknoty, zazdrości, bólu...Mogęz całą odpowiedzialnością powiedzieć że to wszystko, co się tyczy uczuć jest już dla mnie czymś niepojętym i niezrozumiałym. Pozdrawiam wszystkich samotnych:) głowa do góry!
Podobne tematy
To tylko pogratulować:))
Ja popre autora watku. Jestem sama(nie samotna;) ) od ponad roku. Po burzliwym zwiazku nawet nie mam ochoty sie z nikim wiazac, bo wydaje mi sie, ze z kim bym sie nie zwiazala to pojawi sie zazdrosc, pilnowanie mnie, jednym slowem uwiazanie i zycie na smyczy. A tak jestem sama, wolna, szczesliwa, nikt mi nic nie broni, nie slucham wywodow jak nie odpisze na smsa czy nie odbiore telefonow. Wiadomo, czasami brakuje tej drugiej polowki obok, ale widze po sobie, nawet jak ktos mi sie spodoba, zaczynaja sie doly, znika mi usmiech z twarzy. Czasami tak mysle czy ja sie nie urodzilam po to by byc singielka;)
zgodzę się z Wami całkowicie
od ponad roku jestem sama po długim związku, wcześniej nigdy nie byłam tak długo sama, ale ten rok jest najfajniejszym rokiem od bardzo dawna w moim życiu
jestem szczęśliwa, rozwijam swoje pasje, dokształcam się, decyduję tylko o sobie, nie muszę swoich planów konsultować z innymi, mogę podejmować ryzykowne decyzje bo dotyczą tylko mnie, a nie jeszcze drugiej połówki
znowu się uśmiecham, mam mnóstwo energii i wszędzie mnie pełno:) to nie znaczy, że czasem mi nie brakuje "okładu z męskiej piersi"
ale nie chcę być dłużej oparciem dla kogoś, nie chcę, żeby ktoś wysysał ze mnie moją energię nie dając nic w zamian. jest mi dobrze w pojedynkę i nie za bardzo na razie chciałabym to zmieniać
teraz mogę robić mnóstwo fajnych rzeczy, których jeszcze dwa lata temu nie odważyłabym się albo głupio by mi było, że jestem bardziej odważna niż mój facet
a ja lubię adrenalinę, ekstremalne przeżycia i teraz mogę spełniać wszystkie swoje pokręcone pomysły ![]()
Ja też zakończyłem związek. Można powiedzieć toksyczny. Fakt że psychicznie stanąłem na nogi. Już rok tak odpoczywam i co mam powiedzieć, zaczynam odczuwać brak czegoś w życiu. Może to tylko wiosna....
Ja w sumie jestem sama od ponad pół roku. I chociaż są dni kiedy ten "okład z męskiej piersi" jest bardzo wskazany, to muszę przyznać, że tak rozwinięta towarzysko i "zawodowo" jeszcze nie byłam:D Chociaż nigdy antyspołeczna, sama czy w związku nie byłam;) I mogę powiedzieć, że lubię moje życie aktualnie:)
Generalnie znam to ... wyszedłem z związku bez żadnego echa ( a wracaliśmy do siebie kilka razy i dwa razy próbowaliśmy ze sobą zamieszkać) ... otworzyłem firmę z kolegą, wynająłem kawalerkę którą teraz doprowadzam do stanu i zamiar mam mieszkać sam. Ostatnio pojechałem w swoją ulubioną miejscówkę ( coś na wzór panoramy Los Angeles ) i poczułem że jestem wolny , że nie mam już uczucia zazdrości , niepewności i innych wymienionych przez autora.
To nie oznacza że chce by tak zostało, wiem że jest gdzieś dziewczyna która nie sprawi abym się martwił ...
Ale na dzisiaj, mam nawet dziwne wrażenie, że jestem wyżej niż osoby mające kogoś. Ale to jakieś tylko moje spostrzeżenie
Witam ponownie was wszystkich, nie sądziłem że będzie odzew na to, co napisałem, ale miło czytać i wiedzieć, że są osoby, które myślą podobnie do mnie. Zakładając ten wątek, chciałem tylko powiedzieć że...no właśnie...pewnego pięknego dnia, gdy nie możesz znaleźć swojej drugiej połówki, której szukałeś (szukałaś), trzeba sobie powiedzieć - DOŚĆ. Przestać być petentem, który prosi o zainteresowanie czy uczucie i zacząć się skupiać i myśleć O SOBIE SAMYM. Tak, wiem..są to oklepane być może banały, ale doszedłem do takich wniosków już jakiś czas temu, gdy nie udawało mi się na polu kontaktów damsko-męskich z płcią piękną...Jak już tyle razy się nie udało, to już nigdy się więcej nie uda. Tyle. Dosyć. Koniec. Czas najwyższy poświęcić się samemu sobie i przestać myśleć o uczuciach. Ja, miłe panie nie istnieję już dla was - was już nie ma dla mnie. that's it
p.s i nie nie są to żale nad samym sobą - tylko stwierdzenie faktu
pozdrawiam wszystkich
witam, myśle, że po przeżytych niepowodzeniach sercowych kazdy musi dojść do bezpiecznego stwierdzenia,że daje sobie sam rade i poczuć wreszcie zadowolenie z siebie.Bez wsparcia przyjaciół byłoby ciężko.Myślę że nie należy się upirać w stwierdzeniu-nigdy więcej-NIGdy nie mów NIGDY.przecież nie może byc zawsze żle lub żyć tylko samymi egoistycznymi zachciankami
Również jestem sama czasem też samotna... kiedyś mi się wydawało, że nie potrzebuję nikogo żeby być w pełni szczęśliwą, ale nie jest tak do końca. Mimo, że nie nudzę się ze sobą
mam grupę znajomych z którymi się spotykam, zainteresowania, które rozwijam ale zwyczajnie chciałabym kogoś do kogo mogę się przytulić poczuć tą więź emocjonalną
Hmmm... może to faktycznie wiosna ![]()
11 2013-04-20 15:08:49 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2013-04-20 15:10:11)
Ja akurat jestem na etapie dojścia do tego stanu o którym piszecie. Tzn chciałabym się tak czuć. Jednak mam nieodparte wrażenie, że coś mi ucieka, że coś tracę. Po kilku związkach postanowiłam zakończyć wszystko i wyjechać za granicę. Tzn są jeszcze sprawy niedokończone, które zostały w Polsce. Jest ktoś z kim wszytskiego nie uzgodniliśmy, na dobrą sprawę nie wiem nawet czy byłam dl aniego ważną osobą w życiu. Nie mógł się zdecydować. Żeby dojechać tutaj przejechałam 1000km, a on przez kilka dni nawet się nie zainteresował czy dotarłam. Także jest to dla mnie jednoznaczne. Dlatego postanowiłam rozpocząć tutaj nowe życie i poczuć własnie ten stan, który Wy osiągnęliście. A dokłądniej:
Już nikogo nie chcę, nikogo nie potrzebuję, nikogo nie szukam i jest mi z tym BARDZO dobrze, bo w końcu poczułem, że jestem wolny od uczuć, tęsknoty, zazdrości, bólu...Mogęz całą odpowiedzialnością powiedzieć że to wszystko, co się tyczy uczuć jest już dla mnie czymś niepojętym i niezrozumiałym.
EDIT: Tylko, że ja mimo wszytsko chciałabym z kimś spędzić resztę życia ![]()
Malgorzatka, ja tez bym nie chciala byc singielka do konca zycia. Oczywiscie, ze chcialabym miec meza, zostac matka, miec dom. Ale jezeli nie jest mi to pisane, bo tak tez moze byc, to trudno. Ja sobie sama w zyciu poradze:)i przynajmniej nikt mi nie zarzuci, ze wszystko co mam zawdzieczam komus tam.
wiecie. ok2tyg temu spotkalam sie3 razy z jednym facetem. ot luzne spotkania. wiedzialam, ze jest rozwiedziony i ma dziecko od samego poczatku. Jednak po tym3spotkaniu zaczelam watpic w jego slowa o rozwodzie i kontakt urwalam, nie tlumaczac w sumie niczeg(mam juz taki przypadek za soba, ze ktos niby byl po rozwodzie a dalej byl zonaty). wczoraj napisalam, przeprosilam. boze, zadziwilo mnie zachowanie tego faceta, ktory mnie tak naprawde nie zna, tak malo o mnie wie, ktory ma30lat i powinien myslec bardziej racjonalnie, powiedzial mi, ze mnie kocha i ze dla mnie zmienil samochod(bo mial taki, ktory mi sie kompletnie nie podoba) zszokowalo mnie to totalnie i odepchnelo jeszcze bardziej. on jest chyba przypadkiem prawdziwego desperata, ktory zakochuje sie w kimkolwiek, kto tylko okaze zainteresowanie jego osoba. ehhh mam nadzieje, ze ja nigdy nie znajde sie w takim punkcie w jakim on jest teraz
witam. Ja kiedy mam obniżony nastrój to mam pragnienie, aby ktokolwiek mnie przytulił.Poczuć.że komuś na mnie zależy,mieć wreszcie poczucie bezpieczeństwa
Był w pracy kolega w którym się zadużyłam. Dobrze się mi z nim rozmawiało.Jak on patrzył..tęskniłam za nim.Był żonaty.Męczyłam się pracując z nim,a gdy został zwolniony to miejsce pracy straciło swoją magie...pogubiłam się...trafiłam do szpitala.Nie sądziłam.że dotknięcie dna tak boli.oby to się nie powtóżyło!!!
Jestem chłodna nidostępna-stważam pozory Siły,tak naprawde jestem w kiepskim stanie... życie .Niedługo okaże sie czy wróce do pracy.
wogule dużo by opowiadać.Czasami nie mam siły, ale przede wszystkim z kim porozmawiać...
Tak wsparcie jest mi potrzebne.Trudne to wszystko.Myślenie,domysły -chore to
mam nadzije jednak,że wszystko powoli się ułoży?
Oczywiście wierzę, że można być samotnym i szczęśliwym, oczywiście dlaczego nie, ale nie wierzę, że ktoś może chcieć na dłuższą metę być sam. Bo gdy wygoją się rany, samotność zaczyna doskwierać. Wiem coś o tym. Ale ja się nie poddam i kiedyś Cię znajdę. Zaczynam zmiany od siebie, zamierzam spełniać swoje marzenia, pragnienia. Małymi kroczkami do szczęścia i może w końcu ktoś będzie trzymał mnie za rękę.
ja tam tez jestem zadowolony z tego co aktualnie dzieje się w moim życiu mimo iż jestem singlem wcale nie czuje się samotny:) mam super rodzinkę, rodzeństwo z którym się dogaduje, znajomych(może nie aż tak wielu ale ważne że są). Nie szukam na razie związku i wcale mi się do tego nie śpieszy:) nie dlatego że się sparzyłem ale po prostu jak to inni powiedzieli w tym wątku bycie singlem ma swoje plusy:) choć sami dobrze wiemy że na dłuższą metę zmieni nam się podejście i znów będziemy chcieli być w związku:) to naturalna rzecz:)
no wlasnie... bo najwazniejsze bedac singlem jest nauczyc sie zyc z samym soba i byc szczesliwym. ja sie tego nauczylam, i wiem, ze nie bede jakos desperacko szukala partnera, byleby byl, bo to jest chyba najgorsze wyjscie z sytuacji;)
Czasem myślę, że nikogo nie potrzebuję i dobrze mi samej jako singielce. Jednak bywają momenty, iż zaczynam się nad tym zastanawiać, czy to jest to... . Czy nie chcielibyście mieć kogoś, na kim możecie polegać? Chociaż z drugiej strony możemy mieć od tego przyjaciół. Niekoniecznie musimy być z kimś w związku. A jeżeli nie mamy tych przyjaciół, to co wtedy?
Chciałam znaleźć dobrą koleżankę przez internet, ale chyba jest to niemożliwe. Nie lubię samotności, a na tych, którzy wydają się być dobrymi kolegami, jak się okazuje, nie można polegać.
Chyba nie da się przestać czuć i nie potrzebować nikogo.. .
Witam Was wszystkich po raz kolejny, po dłuższej przerwie
Zielona 32 "Ale ja się nie poddam i kiedyś Cię znajdę" - forget about that=) - ja juz NIGDY NIKOMU NIE DAM SIĘ NACIĄGNĄĆ NA UCZUCIA ot i wsio
Małgorzatka - szanuję Twój wybór, ale mi i miłości oraz uczuciom jest WYBITNIE nie po drodze
ulek_oo7 - "NIGdy nie mów NIGDY" - sorry szanowny kolego, to jest tylko wyświechtany i pusty frazes który na mnie nie działa
marios 34 - za ten wpis masz u mnie skrzynkę wódki
- nie przeczę że być może zmienię swoje podejście, a może i nie...
powtórzę po raz kolejny - ja po prostu już przestałem kogokolwiek szukac i na kogokolwiek czekać, bo to po prostu nie ma jakiegokolwiek sensu (po tylu nieudanych próbach i po tylu odrzuceniach), i nauczyłem się żyć z samotnością za pan brat, ponieważ wiem, że nie mam żadnych szans u żadnej kobiety ale...pogodziłem się z tym i nie rozdzieram z tego powodu szat, a wszystkim, którym samotność tak bardzo doskwiera mogę tylko polecić filozofię Stoików:). Po prostu; nie warto walczyć o kogoś, kto i tak jest poza twoim zasięgiem, trzeba pozbyć się poczucia "chciejstwa". pragnienia, tęsknoty i żyć dla samego siebie - samemu.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie
19 2013-05-01 18:00:49 Ostatnio edytowany przez alfaalfa (2013-05-01 18:14:57)
Zaskakujące ale podbudował mnie Twój wpis.
Trzeba tak myśleć jak napisałeś : dać sobie spokój i żyć własnym życiem, byle ciekawie ..
Ja dopiero zaczynam uświadamiać sobie i godzić się tym że własna rodzina, dzieci - to tylko marzenia, coś co się nigdy nie wydarzy w moim życiu. Z faktami się nie dyskutuje - masz rację, nie ma nad czym płakać.
zazdroszczę Wam wszystkim tego szczęścia!:) Ale przyznam ,że jak jestem w związku to z reguły sporo mam zmartwień, często się o coś obwiniam...I chyba faktycznie na siłę nic nie ma sensu...
Może podpowiedzcie, jak znaleźć szczęście będąc samym wśród tych wszystkich 'zakochanych'?
alfaalfa - do tematu mozna podejść w dwojaki sposób; albo wciąż się użalać nad sobą jaki to jestem samotny/samotna i jak jest mi źle bo nie mam nikogo i widziećsens tylko w związku; czyli być desperatem, albo pogodzićsię z pewnymi faktamii zacząć żyć własnym zyciem i starać się je przeżyć ciekawie, nawet samemu. Tutaj należą się Wam wszystkim, którzy czytacie ten wątek paręsłów wyjaśnienia; to nie jest tak, że jestem jakimś gburowatym i zgorzkniałym pustelnikiem obrażonym na życie i świat. Mam już swoje lata, trochę przeżyłem i o ile dawniej rozpaczałem nad swoimi błędami i porażkami, o tyle teraz mam do nich podejście hmmm...ironiczno-cyniczne, tak samo jak do kwestii uczuć (aszczególnie desperackiego ich szukania). nie wiem, być może miałem pecha, być może nie umiałem właściwie do was miłe Panie podchodzić, ale zawsze spotykałem się z trojakim podejściem: 1) totalna zlewka. 2) "wiesz fajny z ciebie facet, ale zostaniemy przyjaciółmi?" 3) byłem tym, któremu można było sięwypłakac w stylu "jaki ten mój misio jest zły - co mam robic??!!" - coś jak redaktorka z Bravo girl=). aż w końcu powiedziałem sobie - SCHLUSS!!!!!! koniec, dosyc. Weź sięchłopie za samego siebie a przestań oglądać sie za spódniczkami. Jak sięznajdzie (być może...czemu nie?) to będzie dobrze, jak nie - trudno, będziesz żył sam...
22 2013-05-01 21:52:57 Ostatnio edytowany przez faceless (2013-05-01 22:38:02)
ananaasowa_ - nie mam ŻADNYCH doświadczeń w kwestiach związków,więc na ten temat nie będę ci kadził ale jak znaleźć szczęście będąc samemu wśród zakochanych - to proste zainwestuj w siebie, dbaj o siebie, rozwijaj siebie, swoje zainteresowania, pasje i polegaj ZAWSZE przede wszystkim na samej sobie... bardzo mi pomogła książka...nie uwierzysz "Akwarium" Wiktora suworowa:), ale musiałem ją przeczytać parę razy ,aż zrozumiałem jej sens,oto jeden z moich ulubionych fragmentów "Rzadko śni mi się wujek Misza. nie wiem czemu, ale w te noce, gdy poczciwy starzec odwiedza mnie na zaśmieconym targowisku, płaczę przez sen. nieczęsto zdarzało mi się w życiu płakać, nawet w dzieciństwie. A we śnie - tylko kiedy jego widze. Szepcze wujaszek Misza na ucho swoje mądrości życiowe, a ja cieszę się, że niczego nie przeoczyłem. każde jego słowo staram się zatrzymać w pamięci, az do przebudzenia. Wszystko proste, same komunały. Ale budzę się - i nic nie pamiętam (...)Długo wspominałem, co też mi wujaszek Misza szeptał do ucha(...)A było to coś bardzo ważnego, czego nijak niewolno zapomnieć. spośród tysięcy reguł jeden tylko drobny strzępek ocałał: TRZEBA UŚMIECHAĆ SIĘ DO LUDZI"
pozdrawiam Cię
p.s jeżeli chcesz (i ktokolwiek z Was) - piszcie na priva ![]()
Przyznam szczerze,że podziwiam:) Ja jakoś nie umiem się odnaleźć w tym wszystkim, a już na pewno nie myśleć jak Ty...:(
Moja mama dolewa oliwy do ognia... Mam 22 lata a ona już uważa mnie za starą pannę...:( i wciąż z czymś wylatuje:( I niestety tłumaczenie jej ,że mnie to boli nic nie daje , czasem się nawet obraża i twierdzi ,że ona to już mi nic nie może powiedzieć ![]()
24 2013-05-01 23:55:51 Ostatnio edytowany przez malyksiaze2 (2013-05-01 23:56:45)
Przyznam szczerze,że podziwiam:) Ja jakoś nie umiem się odnaleźć w tym wszystkim, a już na pewno nie myśleć jak Ty...:(
Z jednej strony samotność to masa negatywnych myśli, wiele wylanych łez, poczucie bezsilności. Z drugiej zaś - tak jak w przypadku Faceless można w tym odnaleźć szczęście. Także podziwiam Cię za to jak się w tym odnalazłeś, bo to przecież droga od bezradności do granicy za którą jest poczucie błogości, ukojenia. Ale ile trzeba wycierpieć aby do tej granicy się zbliżyć.
ananaasowa_ - powtórze jeszcze raz - 1)szanuj samą siebie i nie obwiniaj się za to że jesteś sama, 2) MUSISZ się uodpornić na opinie innych którzy wiedzą lepiej od ciebie co jest dla ciebie dobre - to jest TWOJE życie i nikt po raz drugi ci go nie da jak je sobie spi********sz przez nieudany związek, a w twoim wieku o to jest bardzo łatwo (22 lata i stara panna? to co ja mam mówić - przy Tobie jestem jak stare próchno;P) 3) Jesteś osobą wartosciową samą w sobie i NIE MUSISZ podbudowywać swojego EGO kimś, bo unieszczęśliwisz i siebie i partnera
Pozdrawiam Cię
faceless
26 2013-05-02 00:15:53 Ostatnio edytowany przez faceless (2013-05-02 00:16:53)
I jeszcze jedno do Was wszystkich
Moi Drodzy
nie twierdzę, że życie singla jest ok. Ma ono swoje plusy i minusy - ile których jest, to już zależy od postrzegania swiata (jest on takim jakim chcemy go widzieć). Jeżeli ktoś chce być w związku - ok, ma do tego ŚWIĘTE PRAWO, jeżeli kogoś szuka NIECH SZUKA MĄDRZE. Ale chciałem Wam uświadomić taki jeden banał: NIE KAŻDY Z NAS znajdzie tą wymarzoną drugą połówkę (jak ja:) i trzeba będzie albo na nią poczekać dłuuuuuuuuuuuuuugi czas, albo stawić czoło życiu w pojedynkę, mając co najwyżej wsparcie w znajomych, przyjaciołach, ewentualnie rodzinę - pamiętajcie o tym wszyscy
Pozdrawiam Was
Moja mama daje mi to do zrozumienia:) Staram się zachowywać dystans:) Spróbuję do tego podchodzić jak Ty:)
Dziękuję!:)
to nie jest tak, że jestem jakimś gburowatym i zgorzkniałym pustelnikiem obrażonym na życie i świat. Mam już swoje lata, trochę przeżyłem i o ile dawniej rozpaczałem nad swoimi błędami i porażkami, o tyle teraz mam do nich podejście hmmm...ironiczno-cyniczne, tak samo jak do kwestii uczuć (aszczególnie desperackiego ich szukania).
hm.. i to jest sedno.
Mi do szczęścia jeszcze daleko, na tym etapie nie mam złudzeń - na razie czuję że coś mi podcięło skrzydła i tak sobie wegetuję, patrzę na wszystko z dystansem, odczuwam mniej emocji. Chyba żyję bardziej świadomie i doceniam to co mam, nie czekam - nie ma na co.
Jedyne godne życie, to życie w samotności: być we własnej skórze, kreować własny świat...
Meryl Streep wygłosiła te słowa w filmie "Obfitość"
Nic dodać, nic ująć...
30 2013-05-11 02:26:30 Ostatnio edytowany przez faceless (2013-05-11 02:26:47)
Idę jutro na randkę:) - trzymajcie kciuki=)
To nie oznacza że chce by tak zostało, wiem że jest gdzieś dziewczyna która nie sprawi abym się martwił ...
Pięknie to napisałeś! Szacun! Życzę Ci by taka kobieta się znalazła.;)
powtórzę po raz kolejny - ja po prostu już przestałem kogokolwiek szukac i na kogokolwiek czekać, bo to po prostu nie ma jakiegokolwiek sensu (po tylu nieudanych próbach i po tylu odrzuceniach), i nauczyłem się żyć z samotnością za pan brat, ponieważ wiem, że nie mam żadnych szans u żadnej kobiety ale...pogodziłem się z tym i nie rozdzieram z tego powodu szat, a wszystkim, którym samotność tak bardzo doskwiera mogę tylko polecić filozofię Stoików:). Po prostu; nie warto walczyć o kogoś, kto i tak jest poza twoim zasięgiem, trzeba pozbyć się poczucia "chciejstwa". pragnienia, tęsknoty i żyć dla samego siebie - samemu.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie
Tobie też życzę by na Twojej drodze stanęła czysta i szczera miłość. Byś dzielił swoje życie z tą kobietą i był przy niej szczęśliwy. Ale życzę Ci też byś nigdy tego zdrowego rozsądu nie tracił. Cieszę się, że bez kobiety jesteś szczęśliwy. I tak ma być. Bo Twoje szczęście jest w Twoich rękach. Partner ma być tylko pięknym uzupełnieniem życia, nie całym życiem.
Idę jutro na randkę:) - trzymajcie kciuki=)
Trzymam mocno i pamiętaj: co ma być to będzie. Jeśli się nie uda to nie Twoja wina. Baba nie wie co traci.;)
Ale wierzę, że się uda!;) Mocno kciuki trzymam i koniecznie napisz co i jak.
Ps: dziękuję za uśmiech, który mi sprawiłeś swoimi postami.;)
ehhhh...to była strata czasu...poraz kolejny
szkoda mi sobie zawracać głowę szukaniem kogoś
zostanę sam
"Chwila nieuwagi, kilka spontanicznych decyzji i nagle z czegoś tak absurdalnego, wyłania się sens Twojego życia.
Gdybyś nie wiem jak z tym walczył, psuł wszystko swoją ludzką głupotą i słabością, to nigdy nie uda Ci się zerwać tej prawdziwej magicznej transakcji między Tobą i ukochaną osobą. Przychodzi dzień, że nią oddychasz,
czujesz i myślisz. Nawet wtedy gdy tornado staje się poranną bryzą przy waszych "okolicznościowych awanturkach",
gdy tak kuszący jest odwrót i ucieczka w nieznane lądy,
po prostu nie da się...nie jesteś w stanie.
Bo zdajesz sobie sprawę, że ta druga osoba staje się Twoim mózgiem, żołądkiem i sercem.
Im dalej od niej tym większą dysfunkcję tych organów odczujesz...Dbaj o nie, pilnuj by nie działa się im krzywda
i dawaj im wszystko co możesz dać. Przestań analizować, osądzać i bawić się miłością. Ona dokładnie wie co robi, pojawi się dokładnie tam gdzie ma się pojawić i dokładnie w tym momencie co powinna,
nie za późno i nie za wcześnie.
I bez dwóch zdań, stanie się najlepszą, największą i... najtrudniejszą przygodą Twojego życia. "
Ps.nie trać wiary ![]()
"Chwila nieuwagi, kilka spontanicznych decyzji i nagle z czegoś tak absurdalnego, wyłania się sens Twojego życia.
Gdybyś nie wiem jak z tym walczył, psuł wszystko swoją ludzką głupotą i słabością, to nigdy nie uda Ci się zerwać tej prawdziwej magicznej transakcji między Tobą i ukochaną osobą. Przychodzi dzień, że nią oddychasz,
czujesz i myślisz. Nawet wtedy gdy tornado staje się poranną bryzą przy waszych "okolicznościowych awanturkach",
gdy tak kuszący jest odwrót i ucieczka w nieznane lądy,
po prostu nie da się...nie jesteś w stanie.
NIE NIE NIE I JESZCZE RAZ NIE!!!!!!!! już się nie dam więcej!!!!!!!!!!
Dzieńdobry wszystkim Tak, wiem...temat był tutaj poruszany nie raz, ale muszę o tym napisać...Jestem samotny i szczęśliwy=) mam swoje pasje, zainteresowania w których się realizuję i którym się poświęcam. Już nikogo nie chcę, nikogo nie potrzebuję, nikogo nie szukam i jest mi z tym BARDZO dobrze, bo w końcu poczułem, że jestem wolny od uczuć, tęsknoty, zazdrości, bólu...Mogęz całą odpowiedzialnością powiedzieć że to wszystko, co się tyczy uczuć jest już dla mnie czymś niepojętym i niezrozumiałym. Pozdrawiam wszystkich samotnych:) głowa do góry!
Witaj!
Wiele Twoich wpisów jest bardzo emeocjonalnych. Trochę jakbyś przeczył sam sobie. Poniekąd świadczy o tym cały ten wątek. Może swoimi pasjami i byciem zajętym próbujesz zagłuszyć uczucia , które zawsze będą w Twojej głowie(niczego tak nie pamiętamy jak cierpienia i złych emocji)? Może nie radzisz zobie z tym co się wydarzyło i stąd Twoja jednoznaczna postawa?
Tak czy inaczej tu możesz wszystko wyrzucić. Ale czy zamiast "zapomnieć " o uczyciach nie rozpamiętujesz ich?
Życzę spokoju ducha i pozdrawiam.
P.S. Do niepojętości uczuć się przyłączam
PPS Do Twojego motta: może w żadnej śmierci nie ma godności a jest tylko w życiu człowieka, który umiera?
Odpowiem tak:
1) z jednej strony poniosłem już zbyt dużo uczuciowych porażek aby się w cokolwiek takiego pchać, i jak wspomniałem wcześniej, nie jestem jakimś gburowatym pustelnikiem obrażonym na życie. Potrafię rozmawiać z ludźmi (i uśmiechać się do nich; o dziwo - częst obyłem i jestem uważany za dobrego psychoterapeutę, który potrafi słuchać...) tyle tylko że, w moim życiu juz nie ma miejsca na uczucia. Jeżeli komuś będę mógł pomóc - pomogę, jeżeli będę oczekiwał pomocy - to mam nadzieję że ją dostanę. Po prostu - usługa za usługę i tylko do tego ograniczają się moje kontakty z ludźmi, a że czasami zdarza mi się zauroczyć...no cóż krew nie woda:)
2) Tak, masz rację - byciem zajętym i pasjami nie tyle zagłuszam ile chcę zniszczyć uczucia - czy to źle?
3) a co do cytatu - pochodzi on z książki Wiktora Suworowa "Akwarium" o radzieckim wywiadzie; jak dla mnie jest to genialna pozycja i zawszę znajduję w niej coś wartościowego - tak więc polecam do podusi
pozdrawiam
faceless
> " byciem zajętym i pasjami nie tyle zagłuszam ile chcę zniszczyć uczucia - czy to źle? "
Nie wiem czy to źle czy dobrze ale jedno jest pewne z takim nastawieniem łatwiej przetrwać kolejny dzień.
Pozdrawiam "CB"
...temat był tutaj poruszany nie raz, ale muszę o tym napisać...Jestem samotny i szczęśliwy=) mam swoje pasje, zainteresowania w których się realizuję i którym się poświęcam. Już nikogo nie chcę, nikogo nie potrzebuję, nikogo nie szukam i jest mi z tym BARDZO dobrze, bo w końcu poczułem, że jestem wolny od uczuć, tęsknoty, zazdrości, bólu...
I to jest imponujące ![]()
Można powiedzieć, że jest sensem istnienia jednostki...
NAJPIERW trzeba być szczęśliwym z samym sobą a potem (ewentualnie) "uszczęśliwiać" innych ![]()
Mam podobne podejście - aczkolwiek są osoby, które nie są w stanie dać wiary - że TAK można.
Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć że to wszystko, co się tyczy uczuć jest już dla mnie czymś niepojętym i niezrozumiałym. Pozdrawiam wszystkich samotnych:) głowa do góry!
A tego akurat nie rozumiem
Uczucia jak najbardziej są dla mnie zrozumiałe i do pojęcia, ale "zabijać się" dla tej adrenaliny? niekoniecznie uważam za niezbędne. Może dlatego, że swoje już przeżyłam i mi wystarczy. Nie TĘSKNIĘ, ale i nie zapieram się jak żaba błota. Jeśli "serce szybciej zabije" jeszcze - to zabije. Jak nie, to trudno.
Jestem szczęśliwa TU i TERAZ... kocham swoją wolność i niezależność. Nie wykluczam, że mogę być szczęśliwa i w innym układzie. Ale NIC na siłę...
Co do uczuć - myślę, że dają się "oswoić" - nie koniecznie trzeba je niszczyć. Po co?
Pozdrawiam ![]()
39 2013-05-16 16:51:13 Ostatnio edytowany przez muzykaduszy (2013-05-16 17:08:00)
Dzieńdobry wszystkim Tak, wiem...temat był tutaj poruszany nie raz, ale muszę o tym napisać...Jestem samotny i szczęśliwy=) mam swoje pasje, zainteresowania w których się realizuję i którym się poświęcam. Już nikogo nie chcę, nikogo nie potrzebuję, nikogo nie szukam i jest mi z tym BARDZO dobrze, bo w końcu poczułem, że jestem wolny od uczuć, tęsknoty, zazdrości, bólu...Mogęz całą odpowiedzialnością powiedzieć że to wszystko, co się tyczy uczuć jest już dla mnie czymś niepojętym i niezrozumiałym. Pozdrawiam wszystkich samotnych:) głowa do góry!
Nie każdy jest powołany do bycia w związku. Są ludzie sami i szczęśliwi, tak też bywa. Jeśli dobrze się z tym czujesz to tylko pogratulować i oby tak dalej.
Ale każdy człowiek ma też w sobie potrzebę miłości. W takim wypadku rozumiem, że czerpiesz ją od rodziny, przyjaciół.
A co do tego, że dążysz do pozbawienia się uczuć i wyłączenia ich... Trochę to szalone, bo tak się nie da choćbyś nie wiem jak chciał. No i myślisz chyba, że przez to będziesz silniejszy, lepszy niż ci, którzy pozwalają im się wkradać do życia.
Uważam, że to nie świadczy o sile tylko słabości, bo najprościej jest uciec od problemu niż się z nim zmierzyć.
Wiem, że to boli i to jak jak się człowiek na kimś zawiedzie, zostanie zraniony, poniżony, przeżuty i wypluty. Ma się ochotę wtedy pozbawić wszelkich uczuć ale tak się problemu nie rozwiąże. Raczej trzeba umieć się podnieść, przyjąć porażkę na klatę i iść dalej przez życie z podniesioną głową bogaty w doświadczenia, które nas wzmocnią i dodadzą wewnętrznej mocy. To jest siła. Takie moje zdanie. ![]()
Trochę ciężko też o tym mówić, bo wiele moich przekonań wypływa z wartości jakie wyznaję ale nie będę do nich nawiązywać bo niektórzy mogliby moją wypowiedź postrzegać tylko przez ten pryzmat.
P.S. Oddychaj tlenem a nie wspomnieniami.
I nie obracaj się. Nie obracaj.
pozdrawiam ![]()
hm ...tak mnie wzięło na przemyślenia.. z uczuciami jest zazwyczaj tak, że gdy je już całkowicie zagłuszysz - zaczniesz błagać o możliwość poczucia czegokolwiek (nie ma chyba gorszego uczucia od obojętności).. nie warto się zamykać i udawać że masz je w pupie.
Owszem, nie ma sensu szukanie jej na siłę, warto zaakceptować że nie wszyscy ją przeżywają równie mocno czy w ogóle - jeśli jednak Ci się przytrafi trzeba dać sobie szansę, nie przegapić jej ..
...
A co do tego, że dążysz do pozbawienia się uczuć i wyłączenia ich... Trochę to szalone, bo tak się nie da choćbyś nie wiem jak chciał. No i myślisz chyba, że przez to będziesz silniejszy, lepszy niż ci, którzy pozwalają im się wkradać do życia.
Uważam, że to nie świadczy o sile tylko słabości, bo najprościej jest uciec od problemu niż się z nim zmierzyć.
Wiem, że to boli i to jak jak się człowiek na kimś zawiedzie, zostanie zraniony, poniżony, przeżuty i wypluty. Ma się ochotę wtedy pozbawić wszelkich uczuć ale tak się problemu nie rozwiąże. Raczej trzeba umieć się podnieść, przyjąć porażkę na klatę i iść dalej przez życie z podniesioną głową bogaty w doświadczenia, które nas wzmocnią i dodadzą wewnętrznej mocy. To jest siła. .
"Jakoś" żyć trzeba... iść do przodu z podniesioną głową wspaniała sprawa, aczkolwiek TEŻ się tego (chyba?) trzeba nauczyć. Natomiast pozbawić się uczuć - czy to w ogóle możliwe?
To jakby wyciąć sobie część mózgu (płata czołowego odpowiedzialnego za emocje)... Myślę, że tu chodzi bardziej o "znieczulenie się"... a w tym kierunku wszelkie starania są dobre - no, może z wyjątkiem nadużywania alkoholu. Taka systematyczna desensytyzacja - ODCZULENIE na czynnik, który człowieka "dobija". Autora własne uczucia dobijają, to chce się ich pozbyć. Nie ma to, jak dla mnie nic wspólnego ani z siłą ani ze słabością - nie te same "kategorie"
Tu raczej chodzi o środki zaradcze, metody radzenia sobie.
Osobiście hołduję staremu: "jak nie można zmienić - warto polubić"... dlatego akceptuję to co jest, choć się nie zarzekam, że jak się trafi odmiana losu, to z niej skorzystam. "ODCZULAM" za to lęki i strachy.
Witam serdecznie wszystkich ![]()
Od niedawna jestem singielką ![]()
Ostatnio trochę rozmyślałam na temat tej mojej samotności. Stwierdzam, że miałam w głowie utarty stereotyp, że człowiek samotny to sfrustrowany zgred
i czułam się trochę źle z tą moją samtnością. Poczytałam was trochę i dotarło do mnie, że ja chcę być singielką, szczęśliwą, nie zamykającą się na innych
żyjącą wśród ludzi. Mam swoje pasje, rozwijam się, odnajduję siebie, czuję się dobrze ![]()
Tak jest teraz, czas pokaże jak będzie później ![]()
Pozdrawiam szczęśliwych samotników ![]()