Witam. Jestem facetem i postanowiłem skierować mój odwieczny problem do Was - kobiety, bo chyba Wy będziecie w stanie mi coś powiedzieć na temat mojego problemu.
Jestem z dziewczyną ponad 5 lat, poznaliśmy się i dość szybko postanowiliśmy być razem, wydawało mi się, że dużo mnie z nią łączy.
Głównie pociągała mnie fizycznie, wiedziałem, że ma dość duże wymagania ode mnie ale nie spodziewałem się, że będzie aż tak źle.
Na początku nasze życie łóżkowe było fajne, spontaniczne i przyjemne do czasu aż nie przyłapali nas jej rodzice. Mieliśmy wtedy po 21 lat.. Rozmową którą odbyliśmy z jej rodzicami bardzo mnie dotknęła i ją chyba też, ale nie miałem zamiaru z tego rezygnować bo to bardzo ważny aspekt dla mnie. Byłem dla niej dobry, zapewniałem jej wszystko czego potrzebowała, spełniałem zachcianki, kazała mi zrezygnować z życia, zero znajomych, wyjść bez niej, ciągłe smsy, telefony, schematy postępowania na zasadzie "że to ja mam napisać ostatniego smsa na dobranoc).. Innymi słowy zamknęła mnie w klatce a ja mimo, że się buntowałem to pod wpływem miłości zgodziłem się na to.
W pewnym momencie nasza relacja łóżkowa przestała istnieć, ciągle chodzę niezaspokojony i niespełniony, ona wiecznie mnie odrzuca i nie ma ochoty. Po 3 latach takiej sytuacji poszła do ginekologa i okazało się , że ma bardzo powiększony poziom pewnego hormonu i stąd libido na tak niskim poziomie. Przy tym wszystkim dziewczyna jest mega nerwowa, denerwują ją wszelkie rzeczy nawet jak śpię z nią co zdarza się rzadko bo nie jest gotowa na wspolne mieszkanie bo przeszkadza jej mój oddech..
Kocham ją ale nie wiem co mam dalej robić, jej stan zdrowia jest bardzo słaby wszystko ją boli wiecznie na nic nie ma ochoty, a ja się meczę strasznie bo nie tak wyobrażałem sobie wspolne zycie..
Kiedyś rozstaliśmy się na 3 miesiące w tym czasie ona znalazła sobie innego a potem wrociła do mnie, nie wiem czy nie popełniłem błędu że się na to zgodziłem... Mam dość duże zainteresowanie ze strony innych kobiet, jestem dość atrakcyjny a kobieta z którą jestem nie pozwala mi cieszyć się życiem.. WIem, że jak odejdę ona się załamie a równocześnie nie umiem już tak żyć... Próbowałem z nią o tym wielokrotnie rozmawiać ale zazwyczaj te rozmowy nie przynoszą skutku i kończą się kłótnią..
Co zrobić...