Cześć.
Prośba o pomoc i poradę.
Rozstałam sie z facetem po ponad 9 latach związku. Byłam jego pierwsza dziewczyna w ogóle. On moim pierwszym poważnym facetem.
Od roku sie psuło miedzy nami, ja sie zapuscilam z wyglądem i jeśli chodzi o cel w życiu, zainteresowania. On rozkwitł, dbał o siebie i był w bardzo dobrej formie.
Nie czułam sie pewnie miałam mega kompleksy i byłam zazdrosna o niego i koleżankę z pracy ( te same zainteresowania co on, młoda, ładna, zgrabna). Pisała do niego po pracy. Dużo mi o niej mówił, bardzo sie nią interesował. On sie odsuwał a ja coraz bardziej robiłam wyrzuty. Oddalalismy sie. Mieliśmy zrywy i układaliśmy to a potem ja to psulsm awantura o nią... W łóżku sie zgadzało wszystko mimo tylu lat razem i mojego wyglądu. Czułam ze koledzy mu mówią ze nie wie co to życie, ze nic nie spróbował i marnie życie z jedna kobieta ze stac go na więcej.
Po którejs kłótni stwierdził ze sie wyprowadza. Przyjęłam to ze spokojem. Przeprowadziliśmy długo rozmowe. Mówił ze zle sie czuje od jakiegoś czasu i ze nie wie co dalej, chce zone ale nie wie czy to ja, niczego nie przekreśla ale może powinien pobyć sam i może sie okaże ze nie możemy żyć bez siebie i będzie dla mnie lepszy.
Po rozstaniu mieszkał u znajomych. Poszedł w imprezy. Sporadycznie pisał co u mnie i ze nie wie czy dobrze zrobiliśmy. Kiedyś w chwilo słabości zadzwoniłam do niego i usłyszałam ze może to zła decyzja, ale ja podjął i musi sie jej trzymać, teraz jest za późno, tak musi być. Załamalo mnie to. Ograniczyłam kontakt. Po pewnym czasie ciszy zaczął dzwonić w końcu odebrałam. Gadaliśmy ponad 3 h o nas o wszystkim o tym co było dobre, co teraz sie dzieje, co było zle. Na drugi dzień napisał ze ma teraz dużo tematów do przemyśleń i odciął sie ma jakiś czas. Zaczął mieszkać sam. Zaczął pisac o pierdołach co jakiś czas2-3 dni. Mało bywał w swoim mieszaniu, uciekał do kolegów żeby nie być sam. Jak tylko był sam w domu to pisał lub dzwonił. Któregoś razu napisałam ze nie mogę być jego koleżanka bo jeszcze cos do niego czuje i musi to zrozumieć. Napisał ze przeprasza, zle sie czuje i nie wie co robic. Nie odpisałam nic. Zjawił sie u mnie w domu jak zbity pies mówił ze nie wie co robic, ze przecież są powody z których sie rozstaliśmy ze potrzebuje czasu- tak zrozumiałam. Pisał dalej spontanicznie i sporadycznie co u niego, co u mnie. Miesiąc temu zaproponował spotkanie po kryjomu przed znajomymi... odmawiałam. Zaczęły sie cotygodniowe wieczorne długie telefony. Trzy tygodnie temu zgodziłam sie umówić. Byliśmy na obiedzie, gadalismy żartowaliśmy żadnych czułości, żadnych poważnych tematów. Uścisk i do domu. W tygodniu pisał przez kilka dni. W kolejny weekend wpadł bo byłam chora. Zdjęliśmy obiad, oglądaliśmy tv, gadaliśmy. Położyłam głowę na jego ramieniu odruchowo i zaczęliśmy sie całować. Oboje z „nie powinnismy na ustach” zapomnieliśmy sie. Kiedy moja bluzka znalazła sie na podłodze zarządziła kino, pojechaliśmy, było spokojnie. W aucie znowu ogień ale rozeszliśmy sie każdy do siebie. Tydzień po tym spotkaniu pisał prawie cały, bez żadnych wyznań ale reagularna rozmowa. Kolejny weekend miał zajęty przez wyjazd służbowy, zaproponował spotkanie przy okazji w galerii, było miło, niby przypadkiem dotykał mojej dłoni, wypiliśmy kawę, snuliśmy wspólne plany wyjazdowe wiosna, na co pójdziemy do kina, mijaliśmy restauracje mówił ze tu pójdziemy razem. Zaproponował herbatę u siebie, skusiłam sie. Juz w drzwiach rzuciliśmy sie na siebie, przecież nie powinnismy powiedział on, potem ja. Ostre pieszczoty doprowadziły oboje do happy endu, niby sexu nie było. Po wszystkim zrobiliśmy cos do jedzenia, on mówił kochanie, całował w czoło niby przy okazji. Zaczęłam sie zbierać, zapytał czy zostanę, odmówiłam. Jak wychodzilam był ognisty buziak, uśmiechy, żartowanie ze teraz będziemy udawać ze nic nie było. Na drugi dzień był w podróży, pisał. wieczorem ja spontanicznie zaaktakowalam i zaproponowałam spotkanie, odmówił bo był zmęczony. Zadzwoniłam nie odebrał, pisał potem ze ma wyciszony, obróciłam w żart ze to taki chwilowy kaprys był, chwilowa słabość ten telefon .Potem dzień ciszy. Wtorek środa gadka o głupotach taka luźna, raczej szorstka. Półsłówkami. Cisza. W sobotę odezwałam sie wieczorem, zapytałam co u niego, odpisał ze jest u znajomego za cały dzień był na spotkaniach. Cisza. Liczyłam na spotkanie. Cała niedziele wiem se był w domu bo widziałam ze jest online. Nie odezwał sie. Zazwyczaj wtedy jak był sam to tęsknił i pisał, dzwonił teraz cisza. Nie wiem dlaczego. Wiem ze zachowałam sie jak bluszcz dzień po spotkaniu i to go mogło wystraszyć.
Co robic żeby nie uciekł bardziej?
Co zrobiłam zle?
Czy jest szansa ze to sie uda ułożyć?
Czy chodziło mu tylko o happyend a teraz nie jestem potrzebna?
Dałam mu sile być samemu i teraz juz nie jestem potrzebna?
Co mam robic teraz? Czy odpisać jeśli sie odezwie czy sie spotkać?
Wiem ze pewnie juz nie powinnam sie pierwsza odzywać powinnam dać mu czas....
Doradźcie proszę, odchodzę od zmysłów!
1 2017-12-04 16:27:27 Ostatnio edytowany przez rok-do30stki (2017-12-04 16:34:58)
Mój związek trwał 13 lat
On mnie zdradzał nie raz i nie raz mu wybaczyłam wracaliśmy do siebie i tak w kółko mamy dziecko 11 lat i od 10 miesięcy bliźniaki
Rozstaliśmy się tydzień temu a ja se nie radzę ze smutkiem
Czuje się taka samotna i nie szczęśliwa
Rozstaliśmy się bo poznał kogoś znowu zaczął mnie zdradzać i jak to powiedział chce się uwolnić od tej męczarni i być szczęśliwym
I chyba jest
Ja nie wiem co ze sobą robić
Jak być na nowo szczęśliwym i jak se poradzić z tym smutkiem ?? Ma ktoś chwile by pogadać ?
3 2017-12-04 17:01:02 Ostatnio edytowany przez beckett (2017-12-04 17:01:20)
Co robic żeby nie uciekł bardziej?
Co zrobiłam zle?
Czy jest szansa ze to sie uda ułożyć?
Czy chodziło mu tylko o happyend a teraz nie jestem potrzebna?
Dałam mu sile być samemu i teraz juz nie jestem potrzebna?
Co mam robic teraz? Czy odpisać jeśli sie odezwie czy sie spotkać?
Wiem ze pewnie juz nie powinnam sie pierwsza odzywać powinnam dać mu czas....
Doradźcie proszę, odchodzę od zmysłów!
Nikt nie wie, być może nawet sam Twój eks, co mu w głowie siedzi.
Może czuć samotność, może tęsknotę, może potrzebował podbudować ego (rzucający też zmagają się z jego spadkiem po rozstaniu), może nawet nie wyszło mu z jakąś do której zarywał (auć...) a może waha się co do Ciebie czuje. A może ma wyrzuty sumienia. A może wszystko na raz...
Na pewno nie warto być na każde zawołanie. Na pewno warto pokazać że ma się swoje życie - i naprawdę je mieć. I warto pokazać że się zna swoją wartość.
A w kolejnym etapie, jeśli do niego dojdzie, warto też by powrót był również na Twoich warunkach. Bo oczywiście on jest możliwy.
Mój związek trwał 13 lat
On mnie zdradzał nie raz i nie raz mu wybaczyłam wracaliśmy do siebie i tak w kółko mamy dziecko 11 lat i od 10 miesięcy bliźniaki
Rozstaliśmy się tydzień temu a ja se nie radzę ze smutkiem
Czuje się taka samotna i nie szczęśliwa
Rozstaliśmy się bo poznał kogoś znowu zaczął mnie zdradzać i jak to powiedział chce się uwolnić od tej męczarni i być szczęśliwym
I chyba jest
Ja nie wiem co ze sobą robić
Jak być na nowo szczęśliwym i jak se poradzić z tym smutkiem ?? Ma ktoś chwile by pogadać ?
czas czas i jeszcze raz czas
te uczucia które masz teraz, musisz niestety przeżyć i się im poddać - byle nie za długo
5 2017-12-04 17:29:11 Ostatnio edytowany przez rok-do30stki (2017-12-04 17:33:31)
Nikt nie wie, być może nawet sam Twój eks, co mu w głowie siedzi.
Może czuć samotność, może tęsknotę, może potrzebował podbudować ego (rzucający też zmagają się z jego spadkiem po rozstaniu), może nawet nie wyszło mu z jakąś do której zarywał (auć...) a może waha się co do Ciebie czuje. A może ma wyrzuty sumienia. A może wszystko na raz...
Na pewno nie warto być na każde zawołanie. Na pewno warto pokazać że ma się swoje życie - i naprawdę je mieć. I warto pokazać że się zna swoją wartość.
A w kolejnym etapie, jeśli do niego dojdzie, warto też by powrót był również na Twoich warunkach. Bo oczywiście on jest możliwy.
Wiem że jeśli miałby być powrót to czekałoby nas bardzo dużo pracy. Ja musze znaleźć siebievi być bardziej pewna, nie uwieszona na nim i układająca życie wokół niego. Teraz on rządzi a ja jestem zakochana i wpatrzona jak w obrazek. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, on to pewnie widzi.
Nie chce od niego deklaracji tu i teraz: wracamy i wprowadzam sie, żyli długo i szczęśliwie... bałabym sie tego. Jak sie spotykaliśmy to wracałam do domu i myślałam co to będzie, bałam sie tego co zrobić by tym razem sie udało.
Bardzo mnie martwi to nagle wyłączenie kontaktu, nie rozumiem go, nie zachowywał sie tak. To przez to jak przebiegło spotkanie i to ze na za dużo mu pozwoliłam? Czy to koniec z jego strony? Jak to mam odebrać? Jestem rozbita i nie wiem co sie dzieje, zapowiadało sie bardzo miło i myślałam że tak powoli romantycznie będziemy próbować, a tu taka cisza i zimno.
Jeśli sie odezwie to udawać ze jest ok i nie zauważyłam ciszy? jak będzie chciał sie spotkać to sie umówić? Nie lecieć za nim ale umówić sie na swoich warunkach kiedy mi pasuje a nie tylko jemu?
Próbuje układać własne życie, za nim poszli tez moi znajomi-80% jest bardziej przy nim. Wychodzę z domu ale tez nie super często, jestem typem domatorki bardziej. Od pierwszego miesiąca od zerwania zaczęłam o siebie dbać, nowe ciuchy, fryzjer, pomalowane paznokcie, treningi z trenerem personalnym. Waga trochę spada, lepiej sie czuje. Na początku w100% robiłam to dla siebie, teraz jak sie zaczęliśmy widywać to trochę myślałam o tym co kupie ciuchów czy na treningu ze robie to by mu sie bardziej podobać bo komplementował mnie jak mnie zobaczył czy nawet jak dodawałam zdjęcia do sieci to pisał ze ładnie wyglądam, wyladnialam. Zapominam o sobie znowu.
Nie planowałam teraz nic na weekend bo liczyłam na spotkanie...
Ja musze znaleźć siebievi być bardziej pewna, nie uwieszona na nim i układająca życie wokół niego. Teraz on rządzi a ja jestem zakochana i wpatrzona jak w obrazek. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, on to pewnie widzi.
To jest kluczowe. I dobrze że masz tego świadomość, to już połowa sukcesu.
Bardzo mnie martwi to nagle wyłączenie kontaktu, nie rozumiem go, nie zachowywał sie tak. To przez to jak przebiegło spotkanie i to ze na za dużo mu pozwoliłam? Czy to koniec z jego strony? Jak to mam odebrać? Jestem rozbita i nie wiem co sie dzieje, zapowiadało sie bardzo miło i myślałam że tak powoli romantycznie będziemy próbować, a tu taka cisza i zimno.
Jeśli sie odezwie to udawać ze jest ok i nie zauważyłam ciszy? jak będzie chciał sie spotkać to sie umówić? Nie lecieć za nim ale umówić sie na swoich warunkach kiedy mi pasuje a nie tylko jemu?
Niestety często w takich sytuacjach zaczyna rządzić ten cholerny mechanizm w którym atrakcyjne staje się to, co jest niedostępne.
Moja rada jest taka żebyś się od niego odcinała. Odzyskasz w ten sposób kontrolę nad sytuacją, a to da Ci siłę.
Są też niebezpieczeństwa zabawy w tą porozstaniową grę - możesz wywołać u niego silne poczucie straty, jak to dobrze rozegrasz, ale powrót nią powodowany może być efemeryczny, krótkotrwały.
Tak naprawdę najbardziej trwałe powroty są wtedy, kiedy pierwsze emocje opadną (czas...) i obie strony są w stanie racjonalnie spojrzeć wstecz na związek, swoje błędy, błędy partnera.
Wtedy zejście jest dojrzałe. Bez rzeczowego przepracowania problemów można wyeliminować jedynie ich skutki, a nie przyczyny - te wrócą.
" Ja musze znaleźć siebievi być bardziej pewna, nie uwieszona na nim i układająca życie wokół niego. Teraz on rządzi a ja jestem zakochana i wpatrzona jak w obrazek."
To właśnie powinnaś robić już dawno. nie dla niego, po to by wrócił, dla siebie to zrób.
Jak staniesz w miejscu gdzie TY będziesz ważna, zobaczysz jego z tej perspektywy, i wasz związek. To jedyna droga, czy będziecie razem czy nie.
Jestescie doroslymi ludzmi z tego co mi sie wydaje.Usiadzcie sobie raz na spokojnie i ustalcie Tak albo Nie i tyle w temacie.Takie granie sobie na uczuciach do niczego was nie doprowadzi.
Usiadzcie sobie raz na spokojnie i ustalcie Tak albo Nie i tyle w temacie.Takie granie sobie na uczuciach do niczego was nie doprowadzi.
On nigdy nie był typem osoby która lubi dużo gadać o uczuciach, raczej mało mówił, pewnie przez moje wywody i awantury.
Nie chce go przypierac do muru i stawiać oczekiwań by sie określił, wiem ze to może być dla niego za wcześnie ma deklaracje w która stronę to udzie. Nie chce żeby sie wycofał i zamknął w sobie, stwierdził ze znowu go tłamszę i powie ze nic z tego, tak będzie lepiej skoro znowu jest tak samo.
Wolałabym żeby mi napisał ze sprawy zaszły za szybko, za daleko i musi złapać dystans. Żeby wyjaśnił swoje nagle oziębienie kontaktu. Nawet gdyby miało to być jednoznaczne z tym że już nie chce mieć kontaktu.
Teraz jestem zdezorientowana jakbym dostała po głowie, na początku prosił sie o spotkania, a teraz milczy. Stanął na nogi i nie jestem potrzebna czy przestraszył sie tego ze musi sie deklarowac?
jak odchodził to mówił cos specjał wracać to z pierścionkiem juz. może tak faktycznie uważa a uważa tez ze jeszcze swojego życia na tyle nie poukładał i nie przemyślał tęgi by zacząć sypiać ze sobą bo wie ze dla mnie to by było jednoznaczne z chęcią powrotu. Tak czy siak wydaje mi sie ze powinien to jakoś wyjaśnić z grzeczności i przez wzgląd chociażby na nasz staz razem.
Szary80 napisał/a:Usiadzcie sobie raz na spokojnie i ustalcie Tak albo Nie i tyle w temacie.Takie granie sobie na uczuciach do niczego was nie doprowadzi.
On nigdy nie był typem osoby która lubi dużo gadać o uczuciach, raczej mało mówił, pewnie przez moje wywody i awantury.
Nie chce go przypierac do muru i stawiać oczekiwań by sie określił, wiem ze to może być dla niego za wcześnie ma deklaracje w która stronę to udzie. Nie chce żeby sie wycofał i zamknął w sobie, stwierdził ze znowu go tłamszę i powie ze nic z tego, tak będzie lepiej skoro znowu jest tak samo.
Wolałabym żeby mi napisał ze sprawy zaszły za szybko, za daleko i musi złapać dystans. Żeby wyjaśnił swoje nagle oziębienie kontaktu. Nawet gdyby miało to być jednoznaczne z tym że już nie chce mieć kontaktu.
Teraz jestem zdezorientowana jakbym dostała po głowie, na początku prosił sie o spotkania, a teraz milczy. Stanął na nogi i nie jestem potrzebna czy przestraszył sie tego ze musi sie deklarowac?
jak odchodził to mówił cos specjał wracać to z pierścionkiem juz. może tak faktycznie uważa a uważa tez ze jeszcze swojego życia na tyle nie poukładał i nie przemyślał tęgi by zacząć sypiać ze sobą bo wie ze dla mnie to by było jednoznaczne z chęcią powrotu. Tak czy siak wydaje mi sie ze powinien to jakoś wyjaśnić z grzeczności i przez wzgląd chociażby na nasz staz razem.
Oto i chodzi wlasnie.Niech sie okresli raz na zawsze bo ty stoisz w miejscu a on dobrze sie bawi.
Autorko Droga. Przykro mi, ale moim zdaniem jedyne czego on chce od Ciebie to seks. Wtedy, kiedy jemu się zachce bo Twoje chęci spotkania się nie liczą. Moim zdaniem nie masz co liczyć tutaj na nic więcej ponad to.
Oto i chodzi wlasnie.Niech sie okresli raz na zawsze bo ty stoisz w miejscu a on dobrze sie bawi.
Tylko jak doprowadzić do takiej rozmowy żeby gościa nie wystraszyć. Mam zaproponować spotkanie i rozmowe? Nie będzie to zbyt nachalne? Czy dać dystans i jeśli przydarzy sie okazja zainicjowana przez niego wejść na ten temat?Oczywiście to będzie możliwe jeśli sie odezwie.
Mam tendencje to zbytniego angażowania się, wyolbrzymiania uczuć i reakcji. Nie chce być kobieta bluszcz która pyta o datę ślubu po jednym numerku... to raczej odstraszy i przypomni mu co było nie tak i utwierdzi go w przekonaniu że to była dobra decyzja.
Autorko Droga. Przykro mi, ale moim zdaniem jedyne czego on chce od Ciebie to seks. Wtedy, kiedy jemu się zachce bo Twoje chęci spotkania się nie liczą. Moim zdaniem nie masz co liczyć tutaj na nic więcej ponad to.
Tego sie obawiam.
Z drugiej strony znam go od lat i wiem że cos do mnie czuje i to nie tylko przywiązanie i porzadanie.
Ja nie proponowałam mu spotkania po za jednym razem. Usprawiedliwiam sobie jego odmowę tym ze nie dałam mu odetchnąć i był zmęczony po ciężkim dniu i rozumiem ze musiał to wszystko przemyśleć. Ja żałowałam tego ze napisałam tak wtedy, czułam ze sie zapomniałam i to za dużo, za szybko.
Szary80 napisał/a:Oto i chodzi wlasnie.Niech sie okresli raz na zawsze bo ty stoisz w miejscu a on dobrze sie bawi.
Tylko jak doprowadzić do takiej rozmowy żeby gościa nie wystraszyć. Mam zaproponować spotkanie i rozmowe? Nie będzie to zbyt nachalne? Czy dać dystans i jeśli przydarzy sie okazja zainicjowana przez niego wejść na ten temat?Oczywiście to będzie możliwe jeśli sie odezwie.
Mam tendencje to zbytniego angażowania się, wyolbrzymiania uczuć i reakcji. Nie chce być kobieta bluszcz która pyta o datę ślubu po jednym numerku... to raczej odstraszy i przypomni mu co było nie tak i utwierdzi go w przekonaniu że to była dobra decyzja.
Ja jestem facetem i mnie pytasz o spotkanie bo chcesz pogadac o tym i o tamtym.No i nie ma problemu.Co do twojego zapytania o slub na pierwszym spotkaniu to ni epytaj ale zapytaj o was bo o to tutaj chodzi.Chodzi o was i tylko o was a nie tylko o niego.Nie ma JA i Ty tylko MY i to mu uswiadom ze tego od niego oczekujesz.
To z tym ślubem było w ramach przenośni. Nie chce żeby tak to odebrał, jak atak i konieczność deklaracji.
Pomyśle o tym spotkaniu, ale muszę nabrać trochę siły, teraz jestem płaczliwa i słaba, nie chce by to był mój lament tylko rozmowa. Chyba bardzo podświadomie boję się tego co usłyszę. Boje sie że wystawi kolce jak na samym początku po rozstaniu jak dopytywałam, powiedział ze to nie ma sensu i tak musi być a jak niedawno mu o tym przypomniałam to powiedział ze tak mówił żeby mu było łatwiej spróbować iść dalej, a to nie było szczere. Nie chce powtórki.
To z tym ślubem było w ramach przenośni. Nie chce żeby tak to odebrał, jak atak i konieczność deklaracji.
Pomyśle o tym spotkaniu, ale muszę nabrać trochę siły, teraz jestem płaczliwa i słaba, nie chce by to był mój lament tylko rozmowa. Chyba bardzo podświadomie boję się tego co usłyszę. Boje sie że wystawi kolce jak na samym początku po rozstaniu jak dopytywałam, powiedział ze to nie ma sensu i tak musi być a jak niedawno mu o tym przypomniałam to powiedział ze tak mówił żeby mu było łatwiej spróbować iść dalej, a to nie było szczere. Nie chce powtórki.
Czyli tez jest zagubiony tak samo jak Ty.Dopoki bedziecie tak siebie nawzajem nakrecac raz do przodu raz w tyl ta sielanka bedzie trwala w nieskonczonosc.Muisisz byc stanowcza.Wiem ze bedzie ciezko ale powiedz mu o swoich uczuciach wobec niego i wtedy daj mu sie wypowiedziec na ten temat.Nie naciskaj tylko na spokojnie i przede wszystkim badz soba.Masz ochote przy nim poplakac to zrob to niech wie ze jestes szczera i ze Cie to boli.Badz soba i tego sie trzymaj.
Miesiąc temu zaproponował spotkanie po kryjomu przed znajomymi... odmawiałam.
To jest zastanawiające, dlaczego "po kryjomu"?
Przed kim chciał ukrywać Wasze spotkania, czy jego znajomi mają na niego taki wpływ, czy może jest ktoś konkretny?
Za dużo emocji i nadziei z Twojej strony. Daj sobie czas, dbaj o siebie, nie tylko dla niego.
Faktycznie, trudno stwierdzić, jakie są jego intencje, może chwilowo poczuł się samotny, zatęsknił i przyszedł do Ciebie wiedząc, że go nie odrzucisz?
Poczekaj, ale bądź ostrożna.
rok-do30stki napisał/a:Miesiąc temu zaproponował spotkanie po kryjomu przed znajomymi... odmawiałam.
To jest zastanawiające, dlaczego "po kryjomu"?
Przed kim chciał ukrywać Wasze spotkania, czy jego znajomi mają na niego taki wpływ, czy może jest ktoś konkretny?
Tutaj znajomi maja duży wpływ. Dużo starszych kolegów którzy go namawiali do rozstania i do korzystania z życia, bo jak można być z jedna całe życie. Jak pierwszy raz u mnie był i ktoś do niego dzwonił o nie odebrał zapytałam dlaczego, powiedział ze nie chve mowić gdzie jest żeby nikt mu juz nie doradzał, to jest jego życie...
Rozumiem to tak ze dopókisam nie będzie pewien nie będzie mówił światu żeby z nim nie walczyć? sama nie wiem. przykro mi było że chce to ukrywać ale nie zachowywał sie w miejscach publicznych jakby chciał mnie ukryć. Mógł nas ktoś zobaczyć wtedy...
A pomyśl, czy to wszystko ma sens. On w tym momencie sprawia, że jesteś na każde jego zawołanie, a to zdrowe dla Ciebie nie jest. Ma Cię na seks, do poprzytulania, jak zaczyna tęsknić, a potem idzie i ma swoje życie. Chcesz tak żyć?
Kopnij gościa w tyłek i zacznij żyć po swojemu.
Autorko, jestem w bardzo podobnej sytuacji ( poczytaj moje posty). Nawet staż związku podobny. Rozstaliśmy się ponad miesiąc temu, ale cały czas mamy kontakt, niby "przyjacielski". Polega to na tym, że potrafimy przez 3 godziny gadać przez telefon i dwa razy od rozstania byliśmy w kinie. On nie wie, że jest dla mnie czymś więcej niż przyjaciel. Nie chcę tego mówić, z obawy że się wystraszy i odetnie. Udaję więc, że wszystko skończone i że to naprawdę tylko przyjaźń. Nie wiem co on do mnie czuje. Mówi, że za mało w życiu poszalał, że zawsze był wierny i dobry i teraz musi sobie "odbić", to znaczy ma taki plan żeby umawiać się z różnymi laskami, podrywać je, iść z jakąś do łóżka... Nasz seks przez parę miesięcy ostatnich nie istniał. Ja mu odmawiałam, a potem on przestał zabiegać. Jest na tyle bezczelny, że wysyła mi zdjęcia lasek z portalu randkowego, opowiadając ze szczegółami z którą pisze i z którą chce się umówić
Ja nie pozostaję dłużna i też mu opowiadam o swoich "podbojach" i co dziwne, wyczuwam czasami jego zazdrość
Mówi, że nie cierpi zbytnio przez nasze rozstanie, bo wie że się przyjaźnimy i nadal jestem w jego życiu i to jest taka poduszka bezpieczeństwa dla niego. Ogólnie naprawdę chora sytuacja i jestem już bardzo zmęczona. Postanowiłam, że na chwilę obecną zamilknę, to znaczy nie zadzwonię i nie napiszę do niego pierwsza. Chcę żeby poczuł mój prawdziwy brak. Ale co z tego, jak on pewnie zadzwoni i tak, a ja odbiorę i będę udawać przyjaciółeczkę. W ten sposób to on nigdy nie zatęskni. Beznadzieja. Na początku czułam tylko rozpacz, a teraz co raz częściej dopada mnie złość na niego, że tak łatwo zaprzepaścił wieloletni związek, bo mu się nagle poruchać inne zachciało i testować na nich swój męski urok. Obawiam się, że mój ex przechodzi poważny kryzys tożsamości, może nawet kryzys wieku średniego, mimo że ma dopiero 35 lat.
Upadła, czytałam Twój temat.
Podobna sytuacja.
Ja sie na początku odsunęłam i faktycznie zadziałało i zaczął sie odzywać. Powiedziałam ze dalej go kocham i nie mogę być koleżanka.
Spotkaliśmy sie raz drugi, pocałunki cos więcej zrozumiałam to tak ze idziemy powoli w stronę bycia razem, ale nie. Cisza. Cisza która rozrywa mi serce, jakby znowu ze mną zerwał. Nic nie obiecywał przecież ale żal i smutek jest. Przede wszystkim żal o to ze nie uprzedził ze sie odsunie i nic na to nie wskazywało, a uciekł.
Obie robicie z siebie poduszki bezpieczeństwa. Gdzie Wasze poczucie własnej wartości? Gdzie Wasze życie? Oni już nie wrócą! Rozumiem, że kochacie, ale dziewczyny pora wziąć życie w swoje ręce i zawalczyć o szczęście. Ile jeszcze będziecie słuchać o podbojach ukochanych zanim się złamiecie? Ilu fajnych facetów przejdzie Wam koło nosa zanim powiecie dość? Chcecie tak spędzić następne 10 lat? Obstawiam, że jak facetowi się znudzicie w tej roli to nie będzie miał skrupułów przed ucięciem kontaktu.
Moi drodzy,
Jak przestać płakać? Jak sie podnieść i nie myśleć o nim i nie wpatrywać sie w telefon?
Próbuje zając sie sobą, a tymczasem nawet na treningu potrafię mieć łzy w oczach. Nie umiem sie skupić na niczym dłuższa chwile...
Czas, czas i czas. Nic więcej. Ucięcie kontaktu. Jak zablokujesz mu każdą możliwość kontaktu, to będziesz wiedzieć, że wpatrywanie się w telefon nie ma sensu, bo on nie ma fizycznie takiej możliwości, żeby napisać. A i Tobie będzie lżej, bo będziesz wiedzieć, że coś się zamknęło na 100%.
Moim skromnym zdaniem, spotykał się z Tobą w tzw. "międzyczasie", kiedy jeszcze nie był pewny, jaką decyzję podejmie ta druga - koleżanka z pracy?
Być może ona postawiła mu warunek- chcesz być ze mną? - zakończ poprzedni związek.
W chwilach kiedy nie był pewien, jaką ona podejmie decyzję, był w rozterce i aby sobie ten trudny czas zrekompensować pisał/spotykał się z Tobą. To mogłoby tłumaczyć wasze spotkania "po kryjomu" - on czekał na jej decyzję.
Teraz kiedy ona uwierzyła w jego zapewnienia (wyprowadzka od Ciebie), że on zakończył ten związek, spotyka się z nim - stąd ta cisza z jego strony.
Moi drodzy,
Jak przestać płakać? Jak sie podnieść i nie myśleć o nim i nie wpatrywać sie w telefon?
Próbuje zając sie sobą, a tymczasem nawet na treningu potrafię mieć łzy w oczach. Nie umiem sie skupić na niczym dłuższa chwile...
Też tak miałam, naprawdę wypłakałam morze łez. Płakałam wszędzie - na ulicy, w autobusie, w sklepie, w kinie. Nawet w pracy musiałam wychodzić do kibla, bo czułam że łzy mi same lecą. Teraz jest już lepiej, to znaczy czuję się nadal bardzo źle, ale już nie płaczę tak bezustannie. Przestałam płakać, gdy uświadomiłam sobie, że mój ex to w gruncie rzeczy bydlak jest. Mam do niego wielki żal, że tak łatwo zrezygnował z naszego związku i zmarnował mi najlepsze lata młodości. Teraz dobiegam 40-stki, zostałam z niczym i muszę zaczynać wszystko od początku. To budzi moją złość, dlatego już nie płaczę. Radzę Ci to samo, tzn. uświadomić sobie, że Twój były nie jest ideałem, skoro Cię zostawił, to znaczy że nie jest tym, którego kochasz. Bo Ty kochasz wyobrażenie i wspomnienie, tego jaki kiedyś był. Ja też kocham mojego dawnego R. Ale jego już nie ma. Umarł, teraz w jego ciele przebywa ktoś zupełnie inny..
Odezwał się z magicznym „Co słychać?”. Jak to prowadzić dalej? Udawać że przerwy w kontakcie nie było czy zwrócić mu uwagę na to że to było niemile i mnie dotknęło? Umówiłam sie na wtorek to psychologa żeby stanąć na nogi i nabrać szacunku do samej siebie. Mam nadzieje że to mi tez trochę pomoże w tej sytuacji.
Powiedzieć, że skoro zdecydował się na opuszczenie Twojego życia, to niech już nie wraca.
A potem zablokować w telefonie numer. Usunać i zablokować fejsa i inne kontakty. I się nie odzywać.
Jak to prowadzić dalej?
Na pewno nie tak jak to robisz. Próbujesz nim manipulować, bawisz się w przyciąganie - odpychanie, raz włazisz mu do łóżka, potem odmawiasz spotkania. I na razie masz efekt odwrotny od zamierzonego. Przypuszczam, że on może mieć w tej chwili podobne zdanie o Tobie, jak Ty o nim - czyli, że chodzi Ci tylko o seks.
Prosto: kawa na ławę. Czyli powiedzieć mu, albo związek, albo nic - zero kontaktu (tylko żeby to nie brzmiało jak szantaż). Ale coś też powinnaś dodać, bo jak widać swoim awanturnictwem przyczyniłaś się do tej sytuacji. Skoro miał dość siły, żeby odejść, to z pewnością nie wróci do tego co było. Czyli chyba powinnaś przedstawić mu jak to widzisz w przyszłości.
30 2017-12-08 19:15:51 Ostatnio edytowany przez Jac (2017-12-08 19:16:50)
Powiedzieć, że skoro zdecydował się na opuszczenie Twojego życia, to niech już nie wraca.
A potem zablokować w telefonie numer. Usunać i zablokować fejsa i inne kontakty. I się nie odzywać.
Lady Loka Obawiam się, że rok-do30stki ciebie nie posłucha, mimo dobrych rad.
Nie ma przerw w związku, przerwa to koniec. Ta gra w przyciągnie i odsuwanie siebie nawzajem będzie trwała dokładnie tyle czasu ile tobie lub jemu zajmie poznanie kogoś nowego. Gdyby miał kogoś od razu po zerwaniu, nie zawracał by tobie wtedy gitary. Najwyraźniej nie miał, dopadła go niepewność czy dobrze postąpił, panny w kolejce się nie ustawiły. Postanowił zapewnić sobie koło ratunkowe w twojej postaci. Nawet jeżeli wrócicie do siebie, to na chwilę, na gorszych warunkach, strata czasu, który korzystniej było by poświęcić na swój rozwój oraz poznanie kogoś nowego.
Ze swojego doświadczenia zauważyłem, po zakończeniu związku z kobietami na poziomie, całkowite zerwanie kontaktu było oczywiste i naturalne. Zdrowe podejście. W przypadku zakończenia znajomości z kobietami przejawiającymi tendencje do manipulowania jeszcze dobry rok po było sprawdzanie jak to się u mnie układa.
Norma. Mam wrażenie, że 90% piszących tutaj o rozstaniach tak naprawdę nie szuka pomocy tylko pomocy ukierunkowanej na to "jak go/ją odzyskać". Ale niech każdy uczy się na własnych błędach. Ja jednego faceta odzyskałam i po dwóch dniach żałowałam, a po dwóch tygodniach się rozstaliśmy na wieczność. Jak nie byłam pewna tego, co czuję to też chciałam przerwy. Ale prawda jest taka, że po prostu nie chciałam widzieć mojego faceta, bo w głębi duszy wiedziałam, że to nie ten.
Teraz mam innego, widzimy się codziennie i nie potrzebujemy żadnych przerw od siebie, bo się sobą nie męczymy. Tak powinno być.
Lady Loka napisał/a:Powiedzieć, że skoro zdecydował się na opuszczenie Twojego życia, to niech już nie wraca.
A potem zablokować w telefonie numer. Usunać i zablokować fejsa i inne kontakty. I się nie odzywać.Lady Loka Obawiam się, że rok-do30stki ciebie nie posłucha, mimo dobrych rad.
.
Niestety masz racje.
Nie posłuchałam. Nie potrafiłam i dalej nie potrafię zamknąć tematu ze względu na watpliwości i nadzieje.
Nie odzywałam sie poprostu, zamiast blokować.
Odezwał sie on do mnie po tygodniu jak gdyby nigdy nic. Gadamy codziennie coraz więcej, nie było okazji sie spotkać wiec nie udało mi sie pogadać na poważnie, nie chce tego robic jak dzieciaki na messengerze. Chce po prostu szczerze pogadać ale nie możemy zgrać terminu, nie chce tez widzieć sie w mieszkaniu u mnie lub u niego, chce by to bylo miejsce publiczne żeby nie naszło nas na głupoty.
Moze macie racje ze ten koniec to prawdziwy koniec, tez tak myślałam.
Zastanawiam sie tylko czy faktycznie nie zdarzają sie na świecie sytuacje gdzie ktoś sie zagubi sam ze sobą, nie zdarzy dorosnąć, ma watpliwosci, podejmuje decyzje która może okazać sie błędna? Ludzie czasami popełniają błędy...
Byliśmy ze sobą kupę czasu, od dzieciaka, niewiele przeżyliśmy osobno.
Widzę przez pryzmat tego czasu który upłynął ze obojgu to jest potrzebne, zebrać sie w sobie wprowadzić trochę zmian by drugiej osobie żyło sie z nami lepiej, czy to będzie on czy inny...
Teraz jak mój ex pisze to jest w nim coraz więcej czułości i zainteresowania niż było wcześniej, boje sie tego ze otworze serce i nabiorę w płuca nadziei a okaże sie ze to tylko chęć zaciągnięcia mnie do łóżka bo nic innego sie nie trafia...
Pisze mi ze chciałby pojechać do mojej rodziny na święta jak zawsze ale boi sie mojego ojca, ze musimy iść do kina na jakiś tam film bo to nasza tradycja premiery tej serii... dużo wspomina, dużo mówi i jak dzwoni to mówi do mnie tak jak za czasu związku „kotku”.
Ostatnio zaproponował ze jeśli nie mam innych planów to może we dwoje spędzimy sylwestra. Powiedziałam ze msm zamiar oglądać seriale s domu, nie planuje imprezy to rzucil ze zawsze chciał tak we dwoje ale nie było okazji wiec może wpadnie. Jak zapytałam co powie kolegom to napisał ze np. „ ze sie umówił z koleżanka lub siedzi sam żeby mu nie truli” zapytany czemu nie powie prawdy odpowiedział „nie wiem”. Napisałam mu ze nie chciałbym być nikogo wstydliwą tajemnica a tak sie dzieje i mi z rym zle, odpowiedział ze tak nie jest...
nie wiem sama, czy on nie jest pewny czy możemy cos odbudować o nie chve mowić czy tak naopowiadał wszystkim ze poszedł do przodu i o mnie zapomniał ze teraz nie da rady tego odkręcić...
Znajomi odgrywają duża role u niego i wpłynęli na jego decyzje.
Teraz zauważam ze odkąd sie spotykaliśmy wycofuje sie z imprez i więcej czasu spędza sam na układaniu życia.
Może sie spotkam z nim przed świetami na jakaś kawę, nie chce manipulować nie o yo chodzi, ale jest dla mnie ważnym człowiekiem,wiem ze jest gość zamknięty w dobie, nie chce swoim zachowaniem go przytłoczyć i przestraszyć.chce żeby nie chował sie do swojej skorupy i chciał pogadać o tym wszystkim a nie wycofał sie na bezpieczna pozycje „nie możemy być razem” jak tylko zadam jakieś pytanie. Bo jak ja mowie „nic sie nie da zrobić „to nie mówi „masz racje” tylko „ Taaak? dlaczego? serio tak myślisz?”
Chciałabym sie dowiedzieć co czuje i czy faktycznie jestem taka poczekajka przed kolejnym związkiem czy może trafiło nam sie „to” i przez nieuwagę nam to uciekło z rak i robimy największa głupotę życia jeśli tego nie uratujemy. Wiem ze pary maja za doba zdrady, dzieci narodzone ze zdrady, przemoc, kłamstwa i układają życie razem mimo wszystko, przepracowują tematy i żyją dalej....
zaczął się interesować jak Ty się zdystansowałaś. Ty się zaangażujesz, to on wróci na bezpieczną pozycję.
zaczął się interesować jak Ty się zdystansowałaś. Ty się zaangażujesz, to on wróci na bezpieczną pozycję.
Możliwe.
Zapytany dlaczego sie nie odzywał, odpowiedział za miał nawał pracy i bardzo mu szybko zleciało te kilka dni, nie wierzył ze nie pisaliśmy tydzień, podobno tak był zajęty. W kolejny weekend juz mimo wyjazdu ze znajomymi dzwonił i chciał sie spotkać. Może łapał dystans i musiał wszystko przemyśleć i sprawdzić czy to szczera tęsknota czy seks go ciągnie do mnie, albo to tylko zabawa w poczekajke jak mowicie.
Ja sie staram teraz nie angażować tak jak przy pierwszych spotkaniach i rozmowach. Nie rzucać wszystkiego bo powie mi ze mogę przy okazji potowarzyszyć mu ma zakupach. Staram sie skupić na sobie. Trzymać dystans ale nie sztuczna manipulacje tylko z szacunku dla siebie nie być na zawołanie i ze strachu przed kolejnym załamaniem ze względu na jego ciszę.
Nie ukrywam ze chciałabym żeby to miało racje bytu i sie udało nam to ułożyć na nowo.
Liczę na to ze po kolejnym spotkaniu i miłym wieczorze nie przepadnie jak kamień w wodę...
chciałabym tego uniknąć, dlatego próbuje analizować co zrobiłam zle ze na jakiś czas sie odsunął? za bardzo chciałam wszystko na raz i przestraszyłam faceta?
Jestem w szoku, jak nasze historie są podobne. Rozstanie po tylu latach, właściwie bezsensowne rozstanie, w którym do końca nie wiadomo o co chodzi i wszystko co potem, niemal identycznie. Ja też nie wiem co robić i jak postępować. Różni nas tylko to, że po rozstaniu ja swojemu nie powiedziałam że go kocham. On kurcze nie ma bladego pojęcia o tym. Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej, znowu mi opowiadał o jakichś dziewczynach, że on nie chce teraz wchodzić w żaden poważny związek, ale z kimś tam się spotyka i w ogóle dużo chętnych jest, jakaś już się w nim zakochała, inna to samo, po prostu super powodzenie ma
Chyba jest bardzo tym zajarany, bo ja go tak nie adorowałam jako mężczyzny, gdy byliśmy razem, zwłaszcza w ostatnich miesiącach. Nie wiem co robić. To jest miłość mojego życia, nie mogę jej tak odpuścić przecież ! W ogóle nie walczyłam jak się rozstawaliśmy, żadnych łez nie było, żadnych wyznań i błagań (nie dałam po sobie nic poznać, honor mi nie pozwalał, mimo że umierałam z bólu). Odwiózł mnie z walizkami do mojego mieszkania, przytuliliśmy się na pożegnanie i tyle. Na następny dzień każde założyło profil na portalu randkowym i zaczęło się "nowe życie". Tak sobie myślę, że może on naprawdę myśli, że ja już nic do niego nie czuję. Śmiechy chichy przez telefon, świetna zabawa ! Olewałam go przez ostatnie pół roku, w sensie że nie było seksu, wyprowadziłam się spokojnie i bez dramatu jakby to była bułka z masłem, to co on sobie ma myśleć ? Co ja powinnam zrobić ? Wyznać mu że go kocham ? W jaki sposób, żeby go nie wystraszyć ? ( bo biorę pod uwagę że on może nie czuć już tego samego). Nie wiem na czym stoję. Muszę coś zadziałać, póki nie będzie za późno. Bo jak on się w kimś w końcu na poważnie zakocha, to będzie pozamiatane.
A Tobie autorko radzę spędzić z nim tego sylwestra. Tylko nie mówić już nic o swoich uczuciach, ani o związku ( ON WIE ŻE GO KOCHASZ, on już to wie, w przeciwieństwie do mojego). Działaj delikatnie, nienachalnie, po prostu bądź miła i spraw żeby dobrze się bawił w Twoim towarzystwie. Wtedy to może jakoś naturalnie pójdzie....
Jestem w szoku, jak nasze historie są podobne. Rozstanie po tylu latach, właściwie bezsensowne rozstanie, w którym do końca nie wiadomo o co chodzi i wszystko co potem, niemal identycznie. Ja też nie wiem co robić i jak postępować. Różni nas tylko to, że po rozstaniu ja swojemu nie powiedziałam że go kocham. On kurcze nie ma bladego pojęcia o tym. Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej, znowu mi opowiadał o jakichś dziewczynach, że on nie chce teraz wchodzić w żaden poważny związek, ale z kimś tam się spotyka i w ogóle dużo chętnych jest, jakaś już się w nim zakochała, inna to samo, po prostu super powodzenie ma
Chyba jest bardzo tym zajarany, bo ja go tak nie adorowałam jako mężczyzny, gdy byliśmy razem, zwłaszcza w ostatnich miesiącach. Nie wiem co robić. To jest miłość mojego życia, nie mogę jej tak odpuścić przecież ! W ogóle nie walczyłam jak się rozstawaliśmy, żadnych łez nie było, żadnych wyznań i błagań (nie dałam po sobie nic poznać, honor mi nie pozwalał, mimo że umierałam z bólu). Odwiózł mnie z walizkami do mojego mieszkania, przytuliliśmy się na pożegnanie i tyle. Na następny dzień każde założyło profil na portalu randkowym i zaczęło się "nowe życie". Tak sobie myślę, że może on naprawdę myśli, że ja już nic do niego nie czuję. Śmiechy chichy przez telefon, świetna zabawa ! Olewałam go przez ostatnie pół roku, w sensie że nie było seksu, wyprowadziłam się spokojnie i bez dramatu jakby to była bułka z masłem, to co on sobie ma myśleć ? Co ja powinnam zrobić ? Wyznać mu że go kocham ? W jaki sposób, żeby go nie wystraszyć ? ( bo biorę pod uwagę że on może nie czuć już tego samego). Nie wiem na czym stoję. Muszę coś zadziałać, póki nie będzie za późno. Bo jak on się w kimś w końcu na poważnie zakocha, to będzie pozamiatane.
A Tobie autorko radzę spędzić z nim tego sylwestra. Tylko nie mówić już nic o swoich uczuciach, ani o związku ( ON WIE ŻE GO KOCHASZ, on już to wie, w przeciwieństwie do mojego). Działaj delikatnie, nienachalnie, po prostu bądź miła i spraw żeby dobrze się bawił w Twoim towarzystwie. Wtedy to może jakoś naturalnie pójdzie....
A ja uważam, że nie powinnaś z nim spędzać sylwestra, rok-do30stki. Odszedł pod wpływem znajomych i w nadziei na poderwanie koleżanki z pracy, a kiedy noga mu się powinęła, próbuje do Ciebie wrócić. Odetnij się od tego człowieka, życz zdrowia i niech idzie drogą, którą wybrał. Na pewno na początku będzie żałował, ale to nie miłość...
Upadła, jesteś bardzo dzielna, pokazałaś swojemu ex, że jesteś ponad to. Moim zdaniem on dobrze wie, że Ci zależy, przecież to nie Ty odeszłaś. Radzę Ci to samo, co wyżej.
Jesteście zakochane i macie fałszywy obraz rzeczywistości, ale jeszcze dużo pięknych chwil przed Wami, wydajecie się bardzo w porządku. Trzymajcie się
Rok-do30stki jak na razie to on Tobą świadomie (bądź nie) manipuluje. Najpierw szuka kontaktu, później go unika, kiedy Ty zdążysz się nakręcić. I ciężko mi uwierzyć, z dorosły facet tak bardzo może się przejmować opiniami znajomych.
A sytuację, gdzie się ktoś pogubi zdarzają się w filmach. W realu to nie wiem, bo jeszcze się z czymś takim nie spotkałam.
Jestem w szoku, jak nasze historie są podobne. Rozstanie po tylu latach, właściwie bezsensowne rozstanie, w którym do końca nie wiadomo o co chodzi i wszystko co potem, niemal identycznie. Ja też nie wiem co robić i jak postępować. Różni nas tylko to, że po rozstaniu ja swojemu nie powiedziałam że go kocham. On kurcze nie ma bladego pojęcia o tym. Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej, znowu mi opowiadał o jakichś dziewczynach, że on nie chce teraz wchodzić w żaden poważny związek, ale z kimś tam się spotyka i w ogóle dużo chętnych jest, jakaś już się w nim zakochała, inna to samo, po prostu super powodzenie ma
Chyba jest bardzo tym zajarany, bo ja go tak nie adorowałam jako mężczyzny, gdy byliśmy razem, zwłaszcza w ostatnich miesiącach. Nie wiem co robić. To jest miłość mojego życia, nie mogę jej tak odpuścić przecież ! W ogóle nie walczyłam jak się rozstawaliśmy, żadnych łez nie było, żadnych wyznań i błagań (nie dałam po sobie nic poznać, honor mi nie pozwalał, mimo że umierałam z bólu). Odwiózł mnie z walizkami do mojego mieszkania, przytuliliśmy się na pożegnanie i tyle. Na następny dzień każde założyło profil na portalu randkowym i zaczęło się "nowe życie". Tak sobie myślę, że może on naprawdę myśli, że ja już nic do niego nie czuję. Śmiechy chichy przez telefon, świetna zabawa ! Olewałam go przez ostatnie pół roku, w sensie że nie było seksu, wyprowadziłam się spokojnie i bez dramatu jakby to była bułka z masłem, to co on sobie ma myśleć ? Co ja powinnam zrobić ? Wyznać mu że go kocham ? W jaki sposób, żeby go nie wystraszyć ? ( bo biorę pod uwagę że on może nie czuć już tego samego). Nie wiem na czym stoję. Muszę coś zadziałać, póki nie będzie za późno. Bo jak on się w kimś w końcu na poważnie zakocha, to będzie pozamiatane.
A Tobie autorko radzę spędzić z nim tego sylwestra. Tylko nie mówić już nic o swoich uczuciach, ani o związku ( ON WIE ŻE GO KOCHASZ, on już to wie, w przeciwieństwie do mojego). Działaj delikatnie, nienachalnie, po prostu bądź miła i spraw żeby dobrze się bawił w Twoim towarzystwie. Wtedy to może jakoś naturalnie pójdzie....
Upadła, nie mam pojęcia jakie zachowanie jest dobre ani w mojej ani w Twojej sytuacji chociaż są obie bardzo podobne. Mam wrażenie że Twój ex wie co czujesz mimo że tego nie powiedziałaś. Nie wiem jednak czy rozmowa nie byłaby dobrym wyjściem. Sama sie zbieram by pogadać ze swoim ex, tez nie wiem jak to zrobić żeby nie pomyślał że oczekuje ślubu i dzieci w tym roku... Ja po prostu chce wiedzieć na czym stoję bo go bardzo kocham i chciałabym być z nim jak dawniej.
Minęły 3 miesiące osobno...
Ja sie zmieniam i on tez sie zmienia, na pewno oboje nie nadajemy sie teraz do żadnego związku, ani razem ani z innymi ludźmi ale dobrze by było wiedzieć czy oboje myślimy tak samo...
Kiedyś mi powiedział ze sie boi, ze cos było jednak nie tak i skąd mamy wiedzieć czy to sie uda, ale to było dawno, nie wiem co teraz on czuje.
Chce iść do przodu, albo w jego stronę albo w innym kierunku.
Staram sie do tego przygotować od stycznia zaczynam wizyty u psychologa.
Jutro prawdopodobnie sie zobaczę z ex, bo naciska na spotkanie, bo tęskni. Nie chce dać znam możliwości na konsumowanie „przyjaźni” dlatego mam nadzieje ze namówię go żeby gdzies wyjsć. Nie wiem czy odważę sie na rozmowe o uczuciach. Mam nadzieje ze tak. Pewnie in tez sie tego po mnie spodziewa, wie ze jestem niecierpliwa. Dobrze by było gdyby tez chciał pogadać i jakoś to rozwiązać. Szkoda ze tak to daleko zaszło i nie potrafiliśmy tego załatwić bez rozstania.
Co do sylwestra będę myśleć, po pierwsze jutro jak rozmowa dojdzie do skutku to może być rożnie, po drugie pewnie znajomi go gdzies wyciągną żeby nie był sam a on sie nie przyzba ze chciał być ze mną, po trzecie sama nie wiem czy to dobry pomysł, raczej cieżko nie trafić do łóżka jak spędzimy sami cała noc w domu, a nie chce takich sytuacji powtarzać z obawy na to jak on to potraktuje i jak sie potem zachowa. Ostatnia cisza po zbliżeniu kosztowała mnie bardzo dużo łez, stresu i cierpienia...
Cześć,
Widziałam się z nim wczoraj, przyszedł do mnie chociaż mieliśmy sie spotkać na mieście, ze względów finansowych nie chciał nigdzie wychodzić a tez nie chciał żebym ja musiała płacić.
Posiedzieliśmy razem, pogadaliśmy, oglądaliśmy głupoty. Trochę polezelismy razem przytuleni i było triche buziaków, bardziej romantycznych niż dzikoerotycznych. Jeszcze na samym początku wkurzyłam sie i jakaś pierdole dot. koleżanki z pracy, nic takiego poważnego, zupełnie bez sensu, ale poczułam sie zle i podniosl głos. Usłyszałam: „dalej jesteś chorobliwie zazdrosna, czyli jednak sie nie dogadamy”, ale ochłonęłam i go przeprosiłam, atmosfera sie wyprostowała. Potem tak jak pisałam tv, kanapa, trochę przytulancow, kolacja, dużo rozmów i nadrabiania zaległości. Jak go odwiozłam do domu to jeszcze chwile staliśmy pod blokiem dalej mówiąc o wszystkim o niczym. Juz sie pożegnaliśmy jak cos mnie natknęło, zawołałam go, potem jak zapytał p co chodzi to odpowiedziałam „ widzieliśmy sie tyle czasu s nie było okazji pogadać” odpowiedział „mhm” i znowu sie pożegnał, uciekał od tej sytuacji. Wsiadłam do auta, ujechaliby kawałek i znowu wysiadałam, poprosiłam o kilka minuty. Widziałam w jego oczach strach i przerażenie. Zadałam pytanie? Boisz sie tej rozmowy co? Bo wiesz do czego ona prowadzi. Powiedział ze troche tak ze nie ma ochoty teraz gadać . Zapytałam na początku „ o co tutaj chodzi? No nie rozumiem?” Powiedział ze sam nie wie, nie wie czego chve. Jest mu cieżko i bardzo tęskni za mną” powiedziałam ze tylko mnie sie przyznaje ze tęskni a cała reszta świata myśli ze on mnie nienawidzi. Na to powiedział ze mówi ze tęskni jakiemuś nowemu koledze z pracy, a ze znajomymi sie teraz coraz mniej widuje i ze nie gada o mnie z nimi. Powiedziałam ze nie mogę i nie chve być lekarstwem dla niego, powiedział ze to nie tak. Mówiłam ze trochę sie gubię no raz sie widujemy a raz po ostrym wieczorze nagle urywa kontakt i ze chciałabym żeby mnie traktował z szacunkiem. Powiedział ze nie chciał żeby tak wyszlo, ze teraz będzie pisał. Powiedziałam ze nie chodzi o to żeby pisał tylko żeby to było spójne wszystko, bo może nie powinnismy sie spotykać ale powiedział ze nie, ze chce. Powiedziałam ze nieoczekiwanych teraz od niego deklaracji i wielkich słów tylko nie wiem i nie rozumiem co Sie dzieje. Powiedział ze rozumie i sie wycofał, podziękował za miły fajny wieczór. Prosił bym nie była smutna i zla. Wczoraj jak sie nie odezwałam to zadzwonił by sie upewnić czy dojechałam. Dzisiaj gadaliśmy rano o naszych wspólnych zainteresowanych, podsylsliy sobie muzykę.
Niczego sie nie dowiedziałam, dalej nic nie wiem. Mam wrażenie se bal sie rozmowy bo podejrzewał ze mogę chcieć urwać kontakt jak nie będzie deklaracji.
Nie wiem na ile on naprawdę nie wie, a na ile nie wie żeby mieć kontakt o koło ratunkowe.
Mam mieszane uczucia. Wiem ze mu zależy, nie tylko na seksie tylko czuje uczucie dobre z jego strony, tak jak kiedyś. Z drugiej analizuje każda sekundę z wczoraj i sie boje sie cos jest nie tak.
Rozumiem brak deklaracji jeśli patrzę pod kontem tego ze nie byliśmy razem chwile, cos było nie tak i zanim sie na cos zdecydujemy to musimy sie spotykać żeby sprawdzić czy sie dogadujemy i czy cos sie zmienia ( ja pokazałam e nic bo zrobiłam zazdrosna awanturę).
Chce sie wstrzymać z przesadnym optymizmem i przesadnym pesymiznem. Chve dać sie temu rozwijać ale sie bardzo stresuje... nie wiem co dalej
Kobieto ogarnij się. Oczywiście, że jesteś kołem ratunkowym dla niego. Jakby chciał, to by wrócił. "nie wiem" oznacza "nie kocham i nie chcę, ale nie wiem jeszcze czy dam radę być sam"
Czekaj na niego. Bądź cierpliwa, bo dla niego musi to być bardzo trudne, skoro nadal jesteś zazdrosna. Za bardzo go ciśniesz i chłopak się stresuje, choć na pewno ciągle o Tobie myśli; sam wszakże powiedział, że za Tobą tęskni. Tylko Twoja cierpliwość może uratować wasz związek (którego nie ma).
To chciałaś przeczytać?
Sorry za złośliwość, ale facet robi z Tobą, co mu się żywnie podoba. Nikt kochający tak nie postępuje.
Czekaj na niego. Bądź cierpliwa, bo dla niego musi to być bardzo trudne, skoro nadal jesteś zazdrosna. Za bardzo go ciśniesz i chłopak się stresuje, choć na pewno ciągle o Tobie myśli; sam wszakże powiedział, że za Tobą tęskni. Tylko Twoja cierpliwość może uratować wasz związek (którego nie ma).
To chciałaś przeczytać?
Sorry za złośliwość, ale facet robi z Tobą, co mu się żywnie podoba. Nikt kochający tak nie postępuje.
Tak, właśnie to podświadomie chciałam uslyszec.
Wszystko jest niby takie proste.
Ja go kocham, podświadomie liczę na powrót ale tak do końca sama nie wiem czy warto i czy tego chve, czy by sie udalo zbudować cos dobrego, pewnie dlatego myśle i tłumacze sobie ze on ma tak samo, ze czuje do mnie to co ja dole boi sie ze nie da sie tego naprawić i nie zmieniliśmy nic jeszcze i zejdziemy sie po to by sie szybko rozejść... dlatego oboje niby teraz sprawdzamy czy damy radę sie dogadać i spróbować, bo jak inaczej możemy sie dowiedzieć? Skąd wiedzieć jaka podjąć decyzje? Ludzie chodzą na randki zanim zdecydują o związku może tu jest podobnie?
Wiem co usłyszę, ze jestem naiwna bardzo i głupia. Pewnie tak, nie wiem kiedy otrzeźwieje. Próbuje zaczynać układać sobie to w głowie ale głupie nadzieje są silniejsze i ciagle go sobie tłumacze i ciagle myśle ze jest w tym podobny do mnie. Bo znam go kupę czasu i nie należy do osób które są aż tak perfidne żeby tak grać i wykorzystywać ludzi, z drugiej strony może sie zmienił i taki teraz właśnie jest...
Dzięki za opinie, dały mi do myślenia.
43 2017-12-22 08:00:32 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2017-12-22 08:00:53)
Tu nie jest podobnie. Jedyne co on sorawdza to to, czy naprawde jesteś tak głupoa, żeby być na każde jego zawołanie.
Tu nie jest podobnie. Jedyne co on sorawdza to to, czy naprawde jesteś tak głupoa, żeby być na każde jego zawołanie.
Co sprawia że to sie wydaje takie oczywiste?
Co powinien robic żebym wiedziała ze czuje to co ja i myśli na poważnie o tym by to naprawić?
Musisz oczyścić swój umysł ze śmieciowych myśli. Jeszcze trochę a zwariujesz od tego myślenia. Nie lepiej się wyciszyć? Poukładać sobie dane w głowie? Skąd my mamy wiedzieć co on czuje? Uspokój się a odpowiedź przyjdzie z czasem. Niczego nie sforsujesz takim życzeniowym zamartwianiem się. Zaufaj, że cokolwiek będzie to będzie dobrze.
Lady Loka napisał/a:Tu nie jest podobnie. Jedyne co on sorawdza to to, czy naprawde jesteś tak głupoa, żeby być na każde jego zawołanie.
Co sprawia że to sie wydaje takie oczywiste?
Co powinien robic żebym wiedziała ze czuje to co ja i myśli na poważnie o tym by to naprawić?
hmm. Może powiedzieć Ci o tym? Tyle razem byliście, związku z tak długim stażem nie rzuca się ot tak. Skoro się rozstaliście to widocznie, coś w tym było.
Witam od 6 lat bylem z narzeczona przez ten czas gralem w zakłady bukmacherskie bylem uzależniony od 2 lat narzeczeństwo mieszkaliśmy razem około 3 lat w koncu jej cierpliwość sie skończyła z dnia na dzień odeszla spakowała się powiedziała że jest nieszczęśliwa. To był dla mnie koszmar dopiero po takim gongu zrozumiem ze nie była szczęśliwa i stabilna ze mną zapisalem się i chodze na terapie co najważniejsze znienawidziłem granie i jie gram staram się jak mogę chociaz moja psychika siada pytalem jej kilkukrotnie o szanse ze teraz jej najbardziej potrzebuje powiedziala ze nie da i nie chce w to wchodzić strasznie ja kocham bo to moja miłość zycia jak mam to uratować czy wogole są szanse zeby to uratować help me please