Moje relacje z rodzicami od zawsze były tragiczne, zawsze byłam tą gorsza, beznadziejną, wyrodna córka która odważyła sie przeciwstawić patologi w domu, w każdym razie od rodziców odwróciła sie cała rodzina, nikt z nimi nie rozmawia i nikt nie chce znać. A w moim związku pojawił sie temat ślubu i wesela, pytanie czy zapraszać rodziców którzy zniszczyli mi całe życie? Rodzic to jednak rodzic, ale czy warto ryzykować?
Podobne tematy
Myślę, że na ślub możesz, a nawet powinnaś ich zaprosic. To w końcu rodzice - innych miec juz w swoim życiu nie będziesz.
To Twoi rodzice - powinnaś ich zaprosić, jacy by nie byli.
Jeśli nie są Ci bliscy, nie kochasz ich i nie chcesz, żeby byli obecni, to nie zapraszaj.
"Bo to rodzina" to dla mnie najgłupsze wytłumaczenie w takich przypadkach. Pokrewieństwo to nie wszystko.
Jeżeli jesteś w stanie przewidzieć jak się zachowają, szczególnie po alkoholu i boisz się tego, to nie zapraszaj, albo zaproś tylko do kościoła, ale musisz to wyraźnie zaznaczyć, że zapraszasz tylko na slub, a nie na wesele.
Jeżeli jesteś w stanie przewidzieć jak się zachowają, szczególnie po alkoholu i boisz się tego, to nie zapraszaj, albo zaproś tylko do kościoła, ale musisz to wyraźnie zaznaczyć, że zapraszasz tylko na slub, a nie na wesele.
Poczują się bardzo dotknięci. Albo zaprosisz ich na ślub i wesele, albo lepiej wcale.
Wiesz, szczera rozmowa z nimi, upomnienie ich, przypomnienie, ze to dla Ciebie najważniejsza uroczystość tez jest na miejscu.
Jeśli nie są Ci bliscy, nie kochasz ich i nie chcesz, żeby byli obecni, to nie zapraszaj.
"Bo to rodzina" to dla mnie najgłupsze wytłumaczenie w takich przypadkach. Pokrewieństwo to nie wszystko.
Otóż to.
"To przecież rodzice" "Rodziców ma się tylko jednych" i tego typu refleksje mogą miec tylko ludzie, którzy nie mają bladego pojęcia jak to jest wychowywać się i żyć w ciągłym strachu i niepewności jakie daje dom w którym rządzi alkohol. I dobrze, że nie wiedzą, bo to są doświadczenia rzutujące już na całe życie.
Niebieski Cienkopisie - wejrzyj sama w siebie czego Ty naprawdę chcesz. Jakie warunku muszą być spełnione, abyś Ty potrafiła zupełnie szczerze cieszyć się tym dniem, czuć się spokojnie i bezpiecznie. Postąp tak jak Ty czujesz i nie patrz na opinie ludzi, na to co "wypada" i takie tam bzdury. Jesteś dorosła i samodzielna. To jest Twoje życie i tylko Ty decydujesz o tym czy i kogo zaprosisz do uczestnictwa w nim.
"To przecież rodzice" "Rodziców ma się tylko jednych" i tego typu refleksje mogą miec tylko ludzie, którzy nie mają bladego pojęcia jak to jest wychowywać się i żyć w ciągłym strachu i niepewności jakie daje dom w którym rządzi alkohol. I dobrze, że nie wiedzą, bo to są doświadczenia rzutujące już na całe życie.
Niebieski Cienkopisie - wejrzyj sama w siebie czego Ty naprawdę chcesz. Jakie warunku muszą być spełnione, abyś Ty potrafiła zupełnie szczerze cieszyć się tym dniem, czuć się spokojnie i bezpiecznie. Postąp tak jak Ty czujesz i nie patrz na opinie ludzi, na to co "wypada" i takie tam bzdury. Jesteś dorosła i samodzielna. To jest Twoje życie i tylko Ty decydujesz o tym czy i kogo zaprosisz do uczestnictwa w nim.
tak właśnie rozmawiałam ostatnio z teściowa która jest dla mnie jak matka i zastanawiałam sie dlaczego mam liczyć sie z tym co pomyśli rodzina i znajomi którzy nie pomogli mi gdy tego potrzebowałam tylko milczeli? Wcale nie tak prosto jest "porozmawiać" z kimś dla kogo przez całe byłaś nikim.. I niestety nadal jesteś.
10 2013-03-20 12:14:56 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2013-03-20 12:16:04)
Niebieski Cienkopis, wiem o czym mówisz. Sama jestem DDA. Więc nie będę opisywać co czuję i dlaczego z ojcem i tą częścią rodziny nie chcę mieć nic wspólnego. Ty na pewno to rozumiesz. Od paru dobrych lat czuję już tylko ulgę, że uwolniłam się, że to już tylko złe wspomnienie - tak odległe, że sama nie mam czasem pewności na ile realne
Ja w międzyczasie wzięłam ślub, niedługo urodzę nasze pierwsze dziecko i zupełnie nie widzę powodu, żeby ktoś dla kogo byłam mniej niż śmieciem był zaproszony do mojego życia. Parę dobrych lat i wiele rozmów z mądrymi ludzmi kosztowało mnie zrozumienie, że bycie ojcem wymaga więcej niż spłodzenia. A spłodzenie nie daje prawa do wyniszczania tego komu "dało się życie". Też kiedyś wierzyłam w te wszystkie "to przecież Twoj ojciec". Sporo łez kosztowało mnie zrozumienie, że pod pojęciem "ojciec", "dom" rozumiemy zupełnie co innego. Dla mnie to był strach, niepewność, paraliżująca nienawiść, wstyd, niemoc, dla tych, którzy to mówili to było bezpieczeństwo, wsparcie itp. Mówiliśmy o czym innym... Teraz jestem już od tego uwolniona - mam swoje życie i swój dom, własnie taki bezpieczny, spokojny i ciepły. I tylko jeszcze czasem w głębi duszy troche zazdroszczę tym, którzy zupełnie nie rozumieją, że z częścią swojej biologicznej rodziny nie chcę mieć kontaktu z wyboru i że wcale za tym nie tęsknię.
Mam ten sam dylemat. W maju ślub. I tak jak ojczym z mamą będą, tak ojca nie zaprosze.
Nigdy go nie interesowało co czuję i co u mnie. A 18 lat gdy z nami mieszkał, życie brata i moje zamienił w niemały koszmar.
A w ten dzień chcę być szczęśliwa. Po prostu. Bez stresu i toksyn dookoła.
A w ten dzień chcę być szczęśliwa. Po prostu. Bez stresu i toksyn dookoła.
W ten dzień i przez resztę życia
I myślę, że najmniejsze znaczenie w tym ma to czy ktoś, kto przez X lat żywił się naszą krzywdą poczuje się dotknięty. Inna sprawa, że ktoś, kto miałby jakiekolwiek ludzkie uczucia nie zamieniłby życia własnego dziecka w piekło...
I jeszcze jedno - ja kilku "osądzaczy" zapytałam wprost - "a gdzie byłeś, kiedy mogłeś mi realnie pomóc?". Teraz, kiedy ja mam to daleko za sobą, wielu chętnie ocenia, osądza, radzi... a jak naprawdę potrzebowałam pomocy, to chętnych nie było tak wielu...
Nocna lampko to super że potrafiłas sobie ułożyć życie i odcięłaś sie od tego co przeżyłaś. Dobrze że spotkałysmy w życiu ludzi dzięki którym mamy szansę zacząć od nowa i stworzyć z nimi prawdziwe rodziny
chodź ja bardzo boję sie że nie będę potrafiła zostawić tego za sobą... I że nie będę w przyszłości wystarczająco dobrą matką..
Nocna lampko to super że potrafiłas sobie ułożyć życie i odcięłaś sie od tego co przeżyłaś. Dobrze że spotkałysmy w życiu ludzi dzięki którym mamy szansę zacząć od nowa i stworzyć z nimi prawdziwe rodziny
chodź ja bardzo boję sie że nie będę potrafiła zostawić tego za sobą... I że nie będę w przyszłości wystarczająco dobrą matką..
Jesteś młodziutka, dwa nie zakładaj od razu najgorszego.
Kochana, Ty też się odetniesz! Zobaczysz, przyjdzie taki czas, kiedy to co bolało, boleć przestanie. Każdy ma inną drogę - mi pomogło zupełne odcięcie się i nie słuchanie "dobrych rad" ale samej siebie. Teraz, po latach, potrafię śmiać się z wielu zachowań mojego ojca, które kiedyś mnie zawstydzały i irytowały. Ty też się kiedyś uwolnisz od tego
Zobaczysz!
A co do macierzyństwa - mój mąż (nota bene też DDA i parę innych DD...) czasem pół żartem mnie pociesza, kiedy też się tego obawiam, że skoro nasi rodzice w tak trudnych warunkach wychowali nas na ludzi, to to nie może być wcale takie trudne
I twierdzi, że samo to, że myślimy o tym jak być dobrymi i mądrymi rodzicami świadczy o tym, że nie będziemy najgorsi, a na pewno nie będziemy gorsi niż nasi rodzice
A poważnie - ja wiem, że mój syn, choć jeszcze nienarodzony, już ma więcej niż my mieliśmy - ma oboje kochających go bezgranicznie rodziców i chcących być dla niego jak najlepszymi rodzicami, ma dom, w którym będzie mógł czuć się swobodnie i bezpiecznie - a to są już solidne podstawy do szczęśliwego dzieciństwa. Twoje dzieci też będą to miały, więc z resztą sobie poradzisz!