Hmmm.Sama nie wiem od czego zacząć...6 lat po ślubie,trójka wspaniałych małych brzdąców...i mąż alkoholik....chciałabym odejść,ale dokąd? Jak dam sobie radę z trójką małych dzieci...a miało być jak w bajce...mąż dostał spadek,kupiliśmy dom,samochody zmieniliśmy na lepsze,mąż miał otworzyć firmę...no i cóż...z tą firmą tylko na planach się skończyło.Kupiliśmy dom w stanie prawie wykończonym.Wszystko musiałąm sama zrobić,bo mąż stwierdził,że robi sobie wakacje.Meble sama składałam,malowałam ściany,kładłam kafelki w kuchni nad szafkami,w między czasie zajmowałam się dziećmi,prałam,sprzątałąm,gotowałam a PAN sobie leżał pijany...minął rok...i PAN dalej sobie leży,tylko w nocy wstaje do małego,dzień przesypia.Pojechał do pracy.Nie było go od pon-pt.Bez większego problemu ogarniałąm wszystko.Grzejemy kominkiem (mamy grzejniki,ale tak wychodzi taniej).Zima,mróz a ja zapalam na dwór po trochę mokrego drewna (mieszamy suche i mokre).I choroba gotowa.Dzwonię,proszę przyjedź na dwa dni,bo nie jestem w stanie wstać z łóżka.Naprawdę czułam się strasznie-słyszę-nie mogę pracuję.Udało mi się jakoś wykurować przez dwa dni i zacząć jakoś funkcjonować...a mój mąż,hmm dwa dni wczesniej nie mógł wziąść wolnego (znaczy on pracuje sam dla siebie) a tu słyszę,że dziś ma wolne,bo musi coś tam załatwić(okazało się bzdurą bo poszedł na balet),nastepnego dnia też ma wolne(zdychał po balecie) a jak ja prosiłam,to nie mógł!Zdychałam jak nie wiem,ale trzeba było dzieci ogarnąć i dom i nie interesowało go wtedy,ze ja wręcz na kolanach tymi dziećmi się zajmuję,a on dwa dni później idzie sobie w tany.Teraz znowu nie pracuje.Już miesiąc siedzi w domu.Oczywiście wódeczki sobie nie odmawia...pomóc mi skoro i tak jest w domu,a skądże...zawsze jak wypije kłócimy się...mam dość tego...chciałąbym aby moje dzieci miały spokojny dom...tylko,że ja nie mam gdzie pójść...dom samotnej matki...myślałam o tym...tylko jak dzieci to przeżyją...a co potem?Ja na razie dopóki mały nie podrośnie nie pójdę do pracy,chyba,że uda mi się go dostać do żłobka...marne szanse...kocham go,ale on nie chce się zmienić,alkohol jest najważniejszy...chcę odejść,ale gdzie?problem jest w tym,że wyprowadziliśmy sie z Warszawy na wieś i jak dzwoniłam do Warszawy aby tam dostać się do domu samotnej matki,to powiedzieli,ze mam szukać tutaj,ale gdzie?poza tym ja całe życie wychowałam się w Warszawie,tam mam bliskich (niestety nie mają warunków aby mnie wziąść do siebie z trójką małych dzieci),którzy zawsze mi pomogą,na razie nikt nie wie do końca jak bardzo się wszystko popaprało.Co bym nie zrobiła i tak będzie źle dla mojego męża,żebym nie wiem jak się starała..nigdy nie usłyszałam ani pochwały tylko pretensje...mógł zrobić sam lepiej..ale po co...chcę się rozwieźć,ale gdzie pójdę...to mi spędza sen z powiek.Może ktoś mi doradzi co zrobić.Jak wygląda życie w domach samotnych matek?Wyprowadzając się będę musiałą zabrać sporo rzeczy,bo obawiam się,że on to po prostu sprzeda na alkohol jak się wyprowadzę...szkoda mi tylko dzieciaków...myślałąm,że wszystko się jakoś ułoży,ale nie mam już siły ratować tego na siłę...
Podobne tematy
2 2013-03-09 22:30:12 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-03-09 22:32:20)
Nie napisze nic odkrywczego, wyjścia masz dwa - zmuszasz/namawiasz męża do leczenia albo zabierasz dzieci i odchodzisz.
Innych rozwiązań NIE MA.
Dodam (z autopsji), ze dorastanie w takim patologicznym domu to tragedia dla dziecka i na 100% odbija się na psychice. Także zastanów się, na co skazujesz swoje dzieciaki.
Edit: Jeśli nie masz rodziny, która mogłaby Ci pomoc, pozostają domy samotnej matki, przytułki, opieka społeczna. Wierz mi, znajdziesz pomoc. Poszukaj, gdzie znajdują się tego typu instytucje w Twoim mieście.
Jak szukałam pomocy w opiece społecznej..hmm...szkoda gadać.Zostałam olana,złożyłam o mieszkanie (dom jest odrębnym majątkiem mojego męża) nie dostałam,bo mąż ma dom i niby mam gdzie mieszkać,ale kogo to obchodzi,że tu nie da się żyć...a do domu nie mam żadnych praw.Chciałabym uratować to małżeństwo,ale już prawie nie wierzę,że to się uda.Dzieci go kochają,staram się aby nie widziały co się dzieje...niestety instytucje,które powinny pomagać...nie pomagają,bo mąż mnie nie bije.Co z tego,że pije i pracuje raz na jakiś czas,awanturuje się-ale przecież Pani ani dzieci nie uderzył...instytucje to żarty...mimo wszystko będę szukać dalej pomocy...po prostu wsiąść w samochód i wyjechać..i co dalej jak nikt mi nie pomoże?Podjeżdżam w miarę dobrym samochodem i spotykam opór..nawet nie mogę go sprzedać,bo jest na męża...wszędzie tylko opór...no i z czego żyć jak odejdę,wiem,ze to wydaje się proste,spakuj się,zabierz dzieci...tylko co potem?to jest trójka małych dzieci...cp ja zrobiłam ze swoim życiem i dzieci...miało być tak pięknie...jak mogłam wcześniej nie zauważyć,że będzie problem...wypił czasami,ale teraz to już bez setki ani rusz...zaraz jak tak dalej pójdzie nie będzie z czego żyć...muszę coś wymyśleć,bo zwariuję tutaj...
zmuszasz/namawiasz męża do leczenia
a da się z tego wyleczyć? są szanse?
Cynicznahipo napisał/a:zmuszasz/namawiasz męża do leczenia
a da się z tego wyleczyć? są szanse?
Da się, ale oboje musicie tego chcieć i mieć świadomość, ze będzie bardzo trudno.
Będziesz musiała być cierpliwa, konsekwentna i stanowcza.
Przygotuj się na to, ze momentami będzie BARDZO ciężko, bo wyjście z nałogu do łatwych czynności nie należy.
Zastanów się, czy wytrzymasz taka sytuacje, czy jesteś wystarczająco silna, czy Twoje dzieci to zniosą.
Nie podejmuj pochopnych decyzji, najlepiej udaj się do najbliższego klubu AA, tam pokierują Cie dalej.
Myślę, że to najlepsze co możesz zrobić. Poszukaj klubu AA i spotkań DDA. Tam Ci też powinni pomóc, doradzić.
Spróbuję...tylko czy można tam pójść z dziećmi? Nie mam co z nimi zrobić,z kim zostawić...rodzina jest 50km od nas,a tu mieszkamy od niedawna i nie mam nikogo kto zostałby z trójką moich kochanych potworków:)...a poza tym nie wiem czy on da się namówić...już próbowałam o klubie AA,ale on nie chciał o tym słyszeć,bo jak twierdzi potrafi to kontrolować,co oczywiście prawdą nie jest...:( ciężko będzie go przekonać...może chociaż na DDA da się przekonać...wiem,że będzie ciężko,jestem dzieckiem alkoholika,sama nienawidzę alkoholu,ale za to trafił mi się mąż...przewrotne to życie...ja dam radę na pewno,oby tylko on chciał...tym bardziej,że nie jest jeszcze aż tak zagłębiony aby codziennie wtaczał się do domu ledwo trzymając się na nogach,ale bywa,że traci panowanie i wtedy jest kłótnia...bywa też,że nie pije...tylko przecież to nie zmienia faktu,że ma problem...ja dam radę,oby on chciał...może sama groźba rozwodu,znaczy,że złożę pozew o rozwód,ale jak się zahamuje i podejmie leczenie to wtedy wycofam...pomoże to coś?groziłam rozwodem,ale tylko słownie...może czas złożyć pozew...może się uda...już sama nie wiem...
Spróbuję...tylko czy można tam pójść z dziećmi? Nie mam co z nimi zrobić,z kim zostawić...rodzina jest 50km od nas,a tu mieszkamy od niedawna i nie mam nikogo kto zostałby z trójką moich kochanych potworków:)...a poza tym nie wiem czy on da się namówić...już próbowałam o klubie AA,ale on nie chciał o tym słyszeć,bo jak twierdzi potrafi to kontrolować,co oczywiście prawdą nie jest...:( ciężko będzie go przekonać...może chociaż na DDA da się przekonać...wiem,że będzie ciężko,jestem dzieckiem alkoholika,sama nienawidzę alkoholu,ale za to trafił mi się mąż...przewrotne to życie...ja dam radę na pewno,oby tylko on chciał...tym bardziej,że nie jest jeszcze aż tak zagłębiony aby codziennie wtaczał się do domu ledwo trzymając się na nogach,ale bywa,że traci panowanie i wtedy jest kłótnia...bywa też,że nie pije...tylko przecież to nie zmienia faktu,że ma problem...ja dam radę,oby on chciał...może sama groźba rozwodu,znaczy,że złożę pozew o rozwód,ale jak się zahamuje i podejmie leczenie to wtedy wycofam...pomoże to coś?groziłam rozwodem,ale tylko słownie...może czas złożyć pozew...może się uda...już sama nie wiem...
Dobrze się zastanów, to musi być tez Twoja decyzja.
Zrób rekonesans, AA, DDA, ośrodki, terapie; dowiedz się, kto może pomoc, jak to będzie wyglądało. Nie wstydź sie prosić o pomoc.
Możesz zabrać ze sobą dzieci.
Jak już będziesz wiedziała co i jak, czeka Cie szczera rozmowa z mężem, spokojna - to bardzo ważne.
Jeśli będziesz widziała, ze on nie chce i nic do niego nie dociera - wróci temat rozwodu.
Badz dobrej myśli.
Dziękuję serdecznie za pomoc i wsparcie.Jestem sama z tym problemem.Najgorsze jest to,ze wspiera go matka.Często go kryła jak zamiast do pracy pojechał do niej i razem sobie wypijali.Będzie trudno,ale dam radę co by nie wyniknęło z tego wszystkiego.Zrobię wszystko dla moich dzieciaczków.Czas zacząć wielkie zmiany...a jak to się skończy-czas pokaże.Dziękuję jeszcze raz.
10 2013-03-10 18:12:21 Ostatnio edytowany przez daria1968 (2013-03-10 19:30:25)
Przedłuźyły mu się wakacje - po co wracać.
Źona to złota rączka-szafki skręci,zlew przetka...
I tak palimy sobie same we własnym piekle!!!
Zmiany muszą zacząć się od Ciebie.
Konsekwencja,stanowczość.Źadnych obiadków,prania skarpet.Nigdy przecieź nie byłaś jego matką.
Nie ma się co cackać.
Ja wczoraj powaliłam swego byłego na ziemie .Prosiłam o ściszenie telewizora raz,drugi...
Złapałam za bety...skąd ja tyle siły i odwagi miałam.
Moźe dlatego źe stanełam w obronie mojego dziecka....
dom jest odrębnym majątkiem mojego męża
Dom - tak. Pisałaś jednak, że nie był całkiem wykończony. Zatem dokonaliście nakładów na niego w czasie małżeństwa. Masz prawo do zwrotu połowy tych nakładów (jeżeli nie będzie nierównego udziału). Kiedy już podejmiesz decyzję co dalej, skontaktuj się z prawnikiem (są prawnicy udzielający pomocy pro bono, są poradnie na wydziałach prawa, stowarzyszenia też mają swoich prawników).
Przedłuźyły mu się wakacje - po co wracać.
Źona to złota rączka-szafki skręci,zlew przetka...I tak palimy sobie same we własnym piekle!!!
Zmiany muszą zacząć się od Ciebie.
Konsekwencja,stanowczość.Źadnych obiadków,prania skarpet.Nigdy przecieź nie byłaś jego matką.
Nie ma się co cackać.
Ja wczoraj powaliłam swego byłego na ziemie .Prosiłam o ściszenie telewizora raz,drugi...
Złapałam za bety...skąd ja tyle siły i odwagi miałam.
Moźe dlatego źe stanełam w obronie mojego dziecka....
No właśnie...może za bardzo byłam samodzielna,powinna od niego więcej wymagać...ale dla mnie po części to była frajda urządzanie domu,malowanie ścian...jak widziałam jak zmienia się dom w taki jak chce...wymarzony to aż chciało mi się robić więcej i więcej...a powinnam jego do tego zagonić i tyle...za wygodnie mu się zrobiło...masz rację..czas się postawić...jestem jego żoną a nie praczką,służącą,sprzątaczką iopiekunką..on też musi mieć swoje obowiązki.Zobaczymy co z tego wyniknie:)
andziula4027 napisał/a:dom jest odrębnym majątkiem mojego męża
Dom - tak. Pisałaś jednak, że nie był całkiem wykończony. Zatem dokonaliście nakładów na niego w czasie małżeństwa. Masz prawo do zwrotu połowy tych nakładów (jeżeli nie będzie nierównego udziału). Kiedy już podejmiesz decyzję co dalej, skontaktuj się z prawnikiem (są prawnicy udzielający pomocy pro bono, są poradnie na wydziałach prawa, stowarzyszenia też mają swoich prawników).
Ja wiem,że tylko dom do niego należy a resztę dzielimy po pół...tylko,ze po pierwsze nie do końca chcę odchodzić-wolałabym to uratować...a po drugie-jak już odejdę,zanim odbędzie się sprawa,zapadnie wyrok to potrwa ze dwa lata i muszę myśleć jak sobie dam radę przez te dwa lata...z trójką moich małych szkrabików...bez domu i możliwości pomocy mieszkaniowej od rodziny (bo każdą inną dostanę-tylko nikt nie ma warunków) tu o to chodzi,bo troszkę wiem co i dlaczego mi się należy,bo już czytałam o tym trochę.:)
Andziula4027 nie będę udzielała Ci wskazówek co do twojego wyboru, ale nie ty jedna masz taki problem. Przyznaję ci racje odeiść czy nie jesli tak to dokąd i za co żyć. Ja pracuję, i też nie odważyłabym się zostawić dom dorobek mojego życia , tylko dlatego że ten drań pije i wyzywa mnie Zyczę dużo siły i mocnej psychiki.
przede wszystki poradnia uzależnień i terapia dla Ciebie
Ty masz ratowac siebie i dzieci
wygogluj sobie alkoholizm, poczytaj....
nikt nie powiedział,że to Ty musisz się wyprowadzić
Andziula miałam męża alkoholika, przez 10 lat początki były takie że nie dostrzegałam problemu. Potem zaczął pić coraz więcej, wyzywać mnie i dziecko, bić mnie. Jeszcze się nie rozwiedliśmy, ale po ostatniej awanturze w listopadzie 2011 wezwałam policję i potem wyprowadził się do matki. Tyle czasu nie mieszkamy razem i myślałam,że już się od niego uwolniłam, jestem samodzielna finansowo dobrze sobie radzę. Od czasu do czasu widywaliśmy się ze względu na dziecko, wspólne święta, czasem jakaś rozmowa i tyle. Byłam obojętna.
I wiesz co ? Niedawno powiedział mi, że się z kimś spotyka. Przeżyłam to okropnie. Przez dwa tygodnie płakałam non stop. Teraz już trochę lepiej, wybieram się do poradni uzależnień bo zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem od niego uzależniona. Wydaje mi się, że tak go kocham ale to nie jest miłość to współuzależnienie.
I muszę udać się do specjalisty aby mi to wytłumaczył, jestem przerażona tym,że sama nie mogę sobie poradzić.
Andziula miałam męża alkoholika, przez 10 lat początki były takie że nie dostrzegałam problemu. Potem zaczął pić coraz więcej, wyzywać mnie i dziecko, bić mnie. Jeszcze się nie rozwiedliśmy, ale po ostatniej awanturze w listopadzie 2011 wezwałam policję i potem wyprowadził się do matki. Tyle czasu nie mieszkamy razem i myślałam,że już się od niego uwolniłam, jestem samodzielna finansowo dobrze sobie radzę. Od czasu do czasu widywaliśmy się ze względu na dziecko, wspólne święta, czasem jakaś rozmowa i tyle. Byłam obojętna.
I wiesz co ? Niedawno powiedział mi, że się z kimś spotyka. Przeżyłam to okropnie. Przez dwa tygodnie płakałam non stop. Teraz już trochę lepiej, wybieram się do poradni uzależnień bo zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem od niego uzależniona. Wydaje mi się, że tak go kocham ale to nie jest miłość to współuzależnienie.
I muszę udać się do specjalisty aby mi to wytłumaczył, jestem przerażona tym,że sama nie mogę sobie poradzić.
LIDKA7
Trzymam za Ciebie kciuki i za siebie też,bo podjęłam decyzję,że wnoszę pozew o rozwód...hmmm...dałaś mi do myślenia z tą terapią,może i ja mam problem...powiedziałam mu o rozwodzie...najpierw na spokojnie uzgodniliśmy,że się rozwiedziemy,że złożę o mieszkanie,że do czasu dostania mieszkania będę mieszkać w domu z dziećmi a on znajdzie sobie pracę z zakwaterowaniem,niby nadal to podtrzymuje,ale ja myślałam,że zacznie się starać,że przestanie pić,a on ograniczył picie do dwusetki rano i piwa wieczorem...powinnam się cieszyć tym według niego...on nic nie rozumie...ja chciałąm to ratować,myślałam,że się skupi,ogarnie-a on,że będąc w Warszawie złoży dla mnie ten pozew...kocham go,ale moje dzieci są najważniejsze...nie chcę czekać 10 lat aż dojrzeję do decyzji,którą Ty podjęłaś...on mnie nie bije nawet po alkoholu,ale to nie zmienia faktu,że słowa też ranią...dasz sobie radę-jak i ja dam sobie radę-dla naszych dzieci.Trzymam kciuki-MOCNO:)
No, cóż... Należę do gatunku, który potrafi kobiecie nieźle wstawić w kość.Tyle, że swoje dzieciństwo spędziłem właśnie mając ojca alkoholika. Nie było dnia, aby moja matka nie była mieszana z błotem, a nie sposób policzyć, ile razy, my brzdące, musieliśmy spędzić noce, po za domem. Szczerze Ci współczuje. Ty go jednak,- jak przyznałaś, kochasz. Do walki z każdym nałogiem jest potrzebna motywacja. Bez tego nie poradzi sobie Twój mąż. Łatwo poradzić komuś....Zostaw to wszystko i po prostu odejdź. Ale ludzie potrafią się zmienić, tylko...potrzebny jest motyw. Chyba jeszcze nie przekroczył granicy, byś musiała go zostawiać, bo wciąż go kochasz. Są też dzieci. Może tego nie do końca da się zobaczyć, ale dzieci to na swój sposób przeżywają,-wiem coś o tym. Oczywiście są instytucje gdzie jeśli dobrowolnie Twój mąż, nie podda się leczeniu, można go zmusić. Ale jak długo, to poskutkuje, jeśli on nie z własnej woli podda się leczeniu. Oprócz przeżyć z własnym ojcem, mam też brata, który poszedł drogą naszego ojca, choć wcześniej się zarzekał, że nigdy nie będzie taki jak on. Ma trójkę dzieci tak jak Ty. One już są dorosłe, on ponad dziesięć lat po rozwodzie, i jak pił, tak pije, mimo tego, że kilkakrotnie bratowa oddawała go na przymusowe leczenie. Po prostu wracał. Jeśli chodzi o mnie, dzisiaj jestem Świadkiem Jehowy. Znam wiele przykładów, gdzie małżeństwa poradziły sobie z podobnym problemem. W JAKI SPOSÓB...? Przeczytałem kilka dobrych rad na forum. Dziwne, że jak się domyślam, Panie, które angażują się w Twój problem, jak rozumiem są chrześcijankami, nie zachęcają do rozwiązań opartych na podstawach Biblijnych. Naprawdę, wiele ludzi z poważnymi przywarami korzystając z tych cennych rad Bożych, uratowało swoje związki. Oczywiście nie wiele osób chce, posłuchać tych rad, ale warto ratować to, co dla Ciebie stanowi wciąż jakąś wartość. A przecież z tego co piszesz, zauważam, że bierzesz też pod uwagę dobro dzieci. Myślę, że jesteś bardzo rozsądną kobietą, bo starasz się dokładnie ważyć swoje decyzję, i jesteś daleka od pochopnych kroków. To pokazuje, że kiedy uda Ci się uratować wasz związek, będziecie nadal szczęśliwym małżeństwem. W momencie, kiedy Twój mąż, uświadomi sobie jaką ma kochaną żonę, że tak na prawdę nie chodzi Ci, o pozbycie się balastu, ale walczysz o niego, co widać tutaj gdy szukasz mądrej rady, będzie Cię kochał bardziej niż na początku. Teraz musisz wybrać korzystną dla Ciebie radę. GG 38504777, fACEBOOK: wiesiek.lila.sawka Gdybyś chciała jeszcze porozmawiać...
19 2013-03-17 01:13:19 Ostatnio edytowany przez simva (2013-03-17 01:17:23)
Mój M jest nie pijącym alkoholikiem ... jest nie biorącym narkomanem. Więc jak widać da się wytrzeźwieć ... ale do tego daleka droga ... i to ON musi wziąć się w garśc .
M kiedy pił, kiedy był zajarany ... wyzywał, poniżał, potrafił uderzyć, potem niepamiętał... nie przeprosił nigdy i zawsze twierdził że to moja wina ... mój syn miał 3.5 roku obudził się od hałasów nocnej awantury i widział jak się szarpiemy ... M nie przestał mnie szarpać kiedy brałam płaczące wystraszone dziecko na ręce ... przelało się ... ostrzegałam, że odejdę- nie usłyszałam zostań ... odeszłam... zabrałam co moje i uciekłam kiedy on był w pracy ... ja miałam dokąd pójść (wyprowadziłam się do mamy- nas było dwoje więc jakoś sie pomieścilismy u Ciebie trudniej), miałam pracę i pensję...
On sie ogarnął ... troszkę to potrwało, prosił o wybaczenie, walczył o mnie, zgłosił się na terapię do ośrodka leczenia uzależnień ... wybaczyłam ale nie zapomniałam ... nadal ciągle mam schizy i lęk, że znów zacznie pić ... nie jest łatwo bo i on musi ze sobą walczyć
Ale jestesmy dowodem tego, że się da. To że nie jest idealnie i że coś się dzieje złego rozmumie się samo przez się skoro jestem w tej części forum ... ale musze przyznać mojemu że jest trzeźwy .
Andziula ale ON musi się ogarnąć, musi sam z siebie chcieć coś zmienić. Nie da się zmusić nikogo do terapii, do odwyku do leczenia ... musi chcieć bo nasza miłośc i uzaleznienie od nich nie wystarczy, nie uratuje
Ale niestety zawsze musi dostac po doopie żeby się ogarnąć
Nie mówię ci że masz odejść jak kiedyś ja... chciałam powiedzieć, że się udaje, że się da
Wiesku, alkoholik kocha tylko siebie. Nie zmieni się dla nikogo.
Może się opamięta jeśli spadnie na samo dno i jeszcze zdoła się od niego odbić.
Niektórzy potrafią przestać pić jeśli otrą się o śmierć, ale to też jest dbanie o własną dupę.
Alkoholik kocha tylko siebie.
No, cóż... Należę do gatunku, który potrafi kobiecie nieźle wstawić w kość.Tyle, że swoje dzieciństwo spędziłem właśnie mając ojca alkoholika. Nie było dnia, aby moja matka nie była mieszana z błotem, a nie sposób policzyć, ile razy, my brzdące, musieliśmy spędzić noce, po za domem. Szczerze Ci współczuje. Ty go jednak,- jak przyznałaś, kochasz. Do walki z każdym nałogiem jest potrzebna motywacja. Bez tego nie poradzi sobie Twój mąż. Łatwo poradzić komuś....Zostaw to wszystko i po prostu odejdź. Ale ludzie potrafią się zmienić, tylko...potrzebny jest motyw. Chyba jeszcze nie przekroczył granicy, byś musiała go zostawiać, bo wciąż go kochasz. Są też dzieci. Może tego nie do końca da się zobaczyć, ale dzieci to na swój sposób przeżywają,-wiem coś o tym. Oczywiście są instytucje gdzie jeśli dobrowolnie Twój mąż, nie podda się leczeniu, można go zmusić. Ale jak długo, to poskutkuje, jeśli on nie z własnej woli podda się leczeniu. Oprócz przeżyć z własnym ojcem, mam też brata, który poszedł drogą naszego ojca, choć wcześniej się zarzekał, że nigdy nie będzie taki jak on. Ma trójkę dzieci tak jak Ty. One już są dorosłe, on ponad dziesięć lat po rozwodzie, i jak pił, tak pije, mimo tego, że kilkakrotnie bratowa oddawała go na przymusowe leczenie. Po prostu wracał. Jeśli chodzi o mnie, dzisiaj jestem Świadkiem Jehowy. Znam wiele przykładów, gdzie małżeństwa poradziły sobie z podobnym problemem. W JAKI SPOSÓB...? Przeczytałem kilka dobrych rad na forum. Dziwne, że jak się domyślam, Panie, które angażują się w Twój problem, jak rozumiem są chrześcijankami, nie zachęcają do rozwiązań opartych na podstawach Biblijnych. Naprawdę, wiele ludzi z poważnymi przywarami korzystając z tych cennych rad Bożych, uratowało swoje związki. Oczywiście nie wiele osób chce, posłuchać tych rad, ale warto ratować to, co dla Ciebie stanowi wciąż jakąś wartość. A przecież z tego co piszesz, zauważam, że bierzesz też pod uwagę dobro dzieci. Myślę, że jesteś bardzo rozsądną kobietą, bo starasz się dokładnie ważyć swoje decyzję, i jesteś daleka od pochopnych kroków. To pokazuje, że kiedy uda Ci się uratować wasz związek, będziecie nadal szczęśliwym małżeństwem. W momencie, kiedy Twój mąż, uświadomi sobie jaką ma kochaną żonę, że tak na prawdę nie chodzi Ci, o pozbycie się balastu, ale walczysz o niego, co widać tutaj gdy szukasz mądrej rady, będzie Cię kochał bardziej niż na początku. Teraz musisz wybrać korzystną dla Ciebie radę. GG 38504777, fACEBOOK: wiesiek.lila.sawka Gdybyś chciała jeszcze porozmawiać...
Mój M jest nie pijącym alkoholikiem ... jest nie biorącym narkomanem. Więc jak widać da się wytrzeźwieć ... ale do tego daleka droga ... i to ON musi wziąć się w garśc .
M kiedy pił, kiedy był zajarany ... wyzywał, poniżał, potrafił uderzyć, potem niepamiętał... nie przeprosił nigdy i zawsze twierdził że to moja wina ... mój syn miał 3.5 roku obudził się od hałasów nocnej awantury i widział jak się szarpiemy ... M nie przestał mnie szarpać kiedy brałam płaczące wystraszone dziecko na ręce ... przelało się ... ostrzegałam, że odejdę- nie usłyszałam zostań ... odeszłam... zabrałam co moje i uciekłam kiedy on był w pracy ... ja miałam dokąd pójść (wyprowadziłam się do mamy- nas było dwoje więc jakoś sie pomieścilismy u Ciebie trudniej), miałam pracę i pensję...
On sie ogarnął ... troszkę to potrwało, prosił o wybaczenie, walczył o mnie, zgłosił się na terapię do ośrodka leczenia uzależnień ... wybaczyłam ale nie zapomniałam ... nadal ciągle mam schizy i lęk, że znów zacznie pić ... nie jest łatwo bo i on musi ze sobą walczyć
Ale jestesmy dowodem tego, że się da. To że nie jest idealnie i że coś się dzieje złego rozmumie się samo przez się skoro jestem w tej części forum ... ale musze przyznać mojemu że jest trzeźwy .Andziula ale ON musi się ogarnąć, musi sam z siebie chcieć coś zmienić. Nie da się zmusić nikogo do terapii, do odwyku do leczenia ... musi chcieć bo nasza miłośc i uzaleznienie od nich nie wystarczy, nie uratuje
Ale niestety zawsze musi dostac po doopie żeby się ogarnąć
Nie mówię ci że masz odejść jak kiedyś ja... chciałam powiedzieć, że się udaje, że się da
Dobrze,że chociaż mogę wierzyć,że Twojemu się udało,może i mojemu się uda.
Wczoraj podjęłam decyzję o odejściu po następnej awanturze.Długo by opisywać,ale po krótce: Spakowałam dzieci,wsiadłam w samochód i pojechałam do siostry.Drugą noc tu spędzam,Warszawski OPS szuka miejsca dla mnie i moich dzieci,składam pozew o rozwód i mieszkanie,ale...nadal go nie skreślam.To,że się rozwiedziemy nie znaczy,że nie da się tego uratować,jednak on musi wiedzieć,ze ja mam gdzie pójść,że jestem w stanie od niego odejść...zobaczymy-jeśli mu zależy i naprawdę nas kocha-odzyska,jeśli nie-to znaczy,że nie waryo było dłużej czekać:)Mam nadzieję,ze się uda...dzieci i ja go kochamy i powiedziałąm mu to...ale teraz musi udowodnić a nie tylko obiecać...czas pokaże...
Andziula, dzielna dziewczyna jesteś. Będzie ciężko - nie będę cię oszukiwać- będzie cholernie ciężko. Ale dasz radę, musisz dla dzieci.
Andziula, dzielna dziewczyna jesteś. Będzie ciężko - nie będę cię oszukiwać- będzie cholernie ciężko. Ale dasz radę, musisz dla dzieci.
Dam radę,muszę...wiem,że będzie ciężko...ale lepiej:) Na razie wszystkie instytucje,które powinny pomóc olewają sobie mnie i trójkę moich dzieci...poruszyłam już chyba wszytskie instytucje w Warszawie,ośrodki kryzysowe,OPS i nie ma miejsc-tak po prostu-tyle mogą mi powiedzieć a jak pytam się co mam zrobić z trójką dzieci-oni nie mogą mi pomóc-jestem bezsilna...pozostaje mi spać w samochodzie z dziećmi,bo tu gdzie teraz jestem nie mogę dłużej zostać.Po prostu mąż mnie nie bije to powinnam do niego wrócić-ale ja się nie poddam i nie wrócę,mam dość jego awantur,wyrzucania trzy razy w miesiącu z domu...moje dzieci też na to patrzeć nie muszą...będę silna,muszą coś dla nas znaleźć,dla meneli miejsca są a dla matki z trójką małych dzieci już nie:) śmieszna POLSKA!
Nie wiem czy wiesz kobieto, że po rozwodzie pół domu nalezy się tobie! nie wspomne o alimentach na dzieci wiec albo jesteś mało myśląca albo mało wiedząca!
Nie wiem czy wiesz kobieto, że po rozwodzie pół domu nalezy się tobie! nie wspomne o alimentach na dzieci wiec albo jesteś mało myśląca albo mało wiedząca!
Alimenty tak, pół domu nie. Stanowi on odrębny majątek małżonka. Czytaj ze zrozumieniem.
27 2013-03-19 21:51:16 Ostatnio edytowany przez simva (2013-03-19 21:56:12)
Andzia- wybacz!
Nie wiem czy wiesz kobieto, że po rozwodzie pół domu nalezy się tobie! nie wspomne o alimentach na dzieci wiec albo jesteś mało myśląca albo mało wiedząca!
sexowna- a czytałaś watek od początku? bo chyba nie
po pierwsze było juz chyba ze dwa razy napisane, że dom jest męża odrębną własnością/ majątkiem,
po drugie ona wyprowadziła się po kolejnej awanturze od męża i nie ma się gdzie podziac ... a ty mówisz małomyśląca?
Alimenty, rozwód to pół roku! a do tej pory co?
Mamo ... ręce mi opadły.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Andziu ... trzymaj się, dasz radę ... Musisz ... a jeśli trzeba będzie jedź do ośrodka dziś i jedź jutro i pojutrze i jak długo będzie trzeba ... no przeciez nie może być tak, że niemasz gdzie się podziać z dzieciaczkami. Polska kurcze, no
Z tego co wiem, to po 5 latach małżeństwa wszelki majątek w małżeństwie jest wspólny pomimo, że właścicielem jest mąż! Chyba, że macie podpisaną intercyzę to wtedy nie. Radzę wybrać się do dobrego prawnika bo na pewno nei zostaniesz po rozwodzie z niczym!
Z tego co wiem, to po 5 latach małżeństwa wszelki majątek w małżeństwie jest wspólny pomimo, że właścicielem jest mąż! Chyba, że macie podpisaną intercyzę to wtedy nie. Radzę wybrać się do dobrego prawnika bo na pewno nei zostaniesz po rozwodzie z niczym!
Dom został kupiony rok temu.I jest odrębnym majątkiem,gdyż mój mąż udowodnił u notariusza,że to ojcowizna i nie mam praw do domu.
Nie wiem czy wiesz kobieto, że po rozwodzie pół domu nalezy się tobie! nie wspomne o alimentach na dzieci wiec albo jesteś mało myśląca albo mało wiedząca!
Nie obrażaj mnie,że jestem małomyśląca albo mało wiedząca!!!
Jak wcześniej przedmówczyni wspomniałąm najpierw przeczytaj całość a potem komentuj.Ja wiem co mi się należy po rozwodzie.Tylko to potra nawet dłużej niż pół roku.
Uciekłam od męża,spałam u siostry 2 dni,ale tam nie mogłam dłużej zostać,trafiłam do Ośrodka Interwencji kryzysowe,spałąm tam z dziećmi w świetlicy na materacach,po dwóch dniach rozmawiałam tam z Panią,która stwierdziła,że nie mają miejsc,że nigdzie nie ma miejsc i będę musiała szukać na własną rękę...hmm...dostanę kilka adresów...wróciłam do męża udając,że mu wybaczam,bo prosił przez 4 dni i obiecywał poprawę.Oni nie mogli znaleźć mi miejsca a ja sama z trójką dzieci miałam znaleźć.ŚMIESZNE!!!!Jest powiadomiony OPS,idziemy na terapię małżeńską i mąż jeszcze na terapię DDA i AA i zobaczymy...tak pomogło mi Państwo nasze:)Może chociaż trochę będzie lepiej.Jakby mnie tłukł wtedy sprawa byłaby inna,a tak to-tylko pije,wyzywa i wyrzuca z domu...nie jest niebezpieczny,bo nie bije.I TYLE.Zobaczymy co będzie dalej...
Andziula, nie widzę powodu, żebyś to Ty musiała wyprowadzać się z domu
nawet jeżeli to dom męża.
Mam byłego męża alkoholika, który nigdy się nie awanturował, ale na każde moje wezwanie przyjeżdża policja,
bo ja sobie nie życzę ,żeby on pijany wchodził do domu.
Nie ma takiego prawa, szczególnie gdy są w nim małe dzieci.
Możesz powiedzieć, że się go boisz, że wyrzuca Cię z domu, powinni założyć Ci Niebieską kartę,
wyzywanie i wyrzucanie z domu to przemoc, to jest karalne, niektórzy dostają za to zakaz zbliżania się
co skutkuje tym, że nie wejdzie do własnego domu.
Musisz poznać swoje prawa, wtedy nie dasz się zbyć np. policjantom, bo im zwyczajnie czasem się nie chce.
U nas nie ma izby wytrzeźwień, ale takiego awanturującego się delikwenta odwożą na "dołek"
Może jest u Ciebie Ośrodek Interwencji krysysowej, Poradnia uzależnień albo Al-anon
tam szukaj pomocy i nie rezygnuj.
Koniecznie potrzebna jest ci terapia współuzależnienia, nawet, gdyby on nie chciał się leczyć,
a może szczególnie wtedy
Z moich doświadczeń wynika, że lepiej najpierw złożyć pozew o alimenty,
a gdybyś skłądała pozew o rozwód, to koniecznie z wnioskiem o zabezpieczenie powództwa,
co skutkuje tym, że wcześniej dostajesz tymczasowy wyrok.
Jak masz jakieś pytania, chętnie odpowiem
Andziula, nie widzę powodu, żebyś to Ty musiała wyprowadzać się z domu
nawet jeżeli to dom męża.
Mam byłego męża alkoholika, który nigdy się nie awanturował, ale na każde moje wezwanie przyjeżdża policja,
bo ja sobie nie życzę ,żeby on pijany wchodził do domu.
Nie ma takiego prawa, szczególnie gdy są w nim małe dzieci.
Możesz powiedzieć, że się go boisz, że wyrzuca Cię z domu, powinni założyć Ci Niebieską kartę,
wyzywanie i wyrzucanie z domu to przemoc, to jest karalne, niektórzy dostają za to zakaz zbliżania się
co skutkuje tym, że nie wejdzie do własnego domu.
Musisz poznać swoje prawa, wtedy nie dasz się zbyć np. policjantom, bo im zwyczajnie czasem się nie chce.
U nas nie ma izby wytrzeźwień, ale takiego awanturującego się delikwenta odwożą na "dołek"Może jest u Ciebie Ośrodek Interwencji krysysowej, Poradnia uzależnień albo Al-anon
tam szukaj pomocy i nie rezygnuj.
Koniecznie potrzebna jest ci terapia współuzależnienia, nawet, gdyby on nie chciał się leczyć,
a może szczególnie wtedyZ moich doświadczeń wynika, że lepiej najpierw złożyć pozew o alimenty,
a gdybyś skłądała pozew o rozwód, to koniecznie z wnioskiem o zabezpieczenie powództwa,
co skutkuje tym, że wcześniej dostajesz tymczasowy wyrok.
Jak masz jakieś pytania, chętnie odpowiem
Dziękuję.Ośrodek Interwencji Kryzysowej w którym byłam W Warszawie zgłosił sprawę do OPS tu u nas,powiadomili szkołe mojej córki (co troszkę nie bardzo jestem z tego zadowolona,bo to mała miejscowość i nie chcę aby córka miała w szkole jakieś przez to kłopoty,a dzieci potrafią być okrutne:( ).Mieli się w trybie pilnym ze mną skontaktować.Jakoś głucho.W poniedziałek ja się z nimi skontaktuje.Szukam pomocy ,ale często napotykam mur...zobaczymy jak to będzie.Na razie czekam na OPS,który pomoże załatwić nam terapię,a potem zobaczymy.
33 2013-03-24 17:43:32 Ostatnio edytowany przez alonka (2013-03-24 17:46:46)
Andziula,
dla ciebie terapia współuzależnienia, ale to Ty musisz się tam zapisać
powinna być w najbliższej poradni uzależnień http://www.parpa.pl/index.php?option=com_content&task=category%A7ionid=1&id=5&Itemid=10
albo Al-anon tu znajdziesz spis grup: http://www.al-anon.org.pl/spis.html
Bez względu na to, czy on podejmie swoją terapię, Ty szukaj pomocy dla siebie
i nie rezygnuj.
Być może on zauważy zmiany w Tobie i też zechce się leczyć,
a może też być tak, że wybierze picie
Moim zdaniem nie czas teraz na terapię małżeńską...
może gdyby mąż podjął terapię uzależnienia, to po jakimś czasie.
czytalasz ania swoje wczesniejsze posty pokoleji?
dla mnie jestes bohaterka, gratuluje!
jestes bardzo dzielna!
pisz jak idzie, terapia moze wam pomoc jakbyscie chcieli, jakby on chcial to byloby wogole super, ale wydaje mi sie ze on nie dojrzal problemu...
a na panstwo...brak slow!
czytalasz ania swoje wczesniejsze posty pokoleji?
dla mnie jestes bohaterka, gratuluje!
jestes bardzo dzielna!
pisz jak idzie, terapia moze wam pomoc jakbyscie chcieli, jakby on chcial to byloby wogole super, ale wydaje mi sie ze on nie dojrzal problemu...
a na panstwo...brak slow!
Minęły Święta a OPS jak się nie odezwał tak się nie odezwał.W Ośrodku Interwencji Kryzysowej wysłali pismo i powiedzieli abym czekała na telefon od OPS,tylko nie wiem ile mam czekać:) Sama zadzwonię do nich.Mąż na razie nie pije i nawet jest OK.Szuka pracy,zobaczymy co z tego wyniknie.Będę pisać co załatwiłam w OPS,bo będę do nich dzwonić w tym tygodniu.Obawiam się,że pomocy za bardzo od nich nie dostanę.Nasze Państwo jest chore,zamiast pomagać,umywają ręcę:( Dziękuję Wszystkim za wsparcie:) Chcociaż tutaj mam pomoc,oprócz dzieci to Wy dajecie mi siłę,bo wiem,że nie jestem sama:)
Przepraszam,że tak długo nie pisałam,ale mam troszkę pęknięty ekran w laptopie i czarne smugi na ekranie,więc jak będzie jakiś błąd to przepraszam...no to po koleji: od kiedy wróciłam z ośrodka interwencji jakoś parę dni tylko był w trzeźwości...potem się nachlał...była policja-zabrali go na dołek.Rano wrócił i dalej swoje...może w mniejszych ilościach i już bez awantur dużych(bo małe oczywiście były)...w zeszłym tygodniu pojechałam do gminy,złożyłam wnosek o przymusowe leczenie...od tamtej pory mój mąż jest trzeźwy...bo oczywiście poinformowałam go,że złożyłam takowy wniosek do urzędu...najpierw pretensje,że chcę się go pozbyć,że chcę go zamknąć w więzieniu...ale udało mi się wytłumaczyć,że tu nie chodzi o to aby go zamknęli,ale o to aby wytrzeźwiał...i żył w tej trzeźwości...na razie działa:) a jeszcze nic z gminy nie przyszło...zobaczymy co będzie dalej...teraz czekam na odpowiedź z gminy i składam jeszcze pozew o alimenty...może to go ogarnie w końcu...za bardzo ulegałam,wierzyłam...teraz postanowiłam walczyć i on chyba wreszcie przekonał się,że nie żartuje.Czas najwyższy:):):)
A czy zastanowiłaś się kiedyś, DLACZEGO on pije ? Z moich doświadczeń wynika, że alkoholicy ( tak jak i narkomani ) to w większości ludzie z głębokimi rysami na psychice, o niskim poczuciu własnej wartości, z jakimiś zaburzeniami, konfliktami wewnętrznymi, nie dający sobie rady z rzeczywistością. Alhohol i narkotyki są formą ucieczki od problemów.
Czy często rozmawiałaś z mężem ? Wiemy że sprzątałaś, pralaś, wykonywałaś remonty i opiekowałaś się dziećmi, ale czy rozmawiałaś z nim ? Dlaczego pije, co mu to daje, jak się czuje w swoim życiu i jak się czuje sam ze sobą ?
Próbowałaś go zrozumieć, czy tylko atakowałaś go że pije ?
Może facet zamiast żony przyjaciela, miał gospodynię domową i opiekunkę do dzieci ?
Zrób rachunek sumienia. Wina nigdy nie leży po jednej stronie.
Mój ojciec pił odkąd tylko pamiętam. Mama pracowała, siostra uczyła się w liceum, a ja bałam się wrócić do domu po szkole, bo nie wiedziałam, czy zastanę ojca zdenerwowanego na głodzie alkoholowym czy leżącego, pijanego w trupa na posadzce w kuchni. Mama chciała, żeby było nam dobrze, robiła wszystko. Chciała nawet wziąć rozwód z tatą, ale nie była pewna, czy dobrze zrobi bo mogłoby to wpłynąć na dzieci. Tata wyjechał do Niemiec na kilka miesięcy do pracy. O ile dobrze pamiętam, po 3 miesiącach wrócił, bez niczego.. Schlał się w pociągu i wszystko mu ukradli, pieniądze, walizki, dosłownie wszystko. Pamiętam, jak mama wtedy płakała. Kilka razy wysyłała go na leczenie, ale on po jakimś czasie się wypisywał. Pomógł nam ksiądz- zorganizował w naszej wsi spotkania AA, na które mój ojciec poszedł. I chodzi do dnia dzisiejszego i nie pije już 5 rok. Teraz można powiedzieć, że jest super, tylko wada jest taka, że zmiany w psychice mu pozostały i jest strasznie nerwowy, ale to wynika pewnie z tego, że zaczał chodzić na te spotkania AA , gdy był już totalnie na dnie. Więc radzę Ci kochana, abyś spróbowała go namówić na te spotkania bo one wiele dają
Życzę Ci dużo wytrzymałości i powodzenia ![]()
A czy zastanowiłaś się kiedyś, DLACZEGO on pije ? Z moich doświadczeń wynika, że alkoholicy ( tak jak i narkomani ) to w większości ludzie z głębokimi rysami na psychice, o niskim poczuciu własnej wartości, z jakimiś zaburzeniami, konfliktami wewnętrznymi, nie dający sobie rady z rzeczywistością. Alhohol i narkotyki są formą ucieczki od problemów.
Czy często rozmawiałaś z mężem ? Wiemy że sprzątałaś, pralaś, wykonywałaś remonty i opiekowałaś się dziećmi, ale czy rozmawiałaś z nim ? Dlaczego pije, co mu to daje, jak się czuje w swoim życiu i jak się czuje sam ze sobą ?
Próbowałaś go zrozumieć, czy tylko atakowałaś go że pije ?
Może facet zamiast żony przyjaciela, miał gospodynię domową i opiekunkę do dzieci ?
Zrób rachunek sumienia. Wina nigdy nie leży po jednej stronie.
Voltaren...nawet nie umiem zliczyć przegadanych godzin,nocy,dni...prosiłam aby wytłumaczył mi dlaczego...co jest powodem tego wszystkiego...przed czym ucieka...jego mama ma ten sam problem...i wydaje mi się,że to stąd...poza tym z tego co zauważyłam on jest "w czepku urodzony"...sam też tak twierdzi.Zawsze wszystko mu się upiekało...nigdy w domu nie brakowało pieniędzy...zawsze wszystko przychodziło łatwo...ale kiedyś trzeba dorosnąć,pójść do pracy...kiedyś życie zaczyna być trudne...dzieci nie były wpadką,były przemyślaną decyzją...więc to nie to...a ja staram się być jego przyjaciółką,nie tylko żoną,sprzątaczką czy opiekunką do dzieci.Myślę,że największym problemem jest jego mama...pamiętam te słowa przed naszym ślubem:zostaw ją a zapewnie Ci wikt i opierunek.Ona jest toksyczną mamą,jej syn ma być jej podporządkowany.Ostatnio pojechał do pracy,poszedł do niej,ja nie miałam nawet na chleb,czekałam aż wróci a okazało się,że przepił z nią 250zł...pieniądze przeznaczone na dzieci...mi przywiózł 170zł na 2 tygodnie...ile mam się litować nad nim...ile mam jeszcze starać się zrozumieć...a kiedy on zrozumie mnie...co ja czuje...co czują dzieci kiedy znowu muszę im odmówić,bo nie mam,bo tatuś woli przechlać...staram się aby dzieci nie wiedziały...nie widziały...albo widziały jak najmniej...nie zawsze się udaje.Ostatnio nasza 4 letnia córka podczas jego awantury (oczywiście po alkoholu) powiedziała mu,że nie chce takiego taty!Czterolatka!Tak bardzo starałam się aby ojciec był w ich oczach kochanym tatusiem...zszokowały i mnie i jego te słowa...popłakał się...ja też...wtedy bardzo długo rozmawialiśmy...że się postara,że wie,że nas krzywdzi,że dziwi się,że jeszcze jestem koło niego po tym wszystkim co nam zrobił...dziś znowu przyszedł wcięty dość mocno...i szukał zaczepki...udało się...poszedł spać bez większej awantury,dzieci się nie obudziły...sukces! I to ja jestem winna,że on pije? Wypruwam sobie flaki,zaciskam zęby,próbuję i walczę...a ja?...a moje uczucia?...są mniej ważne,bo on ma problem z alkoholem i muszę stawać zawsze na wysokości zadania...on nie...chciałabym móc raz-nie móc...nie musieć...odpocząć...wyluzować...wyrwać się chociaż na jedną godzinę bez dzieci np. na spacer do lasu...ja nie mogę.A kto ze mną porozmawia?A kto mnie zrozumie?Ja też czasem nie mam siły,ale muszę...bo mam dzieci.Więc nie pisz mi,że wina leży po obu stronach...nie jestem ideałem,ale nie jestem też winna tego,że mój mąż pije...nie zrobiłam nic złego!!!!
40 2013-05-18 23:08:51 Ostatnio edytowany przez zraezygnowana20 (2013-05-18 23:13:17)
To nie jest takie proste, odejść od męża alkoholika. Wiem bo sama mam z tym problem. Borykam się z tym problemem od 15 lat i jakoś mi nie wychodzi. Jestem już u kresu wytrzymałości, ale nie wiem jak mam to zrobić. Mój mąż pije 3-4 razy w tygodniu, mamy dwóch wspaniałych synów 16 i 2 letniego, mieszkamy z moją mamą i za nic nie mogę go wyrzucić z domu bo za grosz nie ma honoru i wraca jak bumerang żeby uprzykrzać nam życie. Wyprowadzić dobrowolnie się nie chce a siłą go przecież nie dam rady wyrzucić. Wszyscy mamy już dość tego smrodu alkoholu i jego chamstwa ale rozwód to skomlikowana spraw szególnie wtedy gdy nie ma się na to za wiele funduszy. Co robić w takiej sytuacji????????? pomóżcie bo nie mam już sił by walczyć o godne życie moich dzieci i coraz części myślę o tym że nie mam już sił i chęci by żyć!!!!!!!!!!!!!!!
Andziula, ktoś tu bardzo mądrze i rzeczowo Ci poradził: idź do prawnika! Przy odrobinie starań znajdziesz nawet darmowego. Nie jesteś bez szans. Tylko jest jedna ważna rzecz: Ty musisz się zastanowić czy NA PEWNO stać Cię na tę całą wojnę? Nawet jak się zawahasz :popatrz na twarze swoich dzieci, to Ci doda sił. póki będziesz w oczach męża "w jego tylnej kieszeni" nie zmienisz nic. Pokaż różki i pazurki! A ja 3mam kciuki!!!!!
Nie wiem czy wiesz kobieto, że po rozwodzie pół domu nalezy się tobie! nie wspomne o alimentach na dzieci wiec albo jesteś mało myśląca albo mało wiedząca!
haha, alem się uśmiała... widzę, że albo nie czytałaś od początku, albo czytanie ze zrozumieniem jest zbyt dużym wyzwaniem...
Andziula, jesteś WIELKA!!! Młoda kobieta, a bardzo mądra życiowo. Chylę czoła i trzymam kciuki za Twoje/Wasze szczęście
W jakiejkolwiek ono by formie miało być ![]()
A czy zastanowiłaś się kiedyś, DLACZEGO on pije ? Z moich doświadczeń wynika, że alkoholicy ( tak jak i narkomani ) to w większości ludzie z głębokimi rysami na psychice, o niskim poczuciu własnej wartości, z jakimiś zaburzeniami, konfliktami wewnętrznymi, nie dający sobie rady z rzeczywistością. Alhohol i narkotyki są formą ucieczki od problemów.
Czy często rozmawiałaś z mężem ? Wiemy że sprzątałaś, pralaś, wykonywałaś remonty i opiekowałaś się dziećmi, ale czy rozmawiałaś z nim ? Dlaczego pije, co mu to daje, jak się czuje w swoim życiu i jak się czuje sam ze sobą ?
Próbowałaś go zrozumieć, czy tylko atakowałaś go że pije ?
Może facet zamiast żony przyjaciela, miał gospodynię domową i opiekunkę do dzieci ?
Zrób rachunek sumienia. Wina nigdy nie leży po jednej stronie.
Przepraszam, ale czemu akurat ona ma odpowiadać za jego "rysy"?
Nie wiesz niczego na temat uzależnień. Poczytaj, dokształć się, potem wypowiadaj, bo możesz swoimi - przepraszam, muszę - głupimi słowami, zrobić wielką szkodę!!!
I znowu nie wiem od czego zacząć....każdy mi mówi,że muszę być silna,bo mam dzieci-i jestem...a tak bardzo chciałabym nie musieć nic...odpocząć...móc wreszcie być słabą,kruchą istotką...no,ale takie życie,więc dalej wstaję i jestem silna,walczę...na pewno nauczyłam się szukać pomocy i o nią prosić...wcześniej wydawało mi się,że to wstyd,moja duma nie pozwalała mi na to,chciałam sama sobie z tym wszystkim poradzić,ale zrozumiałam,że sama nie wskuram nic.Parę tygodni temu wezwałam policję na męża...gdyby moja siostra telefonicznie mnie do tego nie namówiła pewnie bym nie wezwała,ale wezwałam.Pojechał na dołek...i od tamtej pory jak tylko zaczyna coś czubieć pytam się czy chce sobie zrobić wycieczkę do miasta:)I o dziwo pomaga.Złożyłam wniosek o przymusowe leczenie.Na pierwsze wezwanie się nie stawił.Dostanie drugie i trzecie a potem sprawa idzie do sądu.Napisałam pozew o alimenty,teraz zbieram dokumenty aby go wysłać.Zastanawiam się nad separacją,ale to zdążę zrobić,złożę jeżeli nic nie pomoże przymusowe leczenie.I to chyba nie będę bawić się w separację tylko złożę od razu o rozwód.Tej decyzji jeszcze nie podjęłam czy separacja czy rozwód.Mam o tyle łatwiej,że on teraz podobno pracuje i od pon-pt jest poza domem.Zjeżdża tylko na weekendy.Co prawda jeszcze wypłaty nie widziałam,ale za bardzo nie nastawiam się na tę wypłatę.W tygodniu siedzi u swojej mamy,bo nie opłacało się aby zjeżdżał,ale chyba będę naciskać aby po prostu zjeżżął,wtedy będzie prowadził,więc może nie sięgnie do kieliszka.Niestety mama jakoś bardzo nie krytykuje go za swoje zachowanie,ale za to z chęcią się z nim napije,dlatego wolę aby przyjeżdżał codziennie i mieć mniej pieniędzy niż ma tam zostawać i pić z nią,bo ona do kieliszka też lubi zajrzeć.Najważniejsze dla mnie jest to,że poskromiłam awantury w domu.Może tam czasem się pokłócimy,ale przynajmniej nic już nie niszczy.Teraz to tylko liczę na to przymusowe leczenie,bo to,że on nie pracuje to raczej wiem na 90%.A ostatnio jak mi wykrzyczał,ze to jego dom,powiedziałam mu,że mimo,że to jego dom to ja mu zabraniam wracać po alkoholu do domu,bo inaczej to on z niego zostanie wyprowadzony,a i żeby za bardzo nie skakał,bo w końcu postaram się o odebranie mu tego domu,bo dzieciom on się należy a on wszystko przechla,więc sąd będzie wolał go dać dzieciom niż jemu.To oczywiście sobie wymyśliłam,ale on nie raczył sprawdzić:)Tak naprawdę to raczej jest mało możliwe,abym mogła odebrać mu dom,ale on o tym nie wie i chciałam mu pokazać,ze to on może zostać z niczym jeśli się nie ogarnie.Zobaczymy co czas pokaże...Dziękuję za słowa wsparcia.Są dla mnie naprawdę ważne.To dzięki Wam znalazłam w sobie siłę aby walczyć i pomimo pierwszych porażek w szukaniu pomocy wśród naszego państwa wiem,że trzeba szukać aż się znajdzie...
To nie jest takie proste, odejść od męża alkoholika. Wiem bo sama mam z tym problem. Borykam się z tym problemem od 15 lat i jakoś mi nie wychodzi. Jestem już u kresu wytrzymałości, ale nie wiem jak mam to zrobić. Mój mąż pije 3-4 razy w tygodniu, mamy dwóch wspaniałych synów 16 i 2 letniego, mieszkamy z moją mamą i za nic nie mogę go wyrzucić z domu bo za grosz nie ma honoru i wraca jak bumerang żeby uprzykrzać nam życie. Wyprowadzić dobrowolnie się nie chce a siłą go przecież nie dam rady wyrzucić. Wszyscy mamy już dość tego smrodu alkoholu i jego chamstwa ale rozwód to skomlikowana spraw szególnie wtedy gdy nie ma się na to za wiele funduszy. Co robić w takiej sytuacji????????? pomóżcie bo nie mam już sił by walczyć o godne życie moich dzieci i coraz części myślę o tym że nie mam już sił i chęci by żyć!!!!!!!!!!!!!!!
Rozwód Ciebie nie będzie kosztował nic.Składasz razem z pozwem wniosek o zwolnienie Cię z kosztów sądowych-ja tak zrobiłam jak składałam o rozwód w zeszłym roku,ale potem się zaszył i wycofałam.Należy Ci się adwokat z urz ędu,składasz o rozwód z jego winy,o alimenty,o adwokata z urzędu w jednym pozwie a na oddzielnym piśmie składasz o zwolnienie Cię z kosztów sądowych.Więc rozwód Cię nic nie kosztuje.Jest wiele wzorów na stronach internetowych.Ja też stamtąd brałam.Jeśli chodzi o alimenty możesz prosić o wydanie wyroku zaocznego jeśli on nie będzie się stawiał na rozprawach i o nadanie wyrokowi klauzuli natychmiastowej wykonalności jeśli chodzi o alimenty.Rozwód będzie się dłużył dlatego może najpierw złóż o alimenty-będziesz miała szybciej wyrok,a potem o rozwód.Wiedzę na ten temat mam,bo właśnie sama skończyłam pisać o alimenty i tak mi poradzili w OPS-ie,bo będzie szybciej-czyli szybciej będę miała pieniądze.Jeśli złożysz tylko o alimenty wtedy nie piszesz w pozwie o zwolnienie Cię z kosztów sądowych(tę prośbę piszesz tylko w przypadku rozwodu),ale za to piszesz o obciążenie jego kosztami sądowymi.Jest mnóstwo wzorów na internecie.I w przpadku alimentów możesz też napisać o adwokata z urzędu.A czyje to mieszkanie?Bo jeśli Twojej mamy czy Twoje a on tam jest tylko zameldowany wraz z pozwem o rozwód możesz prosić o jego eksmisję jego.Jeśli nie jest zameldowany bez Twojej zgody nie może tam przebywać.Ja już troszkę się naczytałam,dowiedziałam:)Teorię mam,tylko ciężko to wdrożyć do praktyki:)Trzymaj się.Pomogę jak będę mogła:)Pisz jakby co:)Ja też nie miałam siły-teraz ją mam,dzięki dziewczynom na tym forum:)Dzięki dziewczyny:)
Brawo Andziula ![]()
Naprawdę masz w sobie ogrom siły.
Ja na szczęście już mam to za sobą
choć nie było lekko...
Życzę Powodzenia Dziewczyny i w końcu Spokoju
Bo tego Najbardziej Potrzeba ![]()
Pozdrawiam i życzę tylko spokojnych nocy i Dni.
Aby w końcu Słoneczko zaświeciło na Waszym Niebie.
Dla Was i Dla Waszych Dzieci.
Brawo Andziula
Naprawdę masz w sobie ogrom siły.
Ja na szczęście już mam to za sobą
choć nie było lekko...Życzę Powodzenia Dziewczyny i w końcu Spokoju
Bo tego Najbardziej PotrzebaPozdrawiam i życzę tylko spokojnych nocy i Dni.
Aby w końcu Słoneczko zaświeciło na Waszym Niebie.
Dla Was i Dla Waszych Dzieci.
Dziękuję.To fakt.Spokoju i bezpieczeństwa.:) Chciałabym wreszcie spokojnie żyć,nie kilka dni...
48 2013-05-30 15:54:32 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-07-03 23:42:23)
Każdego dnia budząc się musisz mieć świadomość tego, że jesteś silną i wartościową kobietą. Nie zasługujesz na to aby ktokolwiek na Ciebie podnosił głos, albo krzywdził w inny sposób. Walczysz i to jest najważniejsze. Twój mąż musi poddać się leczeniu, wiesz o tym i on też musi zrozumieć. Sam na pewno też nie wyobrażał sobie, że tak właśnie będzie wyglądało jego życie, a mimo to wciąż alkohol jej jego sprzymierzeńcem. Dopóki nie zerwie tej zasłony, która nie pozwala mu dostrzec prawdziwego szczęścia u Twojego boku nie będzie dobrze. Leczenie jest konieczne, ponieważ sam z tego nie jest w stanie wyjść. Słyszałaś może o ośrodku spam? Wg wielu osób jest to miejsce godne polecenia, myślę, że powinnaś przeczytać coś o nim. W otoczeniu życzliwych i kompetentnych ludzi można zyskać naprawdę dużo. Warto dać sobie pomóc i tym samym sprawić aby Wasze wspólne życie było w końcu spokojne i szczęśliwe.
49 2013-05-31 15:32:35 Ostatnio edytowany przez simva (2013-05-31 15:34:49)
Andziula, znam to uczucie kiedy jest się silną za troje- w twoim przypadku za pięcioro- a kiedy pragnie się nie być zmuszoną do tej siły , kiedy pragnie się być słabą żeby ktoś się tobą zajął i o ciebie zadbał ... Nie umiem chyba na gorąco opisać tych uczuć i myśli.
Rybo co do mamusi twojego męża ... jeśli ona zagląda do kieliszka to wybacz ale wątpię czy on przez te dni kiedy jest u niej jest trzeźwy ... raczej piją we dwoje a jaki to ma sens dla jego nie picia- żaden ... może i obym się myliła ale ...
Andziula ... boziu jak się cieszę, że stanęłaś na nogach, że wzięłaś się w garść i walczysz ale z drugiej strony marzy mi się żeby żadna z nas już nigdy nie musiała walczyć ... żebyśmy my i nasze dzieci były ważniejsze niż alkohol.
Mnie sił brakuje ... chwilowo jesteśmy znów na ścieżce wojennej ... zaczęłam szukać mieszkania, zaczęłam terapię i coraz jaśniej widzę, że to nie mam sensu.
A co mamuś naszych mężów- M ostatnio wypił, może nie zalał się ale wrócił wypity i zaczęła się kłótnia, syn płakał, ja krzyczałam, on bluzgał i rzucał się ... wyszedł i pojechał do mamusi- wiesz co od niej usłyszałam kilka dni później- Przecież on nie był aż tak pijany, nie rozumiem o co ci chodzi ... kilka dni temu był u niej, robił cos koło domu i wypiła dwa piwa ... cóż ona niewidziała nic złego w tym że on sobie piwko przy pracy wypił ... no ona nie widzi nic złego że jej syn alkoholik popija ... to nie ona musi z nim żyć ... ona zycie zmężem alkoholikiem ma już a sobą ...
Moja przyjaciółka miała męża alkoholika i czwórkę dzieci. I co? Dzisiaj ułożyła sobie życie z kimś innym. Mimo wszystko dasz sobie radę.
Andziula, znam to uczucie kiedy jest się silną za troje- w twoim przypadku za pięcioro- a kiedy pragnie się nie być zmuszoną do tej siły , kiedy pragnie się być słabą żeby ktoś się tobą zajął i o ciebie zadbał ... Nie umiem chyba na gorąco opisać tych uczuć i myśli.
No właśnie...chciałabym aby wreszcie ktoś zadbał o mnie...ale coraz bardziej widzę,że on dba tylko i wyłącznie o swoje dobro:( Takie życie...Jutro składam pozew o rozwód i alimenty z zabezpieczeniem powództwa. Tzn. będzie musiał płacić od teraz nie od rozprawy czy wyroku:).Mam nadzieję,że wytrwam w postanowieniu.
Dziękuję wszystkim za wsparcie...jestem dużo silniejsza...
Moja przyjaciółka miała męża alkoholika i czwórkę dzieci. I co? Dzisiaj ułożyła sobie życie z kimś innym. Mimo wszystko dasz sobie radę.
Żeby to było takie proste:) Żadko kiedy zdarza się,aby facet odważył się ułożyć sobie życie z kobietą z dzieckiem a co dopiero z trójką,które mam ja:) Na pewno chciałby mieć swoje,a ja już dzieci nie chcę mieć.Mam te i życie za nie bym oddała,ale starczy mi:)
mam nadzieję, że jakoś to poukładasz, że siłę będziesz miała
a nowy facet? nie wiem czy faktycznie uda ci się znaleźć takiego który zdecyduje się na związek z trójką dzieci ... No cóż nie będę cię czarowała.
A poważnie- chciałabyś jeszcze? nie teraz nie za rok ale w ogóle, chciałabyś?
Witam.Jak większość z nas tu piszących mam problem z mężem alkoholikiem.Nie pije jakoś często,ale 2 razy do roku w odstępach mniej więcej pół rocznych.Łapie wtedy tygodniowe ciągi.Najgorsze jest to,że mamy dwójkę małych dzieci.Ja nie pracuję,mieszkam w małej miejscowości i tu znalezienie pracy dla kobiety graniczy z cudem,ale nie o tym chciałam napisać.Mąż jest jedynym żywicielem naszej rodziny,ale prze te ciągi popadamy w coraz większe długi,ciągle jesteśmy bez pieniędzy.Jak tylko znajdzie pracę wywalają go za picie,później długo siedzi w domu,nawet po 3-4 miesiące, nie zarabia.Ma coraz większe problemy ze znalezieniem pracy w naszym regionie,właściwie to wszędzie jest spalony właśnie przez alkoholizm.Mąż jest kierowcą ciężąrówki,teraz podjął znowu nową pracę,jeździ z granice.I co,rozpoczął sie drugi tydzień jego pracy i dowiaduję się,że szef prawdopodobnie go zwalnia.On udaje głupiego że nie wie dlaczego,ale ja się domyślam,znowu alkohol.Rozmawiając z nim przez telefon byłam właściwie na 90 % pewna ,że jest wypity.On się oczywiście wypiera,ale ja już znam ten jego głos po alkoholu.Właśnie mija rok jak był spokój.I znowu się zaczyna,ja to czuję.Najgorsze jest to,że on nie poddaje się żadnemu leczeniu,nawet wszywka jest dla niego problemem i nie chce jej sobie założyć,mimo że obiecał mi to w tamtym roku jak wytrzeźwiał.Ja mam już dość takiego życia,kocham go,bardzo żal mi dzieci,ale jestem już kłębkiem nerwów.Jak tylko wyjeżdża z domu,ja cały czas się stresuję,cały czas myślę czy już zaczął pić,kiedy zacznie,jak będziemy znowu żyć bez pracy z dwójką dzieci w wieku 6 i 8 lat.przeraża mnie ta masa długu,która powstaje,z niezapłaconych rachunków,pożyczania pieniędzy,a do tego dochodzą jeszcze inne sprawy.Dobrze że mam rodziców swoich,mieszkamy w jednym domu to oni płacą za nasz prąd,wodę itd.Ale jaki to jest wstyd,nie wiem jak im w oczy spojrzeć.Co się odbijemy trochę od dna znowu na dno wpadamy.To jest nie do udźwignięcia na dłuższą metę.Poradźcie co mam robić?Wielokrotnie myślałam o rozwodzie,ale co z dziećmi.Boję się, że nie poradzę sobie sama z dwójką dzieci,nawet gdybym pracowała,nie zarobię więcej jak 1 tyś zł i na co to ma starczyć?Jak utrzymać za to 3 osoby?Powstrzymuje mnie też wstyd przed całą moją rodziną,bo to jest mój drugi mąż i co znowu nie wypał.
mam nadzieję, że jakoś to poukładasz, że siłę będziesz miała
a nowy facet? nie wiem czy faktycznie uda ci się znaleźć takiego który zdecyduje się na związek z trójką dzieci ... No cóż nie będę cię czarowała.
A poważnie- chciałabyś jeszcze? nie teraz nie za rok ale w ogóle, chciałabyś?
Szczerze? Nie wiem czy bym chciała...ale przeraża mnie samotność...chciałabym móc mieć do kogoś się przytulić,pośmiać,porozmawiać...dzieci dorosną,pójdą w świat...a ja zostanę sama...chociaż nie wiem czy nie bałabym się powtórki z rozrywki...sama nie wiem...nie zastanawiałam się jeszcze czy bym chciałą ułożyć sobie życie od nowa.... nic nie wiem...dziś mam kiepski dzień...deprecha niesamowita...jutro przejdzie:) A mój mąż..hmm ... nie pił parę dni a dziś już znowu walnął 200. Przecież to tylko 200...nie ma tylko...on tego nie rozumie..to tylko jedno piwo,dwa...jednak składam pozew o rozwód...nie wytrzymam dłużej...poddałam się...teraz walczę tylko o dzieci
i dla nich...
Dół przeszedł?
Andziula, ja mocno trzymam kciuki i strasznie się martwię jak ty po rozwodzie dasz sobie radę bez mieszkania, pracy ... bez pomocy ... Ciesz się zyciem- wiem że to trudne ale dla dzieciaczków ciesz się i usmiechaj ...
Ściskam cie mocno i wierzę że się uda poukładać
witam,jestem tu nowa.Nic odkrywczego-bez powodu nie szuka się takich stron...od 10 lat w związku ,od 7 po ślubie.Mąż już wtedy trochę popijał,ale nic nie wskazywało ,że to pójdzie dalej.Mamy 2-letnie kochane blixniaczki i wtedy zaczęło się życie -dla mnie,bo on jest wyłącznie od zarabiania i zapijania,jak ja Bogu dziękowałam zamykając za nim drzwi,bo pracował w innym mieści.Bałam się piątków,jaki przyjedzie czyli czy naprany czy bardzo naprany.Ja przez cały czas sama z maleńkimi dziećmi,spałam po2-3godz oczywiście nie cały czas.Ale był spokój...Najgorzej było jak musiałam gdzieś wyjść i on zostawał z maluszkami,wracałm po ok.godz a dziecko płacze bo ma mokre ubranko-zalane piwskiem!!! Awantura-wyszłam bo był trzeźwy a wracam ...Bogu dzięki dziewczyny całe i zdrowe do dziś...
Pare razy zaczynał się leczyć przez te lata,ale jak dowiedziałm się pare mies temu-świetnie się bawił!!!Ale ja nie ,brałam to na poważnie,jego zabawa zawsze kończyła się pijaczymi ciągami.Niestety od 10 mies znów mieszkamy razem,on pracuje,chociaż szef miał go wywalić na zbity r... za picie.on twierdzi że PIJE I BĘDZIE PIŁ A WSZYSCY MAJĄ TO DZIELNIE ZNOSIĆ,ale skończyło się dobre.!!
Postraszyłam rozwodem,byłam u prawnika i wziął się na poważnie nie pije jak twierdzi 123 dni,ale ja nie wierzę-w delegacji wypił 2 piwa bo wiem z dobrego źródła-on nic złego w tym nie widzi,ja mam dość życia na bombie z opóźnionym zapłonem.Jestem na wychowawczym bo taki mieliśmy układ-nie zarobię nic ponad 1800,nie mam gdzie się wyprowadzić.Ze wszystkim jestem sama,,,
Kiedyś go bardzo kochałam,ale podziwiam te z was co nadal ich kochają-JA GO SZCZERZE miałam gdzieś a od Świąt Bóżego Narodzenia nienawidzę ,chociaż wziął się na poważnie za siebie.
Poradzcie co mam zrobić.Czytam wasze wpisy i to dodaje mi sił dla siebie i dzieci.Już nie chcę NAS,poradzę sobie sama-tylko te finanse.Nie wyrobię na 3 osoby i opłaty.Czy czekać dla dzieci że mu się uda ,czy lepiej biednie ale w spokoju anie ze zapitymi zwłokami co ledwo trzymają się ściany.Nie wiem nigdy co przyniesie jutro przy nim...Ale są pieniądze na razie .Co zrobić?
Dół przeszedł?
Andziula, ja mocno trzymam kciuki i strasznie się martwię jak ty po rozwodzie dasz sobie radę bez mieszkania, pracy ... bez pomocy ... Ciesz się zyciem- wiem że to trudne ale dla dzieciaczków ciesz się i usmiechaj ...
Ściskam cie mocno i wierzę że się uda poukładać
Długo nie pisałam,bo całkowicie mi padł laptop. Mogę powiedzieć,że jest duuuużo lepiej :-) Złożyłam pozew o alimenty.Dostałam zabezpieczenie powództwa w wysokości po 300zł na dziecko.Sprawę mamy 12 września. A mój mąż jakby obuchem dostał. Nie pije. Pracuje. Stara się. Po prostu zaczęłam go olewać. Powiedziałam,ze po zakończeniu sprawy alimentacyjnej składam pozew o rozwód,bo nie mogą się dwie sprawy toczyć jednocześnie i musi zakończyć się sprawa o alimenty. Nie wycofałam pozwu mimo jego próśb i obietnic. Ostatnio powiedziałam mu,że coś we mnie pękło,że mam dość i po rozprawie alimentacyjnej składam pozew o rozwód.Że nasze małżeństwo uważam za zakończone i nie interesuje mnie co on robi i niech jego nie interesuje co ja robię. Zaczęłam wychodzić z dzieciakami na całe dnie wracając tylko na obiad. Teraz umówiłam się z dziewczynami na dyskotekę.I wychodzę SAMA.O dziwo nie zrobił awantury.Nawet się zgodził.Już nie pytam się o zgodę.Oświadczam mu.Do tej pory abym sama gdzieś wyszła-nie możliwe.17 lipca miałam imieniny.Przyjechał z różami i moimi ukochanymi babeczkami.Kupił mi moje ulubione wino carlo rosi sweet red :-) pycha.A ja wzięłam wino i babeczki i poszłam do sąsiadki świętować imieniny.On został z dziećmi.Wróciłam o 2 w nocy lekko podchmielona co mi do tej pory się nie zdarzało.Następnego dnia znowu poszłam do sąsiadki i wypiłyśmy po piwku.Znowu wróciłam ok 12 w nocy.Trzeciego dnia zapytałam jak się czuje kiedy ja sobie tak pozwalam.A on,że starczy mu,że pokazałm mu już jak ja się czułam kiedy on balował.Znalazł pracę tutaj na miejscu.Wraca codziennie do domu trzeźwy.Przynosi pieniądze.Mam nadzieję,że to potrwa dłużej niż kilka miesięcy. Pokazałam mu,że na nim świat się nie kończy a on pępkiem tego świata nie jest. Jestem sttanowcza i konsekwentna w swoich postanowieniach i zaczęło się układać.Zobaczymy jak będzie dalej.Na razie jest OK.Czuję się wyśmienicie.Nabrałam wiatru w żagle :-) Wreszcie poczułam,że znowu żyję :-)
'Andziula' jesteś kobietą obytą w tych sprawach, więc nie będę Tobie radziła.
Napiszę jednak o sobie.
Miałam podobnie jak Ty, bo wyszłam za mąż bez majątku i zamieszkałam w domu eksa matki, a po jej śmierci on założył sprawę o spadek nie uwzględniając mojego tu wkładu.
Nie mogę mieć pretensji do tego majątku, bo nie był mój, ale mogę rościć żądania co do mojego dorobku, który eks zawładnął przy
okazji sprawy spadkowej.
Eks chciał mnie wyrzucić ze swojego domu, w czym bardzo pomagała jemu nasza córka, ale ja tez nie jestem w kobiałce przywieziona do stolicy, więc nie udało im się to.
Nawet fakt, że jestem alkoholiczką /niepijącą/, nie ułatwił im sprawy.
Gdy byłam w trudnej sytuacji materialnej, bo pomagałam naszej córce i poprosiłam jego o pomoc - odmówił.
Złożyłam więc pozew o alimenty i od 2000 roku płaci je, a po wielokrotnych jego pozwach o zdjęcie tego obowiązku- sąd oddala
ten pozew na mój umotywowany wniosek.
Co prawda wywalczył, że zdjęto o połowę, ale pomimo, że jesteśmy już 9 lat po rozwodzie - płaci nadal.
Mieszkam w jego majątku /mam oddzielne wejście/, partycypuję we wszelkich kosztach /za prąd, wodę, szambo, śmieci/ i płacę
1/3 podatku pomimo, że nie jestem właścicielką i sama opłacam remonty części domu, którą zajmuję............ i eks nic nie może zrobić, a bardzo by chciał, a także córka bardzo marzy by moje mieszkanie wziąć we władanie.
Chcąc się mnie pozbyć, muszą mi kupić mieszkanie, a tego nie chcą. Mnie zaś na to nie stać.
Co do alkoholizmu Twojego męża to trudna sprawa, ale gdy nie zechce się leczyć, lub leczenie nie przyniesie efektu, to przecież jego majątek jest także majątkiem waszych dzieci i można sprawę pokierować tak, że sąd orzeknie Twoje dożywotnie prawo do zamieszkania. Niezależnie od powyższego, należą się Tobie alimenty na dzieci i Ciebie, jeśli nie pracujesz.
Teraz skoro mąż skruszał nieco, to może by przepisał notarialnie ten majątek na dzieci?
Ty zaś jako prawna opiekunka dzieci, mogłabyś nim rozporządzać. Co prawda pod nadzorem sądu, ale może to lepsze, niż wizja utraty wszystkiego.
Sprawa trudna, ale możliwa do wygrania, czego Ci z całego serca życzę.
Nie czekaj na poprawę męża, bo to rzadkie przypadki, żeby przymuszony z alkoholizmu wyszedł.
Do tego potrzebna jest własna determinacja.
DDA można przerobić dopiero w dwa lata po terapii alkoholowej, więc tu nic nie ruszysz.
Najważniejsza i dająca nadzieję, jest Twoja konsekwencja i tzw twarda miłość.
Ja wstałam i otrząchnęłam się wtedy, gdy dotarło do mnie, że moja rodzina w moim piciu widzi własne korzyści.
Nie chcę ich obwiniać za moje picie, ale alkoholizm to skutek, a przyczyny jego powstania są różne.
Mnie leczono przez kilka lat z podejrzeniem białaczki,a jako jedno z lekarstw zalecono pić czerwone gronowe wino - 1 szklankę dziennie.
Białaczkę po 5 latach wykluczono, ale mój pociąg do alkoholu rozwijał się podstępnie, a przybrał wtedy, gdy po traumatycznych przeżyciach, przeszłam na rentę po 30 latach zawodowej pracy, a rodzina mnie odrzuciła, gdy wpadłam w depresję.
Alkohol nie jest problemem alkoholika, a emocje i różne sprawy, wobec których jest się bezsilnym, a także bezradnym.
Jest przede wszystkim chorobą, którą trzeba leczyć.
Pozdrawiam ![]()
Witam! Nie wiem czy dobrze trafiłam, mam problem z alkoholizmem męża. Tydzień temu po awanturze z użyciem przemocy i interwencji teścia kazałam mu się wyprowadzić. Aktualnie pomieszkuje u rodziców , nie jest to dla niego komfortowa sytuacja lecz nie pomogło mu to wyciągnąć wniosków. Jego rodzice i on nie widza w tym problemu bo dla nich to kwestia "chcę lub nie chcę pić".Problem ten ciągnie się od paru lat, zawsze popołudnie jest nagroda za grzecznie spędzony ciężki poranek i popołudnie po wczorajszym upojnym wieczorze. Oczywiście ja się czepiam a to wszystko przez problemy jakie ma" zwłaszcza ze mną".
Do tego jest kolega-sąsiad samotny kawaler, który rozwalił dwa swoje związki przez swoje życie lekkoducha i nieroba. Po kilku rozmowach z mężem doszłam do wniosku ze chyba nie uda mi się dotrzeć do niego ani mu pomoc bo chyba on nie chce pomocy bo musi pic i tyle, zawsze jest powod " bo wszyscy pija"Co robić jesteśmy małżeństwem 17 lata znamy sie 20 lat , to ponad połowa mojego życia, ciężko jest mi przekreślić te lata.
Witam! Nie wiem czy dobrze trafiłam, mam problem z alkoholizmem męża. Tydzień temu po awanturze z użyciem przemocy i interwencji teścia kazałam mu się wyprowadzić. Aktualnie pomieszkuje u rodziców , nie jest to dla niego komfortowa sytuacja lecz nie pomogło mu to wyciągnąć wniosków. Jego rodzice i on nie widza w tym problemu bo dla nich to kwestia "chcę lub nie chcę pić".Problem ten ciągnie się od paru lat, zawsze popołudnie jest nagroda za grzecznie spędzony ciężki poranek i popołudnie po wczorajszym upojnym wieczorze. Oczywiście ja się czepiam a to wszystko przez problemy jakie ma" zwłaszcza ze mną".
Do tego jest kolega-sąsiad samotny kawaler, który rozwalił dwa swoje związki przez swoje życie lekkoducha i nieroba. Po kilku rozmowach z mężem doszłam do wniosku ze chyba nie uda mi się dotrzeć do niego ani mu pomoc bo chyba on nie chce pomocy bo musi pic i tyle, zawsze jest powod " bo wszyscy pija"Co robić jesteśmy małżeństwem 17 lata znamy sie 20 lat , to ponad połowa mojego życia, ciężko jest mi przekreślić te lata.
Trafiłaś dobrze, bo wreszcie cos Toba ruszylo zeby zajac stanowisko
Nie napisze Ci ani odchodź, ani zostań,
Zacznij o siebie "dbać" misisz pozata stęchlizne wyjść, bo nic sie nie zmieni,
Z jednej strony strach bo zal utracic, taki kawał zycia, z drugiej strach i odraza do tego co sie dzieje
Piszesz ze go wywalilas, za chwile ze wiesz ze nie jest to dla niego komfortowa sytuacja
Rozumiem co Tobą miota, i ze szukasz pomocy, musisz sobie uswiadomic ze jie masz wplywu i jie masz mocu na to zeby odstawil alkohol
Musi dojsc do tego sam, jedynym zachowaniem jakie moze pomoc w przyspieszeniu tego, jest tak zwana "twarda miłość", jesli takie akcje sie powtarzaja na Twoim miejscu, podjąłbywm tez równoważne kroki, bo masz obowiazek do dbania o siebie
A nie tylko prawo do zycia, i służenia
Nie podburzam Cię do nie przemyslanych działań, probuje jedynie delikatnie zmotywowac do przemyślenia
Pomoc.mozesz uzyskac jedynie od osob ktore znaja problem, i potrafia popatrzec na to z dystansem, nie sa w zaden sposob zwiazane emocjonalnie z twym partnerem
Cala restza dzialan to jak stawanie po przeciwnych stronach baryka, w takiej sytuacji bezsennsowna energia, złość i czas ktory mozna na wiele innych sposobow zagospodarowac
Posz pisz jak najbardziej, dziewczyny tutaj w wielu przypadkach pewnie przechodzily podobne realia w swoim zyciu
Hej. Jestem w podobnej sytuacji. Tylko że ja się mecze 23 lata. Nigdy nie odważyłam się odejść. Pochodzę z rodziny alkoholików, gdzie przemoc była na porządku dziennym . Poradzę Ci , żebyś zrobiła wszystko żeby odejść. Z czasem jest coraz gorzej. Ja przez swoje dzieciństwo żyje ciągłym poczuciem winy. Już chwilami mam ochotę zasnąć i się nie obudzić. Dzieci trzymaja mnie przy życiu. Ale one rosnal, mój dorosły syn mi mówi "nie rób tego mojej siostrze" , " zabierz ją z tamtad". Chcesz to kiedyś usłyszeć ?
Hej. Jestem w podobnej sytuacji. Tylko że ja się mecze 23 lata. Nigdy nie odważyłam się odejść.
, mój dorosły syn mi mówi "nie rób tego mojej siostrze" , " zabierz ją z tamtad". Chcesz to kiedyś usłyszeć ?
Usłyszałaś i co z tym zrobisz?