witam
Mam 28 lat, od prawie pół roku spotykam się z mężczyzną starszym o 6 lat. Spotykamy się w weekendy gdyż on dużo pracuje w tygodniu i dzieli nas odleglość 50 km ( jesteśmy z innych miast). Od poczatku był mało wylewnym człowiekiem ale starałam sie go zrozumiec , nie naciskać - pomimo ,że ja sama jestem dosyć wrażliwą czułą kobietą. Jak się spotykaliśmy - gotowalam , siedzieliśmy w domu, oglądaliśmy tv itd Radzko kiedy wychodziliśmy gdzieś - jedynie po zakupy..... Próbowałam z nim rozmawiać- iż fajnie byłoby spotkac się ze znajomymi, gdzieś pojechać - aby poznac się bliżej, pobyć w towarzystwie innych osób itd. On jednak się wykręcał - tłumacząc ciężką pracą ( dużo jeździ , jest przedst. handl.). Staralam się i to zrozumieć, cierpliwie czekalam aż sie kocioł w jego pracy skończy - tak twierdził. Niestety ... nic się nie zmieniało.Zaczęły mnie boleć nasze spotkania ,które wyglądały tak samo - spędzanie pół dnia w kuchni gotując mu ulubione obiady, śniadania, kolacje...by sprawić przyjemność. Oczywiście zmywanie naczyń , prasowanie koszul - bo ja to robię lepiej, pomaganie w sprzątaniu - bo przecież przyjeżdżam do niego i też "bałaganię " itd. Kierat. W pewnym momencie zaczął się również rozkręcać - z żartowaniem sobie ze mnie- typu "pasożyt" ( bo u niego nocuję jak mnie do siebie zaprosi), baleron ( bo pojawiły mi się 'boczki' po zimie') - gdy zwracałam uwagę że takie okreslenia sprawiają mi przykrość - zawsze to samo - "nie znasz się na żartach'.... Nie uprałam koszuli - kara- śpię na innym łóżku ( bo się postawiłam i odmówiłam). Zdarzały się określenia - że pochodzę z patologii bo....rozwiodłam się po krótkim czasie małżeństwa ( rzecz już w moim życiu ułożona, do której nie wracam do paru lat). Czuję ,że wysiadam psychicznie z tym jego "karaniem mnie" ......bo nie odezwałam się pierwsza, bo nie odebrałam po paru sygnałach telefonu, bo poszłam z koleżanką na pizzę po pracy, bo mam swoje zdanie, bo się z nim nie zgodzę itd Każdy powód jest dobry. A wtedy - "za karę" - mnie odtrąca, milczy, nie przytula, obwinia - że to moja wina .......... Może to moja wina, może nie jestem dostatecznie chamska- za niejeden jego tekst normalna kobieta poczęstowała by go liściem, odpyskowała..... Ja starałam się tłumaczyć, rozmawiać i w końcu przepraszać ( wbrew sobie). Nigdy nie usłyszałam ,że tęskni, że mu zależy , że fajnie - iż jestem w jego zyciu bo - "on nie jest wylewny". Jestem wypompowana.
Podobne tematy
2 2013-03-09 17:58:51 Ostatnio edytowany przez S.. (2013-03-09 18:01:24)
Nie wiem po co tkwisz w tej relacji....związkiem tego nie nazwę...związek to partnerstwo, pomaganie sobie na wzajem, szacunek...a On Ciebie traktuje jak kucharkę, sprzątaczkę...do tego jego żarty są dla mnie mało śmieszne...Uciekała bym daleko. Tak nie powinno być. Nie daj się tak traktować. Nie warto...co On takiego Ci daje, jakoś nie widzę żebyś była szczęśliwa...
Odpowiadając na pytanie zadanie w temacie postu, Tak to upokarzanie drugiego człowieka - Ciebie.
Masz rację, nie daje mi szczęścia. Chciałoby się rzec - głupia naiwna baba sama sobie winna.
tez mam do Ciebie pytanie po co z nim jestes?miłość nie może przesłaniać wszystkiego,jest mu z Tobą wygonie wykorzystuje Cie na maxa a w zamian nie daje nic.Jesteś młoda nie trać z nim swojego czasu.To dopiero pół roku a jesteś jego kurą,przynieś podaj pozamiataj.Ja bym sie wstydziła tkwić w takim byle czym.Dlaczego kobiety tak mało wymagają od partnerów,dlaczego są na tyle słabe ,ze nawet jak im jest żle nie potrafią odejść.Zaden męzczyzna nie da sie kobiecie wykorzystywać,i jesli mu relacja nie odpowiada to najzwyczajniej w świecie odchodzi.Kobiety powiny sie od nich tego uczyć.Sama pozwalasz na takie traktowanie swojej osoby,jak nie odejdziesz z czasem będzie tylko gorzej!Jak męzczyzna ma szanować kobietę jęsli ona sama siebie nie szanuje,jak ma kobieta wymagać coś od męzczyzny jeśli ona sama dla siebie nic nie chce.Być moze Twój chłopak ma taki stereotyp,on ma leżeć ,Ty mu usługiwać.I masz wyjscie jedno być posłuszną służką i poddaną,lub odejsć i znaleśc faceta który Cie uszczęsliwi.Podejrzewam ,ze Twój ksiąze nie dopusci mimo Twoich chęci na zmiane układu jaki u was panuje.
Nie czuję się z tym dobrze dlatego napisałam. Trudno się nie zgodzić z Twoimi słowami - chociaż to gorzka prawda. Postanowilam to zakończyć już parę dni temu. I już tym razem nie pojechałam na spotkanie, nie zadzwoniłam. Zrezygnowalam. Nie sluży mi taki układ, nie czuję się w nim dobrze. Zasługuję na coś innego.
Jesteś młodą, wartościową, mądrą Kobietą. Dobrze zrobiłaś, zasługujesz na coś o wiele lepszego, zasługujesz na bycie szczęśliwą, kochaną osobą, która czuję się w oczach mężczyzny tą najlepszą, najpiękniejszą i z pewnością tak będzie;) A to, że zakończyłaś tą relację, Tobie to wyjdzie na korzyść. Jeszcze się przekonasz o tym.
Jk człowiek jest w związku to chce jak najlepiej - sprawia drugiej osobie przyjemność - chce dla niej jak najlepiej - stąd starałam się sprawiać mu przyjemność dobrym obiadem, zatroszczeniem się itd, ale niestety w pewnym momencie zaczęło mnie to uwierać bo zaczął to odbierać jako mój obowiązek a nie objaw dobrej woli i chęci sprawienia przyjemności. No cóż. Cham.
Jk człowiek jest w związku to chce jak najlepiej - sprawia drugiej osobie przyjemność - chce dla niej jak najlepiej - stąd starałam się sprawiać mu przyjemność dobrym obiadem, zatroszczeniem się itd, ale niestety w pewnym momencie zaczęło mnie to uwierać bo zaczął to odbierać jako mój obowiązek a nie objaw dobrej woli i chęci sprawienia przyjemności. No cóż. Cham.
karla55 ja Ciebie doskonale rozumiem, sama byłam w "dziwnym" związku. Mieszkaliśmy razem, ale ... no właśnie ale... wszyscy mówili mi wokół, ze partner mnie wykorzystuje finansowo, ja tego nie widziałam i chyba nadal nie mogę dostrzec... mieszkał u mnie, niby dawał trochę kasy,a le ja przede wszystkim dokładałam się do rachunków. Raz pamiętam spóźniłam się z obiadem bo rozmawiałam z rodzicami, to miał do mnie pretensje, że przecież na mnie zawsze czekał obiad. Tak i owszem , tyle, że on potrafił np. miesiąc czasu w domu siedzieć bez pracy. Nigdy nie mieliśmy kasy, nie dało się nic zaoszczędzić. Raz jak nie miałam kasy na zoo, to po prostu nie pojechaliśmy. Nie powiem, bo kilka razy dał mi jakieś tam pieniążki, ale mój dochód był wyższy. Oprócz tego opłacałam jeszcze przedszkole za moje dziecko.
W domu mi pomagał, nie powiem, ale ja też wiele obowiązków wykonywałam. Bynajmkniej dla mnie byłą to dziwna relacja.
Witam Cię Kochana.
Moje zdanie jest takie jak reszty, rozstanie jest najlepszym pomysłem. W życiu warto być zdrowym egoistą, jasno wyrażać swoje zdanie,nie ma sensu tkwić w czymś co Cię niszczy/ogranicza ...mamy prawo decydować o swoim życiu- i to jest piękne.
Ważne,aby żyć w zgodzie ze sobą, i konkretnie mówić o swoich pragnieniach,potrzebach.
Daj sobie spokój a w kolejną relacje z facetem wejdz konkretnie, Pamiętaj że najważniejsza jesteś Ty. My jako ludzie,nie możemy godzić się na wszystko,a wręcz przeciwnie mamy prawo dobierać sobie znajomych,partnerów życiowych...w tym cała istota.
Nie poprzestawaj na tym związku,pamiętaj że jesteś bogatsza wewnętrznie o nowe doświadczenia, i co najważniejsze, nie wpakuj się w coś takiego kolejny raz .
![]()
Kolejny przemocowiec.
Takie zwroty to przemoc psychiczna, to agresja słowna.
Odpowiadając na Twoje pytanie. Tak to upokorzenie/a - przez duże U.
Bardzo przykro się to czyta, przerażające dosłownie.
Tak kochający partner się nie zachowuje, pozwoliłaś przesunąć granice i on to doskonale czuje i wie.
Lepiej nie będzie.
No właśnie - zawsze jasno reagowałam ,że takie określenia mnie nie bawią,że mi się to nie podoba i nie będę tego tolerować. Nie wtórowałam mu śmiechem sugerując,ze tez mnie to bawi i spływa. Wtedy też on - ripostował- że nie znam się na żartach, jestem czuła na swoim punkcie itd. Po kolejnych określeniach doszły stwierdzenia -że jestem za "gruba" ...( przy wzroście 172 ważę 62 kg....), że mam cellulit ( dbam o siebie ale nie mam obsesji na każdym centymetrze swojego ciała), że mam rozstępy ( jak każda kobieta - normalne, delikatne), a biust - (z którym nie mialam nigdy problemu we własnej samoocenie) - dla niego też jest nie taki. Chore - mnie to nie bawi. Nie jestem czuła na swoim punkcie - ale nie będę udawała że bawi mnie upokarzanie w " koronkowych rękawiczkach". Boli jedynie to- że lojalność , uczciwość i rodzinność kobiety - to powód dla faceta aby uznać ją za słabą i taką ktorej można wejść na głowę, narobić i rozgarnąć.
Co chcesz temu bucowi delikatnie wytłumaczyć?!
On się bawi Twoim kosztem w najlepsze!
Masz siebie za darmową sprzątaczke, prasowaczke, kucharke, kurwe, gruszke do wyciskania na niej określen typu baleron, grubas, idiotka, etc. Naprawdę nie cenisz siebie samej?
Chcesz żeby do wachlarza dołożył kopanie, podduszanie, śliwy pod okiem?
On się znęca i tresuje Cie jak małpkę!
Pogoń gnoja jego bronią, daje mu tydzień!
Co chcesz temu bucowi delikatnie wytłumaczyć?!
On się bawi Twoim kosztem w najlepsze!
Masz siebie za darmową sprzątaczke, prasowaczke, kucharke, kurwe, gruszke do wyciskania na niej określen typu baleron, grubas, idiotka, etc. Naprawdę nie cenisz siebie samej?
Chcesz żeby do wachlarza dołożył kopanie, podduszanie, śliwy pod okiem?
On się znęca i tresuje Cie jak małpkę!
Pogoń gnoja jego bronią, daje mu tydzień!
Jasne rozumiem co masz mi do przekazania ale sory - poziom - kurwą nie jestem i nie byłam.
Kochanie, on Cie nie dość, ze upokarza, to do tego bez skrupułów wykorzystuje.
Wiem, ze najłatwiej jest napisać, żebyś go zostawiła, ale gdyby to było proste, już pewnie byłabyś dawno szczęśliwą singielka.
Spróbuj przekonać siebie sama, ze należy Ci się ktoś lepszy, zasługujesz na lepsze traktowanie, na szacunek i w końcu, na miłość.
Wyrwij się z tego toksycznego związku, bo ryzyko, ze on Ci zrobi krzywdę (nie tylko psychiczna!) jest ogromne.
Trzymam za Ciebie kciuki.
Jasne rozumiem co masz mi do przekazania ale sory - poziom - kurwą nie jestem i nie byłam.
Poziom- czyj? twoj, jego czy moj?
Poczulabys sie lepiej jakbym użyła lżejszego słowa?
Na resztę zawodów które wykonujesz się nie obruszasz?
Nie napisałam tego żeby Cię obrazić, tylko po to żeby Tobą wstrząsnąć, szlag mnie trafia jak młoda dziewczyna robi z siebie cielę której powrózkiem można dowolnie obracać!
Nie uważam Ciebie za kurwę, teraz niech stanie się to dla Ciebie jasne.
Może w inny sposób- spisz sobie na kartce wszystkie rzeczy ktore dla niego robisz, jak sie do niego odnosisz, analogicznie pozniej zrób rekonesans tego co od niego dostajesz.
Może jeśli sama to napiszesz, zrozumiesz co jest nie tak.
Reszta też miła nie jest - ale na zimno jak ktoś ocenia to mu łatwiej. Zapewne mnie też by szlag trafił - jakbym przeczytała co facet robi i jak kobieta daje sie traktować. ok. Jednak gorzej być w takiej relacji i tak po prostu bez emocji wszystko odrazu zrozumieć i odciąć się. Ja nie pytam w postach jak go naprawić, jak ratować relację itd. Bardziej pisze to po to aby wyrzucić z siebie złość i żal. Nie łudzę się,że coś takiego da się ułożyć tak - abym była szczęśliwa a on zacznie mnie szanować.
Reszta też miła nie jest - ale na zimno jak ktoś ocenia to mu łatwiej. Zapewne mnie też by szlag trafił - jakbym przeczytała co facet robi i jak kobieta daje sie traktować. ok. Jednak gorzej być w takiej relacji i tak po prostu bez emocji wszystko odrazu zrozumieć i odciąć się. Ja nie pytam w postach jak go naprawić, jak ratować relację itd. Bardziej pisze to po to aby wyrzucić z siebie złość i żal. Nie łudzę się,że coś takiego da się ułożyć tak - abym była szczęśliwa a on zacznie mnie szanować.
Powiedz zatem co zamierzasz, jeśli chcesz.
Zamierzam się odciąć od niego (co już robię) i mam nadzieję, że powoli powoli zapomnę o nim i wyciągnę wnioski. Mam tylko nadzieję,że nie pojawi się za jakiś czas z pomysłem rozmowy i powrotu. Taki typ faceta, skrajngo egoisty. Który moją dobrą wolę i chęć stworzenia fajnych , poważnych relacji odebrał jako moją słabość.
Reszta też miła nie jest
Nie miała być, nie jestem typem co głaszcze po główce. Napisałam wcześniej dlaczego.
Ja nie pytam w postach jak go naprawić, jak ratować relację
Tytuł tego wątku zakończony jest znakiem zapytania, wiec... nie moja pomyłka. Gdybyś to zaznaczyła od razu, że chcesz opisać swoją sytuację i tyle nie odezwałabym się.
Być może będzie chciał Cie przekonać ze się zmieni, żebyś wróciła, ale mam nadzieję, że nauczona tym co od niego dostałaś, zaśmiejesz się i odmówisz. Powodzenia:)
Mogłaś to tak zrozumieć, spoko. Czasem czerstwe slowa też mają swój cel. Dzięki, obym rosła w siłę aby go pogonić w razie czego ![]()
Najbardziej upokarzasz siebie sama, pozwalając sobie na takie traktowanie. Jednak ty doskonale sobie z tego zdajesz sprawę, że to nie jest normalne. Co cię zatem trzyma przy tym człowieku ?
Już napisałam wcześniej - od paru dni się nie spotykamy i zerwałam z nim kontakt. Z dnia na dzień jeszcze nikt się nie uzdrowił , bo co nagle to po diable.
Rozumiem, w takim razie życzę ci dużo siły ![]()
Karla..
Będzie dobrze, zaczniesz wszystko do nowa:) Bądź silna w swoim postanowieniu, będzie Ci na pewno ciężko ale warto to zmienić. Spotkasz kogoś kto będzie Cie traktował tak jak na to zasługujesz, z miłością i szacunkiem.;)
Dzięki dziewczyny - i za te miłe , i za te mniej miłe, dobitne słowa ![]()
Dzięki dziewczyny - i za te miłe , i za te mniej miłe, dobitne słowa
Karla55 czy na poczatku znajomości widziałaś jakies symptomy świadczące o tym, że coś moze być nie tak? Faceci na początku mogą się trochę kamuflować, ale chyba nie aż tak bardzo.
Kiedy po raz pierwszy zachował się tak, że wzbudził twój niepokój?
Jeśli spojrzę na to wszystko z dystansem - na pewno pojawiały się minimalne symptomy ,że to trudny charakter. Jednak - przyjmując zasadę,że nikt nie jest idealny ( takiego faceta jeszcze nie spotkałam bynajmniej )- chciałam go bliżej poznać, poobserwować. Tera zadaję sobie różne pytania - czy jakbym była inna w stosunku do niego - bardziej zimna, oschła, egoistyczna- czy inaczej by mnie traktował , z większym szacunkiem. Ale z drugiej strony - nie da się ciągle stać na baczność i zastanawiać się nad każdym swoim krokiem- co byłoby gdyby itd
Karla, gdybyś była bardziej egoistyczna - on niestety pewnie też by Cię inaczej traktował. Niestety, bo nie da się zawsze udawać. Później byś poznała prawdę i miałabyś jeszcze trudniej się z tej relacji wyplątać. On ma taki stosunek do kobiet i tego nie zmienisz. On sam musiałby nad tym sporo pracować, ale jestem pewna, że on problemu nie widzi i nigdy nie zobaczy.
Patrząc obiektywnie to nie masz czego żałować. To zaledwie pół roku! Tylko tyle czasu na niego zmarnowałaś i nie pozwól zmarnować sobie kolejnych miesięcy czy nawet dni. Jemu obcy jest partnerski model związku a Twoja wizja przecież nie zakłada roli darmowej kucharki i sprzątaczki nawet bez podziękowania? Po świecie chodzi wielu normalnych facetów - dlaczego Ty miałabyś poświęcić życie na służenie takiemu typkowi?
Piszesz, że pojawiały się symptomy... Karla, po raz kolejny powtórzę - to zaledwie pół roku! Sześć miesięcy! Po takim czasie w związku nadal fruwają motylki, obie strony wpatrują się w siebie jak w święte obrazki. Ty po pół roku masz w związku pełną patologię, więc nie doszukuj się wcześniejszych symptomów tylko obiektywnie spójrz na to co jest teraz i definitywnie zakończ tę relację choćby płaszczył się przed Tobą i piszczał o zmiłowanie...
Karla, gdybyś była bardziej egoistyczna - on niestety pewnie też by Cię inaczej traktował. Niestety, bo nie da się zawsze udawać. Później byś poznała prawdę i miałabyś jeszcze trudniej się z tej relacji wyplątać. On ma taki stosunek do kobiet i tego nie zmienisz. On sam musiałby nad tym sporo pracować, ale jestem pewna, że on problemu nie widzi i nigdy nie zobaczy.
Patrząc obiektywnie to nie masz czego żałować. To zaledwie pół roku! Tylko tyle czasu na niego zmarnowałaś i nie pozwól zmarnować sobie kolejnych miesięcy czy nawet dni. Jemu obcy jest partnerski model związku a Twoja wizja przecież nie zakłada roli darmowej kucharki i sprzątaczki nawet bez podziękowania? Po świecie chodzi wielu normalnych facetów - dlaczego Ty miałabyś poświęcić życie na służenie takiemu typkowi?
Piszesz, że pojawiały się symptomy... Karla, po raz kolejny powtórzę - to zaledwie pół roku! Sześć miesięcy! Po takim czasie w związku nadal fruwają motylki, obie strony wpatrują się w siebie jak w święte obrazki. Ty po pół roku masz w związku pełną patologię, więc nie doszukuj się wcześniejszych symptomów tylko obiektywnie spójrz na to co jest teraz i definitywnie zakończ tę relację choćby płaszczył się przed Tobą i piszczał o zmiłowanie...
Teraz to już szczerze - jestem na siebie coraz bardziej zła,że taka naiwna byłam - że tak dawałam się owijać wokół palca i poniżać - mało tego , czułam się z tym okropnie i jeszcze bardziej okropnie gdy - protestowałam przeciwko takiemu traktowaniu i takim słowom - on to tłumaczył moim przesadzaniem, brakiem poczucia humoru a nawet histerią....wciskał mi,że to ja mam z tym problem...i ja dawałam za wygraną i faktycznie czułam sie winna. Echhh
Witam
po dłuższym czasie. Niestety....wtedy wystarczyło mi na krótko samozaparcia.....wróciłam do niego. Teraz jestesmy 2 tyg po rostaniu definitywnym...i wiecie jak się czuję? jak "śmieć"..... Próbowalam cały czas z nim rozmawiać....w końcu zrezygnowalam i zaczęłam robić wszystko tak,żeby tylko było ok....kosztem swojego zdania, poczucia własnej wartości. Nic tym nie zdziałalam. Suma sumarum jestem psychicznie wykończona łącznie z tym,że czuję do siebie obrzydzenie, niechęć.....To jak ze mną skończył wywolało we mnie taką panikę, nagromadzenie żalu, frustracji,że te moje ostatnie 2 tyg to udręka. Próbowalam do niego pisać- wyrzucając w końcu swoje żale,przykrości i niewdzięcznosć. Jestem kretynką i tak niech pozostanie.....On zalatwil wszystko elkowentnie bez uczuć , racjonalnie....ja pękłam i stałam się emocjonalnym wulkanem. Jestem skreślona. Nie mam siły, nie dałam rady.
Jak można się dawać tak traktować?
Nie wiem....teraz tego nie wiem. Załosne będą takie tłumaczenia,że mi zależało. Powinnam była się odciąć póki miałam wyższe poczucie własnej wartości. teraz nic sensownego nie napiszę bo moja samoocena spadła do zera.
proponuje wybrac sie do psychologa, bo sama mozesz sobie nie poradzic po takim psychicznym uzaleznieniu
pozdrawiam i sily zycze
Spotkałam się z psychologiem, będę spotykać dalej - pewnie psychoterapia. Nagromadziło się we mnie tyle złych, destrukcyjnych emocji,że aż siebie samej nie poznaję....Nie jestem tą którą byłam wcześniej - zawsze wystrzegałam się przypadkowych znajomości, nie szukałam radości w związku z facetami o ciemnej przeszłości, zajętymi czy innymi trudnymi tematami. Miałam swoje zasady ,które zawsze trzymały mnie w rozsądkowym podejściu do tego co przynosi mi życie. Wyłożyłam się przy facecie chłodnym emocjonalnie z tendencją do upokarzania mnie. Jeszcze nigdy nie byłam w takim dole. Pozdrawiam