Temat który chcę poruszyć prosząc jednocześnie o poradę, śmiało można byłoby zamieścić w wątku dotyczącym teściów. Problem jest jednak dużo bardziej złożony, gdyż dotyczy również cioci mojego męża (siostry teściowej). Zacznę może od tego, że ślub postanowiliśmy wziąć po 7 latach znajomości. Początkowo moje relacje z rodziną męża były dobre. Dwa miesiące przed ślubem zmarła moja babcia - pierwszą ogromną niechęć do teściowej oraz siostry męża poczułam kiedy dowiedziałam się, że rozpowiadają jakoby babcia miała w naszym domu złą opiekę, a moja mama jako córka powinna się wstydzić, że zdecydowała się oddać matkę do specjalistycznego zakładu opieki zamiast poświęcić swoje życie jej chorobie.
Kolejne zgrzyty dotyczyły (jak w większości przypadków) organizacji ślubu i wesela. Otóż ani ja ani mój mąż nie chcieliśmy wziąć ślubu kościelnego. Moja teściowa nie mogła tego przeżyć (mąż pochodzi z bardzo wierzącej rodziny) - groziła nam że przez nas dostanie zawału albo wylewu, skarżyła się księdzu jaki to ma problem w rodzinie, mówiła że goście będą się czuć jak na pogrzebie, teść powiedział do mnie - nic dziwnego że córka jest niewierząca skoro matka była komunistką (moja mama jest wierząca tak na marginesie) itp. Wtedy jeszcze nie odbierałam jeszcze tego jako szantażu stosowanego ze zwykłej złej woli - uważałam że jest to wartość bardzo ważna dla rodziny mojego męża, a oni walczą jak potrafią. Po długich rozmowach postanowiliśmy wziąć dwa śluby cywilny ze skromnym przyjęciem dla najbliższych tydzień wcześniej oraz kościelny z weselem tradycyjnym tydzień później. Z tego rozwiązania teściowa również nie była zadowolona - ślub według niej był za wcześnie i za krótki.
Prawdziwy koszmar zaczął się podczas przygotowań. Przed ślubem cywilnym nasi rodzice umówili się aby wspólnie przygotować przyjęcie. W piątek wieczorem teściowa oznajmiła mi, że szwagier mojego męża, który miał być świadkiem na ślubie cywilnym rano następnego dnia nie przyjedzie (jest z zawodu kierowcą tira). Nikt nas o tym kompletnie nie poinformował - zapytałam jej dlaczego nie powiedziała chociaż dzień wcześniej jak potwierdzaliśmy ilość obiadów dla cateringu - na co ona mi odpowiedziała - oj tam jeden obiad w tą czy w tą. Razem z mężem na szybko, w idiotycznej sytuacji poprosiliśmy mojego szwagra żeby zechciał zostać świadkiem co się też stało. Po ślubie cywilnym zdecydowaliśmy, że mój szwagier który pomógł nam w takiej sytuacji zostanie również świadkiem na ślubie kościelnym - skoro tamten nas nie raczył nawet poinformować. Moja teściowa dostała szału - cały czas robiła nam awantury - mi mówiła że mam się nie wtrącać w sprawy ich rodziny, mojemu mężowi że to jego wina bo świadek mu mówił że go nie będzie, że jak jej sisotra przeżyje to że mój szwagier jest świadkiem itd.
Po całym tygodniu awantur przyszedł czas na ślub kościelny. Ponieważ mam dwie siostry świadków było czterech - dwie moje siostry, mój szwagier, oraz kuzyn mojego męża (syn siostry teściowej). Oczywiście zgrzyty zaczęły się już w momencie usadzania gości na sali dzień wcześniej - teściowa miała inną wizję i ja inną ale jakoś - głównie przy pomocy mojego taty, który ma anielską cierpliwość udało się dojść do porozumienie. Z przykrością to stwierdzam, nawet starając się pamiętać najpiękniejsze momenty tego dnia, nie sposób zauważyć że uczynili nam z niego piekło. Pomijam fakt, że pod kościołem teściowa ostentacyjnie wręczyła nam różę (mimo że na zaproszeniu było napisane że chcemy wino lub czekoladki - co teściowej się nie podobało - no bo jak ktoś wino wniesie do kościoła). Po wejściu na salę weselną - o czym dowiedziałam się od swojej mamy - siostra teściowej zaczęła płakać gdyż nie podobało jej się miejsce na którym miała usiąść (dodam że obok rodziców Pana Młodego). Moja teściowa zaczęła na szybko przekładać wizytówki na co zareagowała moja mam - mówiąc że taka była nasza wola i mają się dostosować. Konsekwencja była taka że niezadowolona ciocia - nawiła swojego syna - świadka mojego męża żeby wyszedł z wesela tuż po oczepinach. Wyszedł bez słowa pożegnania. Ciocia niedługo po nim - tłumacząc się w dniu poprawin niewygodnymi butami. Nikt z najbliższej rodziny męża nie zatańczył ze mną przez całą noc, a teściowie nie podeszli nawet złożyć życzeń na oczepinach!!!! Teściowa nie widzi w tym nie złego - no bo i tak nie mieli prezentu. Natępnego dnia świadek zostawił obok mojego męża trzy miejsca wolne i usiadł na czwartym. A ponieważ goście z kulturą krępowali się usiąść obok Pana Młodego - bo jest to miejsce przeznaczone dla świadka na początku poprawin mój mąż siedział odizolowany.
W poniedziałek po weselu pojechaliśmy na obiad do moich rodziców. Moja mama poprosiła nas o podrzucenie kilku rzeczy do teściowej - okazało się że tam trwały poprawiny bez naszego udziału - była oczywiście ciocia, nasz nieszczęsny kuzyn, siostra mojego męża z córką - nikt do nas nawet nie zadzwonił. Mój teść po kilku kieliszkach dodał że tatę to mam fajnego ale mamę okropną.
Od tego czasu każde nasze spotkanie się kończyło awanturą - moi teściowie uważali że to my powinniśmy przeprosić kuzyna który był świadkiem, gdyż jego uraziło zachowanie mojej siostry w samochodzie dla świadków - oni twierdzą, że używała wulgarnych słów ona zaprzecza - a to tak głeboko wierzący i wrażliwy chłopieć. Na pierwszą rocznicę ślubu ciocia ora kuzyn nie zostali zaproszeni. Nie zadzwonili również z życzeniami. Zaczęły się kolejne awantury o to, że naszym psim obowiązkiem jest zaprosić ciocię. Nasze kontakty w związku z powyższym były mocno ograniczone, ale eskalacja miała miejsce we wrześniu poprzedniego roku.
Na moich imieninach (które zresztą miały miejsce na kilka dni przed ogromnie ważnym i trudnym dla mnie egzaminem) mój mąż powiedział swojej mamie że nie przyjdzie na 45 - lecie ich ślubu - ponieważ ta uroczystość nie wynika z woli teściów tylko została zaaranżowana przez siostrę teściowej (i tak faktycznie było). Teściowa się wściekła wykrzykiwała że oni do nas podchodzą z usmiechem i życzliwością, że w nas jest pełno nienawiści, że jeżeli mój mąż nie przyjdzie to nie jest jej synem, że co to za syn co nie odwiedza swoich rodzicó itp. Nie muszę dodawać że wszyscy goście opuścili imprezę. Po tym incydencie stwiedziliśmy z mężem że w stosunku do jego rodziców zapomnimy o tym co było złe, a ponieważ jesteśmy dorosłymi ludźmi z ciocią sobie z czasem wszystko wyjaśnimy albo i nie. Na rocznice poszliśmy, teściowa przeprosiła za swoje zachowanie - twierdząc że zrobiło jej się strasznie przykro jak usłyszała że nas nie będzie. Mój mąż odwiedzał rodziców systematycznie.
Przed Świętami Bożego Narodzenia siostra mojego męża złożyła propozycję żeby nie kupować sobie prezentów. Mój mąż się na to nie zgodził - stwierdził że ma tak małą rodzinę że skromne prezenty można sobie kupić. Wiglia jakoś minęła. W pierwszy dzień Świąt poszliśmy do teściów na obiad. Teściowa przysmradzała że wolałaby w drugi dzień (już byliśmy umówieni z moją rodziną) no ale coś tam przygotuje. Podczas obiadu dowiedzieliśmy się, że siostra mojej teściowej organizuje bożonarodzeniowy obiad (na który chodziliśmy za czasów narzeczeństwa), który to obiad jest czwartą imprezą organizowaną w tajemnicy (której mieli dochować i dochowali rodzice mojego męża i siostra) na którą nie jesteśmy zapraszani za karę - za brak zaproszenia cioci na rocznicę ślubu i do nowego mieszkania:) Powiedziałam mojej teściowej, że mnie by serce pękło gdybym miała w Boże Narodzenie pójść potajemnie na obiad na który moje dziecko nie zostało zaproszone za karę. Dla mnie (mimo że nie jestem tak głęboko wierząca) jest to taki okres gdzie wszystkie spory idą na bok. Wychodząc z imprezy spotkaliśmy siostrę męża która niosła do cioci wór prezentów ![]()
Później jeszcze teściowa nas odwiedziła - dla odmiany z awanturą, mamy przerosić ciocię i zaprosić do mieszkania;) Skończyło się okropną awanturą - mój mąż nie wytrzymał nerwowo i powiedział "że jego ojciec to menda" - jego tata wcześniej mówił że z ciocią pokłócić się nie mogą bo on jako syn to im na starość na pewno nie pomoże, a ona im pomogła tyle razy, mówił również że po tym wrześniowym pogodzeniu mój mąż przychodzi do nich poopowiadać tylko głupoty, że jego kuzyn to się bardzo dobrze uczy nie tak jak mój mąż na studiach itp. teściowa mnie wyzwała od starej dewoty:) męża od zera i osoby niegodnej miana syna.
Ponieważ cały czas jesteśmy traktowani jako wariaci, którzy mają urojone problemy chciałabym poznać Wasze opinie i pomysły na te relacje.