Witam,
Tak przed Świętami Bożego Narodzenia szukam pomocy, albo może bardziej zrozumienia. I czytając wątki o toksycznej rodzinie odnajduję w nich po część siebie. Bo podobnie jak niektóre z was mam 31 lat, fajnego męża choć wycofanego ostatnio, synka kilkuletniego i drugie dziecko w drodze. Ale nie ta moja rodzina jest toksyczna, choć mam wrażenie że jeśli ja czegoś nie zrobię,żeby siebie uleczyć to mogą i oni ucierpieć. Otóż w chwili obecnej jesteśmy skazani na mieszkanie w moimi rodzicami i w nich tkwi mój problem. Zawsze oceniali mnie z góry, tzn. nie sprawiałam żadnych kłopotów wychowawczych, ale oni od zawsze wiedzą wszystko lepiej, bo są starsi, mądrzejsi..pfff... Szlag mnie trafia w czym ta mądrość się przejawia. Otóż słowa mojej matki,to "przeklinam dzień, w którym pozwoliłam Ci zamieszkać w swoim domu"
" Wynoś się, nikt Cie tutaj nie trzyma!" Jak zapytałam ,czy dumna jest z tych słów kierowanych do mnie, kobiety w 5 mies. ciąży? odpowiedziała: że gdybym się szanowała, to bym tak nie miała teraz! (nie wiem sama jak mam to rozumieć, drugie dziecko to brak szacunku do siebie? a może do niej, bo mój synek nie rozumie sytuacji. Prędzej mieszkaliśmy z teściami i nie wie co to jest kłótnia, wymachiwanie nożem i podnoszenie ręki na jego mamę. I z tego niezrozumienia, bo ma 4 latka chodzi do babci mieszkającej na piętrze, bo cóż tam dostanie co chce, może pokrzyczeć, a nikt nie krzyknie na niego, nie stawia warunków. Oczywiście odwrotnie proporcjonalne zasady do tych, które sami stosowali. A gdy ma chimerki, to jest odesłany do rodziców, ale tak żeby się nie obraził na dziadków, a rodzicom dał popalić. Dom mamy w budowie i męczę się tak już 6 miesiąc, a mam wrażenie,że to 6 lat. Pewnie będę wyrodną córką, ale zamierzam po wyprowadzce zerwać wszelkie kontakty. Drugiego wnuczka, bądź wnuczki nie poznają. Za dużo się wydarzyło, za dużo przykrych słów, za dużo, a w sumie tylko krytyka. Moja mama przesadnie wg. wielu osób dba i porządek i to jest dla niej priorytet, więc każe odłożenie rzeczy nie na swoje miejsce skutkuje fochem. Bo ona jest u siebie, a ja tylko "świntole" to takie określenie coś między brudzeniem, a zachowaniem jak u świnki, psuje (mimo że pralka ma 10 lat, ale na pewno ja zepsułam)Nie mogę suszyć prania w pokoju, w którym mieszkamy,żeby nawilżyć suche powietrze,bo będzie grzyb na ścianach. Mam w ciąży biec z praniem najlepiej z piwnicy na balkon.Dużo by tak mnożyć przykładów na moją świętą matkę. Gdy powiedziałam ze jestem w ciąży to nie usłyszałam ani gratuluje, ani że ona też chciała taką mniejszą różnicę wieku , a nie 11 lat tak jak jej to wyszło. I dlatego ja z siostrą mamy podobne doświadczenia, ale przy tej różnicy wieku, trochę z innych bajek.Siostra jest bardziej uległa, ma syndrom ofiary, a ja zawsze odkąd sama myślę buntowałam sie przed toksycznością matki. Krzyknąć nie wypada, przeklną też nie wypada, w ogóle nic nie wypada , bo co ludzie sobie pomyślą..... Moja mama wie jak się sprzedać. Wiem ze jej zachowanie jest wynikiem jej własnych doświadczeń, ale mało z nich wniosków wyciągnęła.
Nie mam zamiaru powielać jej błędów, manipulacji, toksycznych słów i zachowań . A na koniec chciałabym podsumować takim zdaniem, będą córką ale i rodzicem. To dorośli ludzie decydują o tym,że chcą mieć dzieci,więc łaski o podcieranie pupy w dzieciństwie, karmienie i zaspokajanie potrzeb dziecka ŁASKI NIE ROBIĄ. Żadne dziecko nie prosi się samo na świat i wymawianie czegoś takiego jest pokroju popapranych relacji. Wierze,że dziecko oddaje to co dostaje. A najważniejsze jest poczucie i poszanowanie własnej wartości oraz bezwarunkowa miłość. I to rodzic musi nim sprostać, a nie dziecko.