Ostatnio miałam z moim narzeczonym rozmowę na temat tego gdzie będziemy mieszkać po ślubie. Nigdy nie chcieliśmy mieszkać na wsi- a tam mieszkają jego rodzice. Kilkanaście miesięcy temu przyszli teściowie kupili działkę budowlaną obok swojego domu.
No i podczas tej rozmowy wyszło z jego ust stwierdzenie, że jego rodzice chcą żeby on tam zamieszkał i że niedługo zaczną tam budować dom.
Z jednej strony nie chcę być niewdzięczna, ale z drugiej to wolałabym wziąć kredyt na mieszkanie i go spłacać przez pół życia niż żebym musiała coś komuś zawdzięczać. Poza tym, nie czułabym się dobrze w domu, w którym nie miałabym nic do powiedzenia (tak bym się czuła). Nie chciałabym za kilka lat usłyszeć w złości od teściowej czy teścia, że "tu nic nie jest moje". Moi rodzice nie będą w stanie pomóc teściom w budowie tego domu. Poza tym nie lubię atmosfery panującej wśród sąsiadów, mieszkańców tej ulicy. Są to małżeństwa mniej więcej w wieku rodziców narzeczonego. Goszczą się u siebie z każdej okazji- urodziny, imieniny, rocznica ślubu jak i bez okazji. I wiem, że jeśli byśmy tam zamieszkali to pewnie też byśmy musieli spędzać z nimi czas. A ja wolałabym obracać się w towarzystwie znajomych narzeczonego i swoich.
Co byście zrobiły na moim miejscu? Może trochę przesadzam, ale nie chciałabym psuć swoich stosunków z nimi no i w końcu wszystkie znamy starą zasadę, że młodzi powinni mieszkać sami a nie z teściami (lub w najbliższym sąsiedztwie ![]()
Podobne tematy
a co na To Twój narzeczony ?
On uważa, że przesadzam i że jego rodzice mnie lubią, a wszelkie kwestie "ostrożnościowe" w stylu intercyza (w sensie, chcą żebym ją podpisała) to nic złego. On też niby chce sam się dorobić, ale boję się, że on dba tylko o swoją wygodę- będzie miał wszystkich bliskich pod ręką, żona obiadek, mamusia obiadek... Wiem jak to brzmi, ale jestem mega rozżalona.
Czy to coś złego, że nie chce nic nikomu zawdzięczać?
Ten dom musi tam zostać wybudowany, bo kupili tą działkę na kredyt w stylu "Dom na start" czy coś takiego- po prostu kredyt pod warunkiem, że powstanie tam dom mieszkalny.
I od razu chce nadmienić, że nie jestem jakimś wrogiem przyszłych teściów, zależy mi na ich akceptacji i tego, żeby nie czuli się w przyszłości przez mojego ukochanego odtrąceni.
chcą byś podpisała intercyzę ? i mówisz że tak ot poprostu są ostrożni , nie wierzę w to co czytam.
Nie, nie ja mówię, tylko mój narzeczony- i to nie dosłownie
W jego rodzinie zdarzyła się pewna nieprzyjemna sytuacja związana z majątkiem, po śmierci jego wuja jego żona wszystko roztrwoniła i w ogóle różne rzeczy tam się działy.
Okej, ale nie odchodźmy od tematu? Czy uważasz cisowianko (i reszto forumowiczek), że powinnam upierać się przy swoim kosztem ewentualnego popsucia sobie stosunków z przyszłą rodziną? Co mam robić?
szczerze pogadac z facetem że nie podoba Ci się taka sytuacja że pierw rozmawialiście i miało byc inaczej że stawia Cię w nie komfortowej sytuacji a później rozmowa z przyszłymi teściami że mieliście inne plany gdzie zamieszkacie, że dziękujecie za to że oni chcą Wam pomóc ale Wy nie chcecie się budowac tam gdzie oni chcą, szczera rozmowa jak to nie pomoże to albo rozstanie albo po prostu będziesz musiała sie dostosowac , miłośc wiele potrafi zrobic.
Nie, nie ja mówię, tylko mój narzeczony- i to nie dosłownie
W jego rodzinie zdarzyła się pewna nieprzyjemna sytuacja związana z majątkiem, po śmierci jego wuja jego żona wszystko roztrwoniła i w ogóle różne rzeczy tam się działy.
Okej, ale nie odchodźmy od tematu? Czy uważasz cisowianko (i reszto forumowiczek), że powinnam upierać się przy swoim kosztem ewentualnego popsucia sobie stosunków z przyszłą rodziną? Co mam robić?
ja rozumiem że może tak się tam rożnie działo u Twojego narzeczonego w rodzinie ale jak dla mnie to brak szacunku dla Ciebie, a jak sobie on znajdzie inną ? Ty dostaniesz kopa w dupę bo Ci się nie będzie nic należało , już nie mówię o tym jak Ty sobie znajdziesz kogoś. Różnie w życiu bywa. No chyba że w ogole nie macie zamiaru pomóc w budowie jeśli w ogóle coś z tego będzie.
choćby teściowie mieli Ci dać złote góry,uciekaj jak najdalej nawet jak bys musiała spłacać kredyt przez 30 lat,zwłaszcza że jeszcze intercyza ma być,w razie rozwodu czy jego śmierci zostaniesz z gołym tyłkiem
Szczerze mówiąc nie, nie mam zamiaru póki co w niczym pomagać, bo nawet nie mam jak- mam 22 lata, studiuję dziennie, ślub dopiero po studiach- na pewno nie wcześniej.
Wiem, mi też z tego powodu strasznie przykro. Mój tata strasznie się zdenerwował swoją drogą jak mu powiedziałam o tej intercyzie- powiedział, że czuje się jakby ktoś dał mu w twarz i jakby ktoś nazwał jego córkę złodziejką.
No i sory- trochę znam się na prawie spadkowym i wiem, że synowa nie dziedziczy po teściach. Tylko syn i nasze ewentualne dzieci gdyby narzeczony nie dożył niedajboże ich śmierci
ja też się znam na prawie spadkowym to studiuje, dom by stał na nich ? na teściach ? nie dziwie się że tata tak się poczuł ja sama bym się tak poczuła.
Wstyd mi się nawet narzeczonego spytać, nigdy nie pytam o kwestie finansowe jego rodziny (o ich firmie wiem tylko tyle czym się w niej zajmują), nawet o jego wypłatę nie pytam (a pracuje u rodziców). Na mnie na pewno nie przepiszą, a na syna to szczerze mówiąc też wąpię. Ale nawet jeśli by na niego przepisali- to i tak nie czułabym się tam jak w domu ![]()
jakaś masakra nie wiadomo czy na własnego syna by przepisali, w każdej chwili kopa w dupe i wynocha. ja bym się w to nie pakowała. jak najdlej mieszkac od takiej rodzinki, sorki za szczerosc.
luzik, dzięki za Twoją opinię
No właśnie czuję, że czeka mnie jeszcze długa przeprawa z moim mężczyzną. Kurcze- dotychczas nigdy się przy moim facecie nie czułam gorsza. Moi rodzice to skromni ludzie, uczciwie pracujący i żyjący na takiej średniej stopie. Ale jednocześnie mam szacunek do rodziców narzeczonego- oni swoją ciężką pracą doszli do czegoś w życiu, ale co- nie mam zamiaru czuć się gorsza dlatego, że moi rodzice nie mogą nam finansowo pomóc.
oj dluga i to bardzo, szczera rozmowa.
To będzie tak - intercyza, Ty będziesz zarabiac i wkłądac tam pieniądze, a gdyby coś się stało zostaniesz z gołym tyłkiem.
Ja bym się na to nie pisała, tymbardziej, że to działka rodziców, a nie chłopaka.
Swoją drogą dziwne, że nawet nie wiesz ile on zarabia.
To będzie tak - intercyza, Ty będziesz zarabiac i wkłądac tam pieniądze, a gdyby coś się stało zostaniesz z gołym tyłkiem.
Ja bym się na to nie pisała, tymbardziej, że to działka rodziców, a nie chłopaka.Swoją drogą dziwne, że nawet nie wiesz ile on zarabia.
jak nigdy sie z Tobą zgodze.
17 2012-08-17 22:16:30 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-17 22:17:13)
Rodzice Twego narzeczonego kupili (biorąc kredyt na własne nazwisko) działkę budowlaną, na której postanowili zbudować dom. Dlaczego, będąc w pełni władz i fizycznych i umysłowych, mają ten majątek przepisywać na kogokolwiek?
Postanowili też, że przed ślubem powinniście spisać intercyzę. Patrząc na ich doświadczenia rodzinne, co w tym dziwnego? Cóż dziwnego w ogóle jest w intercyzie?
Dziwnym jest jednak to, że sprawa jest między Tobą a rodzicami narzeczonego. Bo to rodzice kupili działkę, bo to rodzice chcą wybudować dom, bo to rodzice chcą, byście w tym domu zamieszkali, bo to rodzice chcą intercyzy. A Twój narzeczony, spryciula, nabiera wody w usta. I czeka.
Swoją drogą dziwne, że nawet nie wiesz ile on zarabia.
Nie wiem, bo niezręcznie mi o takie rzeczy pytać, nie chciałabym żeby pomyślał, że lecę na kasę czy coś w tym stylu... Zwłaszcza, że ja sama pracuję tylko w wakacje. Może gdyby nie pracował u swoich rodziców to byłoby mi łatwiej spytać. Do ślubu (który to za co najmniej 3 lata) pewnie się dowiem xD
Rodzice Twego narzeczonego kupili (biorąc kredyt na własne nazwisko) działkę budowlaną, na której postanowili zbudować dom. Dlaczego, będąc w pełni władz i fizycznych i umysłowych, mają ten majątek przepisywać na kogokolwiek?
Postanowili też, że przed ślubem powinniście spisać intercyzę. Patrząc na ich doświadczenia rodzinne, co w tym dziwnego? Cóż dziwnego w ogóle jest w intercyzie?
Dziwnym jest jednak to, że sprawa jest między Tobą a rodzicami narzeczonego. Bo to rodzice kupili działkę, bo to rodzice chcą wybudować dom, bo to rodzice chcą, byście w tym domu zamieszkali, bo to rodzice chcą intercyzy. A Twój narzeczony, spryciula, nabiera wody w usta. I czeka.
idealnie ujete w slowa !!!
cisowianko,
zgodziłaś się z mymi słowy. To miło.
Ale jak pogodzić tę zgodę z Twymi słowami w postach nr 6 i 7? To są skrajnie różne opinie.
Rodzice Twego narzeczonego kupili (biorąc kredyt na własne nazwisko) działkę budowlaną, na której postanowili zbudować dom. Dlaczego, będąc w pełni władz i fizycznych i umysłowych, mają ten majątek przepisywać na kogokolwiek?
Postanowili też, że przed ślubem powinniście spisać intercyzę. Patrząc na ich doświadczenia rodzinne, co w tym dziwnego? Cóż dziwnego w ogóle jest w intercyzie?
Dziwnym jest jednak to, że sprawa jest między Tobą a rodzicami narzeczonego. Bo to rodzice kupili działkę, bo to rodzice chcą wybudować dom, bo to rodzice chcą, byście w tym domu zamieszkali, bo to rodzice chcą intercyzy. A Twój narzeczony, spryciula, nabiera wody w usta. I czeka.
Powiem tak- wcale nie chcę żeby przepisywali ten dom i ziemie na KOGOKOLWIEK! Ja po prostu nie chcę tam zamieszkać. Tak jak powiedziałam wcześniej- wolę wziąć kredyt niż zawdzięczać coś teściom ![]()
Intercyza? Ja się akurat z nikim nie rozwiodę, bo to wbrew moim zasadom (proszę o niewyzywanie od "katoli"i od powstrzymania się od komentarzy typu "młoda jesteś, jak Cię facet kopnie w tyłek to zobaczysz!"). Dla mnie kazanie komuś podpisać takiego papierka to pokazanie już na wstępie, że się komuś nie ufa i jakby zaznaczenie pozycji- ja mam pieniądze, zabezpieczenie- Ty nie, jesteś biedna. Ale to oczywiście moje zdanie ![]()
A co do mojego narzeczonego- to trochę mi ta sytuacja niestety dała do myślenia.
W którym miejscu w mym poście przeczytałaś jakiekolwiek epitety pod adresem kogokolwiek?
W którym miejscu w mym poście przeczytałaś jakiekolwiek epitety pod adresem kogokolwiek?
Proszę się nie bulwersować, to nic personalnego, nie znam Cię, jestem nową forumowiczką, o nic nie chciałam nikogo oskarżać, po prostu wolę unikać sytuacji w której jestem zepchnięta do roli wojującej katoliczki, co niestety zdarza mi się nader często na forach, gdzie jestem aktywna.
Nie chciałam nikogo urazić, a jeśli tak się ktokolwiek poczuł, to najmocniej przepraszam ![]()
Tak, poczułam się urażona, bo nie znając moich poglądów, przypisałaś mi bardzo nieprzyjazne.
***
Uśmiechnęłam się po napisaniu powyższych słów. Uśmiech wywołało niezamierzone przez Ciebie podobieństwo sytuacji. Jakich?
Byłaś nieprzyjemnie potraktowana na innym forum przez osoby o odmiennych (jak przypuszczam) od Twoich poglądach. I posądziłaś mnie o posiadanie też tak negatywnych wobec Ciebie. I swoje zachowanie uznajesz za usprawiedliwione.
Tymczasem odbierasz rodzicom swego narzeczonego tych samych praw, czyli bazowania na swym negatywnym doświadczeniu. Oni też, podobnie jak Ty, wyciągając wnioski dotyczące ubiegłych spraw majątkowych, chcą się zabezpieczyć waszą intercyzą. Tobie wolno posądzać mnie o złe zamiary, a im Ciebie nie?
***
Przeprosiny przyjęłam.
cisowianko,
zgodziłaś się z mymi słowy. To miło.
Ale jak pogodzić tę zgodę z Twymi słowami w postach nr 6 i 7? To są skrajnie różne opinie.
jak dla mnie nie skrajne bo mam jedno zdanie na ten temat albo szczera rozmowa i pogadanie i wyjasnienie sobie albo autorka watku ktoregos pieknego dnia dostanie kopa w dupe i bedzie musiala opuscic gniazdko rodzicow jej narzeczonego.
Wielokropek napisał/a:cisowianko,
zgodziłaś się z mymi słowy. To miło.
Ale jak pogodzić tę zgodę z Twymi słowami w postach nr 6 i 7? To są skrajnie różne opinie.jak dla mnie nie skrajne bo mam jedno zdanie na ten temat albo szczera rozmowa i pogadanie i wyjasnienie sobie albo autorka watku ktoregos pieknego dnia dostanie kopa w dupe i bedzie musiala opuscic gniazdko rodzicow jej narzeczonego.
Tyle tylko, że ja ani słowa na ten temat nie napisałam. Napisałam za to, że pomysł z intercyzą nie jest dla mnie dziwny - Ty zaś tym pomysłem byłaś oburzoną.
Tak, poczułam się urażona, bo nie znając moich poglądów, przypisałaś mi bardzo nieprzyjazne.
***
Uśmiechnęłam się po napisaniu powyższych słów. Uśmiech wywołało niezamierzone przez Ciebie podobieństwo sytuacji. Jakich?Byłaś nieprzyjemnie potraktowana na innym forum przez osoby o odmiennych (jak przypuszczam) od Twoich poglądach. I posądziłaś mnie o posiadanie też tak negatywnych wobec Ciebie. I swoje zachowanie uznajesz za usprawiedliwione.
Tymczasem odbierasz rodzicom swego narzeczonego tych samych praw, czyli bazowania na swym negatywnym doświadczeniu. Oni też, podobnie jak Ty, wyciągając wnioski dotyczące ubiegłych spraw majątkowych, chcą się zabezpieczyć waszą intercyzą. Tobie wolno posądzać mnie o złe zamiary, a im Ciebie nie?***
Przeprosiny przyjęłam.
Faktycznie, w pewnym sensie masz rację, przyznaję
Zastanawiam się teraz co mam zrobić, jak się zachować, żeby jego rodzice nie poczuli się urażeni tym, że nie chcę zamieszkać w tym domu. Mam nadzieje, że to się jakoś ułoży bo zależy mi na tym, żeby nie mieć toksycznych stosunków z teściami, jak np moja mama, której jej teściowie sporo zdrowia napsuli O.o
cisowianka napisał/a:Wielokropek napisał/a:cisowianko,
zgodziłaś się z mymi słowy. To miło.
Ale jak pogodzić tę zgodę z Twymi słowami w postach nr 6 i 7? To są skrajnie różne opinie.jak dla mnie nie skrajne bo mam jedno zdanie na ten temat albo szczera rozmowa i pogadanie i wyjasnienie sobie albo autorka watku ktoregos pieknego dnia dostanie kopa w dupe i bedzie musiala opuscic gniazdko rodzicow jej narzeczonego.
Tyle tylko, że ja ani słowa na ten temat nie napisałam. Napisałam za to, że pomysł z intercyzą nie jest dla mnie dziwny - Ty zaś tym pomysłem byłaś oburzoną.
oj przepraszam nie doczytalam.
Wielokropek napisał/a:Tak, poczułam się urażona, bo nie znając moich poglądów, przypisałaś mi bardzo nieprzyjazne.
***
Uśmiechnęłam się po napisaniu powyższych słów. Uśmiech wywołało niezamierzone przez Ciebie podobieństwo sytuacji. Jakich?Byłaś nieprzyjemnie potraktowana na innym forum przez osoby o odmiennych (jak przypuszczam) od Twoich poglądach. I posądziłaś mnie o posiadanie też tak negatywnych wobec Ciebie. I swoje zachowanie uznajesz za usprawiedliwione.
Tymczasem odbierasz rodzicom swego narzeczonego tych samych praw, czyli bazowania na swym negatywnym doświadczeniu. Oni też, podobnie jak Ty, wyciągając wnioski dotyczące ubiegłych spraw majątkowych, chcą się zabezpieczyć waszą intercyzą. Tobie wolno posądzać mnie o złe zamiary, a im Ciebie nie?***
Przeprosiny przyjęłam.Faktycznie, w pewnym sensie masz rację, przyznaję
![]()
Zastanawiam się teraz co mam zrobić, jak się zachować, żeby jego rodzice nie poczuli się urażeni tym, że nie chcę zamieszkać w tym domu. Mam nadzieje, że to się jakoś ułoży bo zależy mi na tym, żeby nie mieć toksycznych stosunków z teściami, jak np moja mama, której jej teściowie sporo zdrowia napsuli O.o
a jesli im sie nie spodoba to ze nie chcesz zamieszkac tama Twoj chlopak rowniez bedzie nie zadowlony to co w tedy zrobisz ?
Będąc na Twoim miejscu zadałabym kilka pytań narzeczonemu i cierpliwie czekała na jego odpowiedzi. Czekałabym i nie pozwoliła się zbyć byle czym.
Zapytałabym, czemu nie zaprotestował, gdy dowiedział się o planach rodziców na temat waszego mieszkania na wsi.
Zapytałbym, jak on ma zamiar rozwiązać ten problem, czyli wasza decyzja dotycząca mieszkania z dala od jego rodziców, kupno działki i budowa domu przez jego rodziców i Twoja (jego chyba też) chęć utrzymania dobrych stosunków z jego rodzicami.
Zapytałabym, czemu ustawił się z boku, czekając na załatwienie sprawy domu poza nim.
Dalsze pytania i decyzje uzależniłabym od odpowiedzi na powyższe.
a jesli im sie nie spodoba to ze nie chcesz zamieszkac tama Twoj chlopak rowniez bedzie nie zadowlony to co w tedy zrobisz ?
Kocham go, więc kto wie, może teraz jestem asertywna ale jak spojrzy na mnie tymi swoimi oczami to może ulegnę ![]()
Szczerze? Nie wiem. Jestem trochę w rozsypce. Dawniej jak planowaliśmy wspólną przyszłość to oboje marzyliśmy o mieszkaniu w mieście (nam wygodniej będzie dojeżdżać do pracy, mi nie będzie potrzebny osobny samochód, dzieci blisko do szkoły, ogólna wygoda- tak nam, przynajmniej się zdaje, oh przepraszam- zdawało). Teraz nagle ten dom. Pocieszam się tym, że mają drugiego syna, tyle że młodszego. Albo może po prostu korzystnie sprzedadzą tą głupią działkę i będzie po kłopocie ![]()
cisowianka napisał/a:a jesli im sie nie spodoba to ze nie chcesz zamieszkac tama Twoj chlopak rowniez bedzie nie zadowlony to co w tedy zrobisz ?
Kocham go, więc kto wie, może teraz jestem asertywna ale jak spojrzy na mnie tymi swoimi oczami to może ulegnę
Szczerze? Nie wiem. Jestem trochę w rozsypce. Dawniej jak planowaliśmy wspólną przyszłość to oboje marzyliśmy o mieszkaniu w mieście (nam wygodniej będzie dojeżdżać do pracy, mi nie będzie potrzebny osobny samochód, dzieci blisko do szkoły, ogólna wygoda- tak nam, przynajmniej się zdaje, oh przepraszam- zdawało). Teraz nagle ten dom. Pocieszam się tym, że mają drugiego syna, tyle że młodszego. Albo może po prostu korzystnie sprzedadzą tą głupią działkę i będzie po kłopocie
zrobisz jak uważasz ale pamiętaj jeśli on się teraz nie postawi rodzicom później będzie jeszcze gorzej. Ja rozumiem że oni też chca dobrze ale to nigdy nie będzie Twój dom tylko rodziców jeśli jeszcze na dodatek będzie na nich stał ten Dom bo co innego jak na Twojego obecnego narzeczonego - zawsze to jakieś pocieszenie.
Będąc na Twoim miejscu zadałabym kilka pytań narzeczonemu i cierpliwie czekała na jego odpowiedzi. Czekałabym i nie pozwoliła się zbyć byle czym.
Zapytałabym, czemu nie zaprotestował, gdy dowiedział się o planach rodziców na temat waszego mieszkania na wsi.
Zapytałbym, jak on ma zamiar rozwiązać ten problem, czyli wasza decyzja dotycząca mieszkania z dala od jego rodziców, kupno działki i budowa domu przez jego rodziców i Twoja (jego chyba też) chęć utrzymania dobrych stosunków z jego rodzicami.
Zapytałabym, czemu ustawił się z boku, czekając na załatwienie sprawy domu poza nim.Dalsze pytania i decyzje uzależniłabym od odpowiedzi na powyższe.
Dobre pytania, ciekawe co mi odpowie (dzięki!)
Tak czy inaczej- jego rodzice muszą ten dom wybudować- umowa z bankiem, nie za bardzo znam się na tych sprawach). Także dom powstanie.
W tym wszystkim martwi mnie jego postawa, niby taki buntownik, samodzielny. A jak mnie o tym informował to zaczął mniej tak, z przekąsem: "Wiesz, moi rodzice chcą, żebym tu zamieszkał. Ale Ty pewnie nie będziesz chciała mieszkać tak blisko moich rodziców!" Zupełnie jakby nie pamiętał, że całkiem niedawno snuł plany na temat naszego mieszkania z dala od rodziców. Ich obecność- spoko. Gorzej z obecnością wścibskich sąsiadów i życie w przeczuciu, że ktoś zaraz wyskoczy z tekstem- Ty tu nie jesteś u siebie.
Wielokropek napisał/a:Będąc na Twoim miejscu zadałabym kilka pytań narzeczonemu i cierpliwie czekała na jego odpowiedzi. Czekałabym i nie pozwoliła się zbyć byle czym.
Zapytałabym, czemu nie zaprotestował, gdy dowiedział się o planach rodziców na temat waszego mieszkania na wsi.
Zapytałbym, jak on ma zamiar rozwiązać ten problem, czyli wasza decyzja dotycząca mieszkania z dala od jego rodziców, kupno działki i budowa domu przez jego rodziców i Twoja (jego chyba też) chęć utrzymania dobrych stosunków z jego rodzicami.
Zapytałabym, czemu ustawił się z boku, czekając na załatwienie sprawy domu poza nim.Dalsze pytania i decyzje uzależniłabym od odpowiedzi na powyższe.
Dobre pytania, ciekawe co mi odpowie (dzięki!)
Tak czy inaczej- jego rodzice muszą ten dom wybudować- umowa z bankiem, nie za bardzo znam się na tych sprawach). Także dom powstanie.
W tym wszystkim martwi mnie jego postawa, niby taki buntownik, samodzielny. A jak mnie o tym informował to zaczął mniej tak, z przekąsem: "Wiesz, moi rodzice chcą, żebym tu zamieszkał. Ale Ty pewnie nie będziesz chciała mieszkać tak blisko moich rodziców!" Zupełnie jakby nie pamiętał, że całkiem niedawno snuł plany na temat naszego mieszkania z dala od rodziców. Ich obecność- spoko. Gorzej z obecnością wścibskich sąsiadów i życie w przeczuciu, że ktoś zaraz wyskoczy z tekstem- Ty tu nie jesteś u siebie.
sama widzisz ze nie czeka na Ciebie cudowny los w tej miejscowosci. pieknie ujelas ostatnie zdanie.
A ja, jak to ja, mniej przejmowałabym się sąsiadami, bo w mieście też są wścibscy, a na wsi też są życzliwi i sympatyczni, bardziej zaś przejęłabym się narzeczonym, który chowa się za plecami swych rodziców, który nie umie powiedzieć swym rodzicom o waszych wspólnych ustaleniach, który Ciebie w tej sprawie wystawia.
Cisowianko och dziękuję, miło mi.;)
Autorko, nie, nie, pytania o kasę itd. nie są dziwne. Wręcz przeciwnie. Znając swoje zarobki, znamy swoje możliwości, w tym możliwości ewen. założenia rodziny i zamieszkania razem.
Jestem na nie, aby mieszkac u teściów, bo nie oszukujmy się - nigdy nie będzie u siebie, bo niby z jakiej racji?
A ja, jak to ja, mniej przejmowałabym się sąsiadami, bo w mieście też są wścibscy, a na wsi też są życzliwi i sympatyczni, bardziej zaś przejęłabym się narzeczonym, który chowa się za plecami swych rodziców, który nie umie powiedzieć swym rodzicom o waszych wspólnych ustaleniach, który Ciebie w tej sprawie wystawia.
Tak jak napisałam, martwię się sąsiadami bardziej niż obecnością teściów (znam tych sąsiadów- daleko im do bycia osobami życzliwymi). A Jego zachowanie to osobny temat i jest ono poniżej wszelkiej krytyki, jak tak na to patrzę to boję się co będzie jak się pobierzemy i on w ewentualnym konfliktach będzie występował przeciwko mnie.
Skoro chłopak źle Cię traktuje i zachowuje się tak jak sobie tego nie życzysz to dlaczego się na to godzisz?
Wielokropek napisał/a:A ja, jak to ja, mniej przejmowałabym się sąsiadami, bo w mieście też są wścibscy, a na wsi też są życzliwi i sympatyczni, bardziej zaś przejęłabym się narzeczonym, który chowa się za plecami swych rodziców, który nie umie powiedzieć swym rodzicom o waszych wspólnych ustaleniach, który Ciebie w tej sprawie wystawia.
Tak jak napisałam, martwię się sąsiadami bardziej niż obecnością teściów (znam tych sąsiadów- daleko im do bycia osobami życzliwymi). A Jego zachowanie to osobny temat i jest ono poniżej wszelkiej krytyki, jak tak na to patrzę to boję się co będzie jak się pobierzemy i on w ewentualnym konfliktach będzie występował przeciwko mnie.
W obecnej sytuacji szerokie perspektywy masz na:
- nie "swój" dom
- niesympatyczne otoczenie
- nadmierną obecność teściów w życiu
- nieszanowanie Twojego zdania przez narzeczonego, poźniej ew.męża
nad tym ostatnim bym się poważnie zastanowiła.
A intercyza,to nic złego. Zazwyczaj buntują sie te osoby, które mają mniej. Ale dla mnie to dość rozsądne wyjście. Zależy, na czym ma polegać. Możecie podpisać intercyze, ze to,co przed ślubem, to tylko jego,albo twoje, a co po slubie, to wasze. Proste.
A jeśli chodzi o miejsce zamieszkania- twardo przypomnij, ze nie tylko Ty miałaś inne plany.
Za te kilka lat okaże się ze to nie Wy, ale teściowie Wam zorganizują ślub. Później chrzciny. Urodziny, imieniny, święta w ich- ale niby waszym domu.
Skoro chłopak źle Cię traktuje i zachowuje się tak jak sobie tego nie życzysz to dlaczego się na to godzisz?
Właśnie! Ja, kobieta z trzydziestoparoletnim małżeńskim stażem, radzę ci : nie zgadzaj się na zamieszkanie w domu który ma być wybudowany przez teściów! A co do sąsiadów, to w pełni popieram twoje zdanie! Bo właśnie takie osoby, choć to nie rodzina i w zasadzie g.... mają do powiedzenia, to potrafią tak "umilić" życie że głowa mała! Coś na ten temat wiem! A Wielokropek twierdzi że nawet w mieście też obcy się mogą wtrącać.. W mieście jest się bardziej anonimowy i zupełnie inaczej wygląda miejskie życie. Z racji doświadczenia ci powiem : uważaj w co się pakujesz! Jesteś młodziutka. Jeszcze wiele dobrego przed tobą ! A narzeczony ustawił się w wygodnej pozycji! Chce być dobrym synkiem, a ciebie rzuca na głęboką wodę! Przemyśl to póki nie za późno...
41 2012-08-18 11:12:29 Ostatnio edytowany przez dearly (2012-08-18 11:13:30)
Moja kuzynka była w identycznej sytuacji, teściowie wybudowali im dom na wsi, na jednym podwórku. Na początku wszystko było dobrze, nawet byli dla niej mili. Po ślubie wpadli na genialny pomysł, żeby zmusić M do rozwodu, bo synowa przestała im pasować. Ona zgodziła się na tą intercyzę, bo nie chciała wyjść na kogoś, kto poluje na majątek męża. Przy każdej okazji przyprowadzali do domu swoich znajomych lub sąsiadów oprowadzając pielgrzymki po domu pokazując jakie to cacko wybudowali! Często słyszała, że podwórko czy dom nie są jej.. To było dla niej upokarzające, zwłaszcza, że M, jedynak nie chciał się wynieść. W końcu postawiła sprawę jasno i dzisiaj mieszkają w swoim własnym mieszkaniu daaleko od rodziców ![]()
++ Nie pozwól sobie na takie traktowanie.. nie dziwię się wcale Twojemu tacie, teściowe ewidentnie przegięli, przyjdzie co do czego to zostaniesz z niczym.. nie możesz na to pozwolić.
Myślę, że jest już pozamiatane. Może Twój chłopak zdradził w rozmowie wasze plany, albo Twoje marzenia o mieszkaniu w mieście. Zareagowali kupnem działki i zamachali marchewką na kiju w postaci domu. Powiem szczerze: chyba każdy poleciałby na taką darmochę.
Tylko jak zawsze gdzieś musi być haczyk. Parę wypowiedzi odnośnie podobnej sytuacji na necie było. Niestety nic pocieszającego. Dzieci takowych biznesmenów lub współmałżonkowie pracowali wręcz charytatywnie, pensja rzędu 2000 i się ciesz, bo nikt nad toba nie wisi i nie pogania, jesteś prawie na swoim. To "prawie" zawsze bokiem wychodziło.
Rodzicom chłopaka nie dziwię się. Chcą dla niego jak najlepiej, ale i dla siebie też. Będzie pod ręką, odpadną dojazdy, blisko rodzinka jakby co. Tylko na jego dużą pensję bym nie liczyła, kredyt wzięli rodzice, ale teoretycznie to może spłacić on sam.
Twój ojciec źle myśli, nie będziesz żadną złodziejką. To Ciebie mogą doić, bo chłopakowi wypłacą jakieś marne grosze i na opłaty ledwie wystarczy. To Ty możesz dźwigać ciężar utrzymania chałupy. Wystarczy, że nie będziecie posłuszni - jest bat na Was, idealny instrument do manipulowania.
Rozdzielność majątkowa nie jest zła, można zostać z niczym, ale można też cieszyć się z nieposiadania długów (mowa o padniętym interesie i wierzycielach).
Czytając fora doszłam do wniosku, ze intercyza bywa swoistym narzędziem do dyscyplinowania osoby mającej mniejsze dochody i wymuszania różnych spraw. Wiadomo, kto ma kasę, ten dyktuje warunki.
Znam też małżeństwo z rozdzielnością. Żona ma do dyspozycji pewną kwotę w miesiącu i ma tak gospodarować środkami, by mężowi na niczym nie zbywało. Utrata pracy? A co go to obchodzi, brak kasy zmusi ją do poszukania nowej i to szybko!
Jednak najważniejsze jest - nie mieszkać z teściami, rodzicami, obok nich też nie. Rodzice zawsze będą się wtrącać. Ta bliskość zamieszkania zawsze wywołuje konflikty.
A ja myślę, że to koniec mojego związku.
Długo nosiłam się z zamiarem przeprowadzenia poważnej rozmowy z Nim na ten temat, ale że jestem z natury osobą nieśmiałą nic z tego nie wyszło.
W duchu postanowiłam zahaczyć ten temat podczas jakieś luźnej rozmowy i wtedy Go trochę wybadać. No i wczoraj siedzieliśmy sobie i rozmawialiśmy i oto wnioski:
- po prostu zmienił zdanie na ten temat. I usłyszałam tekst, który zinterpretować można w następujący sposób: Zmieniłem zdanie, może jeszcze milion razy zmienię i nic ci do tego. (NIC MI DO TEGO?!)
- i wychodzi na to, że rodzice Go przekonali do tego, że taniej wybudować dom (jak ma się już działkę) niż kupić mieszkanie (nie znam się, czy to prawda?). Nie chcę domu za cudze pieniądze i z cudzej łaski. Chcę skończyć studia, znaleźć pracę, wziąć kredyt i skromnie sobie żyć, i tyle.
Ja wiem, trzeba być realistką i spojrzeć prawdzie w oczy. On po prostu nie szanuje mojego zdania. I to mnie boli najbardziej. W nosie mam kasę jego rodziców, ich głupią działkę, pogiętych sąsiadów, firmę. Zawsze miałam.
Sory, chaotyczna wypowiedź, po prostu musiałam to z siebie wyrzucić.
Gratuluję Ci odwagi potrzebnej do przeprowadzenie tej rozmowy i podjęcia decyzji co do zakończenia związku.
Jeszcze nie zerwaliśmy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Go kocham i nie wyobrażam obie życia bez niego. Całe moje dotychczasowe "dorosłe" życie (fakt, jestem jeszcze bardzo młoda) to czas spędzony z nim. Nie będzie łatwo mi to zostawić za sobą.
Zastanów się, czy chcesz żyć z osobą, która ani nie szanuje Twego zdania, ani nie informuje Cię o zmianie swego (dotyczącego was obojga), ani nie traktuje Cię poważnie (twierdzenie, że nic Ci do jego zmiany zdania dotyczącego sprawy ważnej dla was obojga).
Takie zachowanie nazywam krótko: lekceważenie.
47 2012-08-26 16:31:40 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-08-26 16:34:04)
Popieram Wielokropka. Sama zaś dodam, że miłość jednostronna szans nie ma. Ty jego kochasz, ale czy on Ciebie? Jego słowa i czyny już same odpowiedziały na to pytanie.
Jeśli już teraz "nic ci do tego", to później będzie tylko gorzej. Twój plan na życie jest dobry. Nigdy nie pozwól sobie na bycie zależnym od kogokolwiek, w tym finansowo. To smutne, ale kasa rządzi ludźmi.
Sporo się kiedyś mówiło o mezaliansach. Ja twierdzę, że i dziś to aktualne. Najlepiej wybierać partnera o zbliżonych "parametrach".
Jeśli chodzi o koszty, to dom jest droższy, ale można budować etapami. Obecnie dobiega końca projekt "rodzina na swoim", czyli kredyt z dopłatami. Całkiem prawdopodobne, że się właśnie na to załapali.
Czas zagoi rany, a Tobie życzę dobrych i trafnych wyborów.
A ja myślę, że to koniec mojego związku.
Długo nosiłam się z zamiarem przeprowadzenia poważnej rozmowy z Nim na ten temat, ale że jestem z natury osobą nieśmiałą nic z tego nie wyszło.
W duchu postanowiłam zahaczyć ten temat podczas jakieś luźnej rozmowy i wtedy Go trochę wybadać. No i wczoraj siedzieliśmy sobie i rozmawialiśmy i oto wnioski:
- po prostu zmienił zdanie na ten temat. I usłyszałam tekst, który zinterpretować można w następujący sposób: Zmieniłem zdanie, może jeszcze milion razy zmienię i nic ci do tego. (NIC MI DO TEGO?!)
- i wychodzi na to, że rodzice Go przekonali do tego, że taniej wybudować dom (jak ma się już działkę) niż kupić mieszkanie (nie znam się, czy to prawda?). Nie chcę domu za cudze pieniądze i z cudzej łaski. Chcę skończyć studia, znaleźć pracę, wziąć kredyt i skromnie sobie żyć, i tyle.Ja wiem, trzeba być realistką i spojrzeć prawdzie w oczy. On po prostu nie szanuje mojego zdania. I to mnie boli najbardziej. W nosie mam kasę jego rodziców, ich głupią działkę, pogiętych sąsiadów, firmę. Zawsze miałam.
Sory, chaotyczna wypowiedź, po prostu musiałam to z siebie wyrzucić.
i masz racje , ja bym już dawno z kimś takim zerwała co nie szanuje mojego zdania, no chyba że chcesz tkwic w związku gdzie on rządzi i Jego rodzinka.