Lekarka u której się aktualnie leczę nie wie co mi jest, zrobiła antybiogram, wyszło, że "haemophilus influenzae", gronkowiec złocisty i paciorkowce. Gronkowca mam od zawsze, wrażliwego na penicylinę. Paciorkowce są naturalną florą bakteryjną, a to pierwsze pojawia się zwykle przy grypie. Ta właśnie grypa przeszła mi na oskrzela powodując zapalenie. W międzyczasie dostałam Augmentin, ponieważ lekarka stwierdziła, że za te oskrzela winny jest gronkowiec. Powiedziała też, że mam nie brać żadnych preparatów uodparniających, biomarinu, suplementów, witamin, bo "karmię bakterie". W tej chwili po antybiotykoterapii nic mi się nie poprawiło, czuję się strasznie osłabiona, w oskrzelach świszczy, a ona twierdzi, że to "jednak nie koniecznie ten gronkowiec, może jakiś wirus" i "spróbujemy leczenia Encortonem"/ Więc sama się przyznała, że zapisała mi antybiotyk na daremnie, a teraz będzie mnie truć sterydami. Dawkę którą mi przepisała tych sterydów jest jak dla konia - tak mi powiedział znajomy lekarz z którym to skonsultowałam na szybko. I że nie powinnam tego brać. Zresztą po przeczytaniu ulotki sama powzięłam decyzję, że nie wezmę tego świństwa. Oprócz niekompetencji lekarki martwi mnie jedna rzecz - powiedziała, że teraz kiedy niby mam brać ten Encorton nie powinnam absolutnie jeść żadnych suplementów itp. itd. "bo karmię wirusy". Przeszukałam neta i nic nie znalazłam na ten temat - jeśli chodzi o wirusy. Czy ktoś może mi pomóc? Brać te rzeczy czy nie? Mam na myśli biomarine, rutinoscrbin, witaminę C.
Przecież po antybiotyku podczas infekcji wirusowej mój organizm nie ma się czym bronić, włosy wypadają mi garściami, w ciągu dwóch tygodni schudłam 2 i pół kilo już mimo normalnego odżywiania się, a ta baba mówi, że mam nie brać nic na poprawę odporności! To jakaś porażka totalna.