myślicie, że bez znajomości można zdobyć wymarzoną pracę jeśli cechuje nas upór i determinacja? wkładamy w to całe swoje serce? jest szansa, ze się znajdzie wtedy tą pracę?
Podobne tematy
nie, w disiejszych czsach
tak, ale trzeba mieć dużo szcześcia.
tak, ale trzeba mieć dużo szcześcia.
Dokładnie!
Mi jak dotąd nie dopisało owe szczęście (chyba).
Pozdrawiam!
Za granica tak, a w polsce to nie wiem.
Jestem stanowczo na tak. Choć jeszcze zależy jaka to praca.
Witajcie
Skończyłam w zeszłym roku studia magisterskie mając nadzieję że znajdę pracę w swoim zawodzie. Okazało się że w wielu instytucjach nie potrzebują pracowników wręcz szykują się zwolnienia. Do tej pory byłam na 2-3 poważnych rozmowach kwalifikacyjnych, na stanowiska które by pozwoliły realizować swoje umiejętności nabyte na studiach. Po pierwszej rozmowie w pewnej instytucji dowiedziedziałam się że na dane stanowisko została przyjęta osoba "po znajomości" trochę mnie to podłamało ale ok. Niedawno byłam na następnej rozmowie - było miło i na luzie, tego samego dnia zaproszono mnie na kolejną rozmowę dotyczącą funkcjonowania i pracy oraz mojego spojrzenia tzn. "czy będę się widzieć na tym stanowisku". Uświadomiono mnie że mam odpowiednie wykształcenie, jestem odpowiednią osobą do takiej pracy, mam bardzo duże szanse, spodobałam się pracodawcy. Pani zapewniła mnie że zadzwoni i ustalimy co dalej, jednak na telefon się nie doczekałam. Musiałam sama to zrobić po czym rozmowa była już nie co inna. Pani nie potrafiła nawet wprost powiedzieć że np. znalazł się ktoś z lepszymi kwalifikacjami, tylko oznajmiła że decyzja nie została podjęta i do osoby którą wybiorą zadzwonią.
Nie mogę zrozumieć po co zapraszają na drugą rozmowę, robią nadzieję i obiecują. Można było się domyślić że znalazł się ktoś po znajomości. Sami mogli przypuszczać że może zgłosić się ktoś odpowiedniejszy lub np. jakiś "pociotek". Zrobili tylko niepotrzebną nadzieję. Ja teraz nie wierzę, że może się udać bez znajomości. Jeszcze jestem załamana ale chyba bardziej zdeterminowana. W tym tyg. mam kolejną rozmowę w innej firmie ale nie robię sobie żadnych nadziei.
Po prostu masakra co się dzieje w tym kraju!!!
Wiesz, o tym ile od siebie wymagałam, co zrobiłam, co mi się udało i co przeszłam na rozmowach pewnie mogłabym napisać treściwą książkę. To już 2 lata ( 2,5 licząc od momentu szukania pracy na umowę o pracę na poważnie), jak walczę o swoje marzenia. Jakiś promyk nadziei jest, ale już niewielki. Mogę tylko napisać nie poddawaj się! Sama sobie też to powtarzam i myślę, tylko o tym, co bym mogła zrobić, aby poprawić/wzbogacić swoje kwalifikacje. Problem w tym, że mi kwalifikacji nie brakuje, a doświadczenia. Gdybym miała 5 letnie doświadczenie to pewnie byłoby mi dużo łatwiej. Bardzo ciężko dzisiaj o nie... Pozdrawiam!;)
Hej Smutna123
ja też staram się podnieść kwalifikacje teraz kończę studia podyplomowe i tak po ostatniej porażce w mojej niedoszłej i obiecanej pracy dochodzę do wniosku że czas chyba poszukać jakiś znajomości. Dlaczego inni mający "plecy" a niekoniecznie wyjątkowo wykształceni mogą dobrze zarabiać. Chciałabym bardziej się rozwijać ale na wszystko potrzeba pieniędzy a u mnie z nimi krucho:/
Hej Smutna123
ja też staram się podnieść kwalifikacje teraz kończę studia podyplomowe i tak po ostatniej porażce w mojej niedoszłej i obiecanej pracy dochodzę do wniosku że czas chyba poszukać jakiś znajomości. Dlaczego inni mający "plecy" a niekoniecznie wyjątkowo wykształceni mogą dobrze zarabiać. Chciałabym bardziej się rozwijać ale na wszystko potrzeba pieniędzy a u mnie z nimi krucho:/
Ja to się już nad wszystkim zastanawiałam. Od przekwalifikowania do filologii;) Intensywnie nad nią myślę, ale nie jestem przekonana czy warto. Z dużo już zrobiłam jeśli chodzi o papierki, za którymi idzie oczywiście wiedza,ale niestety zbyt krótka praktyka. Tutaj tkwi problem.
Ja pleców nigdy nie miałam i pewnie mieć nie będę. Studiowałam na dwóch kierunkach, uczyłam się języków, robiłam kursy i darmowe praktyki. Osoby, które kończyły tylko 1, z zerowym doświadczeniem i bez znajomości języka dziś pracują w zawodzie. Co prawda ja też pracuje i bardzo mnie cieszy ta być może chwilowa możliwość, ale nie robię tego, co bym chciała. Przez brak magicznych 2-5 lat doświadczenia w kadrach nie pójdę dalej, no chyba, że zdarzy się cud;) Pozdrawiam!
Ano właśnie, problem w tym, że wiele osób szuka po studiach swojej pierwszej w życiu pracy i się dziwi, że ich nikt nie chce przyjąć. No niestety teoria teorią i nie musi się sprawdzić w praktyce. Ja też bym wolała zatrudnić kogoś, kto ma doświadczenie niż świeżo upieczonego magistra, który się nigdy pracą nie skalał. Trzeba więc swoje przepracować na niekoniecznie wymarzonym stanowisku i dopiero potem uderzać wyżej. Rzadko kiedy dostaje się wymarzoną pracę od ręki. Jak sobie pomyślę na ile ja już sposobów pracowałam... Na produkcji w fabryce, jako hostessa, w kuchni przy garach, w sklepie odzieżowym, jako tłumacz, asystent techniczny, a teraz kelnerka. Wątpię, żeby ktoś mi mógł zarzucić brak doświadczenia. A jeśli chodzi o wieloetapowe rozmowy kwalifikacyjne: cóż, jakoś tę selekcję muszą zrobić.
Ja też pracowałam nie w swoim zawodzie kilka miesięcy niestety bez umowy i ubezpieczenia. Potem szukałam już w każdej dziedzinie również w sklepach. I co się okazało?? Nikt z tych pracodawców nawet się nie odezwał pewnie dlatego że zgłosił się już ktoś kto miał doświadczenie i pracował na podobnym stanowisku. Zresztą na takie stanowiska nie chcą przyjmować bo wiedzą że taka osoba będzie szukać pracy w swoim zawodzie i prędzej czy później odejdzie. W sumie nie można się poddawać, ale po ostatnich wydarzeniach jak wchodzę na strony z ofertami pracy to ogarnia mnie totalny dołek.
Jutro mam kolejną rozmowę - słyszałam że być może jest już tam ktoś ustawiony. zobaczymy
Teoretycznie jest możliwe, ale w praktyce już jest o wiele trudniej. Konkursy, zależy w jakich instytucjach, są bo muszą być, takie są przepisy.
Zdecydowanie T A K !!!!!!! I nie daj sobie wmówić czegoś innego
:):) sprawdziłam na sobie, to działa, jak się mocno czegoś chce i poparte jest to sporą dawką determinacji !!!
Wiecie co u mnie coś jednak się zmieniło, w tym tygodniu podpisuję umowę, więc chyba się udało!!! Wcześniej straciłam nadzieję że się odezwą a jednak:) Zobaczymy jak mi będzie szło, bo teraz stresuje się tymi pierwszymi dniami w pracy - pierwszej takiej poważnej i w swoim zawodzie ![]()
Pozdrawiam i pozostałym życzę szczęścia takiego jakie mnie spotkało
)
Ano właśnie, problem w tym, że wiele osób szuka po studiach swojej pierwszej w życiu pracy i się dziwi, że ich nikt nie chce przyjąć. No niestety teoria teorią i nie musi się sprawdzić w praktyce. Ja też bym wolała zatrudnić kogoś, kto ma doświadczenie niż świeżo upieczonego magistra, który się nigdy pracą nie skalał. Trzeba więc swoje przepracować na niekoniecznie wymarzonym stanowisku i dopiero potem uderzać wyżej. Rzadko kiedy dostaje się wymarzoną pracę od ręki. Jak sobie pomyślę na ile ja już sposobów pracowałam... Na produkcji w fabryce, jako hostessa, w kuchni przy garach, w sklepie odzieżowym, jako tłumacz, asystent techniczny, a teraz kelnerka. Wątpię, żeby ktoś mi mógł zarzucić brak doświadczenia. A jeśli chodzi o wieloetapowe rozmowy kwalifikacyjne: cóż, jakoś tę selekcję muszą zrobić.
Wiesz to, że studiowałam dziennie nie oznacza, że nic nie robiłam. W domu kolorowo nie było, a stypendium naukowe było za małe, aby żyć w miarę normalnie. Pracowałam ile się dało, i gdzie się dało. Głównie w sprzedaży. Pierwszą pracę znalazłam tuż po 18tce w barze i tak pracowałam do rozpoczęcia studiów. Później solarium, kafejka internetowa, wypożyczalnia filmów na DVD, opieka na dzieckiem, sklep spożywczy, drogeria, sklep odzieżowy, wykładanie towaru po marketach. Ponadto mam sporo praktyk w sektorze państwowy i prywatny, jak również w środowisku międzynarodowym. Oczywiście to wszystko na umowę zlecenie lub bez umowy. Pierwsza praca to również firma międzynarodowa. Jak widać to za mało....
Też niedawno skończyłam studia i wiem jak jest na rynku pracy. Miałam się okazję przekonać. jednak nie poddaje się. Można mieć masę kursów, i 2-3 kierunki nic to nie da jak brak jest doświadczenia. Dlatego wychodzę z założenia że lepsza praca jakakolwiek niż żadna. Bynajmniej, na ten czas, który pozwala zdobyć doświadczenie:)
tak,da sie!