Cześć!
Jestem przed 30. Od 1,5 roku jestem singielką, pasowało mi to (i właściwie pasuje nadal, choć nie ukrywam, fajnie by było za jakiś czas kogoś poznać...). Przede wszystkim przed wejściem w kolejne znajomości chciałam "pozbierać" siebie po ciężkim rozstaniu oraz popracować nad sobą.
Do otworzenia się na nowe (męskie) znajomości trochę skłoniło mnie wydarzenie, na które się wybieram - pomyślałam, że warto byłoby wybrać się z os. towarzyszącą (ale jeśli się nie uda, trudno, podchodzę bez większego parcia).
Gdy tylko doszłam do tego wniosku (będąc akurat na piwie z koleżanką) za pół godziny zagadało do nas kilku mężczyzn w podobnym wieku. Rozmowa była interesująca, więc pozwoliłyśmy im się dosiąść. Wpadłam jednemu w oko, była między nami wyraźna chemia. Następnego dnia spotkaliśmy się na spacer, rozmawiało się dobrze; spacer zakończył się pocałunkiem ( z zaskoczenia, ale pozytywnego ). Przez kolejne dni mieliśmy codzienny kontakt, pisał, interesował się, chciał się spotkać; jednak co jakiś czas przemycał podteksty seksualne, co mi nie odpowiadało (nie interesują mnie przelotne znajomości).
W końcu po kolejnym spotkaniu, które nie skończyło się najlepiej - posprzeczaliśmy się przez internet (byliśmy po %) ponieważ znowu napisał coś z podtekstem, co mnie wyprowadziło z równowagi. Nie chciałam być traktowana jedynie jako potencjalny obiekt seksualny. Napisałam mu, by lepiej poszukał kogoś innego tylko do łóżka. Znajomość się zakończyła (czyli miałam dobre przeczucia, lub facet zraził się "awanturą" o ostro się rozkręciła, ciężko powiedzieć...). Tak czy inaczej postanowiłam być bardziej wyczulona na podobne "znaki" i obserwować je na chłodno (w tej znajomości trochę zaślepiła mnie chemia).
Parę miesięcy po tej sytuacji postanowiłam spotkać się z facetem poznanym na aplikacji randkowej. Wiem, że miejsce poznania sugeruje "chęć przygód", lecz zaznaczyłam w profilu, że takowe mnie nie interesują (by nie tracić czasu obu stron).
Zanim udało nam się spotkać pisaliśmy kilka tygodni codziennie, okazało się, że mamy wiele wspólnych tematów jak i zainteresowań.
Na spotkaniu było bardzo ok, co prawda nie czułam tak silnej chemii jak z poprzednikiem, ale było naprawdę miło, tematy nam się nie kończyły. Rozmawialiśmy kilka godzin, poszliśmy na spacer, piwo, wracaliśmy za rękę (w jego kieszeni, ponieważ było mi zimno w dłonie ). Poza tym żadnych gestów, pożegnanie "buziakiem" w policzek. Pomyślałam sobie: wydaje się okej. Do czasu po spotkaniu, gdzie chwilę po powrocie do domu zasugerował, że przydałoby mu się teraz ogrzanie (uznałam to za próbę flirtu, nic strasznego
). Następnego dnia jednak podtekstów było trochę więcej, czuję jakby powoli odsłaniał karty.... przestałam na razie odpisywać. Po prostu zraża mnie tak szybka próba "przeskoczenia" na inny level znajomości, albo iny rodzaj... którym przecież nie jestem zainteresowana ( co sygnalizowałam od razu).
I tutaj moje pytania o Waszą opinię:
-Czy przesadzam? Może takie podteksty są normalne? Z moich doświadczeń wynika, że gdy mężczyzna był zainteresowany rozwojem znajomości (w kierunku relacji, nie samego seksu) raczej nie stosował takich podtekstów, a na pewno nie na tak wczesnych etapach. Więc czuję, że intuicja dobrze mi podpowiada.
-Czy według Was to kwestia zwykłego pecha, że trafiłam na takich facetów? Czy może jest coś we mnie, co kategoryzuje mnie w ich oczach w ten sposób?
Przyznam, że zaczynam się zrażać do poznawania mężczyzn w ogóle, nie mówiąc nawet o randkowaniu.
PS Uprzedzając komentarze - tak wiem, jestem (od dawna) dorosła i seks jest normalny, ale mnie po prostu nie kręcą znajomości na nim oparte/zaczynające się od niego i nie tego szukam.