Pomóżcie, bo nie wiem co robić ![]()
Z moim obecnym chłopakiem -Łukaszem jestem w związku już 5 lat. Mamy wspólnych znajomych, dużo wspomnień, tych lepszych i gorszych. Jesteśmy zupełnie różni z charakteru. On jest nerwowy, impulsywny i towarzyski. Ja spokojna, opanowana i nieśmiała. Dla Łukasza bardzo ważny jest seks, dla mnie to sprawa drugorzędna. Stwierdziliśmy kiedyś, że pasujemy do siebie bo się dopełniamy, bo "przeciwieństwa się przyciągają". Ale teraz zaczęłam się zastanawiać czy to prawda, czy powinniśmy być ze sobą czy może czas się rozstać i znaleźć kogoś podobnego do mnie?
Łukasz jest typem człowieka, który najpierw mówi, potem myśli. Często na imprezach zdarza się mu powiedzieć coś w sposób wulgarny. Po tak długim czasie znajomości wiem, że nawet jak mówi rzeczy tego typu, to nie powinnam brać wszystkiego do siebie, bo mówi to nie dlatego żeby mnie obrazić, ale raczej po to, żeby rozkręcić imprezę. Ale mimo tego, nigdy nie czuję się z tym dobrze. Na imprezie udaję, że nic się nie dzieje, nie chcę robić awantury o nic, ale dopiero jak zostajemy sami to daję mu do zrozumienia, że mi się to nie podoba. On dobrze o tym wie, ale jednak często się powtarza to samo: jesteśmy na imprezie, trochę wypijemy, Łukasz mówi coś głupiego o seksualności, wszyscy się śmieją, a mi jest naprawdę głupio. Ostatnio na imprezie padł temat małżeństwa, rozmawialiśmy jaka powinna być idealna żona. Łukasz stwierdził, że według niego najważniejsze jest, żeby żona "dobrze dawała"... Okropnie się poczułam jak to usłyszałam -po pięciu latach jakby nie było jestem na miejscu ewentualnej przyszłej żony. Jak później wróciliśmy do tego tematu, to wykręcił się, że tak na prawdę nie chciał powiedzieć, że to jest najważniejsze, ale mimo wszystko bardzo ważne dla niego jest, żeby para była dopasowana w łóżku.
Zawsze mi ten sposób mówienia o sprawach seksu, zwłaszcza w towarzystwie, w nim przeszkadzał, ale stwierdzałam, że jeśli poza tym reszta jest w porządku, to jakoś to przecierpię. Jednak z czasem uświadomiłam sobie, że nie jestem w stanie do tego się przyzwyczaić, a on chyba już nie jest w stanie się zmienić. Zastanawiam się, czy podtrzymywanie tego związku ma sens? Czy powinnam się z nim rozstać, czy próbować z tym żyć? Czy ja za bardzo wyolbrzymiam ten problem?
Muszę dodać, że ostatnio poznałam chłopaka, który ma podobny charakter do mnie, bardzo dobrze się rozumiemy. Chociaż nie długo się znamy, wydaje mi się, że znam go od lat. Nic między nami nie zaszło. On wie, że jestem zajęta, jesteśmy w koleżeńskich relacjach. Ale nie wykluczam, że to właśnie przez niego zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam znaleźć chłopaka bardziej podobnego do mnie? Czy twierdzenie, że przeciwieństwa się przyciągają ma jakikolwiek sens? Już nie wiem co robić. Proszę, pomóżcie ![]()
Podobne tematy
2 2012-04-30 20:32:16 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-04-30 20:33:00)
Myślę że, przed podjęciem jakichkolwiek decyzji powinnaś poważnie porozmawiać z Łukaszem i wyjaśnic mu co Cię trapi.
Z przeciwieństwami to różnie bywa/ Wszystko zależy od ludzi i priorytetów jakie mają. Chyba nie ma sensu "zrzucać" związku na kryterium przeciwienstwa-podobieństwa,
bo na to składa się wiele różnych elementów.
Problemu napewno nie wyolbrzymiasz bo skoro Cię to trapi i skłania do myśli o rozstaniu to znaczy że dla Ciebie jest poważny.
Jak wygląda wasza komunikacja? Czy ty potrafisz z nim swobodnie rozmawiać o tym co Cię boli? Wg mnie powinnaś to na nim wyegzekować.
Nie ma co myśleć że się nie zmieni. To chyba nie jest sprawa charakteru a raczej "przyzwolenia" Są rzeczy bardziej zmienne i mniej. Spróbój
Myślę, że temperament to najmniejszy z problemów. Mój mąż ma ogromny,ja wręcz przeciwnie, ale mamy sposoby na to by te rzeczy uzupełnić
Ale niezbędna jest bezwzględna szczerość, dosłownie.
Brak zahamowań,wstydu, to pozwoli na to by szczerze pogadać, powiedzieć o swoich oczekiwaniach,obawach,co nam przeszkadza,czego byśmy chcieli.
5 lat to sporo czasu,ale ten czas powinien was do siebie zbliżyć, a nie oddalać.
Trudno mi radzić co powinnaś zrobić ,kiedy on gada głupoty przy znajomych. Ja bym dała"przez łeb" hi hi.
W towarzystwie są poruszane różne tematy, jesli jest fajne i zgrane to i temat seksu nie przeszkadza. Gorzej jeśli ktoś z kogoś sie wyśmiewa...
Weź kartkę, podziel ją na 2 częsci, na jednej wypisz powody dla których warto z nim być, a na drugiej rzeczy które ci przeszkadzają, czyli ogólnie jego wady i zalety. Zobaczysz czy to przywiązanie, czy jeszcze miłość.
Nie wiem dlaczego ale, po przeczytaniu twojego postu, przyszły mi do głowy słowa piosenki "masz to, na co godzisz się".....
wydaje mi sie że, nie jest to kwestia tego czy jesteśmy do siebie bardziej lub mniej podobni, ale tego jak czujesz się w tym związku.... czy jesteś szanowana, kochana, bezpieczna itd. Jesli jest coś nie tak, to rozmawiaj o tym, wyjaśniaj wszystko co cię trapi i niepokoi ... jeśli czegoś ci brakuje, z czymś się nie zgadzasz, mów o tym.....
Mam wrażenie, że już podjęłaś decyzję o rozstaniu a tu szukasz jedynie potwierdzenia, że to właściwa droga..
Czasem warto w tym całym chaosie dnia codziennego przystanąć i pomyśleć jak chciałabyś aby Twój związek wyglądał. Spokojnie porozmawiać z partnerem. Jeśli On nie słucha - powiedzieć mu o tym, co Cię boli i że może to być powodem do Waszego rozstania jeśli nadal będzie się tak zachowywał. Jeśli Cię zlekceważy - będziesz miała przynajmniej świadomość że próbowałaś naprawić ten związek.
Witaj,
mam podobnie zdanie jak poprzedniczka
Skoro myślisz o rozstaniu, po 5 latach (!), to znaczy, że w twoim związku nie dzieje się dobrze. Masz rację,
poznanie nowego mężczyzny było zapewne impulsem do zastanowienia nad związkiem, przez to spojrzałaś na niego z perspektywy i być, może
uświadomiłaś sobie, że nie czujesz się do końca dobrze z obecnym mężczyzną.
Jesteście ze sobą długo, co nie znaczy że macie już pozostac na zawsze (bo wspomnienia, bo znajomi...) Najwazniejsze jest
co TY czujesz i co chcesz w swoim życiu.
Uważam, że powinnać odpowiedzieć sobie na pytanie, co Was teraz tak naprawdę łączy, jak głębokie jest to uczucie i czemu dalej jesteście razem. Potem przemyśleć, co jest dla Ciebie nie do zaakceptowania w zachowaniu partnera, bo różnice o których mowa, to nie ulubiona zupa czy klub na mieście. Dalej szczera i spokojna rozmowa z partnerem, w jakich dogodnych warunkach.
Nie po kłotnie, nie jak jesteście zabiegani czy zmęczeni. Po prostu w chwili, gdy oboje jesteście zrekalsowani i macie dla siebie czas. Powiedz mu o wszytskim, jasno i wyraźnie, po kolei, tak żeby zrozumiał. Faceci mają z tym problem.
>
A potem obserwuj reakcję. Jak Twój chlopak podejmie temat, rozmowę, to znaczy, ze mu zależy. Zobaczysz co ustalicie i jaki
bedzie ciąg dalszy. Jednak, gdy zbagatelizuje to, co masz mu do przekazania i nie postara się zmienić nic w dotychczasowym
życiu, oznacza to, że tak mu jest po prostu wygodnie i nie jest skłonny do poświęcienia. Wówczas już tylko Ty możesz wybrać:
czy jesteś (i będziesz) zadowolona z takiego stanu rzeczy czy chcesz od życia czegoś więcej.
Aaa Rozpisałam się... Chyba dlatego ze sama mam podobny problem.
Sama jestem w związku, gdzie oboje różnimy się w 100% dosłownie i w prznośni, już ponad rok, i jedynie to co mogę
stwierdzić to fakt, że pewnych rzeczy zmienić nie można w swojej osobowości, a co dopiero w drugiej osobie. I związek
może przetwać, o ile cechy lub zachowania o ktorych mowa, są do zaakceptowania. Tu nie chodzi o prozaiczne rzeczy
tylko o wyrażanie uczuć, wrażliwość a przede wszystkim szanownaie uczuć partnera i zrozumienie. Im dłużej sama jestem
w tym związku, tym większe oczekiwania (bo przecież juz dobrze się znamy, mieszkamy rok) i tym WIĘKSZE roczarowanie
Przeciwieństwa się przyciagają to prawda, pytanie tylko, na czym konkretnie polegaja te różnice i czy się partnerzy dopełniają
się w związku, przez co tworzą razem lepszą, wyższą wartość czy nie. Czy razem to MY czy ty i ja, albo raczej JA i ty obok ;/
Pozdrawiam Cie i zycze rozsadnego wyboru.
Dziękuję Wam za mądre słowa i pomoc. Mieliśmy dzisiaj poważną rozmowę (niestety nie tak długą jakbym chciała, ale zawsze coś). Powiedziałam mu o tym co mi przeszkadza w jego zachowaniu, że nie potrafię się do tego przyzwyczaić, że mnie to boli. Powiedziałam też, że zastanawiam się czy jestem dla niego odpowiednią dziewczyną, bo nie rozumiem tego typu żartów i nigdy nie będę rozumieć...
Chociaż trochę się naburmuszył to wysłuchał, powiedział, że to co ostatnio mówił to miał być żart, chociaż nie wszyscy go zrozumieli. I powiedział też, że nie będzie już żartować w towarzystwie w taki sposób. Muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyło, że od razu obiecał, że się tak zmieni. Ale to chyba dobry znak. Mam zamiar dać nam trochę czasu, żeby przekonać się czy to tylko puste słowa, czy naprawdę będzie w stanie się dla mnie zmienić. Weekend majowy (i majowe imprezy) będą dla nas sprawdzianem.
finesia i jak się toczy?
Ja bym takich żartów na pewno nie zniosła i to nie jest kwestia temperamentów, tylko kwestia kultury. Wedlug mnie facet, który ma takie "żarty" prezentuje raczej niski poziom
a przy Tobie tym bardziej powinien się starać jakoś zachować. I to nie jest coś, czego nie da się nauczyć, bo można się oduczyć chamstwa
bo ja bym to tak nazwała. Jeżeli facet przy Tobie określa dziewczyne jako tą która "daje" to jest to brak szacunku dla Ciebie. Nie powinnas się na to godzić.
Sama już nie wiem co robić. Rozmawialiśmy przez weekend trochę więcej. Naprawdę się przejął. Powiedział, że mnie kocha, że postara się zmienić, chociaż nie może mi zagwarantować, że nigdy więcej nie powie niczego głupiego tego rodzaju. Bardzo się wtedy ucieszyłam się, po tym co usłyszałam myślałam, że już wszystko będzie dobrze między nami. Ale... nie czuję, żeby było... ![]()
Dalej nie mogę przestać o tym myśleć. Jesteśmy ze sobą coraz dłużej, to wszystko się robi coraz bardziej poważne. Ciągle ktoś pyta kiedy będzie nasz ślub... A ja się pogubiłam. Nie wiem czy chcę, żeby był kiedykolwiek...
Już sama siebie nie rozumiem. Przez tyle lat nie przeszkadzało mi to wszystko tak bardzo jak teraz. Nie chodzi tylko o te jego głupie żarty, ale też o inne rzeczy. O to, że seks jest dla niego taki ważny, a dla mnie nie, o to, że jest czasem taki uparty itd. A przecież nie mógł się zmienić ot tak, tak bardzo. Zawsze taki był, ale teraz to jest dla mnie problem.
Nawet nie wiem czy go jeszcze kocham. Zastanawiam się czy to możliwe? Tak po prostu, z dnia na dzień przestać kochać?
Nie wiem co robić. Czy powinnam z nim zerwać, jeśli mam takie wątpliwości? Z jednej strony bym chciała, odpocząć od wszystkiego. Ale z drugiej strony, boję się, że to może być najgorsza decyzja w moim życiu. Pomimo jego wad, wiem, że mnie kocha, jest wobec mnie uczciwy.
Co się ze mną dzieje? ![]()
Hej!
Wiesz mam bardzo podobny problem do twojego i również jestem z chłopakiem przez 5 lat prawdopodobnie o podobnych poglądach co twój. Nie jest to proste i również wiele razy się zastanawiałam co mam z tym wszystkim zrobić, ponieważ ja jestem pewna że go kocham, ale jego traktowanie mnie coraz bardziej dobija i przysparza przykrość. Wiele razy się nad tym zastanawiałam i tak na prawdę chciałabym aby mnie chociaż trochę zrozumiał. A ty masz tym większy dylemat ponieważ pojawił się ktoś drugi. Ktoś kto Cię rozumie i ma podobne poglądy do Twoich. Jednak znasz go od nie dawna a z twoim chłopakiem jesteś już 5 lat. A w tą kwestię wchodzi już przyzwyczajenie, poznanie chłopaka i jego rodziny, na pewno macie pełno wspólnych wspomnień i miłych i złych. Dlatego tym trudniej jest Ci podjąć tą decyzję, ponieważ nadchodzi strach przed nieznanym i utratą w pewnym sensie stabilności którą do tej pory osiągnęłaś. Dlatego pewnie czujesz się teraz nieźle zagubiona, ale uważam że powinnaś trochę dać sobie czasu i zobaczyć jak to się wszystko potoczy. Zobaczysz czy twój chłopak na prawdę się zmienił i czy się stara, a jeżeli będzie ci na prawdę źle i nie będziesz widziała jakiejkolwiek poprawy to odp nasunie się sama.
Życzę powodzenia!