On jest po 50, ja po trzydziestce. Lubimy się bardziej niż powinniśmy(on ma żonę a ja męża). Coś nas do siebie ciągnie, mamy na siebie ochotę, ale są też głębsze uczucia. On jest z przeszłością a ja po przejściach. Oboje nie kochamy swoich małżonków i wydawało mi się , że oboje chcemy tego związku. To on pierwszy mnie pocałował, prowokował pewne sytuacje, rozmowy, przemyślenia...Przy następnym spotkaniu się wycofywał, a następnym znowu czułam, że jesteśmy ze sobą. Widziałam ile odwagi kosztowało go, żeby się zbliżyć do mnie i mnie na to samo pozwolić.
Po ostatniej rozmowie telefonicznej, byłam przekonana, że jesteśmy ze sobą i będziemy się spotykać, jego słowa całkowicie na to wskazywały. Przy naszym spotkaniu, najpierw sprowokował intymną sytuację, z której nic nie wyszło, bo ja nie chciałam w takim miejscu, tzn,. w miejscu jego pracy...Później długo rozmawialiśmy, widziałam, że się miota, zależy mu , ale rozsądek podpowiadał co innego. Opowiedział mi w skrócie swoje życie, mówił rzeczy o których nie mówi się byle komu...widziałam, że mu zależy, ale on stwierdził, że jest za stary, że nie chce nowego związku, bo jest bardzo zapracowany, a wie że mi nie wystarczą spotkania raz w miesiącu, że będę chciała coraz częściej i więcej...mówił, że nie kocha swojej żony, ale czuje się za nią odpowiedzialny, z góry założył, że nam się nie uda...praktycznie nie dopuścił mnie do głosu...Problem w tym, że jego czyny i zachowanie przeczą jego słowom. Na końcu kazał mi już iść, bo miał pilną pracę. Obiecał, że zadzwoni, ale ja byłam w takim szoku, że powiedziałam, nie nie zadzwonisz. On na to stwierdził, że moje zachowanie potwierdza, że będę chciała coraz więcej...Tylko , że ja o nic go nie prosiłam, chciałam mu powiedzieć, że wezmę tyle ile da, że zależy mi na nim, że szanuję go za to kim jest i jak traktuje ludzi...
Nie wiem co mam o tym myśleć. Rozmowę uważam za nie skończoną i z trudem się powstrzymuje, żeby do niego nie zadzwonić. Nie wiem co robić, bo wiem że jemu zależy na mnie , myślę że on się boi, że zabrakło mu odwagi , bo przypomniał sobie wcześniejsze niepowodzenia...Nie wiem jak mam postąpić, żeby go nie spłoszyć, ale pokazać mu że mamy szansę, że nie jestem taka jak jego byłe kobiety...
Podobne tematy
On jest po 50, ja po trzydziestce. Lubimy się bardziej niż powinniśmy(on ma żonę a ja męża). Coś nas do siebie ciągnie, mamy na siebie ochotę, ale są też głębsze uczucia. On jest z przeszłością a ja po przejściach. Oboje nie kochamy swoich małżonków i wydawało mi się , że oboje chcemy tego związku. To on pierwszy mnie pocałował, prowokował pewne sytuacje, rozmowy, przemyślenia...Przy następnym spotkaniu się wycofywał, a następnym znowu czułam, że jesteśmy ze sobą. Widziałam ile odwagi kosztowało go, żeby się zbliżyć do mnie i mnie na to samo pozwolić.
Po ostatniej rozmowie telefonicznej, byłam przekonana, że jesteśmy ze sobą i będziemy się spotykać, jego słowa całkowicie na to wskazywały. Przy naszym spotkaniu, najpierw sprowokował intymną sytuację, z której nic nie wyszło, bo ja nie chciałam w takim miejscu, tzn,. w miejscu jego pracy...Później długo rozmawialiśmy, widziałam, że się miota, zależy mu , ale rozsądek podpowiadał co innego. Opowiedział mi w skrócie swoje życie, mówił rzeczy o których nie mówi się byle komu...widziałam, że mu zależy, ale on stwierdził, że jest za stary, że nie chce nowego związku, bo jest bardzo zapracowany, a wie że mi nie wystarczą spotkania raz w miesiącu, że będę chciała coraz częściej i więcej...mówił, że nie kocha swojej żony, ale czuje się za nią odpowiedzialny, z góry założył, że nam się nie uda...praktycznie nie dopuścił mnie do głosu...Problem w tym, że jego czyny i zachowanie przeczą jego słowom. Na końcu kazał mi już iść, bo miał pilną pracę. Obiecał, że zadzwoni, ale ja byłam w takim szoku, że powiedziałam, nie nie zadzwonisz. On na to stwierdził, że moje zachowanie potwierdza, że będę chciała coraz więcej...Tylko , że ja o nic go nie prosiłam, chciałam mu powiedzieć, że wezmę tyle ile da, że zależy mi na nim, że szanuję go za to kim jest i jak traktuje ludzi...
Nie wiem co mam o tym myśleć. Rozmowę uważam za nie skończoną i z trudem się powstrzymuje, żeby do niego nie zadzwonić. Nie wiem co robić, bo wiem że jemu zależy na mnie , myślę że on się boi, że zabrakło mu odwagi , bo przypomniał sobie wcześniejsze niepowodzenia...Nie wiem jak mam postąpić, żeby go nie spłoszyć, ale pokazać mu że mamy szansę, że nie jestem taka jak jego byłe kobiety...
Dlaczego sie nie rozwiedzie skoro nie kocha swojej zony?
zalezy mu tylko na sexie ,to ewidentne ,fajnie miec na boku kochanke raz na miesiac odskocznia kobieto szanuj sie,pewnie jestes mlodsza to samo tlumaczy przez sie.
mimus napisał/a:On jest po 50, ja po trzydziestce. Lubimy się bardziej niż powinniśmy(on ma żonę a ja męża). Coś nas do siebie ciągnie, mamy na siebie ochotę, ale są też głębsze uczucia. On jest z przeszłością a ja po przejściach. Oboje nie kochamy swoich małżonków i wydawało mi się , że oboje chcemy tego związku. To on pierwszy mnie pocałował, prowokował pewne sytuacje, rozmowy, przemyślenia...Przy następnym spotkaniu się wycofywał, a następnym znowu czułam, że jesteśmy ze sobą. Widziałam ile odwagi kosztowało go, żeby się zbliżyć do mnie i mnie na to samo pozwolić.
Po ostatniej rozmowie telefonicznej, byłam przekonana, że jesteśmy ze sobą i będziemy się spotykać, jego słowa całkowicie na to wskazywały. Przy naszym spotkaniu, najpierw sprowokował intymną sytuację, z której nic nie wyszło, bo ja nie chciałam w takim miejscu, tzn,. w miejscu jego pracy...Później długo rozmawialiśmy, widziałam, że się miota, zależy mu , ale rozsądek podpowiadał co innego. Opowiedział mi w skrócie swoje życie, mówił rzeczy o których nie mówi się byle komu...widziałam, że mu zależy, ale on stwierdził, że jest za stary, że nie chce nowego związku, bo jest bardzo zapracowany, a wie że mi nie wystarczą spotkania raz w miesiącu, że będę chciała coraz częściej i więcej...mówił, że nie kocha swojej żony, ale czuje się za nią odpowiedzialny, z góry założył, że nam się nie uda...praktycznie nie dopuścił mnie do głosu...Problem w tym, że jego czyny i zachowanie przeczą jego słowom. Na końcu kazał mi już iść, bo miał pilną pracę. Obiecał, że zadzwoni, ale ja byłam w takim szoku, że powiedziałam, nie nie zadzwonisz. On na to stwierdził, że moje zachowanie potwierdza, że będę chciała coraz więcej...Tylko , że ja o nic go nie prosiłam, chciałam mu powiedzieć, że wezmę tyle ile da, że zależy mi na nim, że szanuję go za to kim jest i jak traktuje ludzi...
Nie wiem co mam o tym myśleć. Rozmowę uważam za nie skończoną i z trudem się powstrzymuje, żeby do niego nie zadzwonić. Nie wiem co robić, bo wiem że jemu zależy na mnie , myślę że on się boi, że zabrakło mu odwagi , bo przypomniał sobie wcześniejsze niepowodzenia...Nie wiem jak mam postąpić, żeby go nie spłoszyć, ale pokazać mu że mamy szansę, że nie jestem taka jak jego byłe kobiety...Dlaczego sie nie rozwiedzie skoro nie kocha swojej zony?
zalezy mu tylko na sexie ,to ewidentne ,fajnie miec na boku kochanke raz na miesiac odskocznia kobieto szanuj sie,pewnie jestes mlodsza to samo tlumaczy przez sie.
A dlaczego Ty sie nie rozwiedziesz?
Powiem tak - ja wierzę, że facet może powiedzieć - nie kocham żony, nie łączy uczuciowo, martwię o nią i muszę dbać. Bo to jest prawda.
Ale gdy słyszę słowa - jestem za stary, jestem zapracowany na nowy związek - to ja nie wierzę.
On potrafi zainicjować sytuację intymną, ale nie potrafi konkretnie powiedzieć na czym mu zależy. Wynik prosty - chętnie się z Tobą prześpi, ale nie zdecyduje na związek nigdy....
A ty nalegając i dzwoniąc pogłębisz się a jego pewność wzrośnie i w końcu prześpisz z nim, tyle, że za jakiś czas wrzucisz nowy post, a on nie będzie optymistyczny..
Tak myślę.
Tylko, że było wiele okazji, kiedy mógł mnie mieć, a tego nie zrobił. Wycofał się z pomysłu spotykania prywatnie, a miał wszystko podane jak na tacy. I to właśnie mnie intryguje...On jest dobrym człowiekiem i wiele dobrego robi dla innych...Zastanawiam się jakie jest prawdopodobieństwo, że on myśli poważnie i wystraszył się związku z młodszą, bo boi się, że za kilka lat go zostawię...
A ja się nie rozwiodę , bo lepiej być z kimś niż samemu, a nie ma pewności, że się nie wpadnie z deszczu pod rynnę. On chyba też wychodzi z takiego założenia.
Z resztą on sam to właśnie mi powiedział, żebym uważała, bo mogę wpaść z deszczu pod rynnę, a po tym przytoczył mi historię swojego życia, kiedy to będąc młodym miał niezłą żonę, ale nie chciał z nią wyjechać do lepszego świata i dlatego się rozwiódł, a teraz ma lenia i zołzę,która jest wiecznie zmęczona, a nic nie robi...
Tylko, że było wiele okazji, kiedy mógł mnie mieć, a tego nie zrobił. Wycofał się z pomysłu spotykania prywatnie, a miał wszystko podane jak na tacy. I to właśnie mnie intryguje...On jest dobrym człowiekiem i wiele dobrego robi dla innych...Zastanawiam się jakie jest prawdopodobieństwo, że on myśli poważnie i wystraszył się związku z młodszą, bo boi się, że za kilka lat go zostawię...
A ja się nie rozwiodę , bo lepiej być z kimś niż samemu, a nie ma pewności, że się nie wpadnie z deszczu pod rynnę. On chyba też wychodzi z takiego założenia.
Z resztą on sam to właśnie mi powiedział, żebym uważała, bo mogę wpaść z deszczu pod rynnę, a po tym przytoczył mi historię swojego życia, kiedy to będąc młodym miał niezłą żonę, ale nie chciał z nią wyjechać do lepszego świata i dlatego się rozwiódł, a teraz ma lenia i zołzę,która jest wiecznie zmęczona, a nic nie robi...
Czyli kiedys popelnil blad,szkoda jesli to prawda co Ci mowi.hhhmmm jak juz tak potrzebujesz zdradzac meza to poszukaj sobie innego.Ciaglym pisaniem do niego zrazisz go tylko ,bo widac ze ma ochote na mlodsza ,ale boi sie ze straci cos trwalego i pewnego hhhmmm to tez wiele tlumaczy
I jak się skończyła ta historia?