Zaczęło się niewinnie. Nie można było przewidzieć tego, co później się działo, ale po kolei.
Obudziłam się rano i zobaczyłam, że mam nieodebraną wiadomość od nieznanego mi numeru. ? Hej, co tam? Nie odpisałam, bo myślałam, że to ktoś od kumpeli, która wyprawiała 18 urodziny, a ja nie mogłam jechać, albo od drugiej znajomej, która jechała na imprezę. Czekałam do poniedziałku. Rano okazało się, ze Aga nie jechała na imprezę, a numeru nie znała, więc pomyślałam, że pewnie dziewczyny chciały sobie zrobić ze mnie bekę- wiadomo jak to na urodzinach. W szkole rozmawiałam z nimi, ale wypierały się, że to nie one, a numeru nie znają. Popytałam się w klasie czy ktoś zna ten numer. Nikt go nie znał. Pomyślałam sobie, a co tam napisze na ten numer. Napisałam esa o tej samej treści. Nie musiałam długo czekać dostałam w odpowiedzi pustego esa. Napisałam, kim jesteś? On ? twoim przeznaczeniem. No i w taki sposób zaczęliśmy się poznawać. Dowiedziałam się, że ma na imię Łukasz, ma 18 lat i mieszka nie daleko mnie. Nie chciał powiedzieć, od kogo ma mój numer, ale w końcu powiedział mi, że od mojego kumpla Patryka. W środę spotkałam się z Patrykiem i objechałam go, że rozdaje mój numer, ale oczywiście złość minęła i wszystko wróciło do normy. Z Łukaszem pisałam całymi dniami i nocami. Stał mi się bardzo bliski, ale go nigdy nie widziałam. On zaczął mi pisać, że się we mnie zakochał i wgl, a ja niby jak to możliwe skoro się nie widzieliśmy, a przez esy to głupota. A on, że to prawda, że wie, że to głupie no, ale stało się. Ja i tak miałam do niego dystans. Tak minął miesiąc wspólnego pisania. Ja chciałam się z nim spotkać, no, ale on mówił, że pracuje i nie ma czasu. A ja to nie pisz do mnie więcej i zapomnij o mnie, pa. Postawiłam go pod murem no, ale udało się, doszło do pierwszego spotkania. Czekałam na niego w umówionym miejscu serce waliło mi. Przyszedł. Rozmawialiśmy dość długo, ale to nie była ta sama rozmowa, co przez esy. Gdy się rozstaliśmy, dostałam esa i jak? Czy będziemy kontynuować dalej naszą znajomość? Ja napisałam, że jak chce to, czemu nie. Bo mówiąc szczerze wpadł mi w oko. Po dwóch miesiącach znajomości zaczęliśmy ze sobą chodzić i od tego czasu rozpoczął się koszmar. Mój miły, słodki i romantyczny Łukasz zaczął się zmieniać. Do miesiąca bycia razem było jeszcze miło. Ale wszystko zaczęło się od jego pytania- czy będziemy się kochać. Ja nie byłam na to gotowa. I wierzcie nie ma, co się z tymi sprawami spieszyć, bo jest dużo chłopaków, którzy zdobywają dziewczyny na numerek, a potem zostawiają. Przyjął to w miarę dobrze, ale zaczął być inny. Zaczął się bawić moimi uczuciami i traktować mnie jak szmatę, a ja głupia wszystko mu wybaczałam z miłości do niego. Tłumaczył to tym, że spotkał się ze starymi kumplami i oni mieli na niego taki wpływ, ja wykrzykiwałam mu przez telefon, że to nie znaczy, że może się na mnie odreagowywać, że ja nie dam się tak traktować. Przeprosił mnie i wszystko wróciło prawie, że do normy. Zaczęliśmy się często kłócić. Miało to wpływ na moje oceny. Bo się jeszcze uczę. Wieczorem napisał mi, że jedzie na imprezę. Ja nie chciałam się na to zgodzić, bo oczywiście jechał z kumplami. Ale nie miałam nic do powiedzenia to było postanowione. Dostawałam od niego takie wiadomości, że całą noc leżałam i płakałam, bo nie mogłam spać. Pisał do mnie mój własny chłopak jak to się fajnie zabawia z innymi laskami. Napisałam mu, że dość tego, że nie pozwolę mu na takie traktowanie siebie, że to koniec pa. On mi napisał, ze tak naprawdę nigdzie nie jechał, że jest w domu i leży w łóżku. Jak zwykle mnie przeprosił, a ja głupia mu wybaczyłam. Sielanka nie trwała długo za 2 tygodnie poinformował mnie, że jedzie z wujkiem na imprezę, że będzie grzeczny. Nie spałam całą noc, ale tym razem nie było żadnych esów. Rano dostałam wiadomość od niego ? Hej kochanie byłem grzeczny, pilnowałem tylko mojego wujka. Kocham Cię i nigdy Cie nie zostawię, jesteś moją jedyną już na zawsze ;*. Zrobiło mi się miło na serduszku i odpuściłam mu. I przez cała niedzielę nie pisaliśmy, bo odsypiał imprezę, a spać to lubił bardzo długo. Ale jak napisałam do niego w poniedziałek to był dziwny, szorstki w stosunku, co do mnie. Napisałam do niego czy to, co mi napisał w poniedziałek było prawdą? On nawet nie pamiętał, co do mnie napisał. Wysłałam mu tego esa a on, że nie przypomina sobie, aby cos takiego mi wysyłał. Nie wytrzymałam napisałam mu esa z mega wyrzutami, że jest obrzydliwy, ze nie chce go znać, że jest jeszcze dzieciakiem, który nie dorósł, że nie jest mnie wart, że to koniec, że nie ma się do mnie odzywać ani pokazywać się mi na oczy. Napisał tylko ? Eh?.;( . Mnie poniosło pytałam się, o co mu chodzi? Czy myśli, że mi jest łatwo? Napisałam mu, że go kocham, ale nie zniosę takiego traktowania. Oczywiści znowu mnie omotał, napisał, że mnie przeprasza za wszystko i że mnie bardzo kocha i nie wyobraża sobie życia bezemnie. JA mu dałam tą ostatnią szansę, bo bardzo go kochałam. Było źle, ale po mału wychodziliśmy powrotem na prostą. Do czasu. Zgubił telefon i mnie o tym nie poinformował. Dowiedziałam się o tym dopiero wtedy, gdy z jego numeru dostałam takiego esa, że nogi się podemną ugięły, odpisałam w odpowiedzi dostałam pomyłka. I wyłączył telefon. Myślałam, że go rozniosę puściły mi nerwy. Napisałam do jego kuzyna, co się dzieję z Łukaszem, bo go nie poznaję, że dostałam takiego esa, że grunt mi się obsunął z pod nóg. Krzyś mi napisał, że Łukasz 3 dni temu zgubił telefon. Na tym urwał się kontakt z moim Łukaszem. Napisałam do Krzysia tuż przed moimi urodzinami, że ma się zapytać Łukasza czy pamięta o sobocie? Odpisał mi, że Łukasz mnie przeprasza, ale jedzie z tatą do Niemiec i nie może przyjechać. Zrozumiałam to, wypadek losowy. Nie dostałam od niego nawet życzeń na urodziny, nie wiedziałam, kiedy wrócił do Polski. 8 lutego napisałam do Krzysia czy Łukasz się do niego odzywał, bo się o niego martwiłam. Krzyś napisał, ze wrócił i że dostał wezwanie do wojska i ma zamiar iść. Nie minęło 10 minut i dostałam esa od Łukasza z numeru Krzysia-Ja idę do wojska i nie będzie mnie już bardzo długo i ja nie chcę tak chodzić na odległość sory?.Poprostu nie czuję się i nie miej mi tego za złe i ja rozstaję się w zgodzie?. I takim sposobem zakończył się mój związek. Ciągle dźwięczął mi w uszach jego słowa proszę nie zostawiaj mnie nigdy wiem, że mam ciężki charakter, ale kocham cię nad życie i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Jak mnie zostawisz to popełnię samobójstwo, bo życie bez ciebie nie będzie miało sensu. A jakoś mnie potrafił zranić i zostawić. Wiem, że do wojska nie poszedł. Ale z perspektywy czasu cieszę się, że to wszystko się już skończyło. Dopiero z perspektywy czasu wiem, że to był strasznie toksyczny związek. Dziękuję moim przyjaciółkom za wsparcie. Jestem wdzięczna w szczególności mojemu przyjacielowi, który mnie strasznie wspiera, potrafi mnie wysłuchać i podnieść na duchu. Przy nim mam zawsze uśmiech na twarzy.
Podobne tematy
to bardzo przykre. jesteś taka młodziutka i dałaś się po prostu omamić. chłopak ewidentnie chciał się zabawić Twoim kosztem, stosował przy tym przemoc psychiczną, uzależnił Cię od siebie.
masz 18 lat, całe życie przed Tobą. o tym szczeniaku zapomnij. wiem, że łatwo się mówi, ale uwierz, że to jedyne wyjście z tej sytuacji.
nie pozwól mu do siebie wrócić, bo - po tym co napisałaś - wnioskuję, że pewnie kolejny raz mu się odwidzi, nie pójdzie do żadnego wojska i będzie znów Cię dręczył.
Mam już 19 lat. Po czasie sama zrozumiałam, że on nie był mnie wart. Ale miłośc jest ślepa. Sparzyłam się, ale to dało mi siłę i teraz jestem ostrożniejsza. Nieraz trzeba się sparzyć aby zrozumieć pewne sprawy. Otworzyły mi się oczy. Nigdy nie pozwole mu do siebie wrócić....za bardzo mnie zranił..;(
mimo wszystko, 19 lat to również bardzo młody wiek.
daj sobie czas, żeby na nowo przyzwyczaić się do mężczyzn (jakkolwiek by to nie zabrzmiało).
nie będzie łatwo ponownie zaufać płci przeciwnej.., ale ja jestem zdania że co ma byc to będzie i na wszystko przyjdzie czas ![]()
nie będzie łatwo ponownie zaufać płci przeciwnej.., ale ja jestem zdania że co ma byc to będzie i na wszystko przyjdzie czas
uwierz mi że dasz radę zaufać przeciwnej płci, takie rzeczy bolą to fakt i to bardzo no ale musisz dać głowę do góry i iść dalej:)
staram się byc silna, udaję,że jest wszystko ok...., ale tak na prawdę to wszystko mnie męczy, mam mega mętlik w głowie i potrzebuję czasu na poukładanie sobie tego wszystkiego, ale przyjdzie taki dzień, że w pełni stanę na nogi.
Witaj Aniu! ![]()
Twoja historia jest doprawdy smutna. Jeżeli to Twój pierwszy chłopak - tym bardziej. I osoby powyżej mają rację - 19 lat to młody wiek, kiedy to ludzie są pełni wigoru, chęci do życia, rozpiera ich energia. Ty musisz zakopać te "czarne wspomnienia" w najgłębszych zakamarkach umysłu. Napisałaś, że niełatwo będzie Ci zaufać chłopakom. OK, wierzę po tym co przeszłaś. Ale nie skreślaj od razu wszystkich, którzy będą chcieli się do Ciebie zbliżyć, bo może wyjść tak, że teraz to Ty będziesz tą która rani. Jednak wierzę, że dzięki tym przeżyciom nie popełnisz takiego głupstwa, bo wiedz, iż my też mamy uczucia. I też boli.
A tymczasem głowa do góry! Poukładaj sobie przemyślenia i ciesz się życiem.
A nuż któregoś dnia spotkasz "TEGO JEDYNEGO".
Pozdrawiam,
Mateusz ![]()
Nie tak łatwo jest zapomnieć o zadanych ciosach prosto w serce od osoby, która sie kochało i nadal kocha...
Nie matrtw się Mateusz nie jestem mściwai nie mam takiego charakteru aby ranić innych. Wiem, że są dziewczyny które sie bawią chłopakami, ale ja do nich nie nalażę. Wbrew pozorom to wolałam o tym wszystkim rozmawiać z moim dobrym kolegą niż przyjaciółkami..., wolałam znać spostrzeżenia chłopaka. ![]()
anias0402, przede wszystkim punkt dla Ciebie za to, ze starasz sie z tego jakos otrzasnac i pozytywnie patrzysz w przyszlosc. Nie oszukujmy sie, ale trafilas na wyjatkowego dupka. Sama rowniez popelnilas pare bledow, ale dla mnie to kropla w morzu jego win. Pamietaj, aby na przyszlosc nie zbywac nigdy mezczyzny wiadomosciami typu: "Jak nie zrobisz tego i tego, to ja odejde, zapomnij o mnie" itp., bo to jest stawianie pod murem, a o wiele wiecej moze zdzialac szczera rozmowa i jasne postawienie sprawy. Musisz rowniez uswiadomic sobie, ze prawdziwy mezczyzna nigdy nie bawi sie z kobieta w ten sposob. Jak mozna w ogole pisac ukochanej osobie o tym, ze sie swietnie zabawia bez niej w towarzystwie innych "lasek" czy "ciach"? Dla mnie to niepojete. Pamietaj, kazda wine da sie wybaczyc, ale to nie oznacza, ze musisz nadal z danym mezczyzna byc. Uciekaj przede wszystkim w sytuacjach typu:
- wyznawanie milosci w czasie trwania wirtualnej znajomosci (prawie na pewno nie wyjdzie, gdy zaczniecie spotykac sie na zywo);
- zrywanie przez SMS (bez komentarza);
- zmuszanie do czegokolwiek, a przede wszystkim do seksu;
- granie na uczuciach, szantaz emocjonalny;
- grozenie samobojstwem, jesli odejdziesz;
- oklamywanie.
To sa te zachowania, ktorych nie mozna zaakceptowac ANI RAZU.
11 2012-04-06 17:48:38 Ostatnio edytowany przez Lena (2012-04-07 10:24:30)
Cóż. Piszę bo w końcu muszę to z siebie wyrzucić, a nie ma to jak świeże poglądy na ten temat. Sporo by tu pisać by przedstawić całą sytuację- bo wszystko ma jakieś znaczenie, ale to może potem wyniknie w dyskusji- będzie się dopełniać....
Więc może tak-w czym problem. Cóż- byłam w związku który mnie wiele zdrowia kosztował i stresu, ale taka ta miłość -że z czasem coraz trudniej się wycofać, a jest gorzej...
Kurcze może zacznę od początku... Przebywam za granica-totalnie sama. Poznałam go tam w jakichś okolicznościach. Ja miałam te 23 lata on 29. Dojrzały i ustawiony się wydawał. Wielka miłość od pierwszego ujrzenia. Pierwsze rozmowy typowe- co czemu, jakie ma się oczekiwania- no wszystko pasowało. Jestem bardzo zasadnicza i konsekwętna (no tamtego czasu byłam). Ogólnie poszło o to- jak mi sam opowiadał ze miał tylko jedna prawdziwa miłość przez 7lat ale nie doceniał bo był młody i głupi. Potem tylko romanse,ale nie chce już tak dłużej -tylko myśli już o rodzinie i poważnym związku. Wydawał się bardzo przekonujący i faktycznie szybko zamieszkałam u jego rodziców- ogólnie wszystko wyglądało poważnie. Był u mnie w domu w Polsce, poznał rodzinę, ja jego też- pełna akceptacja itd. Byłam jak w niebie. Tylko że to było tylko parę tygodni. Mówił że u niego nawet kawa z inna to już jak zdrada, nie ma jakichś przyjaźni miedzy k i m. Dokładnie tak jak ja. No i właśnie.
Ogólnie tu się zaczęło. Opowiadał jak już ta swoja ex zdradzał z taką jedną, ale tylko dlatego bo brał narkotyki i tak do niej jeździł by sobie razem używali. Ex odeszła i tak został lata z tamtą. Oczywiście obiecał że to koniec i faktycznie - one zaczęła się meldować ,smsy ale on nie odpowiadał jej na żadne. Byliśmy 24h na dobę, bo i razem pracowaliśmy potem u niego w salonie. Akurat w to wierze bo i teraz sporo sprawdziłam. Tylko że z czasem zaczęło drażnić, ale to był już czas kiedy i inne rzeczy wojna było, więc ciągłe kłótnie. Jeszcze co zapomniałam dodać. Najpierw opowiadał o wszystkich podbojach, a potem ze mną nie spał - tylko okazjonalnie bo niby chory, przez te narkotyki. No na prawo i lewo nie chodził (wiem) więc jakoś to tak wierzyłam, tylko akurat nie w chorobę jak brak zainteresowania mną, bo niby nie byłam w jego typie. Żartami mówił ale z czasem analizuje się wszystko. No i co?
Z czasem brakowało wszystkiego. Do tego takie strony typu kwick czy facebook, ciągle otwierał i szukał pięknych dziewczyn. Niby szczeka bo nie gryzie. Jak przychodziło co do czego to niby to ja ta najważniejsza, rodzina nawet to samo mówiła, że ma plany na przyszłość tylko ze mną i jestem jedyna która się w domu pojawiła. No tak- tylko ze bolało to coraz bardziej, zaczęłam interpretować każdy ruch i niestety widzę ze nie interesował się mną nawet nie próbował jakoś imponować, np. urodziny. On nie obchodzi wiec taka głupota- no ale ja. Było mi przykro-tylko że skoro nieważne i nic nie znaczą jemu to trudno myśleć o czymś takim, ale jak parę dni później nagle w panikę wpada ze musi coś kupić pracownicy bo ma urodziny to mnie ścięło. Tego typu historii było setki. Ze ze mną nawet wina wypić nie chce bo jutro do pracy, ale przyjdzie klientka i nagle upija w kącie bo ona przyniosła. No takie rzeczy. Nie dało się rozmawiać -bo twierdził ze mam paranoje bo to salon i tak niestety jest. Do tego to sa nie ważne rzeczy, liczy się to ze ze mną chce być i kocha i mieszkać chce itd. No i tyle.
Trwało to 2lata. W końcu i napisał pannie jakie to ma słodkie usta i jest jego marzeniem. No i depresja. Bo ja już dawno przestałam się czuć jak ktoś atrakcyjny-bo ani nie zabiegał, w jednym łóżku plecami do mnie, cmok cmok i to wszystko- ale spędzaliśmy cale dnie razem i wszędzie chciał mnie ze sobą. Myślę ze on faktycznie nie rozumiał ze mnie rani- ale słuchać tez nie chciał. A po tym emailu do tej panny- załamałam się -raz ze okłamał ze nic nie napisał, potem ze to był żart bo coś tam koledzy chcieli, ze nie wiedział ze mnie tak to trafi- ale jak nie- jej powiedział coś czego ja nigdy nie słyszałam. Tak to widzę -a on do dziś będzie obracał kota ogonem ze to nic nie znaczyło. No i może, ale mnie cholernie zabolało. I tu problem-ze w takich momentach on się skupia na dyskusji zamiast przejąć się tym ze ja zraniona. No i wojna coraz większa o racje. Nigdy nie słuchał jak ja się czuje-wszystko dla niego to jak atak- więc sam atakował dalej. Najgorsze ze wiele razy do tego wracałam- by przypomnieć i jakieś wyrzuty sumienia wywołać -ale bez echa. To bylo nic-i kropka. Ja mam paranoję. No tak tylko ze taka piękna ze tylko spojrzał i nie mógł się pohamować od komplementu a na mnie patrzy 2 lata i nie ma nic do powiedzenia. Ogólnie ma problemy z wyrażaniem uczuć, trochę macho, więc ja wiem ze trudno mu, ale potem jak widzę coś takiego -szok. Do tego narkotyki -zaczął znowu bo niby tylko tak może ze ma otwarcie mówić i faktycznie wtedy słyszałam co chciałam i potrzebowałam, ale tylko minęło i kurde inna twarz. I tak żyłam 3 lata z nim -ciągle analizując jeden ruch i słowo- bo po prostu trudno wierzyć w to wszystko.
Kłótnia to u niego jak wojna światowa, ze złośliwością co znowu przyniosło więcej problemów. Zaczęło się bicie. I potem już była tylko kłótnia, no i ja już wtedy tez się agresywniejsza zrobiłam. Teraz on widzi tylko tak -tego nie zrobi bo nie ma ochoty jak się kłócimy ciągle, nie sypia ze mną bo ciągle kłótnia itd. ale dzień spokoju i oczywiście ja najważniejsza i przecież życie ze mną buduje. No tak. Wziął mieszkanie dla nas, oficjalnie byłam jak jego żona już, ale co z tego kiedy było jak było. Ja miałam więcej kompleksów, ze potem nic się już nie układa, szukam ciepła, kontaktu-to mówi że naciskam, jak się odsuwam mówi ze boi się mnie stracić i dlatego nie ufa do końca czy warto wszystko tak ryzykować. Miał z dzieciństwa problemy jako niekochane dziecko-potem te narkotyki -już nie wiem gdzie sprawa charakteru a gdzie choroby. Nic już nie rozumiem....ale teraz do punktu....
Doszło raz już do takiej wojny ze i ja nie zostawałam dłużna. Poszło o to, ze już uciekłam do Polski z dnia na dzień. 2miesiace się nie odzywał wiec zaczęłam budować na nowo. Szkoła- o to mi chodzi. Zaczęłam pracę i szkołę która już w Niemczech zaczęłam. No i nagle się pojawia- tylko tez nie tak sam- tylko przez moje takie ułatwianie- tzn-jakby na litość, bo niby ciągle próbowałam dotrzeć do niego by zrozumiał to czy tamto- bo jak inaczej. No ale przyjechał. Wróciłam, ale już zapowiedziałam ze szkole skończę mimo wszystko w Polsce. Było jak (tylko na zaliczenia raz na 2 miesiące- akurat weekend-on ma przerwę dla siebie ja dla siebie no i rodzinę widzę, a w tyg normalnie u niego pracuję- koszt 100 tam i z powrotem) to nie -albo u niego albo wcale (musiałabym cały system tu przytoczyć tego szkolnictwa- to jest tak ze szkoła to zakład -i jedno z drugim powiązane) no i tak. Wiec wszystko zostawiłam jak jest- ale już zaznaczyłam -to szansa dla niego udowodnić ze mogę mu znowu ufać- on na to ze nawet gdybyśmy nie byli razem on chce bym to skończyła -czyli u niego i nie będziemy sobie na złość robić. Ogólnie jest bardzo pomocny każdemu -więc niby nie wierzyłam ale musiałam dać szanse. No i właśnie do tego dnia wojna o byle co, ale zostawiłam to na stronę i mówię by podpisał umowę którą do szkoły potrzebowałam, a on na to ze nie bo będę to przeciw niemu wykorzystywać i nie będzie mógł mnie wyrzucić jak mu się zechce. Tylko ze takie warunki były powrotu bo ta umowa wiąże z salonem i szkoła- tak tu jest. Poza tym mówiłam- prace od domu odcinamy i ja nieważne jak byłam zła swoje obowiązki wykonywałam. A on tu z takim tekstem bo poszło o zmywanie naczyń w domu. Więc mnie już wyprowadził z równowagi a że do tego zamiast mnie uspokajać tylko jeszcze więcej ognia robił- ze nie docierają argumenty które sam mówił to poszło wszystko za daleko. Śmiał się w twarz i to jeden z tych momentów kiedy do mordu dochodzi- teraz wiem i rozumiem. Gdybym miała nóż już by nie żył. Jak ktoś tak rani- to lata się chowamy a nagle wybuchamy. I tak właśnie było. Chciałam go trafić jakoś by bolało, uderzy tylko- ale on silniejszy -wiec jak mnie przydusił tak się zagotowało na tyle ze zadzwoniłam po policje. I to był koniec. On mnie z domu wyrzucił, byłam u jego rodziców- bo oni zawsze po mojej stronie stali ze względu ze widzieli jak źle mnie traktuje (te narkotyki-agresja, ciągłe wojny itd) tylko ze ten koniec to już tyle ich było ze nic jeszcze nie znaczył- tylko ze pierwszy raz ja odpowiedziałam atakiem czym ta policja była. I właśnie -to mnie wkurza bo nagle to dla niego definitywny koniec bo go zdradziłam niby, ale to jak mnie ciągle zdradzał i potem wracałam - tego nie rozumie ile mnie to kosztowało i dlaczego potem już nie jest jak było. Bo choćby przeprosił, ale ani tego nigdy nie zrobił. I wojna dalej. Oczywiście brak kontaktu- ale ja wiedziałam ze się pojawi tylko ze to był pierwszy raz gdy zdecydowałam się na koniec bo ta ucieczka do Polski tylko prowokacja była- próbą której tez nie zdał do końca. No ale minął czas i bez echa. Od jego rodziców się wyprowadziłam i 3 tygodnie później (od wyprowadzki -bo u rodziców 3 miesiące byłam i nic) znowu z mojego powodu nagle się pojawił i słodki jak nigdy. Ja już mówiłam ze to nie wyjdzie, ale szczerze mnie tez źle było, brakowało tego czego ani będąc z nim nie miałam- taki toksyczny związek. No i oczywiście ze chciałam uwagi, wiec się zaczęło ale tak ze nie mieszkaliśmy razem. I co. Obiecywał ze nie zdradził ten czas, ze chciał mnie z powrotem ale ja wojnę robiłam itd. Ze teraz będzie dobrze i z czasem zobaczymy jak dalej, ale każdy wypad do niego na weeekend kończył się kłótnią o głupoty a on to kończył wojną i zrywał jak dziecko. I nagle weszła policja w grę. Ktoś go podał o handel -no i kto, niby ja-wszyscy myślą, więc wojna na nowo. Jak się uspokoiło i wyjaśniło ze nie ja to już się dużo w między czasie stało. Bo on jak coś się psuje to zamiast naprawić psuje bardziej a potem znowu jesteśmy razem i mnie już to zbyt dużo to on na obronę mówi ze już popsute było.
Od policji się dowiedziałam ze zdradził właśnie z ta która niby tylko dziwką dla niego była. I o to tu teraz idzie. Zadzwoniłam ze łzami to najpierw mówił ze nie prawda, że nie był (najśmieszniejsze ze właśnie o nią pytałam czasu gdy się u mnie pojawił, czy się nie kontaktowała a on ze nie, że jej nie potrzebuje, że to dziwka itd). Tydzień dyskusji był o to czy zrobił czy nie aż w końcu on obrażony ze się tygodnie nie odzywa, więc ja się spakowałam i wyniosłam do innego miasta. Wszystko zostawiłam- pracę, mieszkanie. Dopiero znowu wtedy się odezwał że jak mnie kocha, ze chciał byśmy znowu razem byli, ze po to to wszystko było planowane i robione, że przecież wrócił itd.i ze oczywiście nie widział z nią. Ja na to że policja mi nagranie puściła jak z nią rozmawiał -a on na to- no bo ty tak ciągle mnie podpuszczałaś i wojnę robiłaś, że mnie już wszystko jedno było a ona akurat zadzwoniła, więc pojechałem ALE cie nie zdradziłem bo o tobie myślałem. Tylko tak się widzieliśmy. Oczywiście ja w to nie uwierzyłam, więc ze łzami, krzykiem ciągle na telefon i podważałam wszystko co mówił. To on na to tysiące meili ale w moim kierunku, ze tylko kłótnie były, ze mnie nigdy nie zdradził, ze zawsze był wierny, nigdy do nikogo jak do mnie, ze się stawił swojej rodzinie przeciw by ze mną być itd. I tak trwało tygodnie aż w końcu on obrażony stwierdził, że nie może dłużej moich obelg słuchać bo on nie zdradził. Był tam fakt, no ale nic nie było (tylko to nie przypadkowy romans tylko taki z przed lat. czyli za czymś tęsknił a jak miał przerwać kontakt to tylko nie odpisywał, ale nie chciał jej powiedzieć "daj nam spokój" np. Jakby trzymał ja w rezerwie a wiec tak czuję się zdradzona choćby tym że do niej zadzwonił. No i tak się skończyło. Ja długo milczałam, a on nigdy pierwszy nie zadzwoni. Aż w końcu od policji się dowiedziałam ze się przespał z nią bo był tam 2 dni. No więc ja znowu za telefon i ze skargą -jak to mógł spać z tamta i wszystko zepsuć a potem do mnie przyjść i liczyć ze coś się znowu zbuduje. A on na to, że już było popsute wszystko. No i taka gadka tylko jak pytam skoro popsute było czemu jeszcze do mnie wrócił. Jak mógł w ogóle. Najgorsze ze z tego wstydu nawet teraz dzwonię by słyszeć ze mu się głos łamie albo skruchę albo wstyd a tu nic. Tylko duma albo już jak lepszy humor to mówi ze nie byliśmy razem...itd... Długo by jeszcze pisać.
Chodzi mi o to, że fakt ze próbował to ukryć i do końca kłamał, więc zdaje sobie sprawę ze zrobił coś czego nie powinien. Po tamtym razie ani razu już się nie kontaktował tam (od policji wiem) wiec tak jakby żałował. Tylko że uznania skruchy brak.
Teraz pytanie do was - czy kochał? (to wiem ze niby tak na swój chory sposób) tylko czy mimo tych swoich żali (bo widzi tylko żeśmy się kłócili, wojna była, nigdy żadne nie zadowolone, ale mimo wszystko ciągle wracaliśmy do siebie. Czy to faktycznie tylko mówi czy tak tez myśli, tzn. jak się naćpał to mówił że ja dobra jestem, że kocha, że potrzebuje mojej pomocy, że mnie rozumie i nie chce stracić. Często przy tym płakał, ale potem tylko słyszę ze ja wszystko popsułam, że się nie da dla mnie czegoś z siebie robić bo tylko się kłócę, że jemu już nic się nie chce. Jestem w stanie zrozumieć tylko niech on tez rozumie skąd to się bierze ze już krzyczę bo też mam dość dyskusji na tematy które takie jasne są. Albo ze robi coś totalnie przeciw temu co mówi itd.
Drugie pytanie skoro kochał to czy z czasem pożałuje tego ze mnie tak łatwo stracił ? Bo nigdy nie przejął się że odchodzę tylko jak wrócę już to mówi jak to mu strasznie było. Kolejna rzecz czy kiedyś zrozumie skąd ta moja nienawiść do niego i że miało to szansę, ale on się sporo przyczynił ze postawił takie mury -jako ze nie ja tylko winna. Bo on tak wszystko mówi jakbym to faktycznie tylko ja ta złą była i ze to nie mialo sensu bo ja taka czy taka, ale ze mną ciągle był, więc nie rozumiem już. Do tego jak często pytam czy tego próbuje wywołać na litość na łzy jakieś odczucia poczucia winny to nie ma nic, więc już otwarcie pytam bądź zarzucam ze nie może kochać i być obojętną na fakt ze przez niego płacze. A na to tylko atak, wiec jak w końcu. Czy w głębi duszy wie ze zrobił źle, wie ze mnie ranił, rozumie mój ból? Albo czy przyjdzie taki czas ze zrozumie bo to ze nie chce komuś racji przyznać to normalne u niego, genetyczne. No ale ja tez nie czuje emocji. To już koniec i ciesze się że wyszłam z tego mimo że znalazłam sie na ulicy i bez pracy, bez szkoły i zaczynam od nowa wszystko, ale że udało mi się odejść. Co nie znaczy że boli mniej. Boli bardzo a jeszcze bardziej kiedy nie czuje by mu jakkolwiek smutno było czy obojętne. Jest to możliwe po 3 latach razem tak by nic nie poruszyło. Może i nienawiść być - ja nienawidzę, ale boli. A jego? Tylko słyszę, że nie wybaczy bo policja bo to czy tamto -zły i zraniony. No tak musiałam pokazać skoro słów nie rozumiał. A on zamiast zrozumieć i powiedzieć no tak teraz wiem jak się czułaś to on widzi tylko siebie jako ofiarę, dlatego też twierdzi że mi nic nigdy nie zrobił, a jeśli już to zasłużyłam na więcej. Więc ani zdrady nie żałuje bo sama sie o to prosiłam itd., że moja wina ze wszystko popsute. I teraz tak wiele to mówi (no mówił te 3 lata i ostatni czas bo od miesiąca zero kontaktu już na amen). Tyle mówi że chyba juz sam w to wierzy. I dokładnie co mi zarzuca ze np go poniżyłam i dlatego nie da rady dalej. To sam to już lata wcześniej zrobił a jak mówiłam to nie rozumiał i się śmiał ze mnie że mnie cos tam boli, więc jak teraz to przytaczam to znowu zero zrozumienia. Tylko z innej strony atak. I tak w koło.
Ludzie pomóżcie mi. Nie daje mi żyć myśl że on nic nie rozumie i zero wstydu ma, że on zapomniał jak mnie bił, poniewierał. A jak przypominam to mówi że nie zrobił nic czego ja tez nie zrobiłam. No nawet jeśli to chcę by rozumiał czemu, że to się już na początku zaczęło i z jego winy. Bo on to czy tamto i tak lata budował moją nienawiść do niego, ale tego już nie rozumie. Nie widzi jak 2 lata tylko uciekałam w kąt albo tylko płakałam o wszystko a nic przeciw niemu nie zrobiłam. Teraz tak, ale też bo sam za daleko się posunął. Ludzie pomóżcie. Powiedzcie ze on tylko tak gada albo że zbyt dumny by się przyznać bądź mnie przyznać rację, ale ze w głębi duszy ma jakieś wyrzuty sumienia.
Ja powiem tak. W swoim życiu miałem kilka dziewczyn. (1 w wieku 14 lat). Z tymi wszystkimi co chodziłem żadnej nie powiedziałem kocham cię. I żadnej nie kochałem. Chodziłem dla samego chodzenia. A to ze względu na to że na miłość trzeba dorosnąć i człowiek do wieku kiedy kończy szkołę średnią nie może tak naprawdę kochać. Nie uwiężę w to że jest inaczej.
Teraz mam 24 lata(i po 6-7 latach bycia samemu) i dopiero albo już odczułem co to kogoś kochać.
Więc do autorki tematu. Zauroczona byłaś a nie zakochana. A łatwo pomylić te dwa uczucia.
A co do tego chłopaka. Według mnie ma nie poklei w głowie.
13 2012-04-07 00:57:08 Ostatnio edytowany przez depresiv25 (2012-04-07 01:33:07)
to chyba nie bylo do mnie-bo w takim razie musiales cos zle zrozumiec...to nie mowa o zauroczenu-tylko o zwiazku gdzie bywalismy 24h na dobe razem,planowana rodzina,wspolny dom.w zlych chwilach bylam zawsze do dyspozycji,znosilam rzeczy ktorych bez milosci nie ogarniesz...nie jestem nadasana nastzolatka-tylko mam te 26 lat -niby nie duzo ale wlasnie na tyle bylam gotowa ze juz budowalismy grund pod roszine,czyli usatkowanie w pracy,jezyk polepszyc,mieszkanie urzadzac.na tyle dojrzala juz sie czulam by wziac odpowiedzialnosc za nowe zycie.wiec my tu nie mowimy o jakichs milosnych rozterkach-tylko o powaznym zwiazku ktory powazne problemy mial.ja potrafie wiec swoje uczucia zinterpretowac-to wlasnie z nim mam problem-bo na tyle tez sie angazowal ze mozna bylo myslec ze cos powaznego-a tu takie rzeczy...
depresiv25 nie chodziło mi o ciebie tylko o anias0402
Iskra1221 Pamietaj, aby na przyszlosc nie zbywac nigdy mezczyzny wiadomosciami typu: "Jak nie zrobisz tego i tego, to ja odejde, zapomnij o mnie" itp., bo to jest stawianie pod murem, a o wiele wiecej moze zdzialac szczera rozmowa i jasne postawienie sprawy.
Wiem ale nie docierały do niego moje słowa dlatego go postawiłam w sytuacji bez wyjścia. Zmuszanie do współżycia też było, tylko że ja nie jestem łatwą panienką i na pewno nie pójdę do łóżka z każdym chłopakiem na jego zawołanie. On poprostu nie dorósł, a mną się bawił ;(
do krzysztof1988
Może jestem inna ale ja etapy zauroczeń mam już za sobą, a on na prawdę był dla mnie wszystkim i go kochałam...i nadal kocham bo nie jest łatwo zapomnieć pomimo wielu ran. T o że ma nie pokolei w głowie to stwierdziłam po rozstaniu teraz to już nawet jego znajomi się nie mogą z nim dogadać.
anias0402 widzę że na mój komentarz wyszłaś obronną ręką bo zauważyłaś że ma nie poklei w głowie. Życzę wszystkiego dobrego i poukładania sobie życia.
depresiv25 - jeśli chcesz, możesz założyć oddzielny, własny wątek o swoim problemie. "Wtrącanie się" ze swoją sprawą do wątku założonego przez anias0402 jest mało grzeczne.
Krzysztof1988 to, że ma nie pokolei w głowie zauważyłam po rozstaniu jak przejżałam na oczy. Dziękuję, kiedyś na pewno wszystko się ułoży ![]()