Historia miłosna bez happy endu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia miłosna bez happy endu

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 46 ]

Temat: Historia miłosna bez happy endu

Jestem tu nowa, ale polecono mi to forum jako rzetelne i szczerze powiedziawszy po prostu nie wiem, co mam robić.
Męża poznałam, gdy miałam 15 lat, on jest ode mnie 3 lata starszy. Wiem, że to dziecinne i naiwne, typowe dla tego wieku, ale gdy zobaczyłam go po raz pierwszy pomyślałam, że to mężczyzna mojego życia. Niemal od razu zostaliśmy parą i stworzyliśmy długoletni związek oparty na braterstwie dusz. Oboje jako nastolatkowie mieliśmy problemy, ale wspieraliśmy się wzajemnie i po wejściu w dorosłość udało nam się ustatkować. Gdy miałam 24 lata wzięliśmy ślub. Nie mamy dzieci, chcieliśmy najpierw osiągnąć stabilność materialną i dopiero wtedy o nich myśleć. Byliśmy jak papużki-nierozłączki, nie było od nas zgodniejszej i szczęśliwszej pary. Nie musieliśmy robić nic niewykłego, uwielbiałam każdą chwilę z nim spędzoną, czy to było wspólne oglądanie filmów czy mycie zębów. Kocham go do szaleństwa, zawsze byłam tylko jego i nie znam innego życia, niż z nim.
Dzisiaj mam 28 lat, a mąż właśnie powiedział mi, że nie czuje do mnie tego, co kiedyś. Że kocha mnie jak siostrę, nie jak partnerkę. Czuje tak od dłuższego czasu, a teraz kogoś poznał i chce być z tą kobietą.
Mój świat po prostu się skończył. Ja wiem, że on był ostatnio dziwnie daleki i nieobecny, ale myślałam, że jest to związane z trudną sytuacją w jego pracy. Ciągły stres, zmęczenie, pracowanie niewaidomo ile godzin dziennie. On tymczasem dryfował gdzieś daleko i mimo tego wszystkiego, co nas łączyło nic mi nie powiedział. Nie wiem czy to by coś zmieniło, czy nasze małżeństwo udałoby się uratować, gdybyśmy próbowali coś zrobić. Może i tak by się rozpadło, ale przynajmniej byśmy spróbowali. Tymczasem on po 13 latach związku po prostu nas skreślił, bo przestał czuć pożądanie. To normalne w długoletnich związkach, nad pożądaniem też trzeba pracować i je pielęgnować. On nawet nie chciał spróbować.
Było między nami zawsze takie głębokie zrozumienie, zupełnie nie rozumiem dlaczego do tego doszło. Pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny i nieszczęśliwe małżeństwo moich rodziców zaszczepiło we mnie ogromną potrzebę stworzenia szczęśliwej rodziny. O niczym innym tak nie marzyłam, jak o byciu jego żoną. Często mi opowiadał ze śmiechem, że jego koledzy w pracy nie wierzą, że tak świetnie się dogadujemy. Dosłownie jeszcze prawie przed chwilę chcieliśmy brać kredyt na mieszkanie. Jak tak nagle wszystko mogło się tak zmienić?
Nie wyobrażam sobie co będzie dalej. Wspiera mnie starsza siostra, ale ja nie znam innego życia, nie wiem jak to jest być bez niego. Nie wiem do kogo się zwrócić, kogo zapytać o poradę, poprosić o pomoc. Jestem kompletnie zagubiona i załamana. Boję się być sama, boję się, że już nikt mnie nigdy nie pokocha, ani ja nikogo. Nie mam żadnego doświadczenia w rozstaniach, to był mój jedyny mężczyzna. Jestem przerażona. Muszę wszystko zaczynać od nowa i kompletnie nie wiem jak. Czuję tak ogromny ból, że mam ochotę wykrzyczeć całemu światu moje nieszczęście.
Ja wiem, że są ludzie, kórzy byli w dłuższych związkach i po ich rozpadku odnaleźli sowje drugie połówki i są teraz szczęśliwi. Wiem, że po gorszych rzeczach można się pozbierać i znaleźć szczęście w życiu. Tylko ja nie wiem jak.
Będę wdzięczna za każde słowo, cokolwiek.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Mogę tylko wyobrażać sobie, jaki znosisz teraz ból w swoim sercu. Przykro mi z zaistniałej sytuacji.
Poznałaś go, będąc bardzo młoda, jako 15-latka. Wówczas on był już pełnoletni. Różnica wieku w takim okresie życia jest bardzo widoczna, przynajmniej na tle mentalności i dojrzałości, czego nie można zarzucić związkowi np. 30-latki z 33-latkiem. Napisałaś, że jako nastolatkowie mieliście problemy. Możliwe, że pomagał Ci, bo już wtedy czuł się dla Ciebie starszym bratem, a po latach związku to uczucie wciąż gdzieś tam było i teraz wyszło na wierzch.
Właściwie całą młodość i jej urok - szaleństwo, poświęciłaś dla niego. Nadszedł czas, w którym teraz możesz się bawić za tamte czasy, gdzie nie miałaś szansy. Wykorzystaj to. Twój mąż był Twoim pierwszym mężczyzną, ale też nie ostatnim. Świat jest pełen różnorodnych ludzi i praktycznie bratnich duszy możesz mieć kilka. Trzymaj się.

3 Ostatnio edytowany przez starr (2018-02-11 00:33:48)

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:

Jestem tu nowa, ale polecono mi to forum jako rzetelne i szczerze powiedziawszy po prostu nie wiem, co mam robić.
Męża poznałam, gdy miałam 15 lat, on jest ode mnie 3 lata starszy. Wiem, że to dziecinne i naiwne, typowe dla tego wieku, ale gdy zobaczyłam go po raz pierwszy pomyślałam, że to mężczyzna mojego życia. Niemal od razu zostaliśmy parą i stworzyliśmy długoletni związek oparty na braterstwie dusz. Oboje jako nastolatkowie mieliśmy problemy, ale wspieraliśmy się wzajemnie i po wejściu w dorosłość udało nam się ustatkować. Gdy miałam 24 lata wzięliśmy ślub. Nie mamy dzieci, chcieliśmy najpierw osiągnąć stabilność materialną i dopiero wtedy o nich myśleć. Byliśmy jak papużki-nierozłączki, nie było od nas zgodniejszej i szczęśliwszej pary. Nie musieliśmy robić nic niewykłego, uwielbiałam każdą chwilę z nim spędzoną, czy to było wspólne oglądanie filmów czy mycie zębów. Kocham go do szaleństwa, zawsze byłam tylko jego i nie znam innego życia, niż z nim.
Dzisiaj mam 28 lat, a mąż właśnie powiedział mi, że nie czuje do mnie tego, co kiedyś. Że kocha mnie jak siostrę, nie jak partnerkę. Czuje tak od dłuższego czasu, a teraz kogoś poznał i chce być z tą kobietą.

Twój pierwszy związek zaczął się gdy Byłaś jeszcze dzieckiem. On ledwie wchodzący w dorosłość... Cudowne trzynaście lat które razem przeżyliście były czasem dorastania.
Cóż mogę napisać? mój mistrz od Reiki wpoił we mnie twierdzenie, ze co siedem lat dojrzewa kolejna czakra. Co siedem lat człowiek zmienia się. Bywa tak, że ludzie którzy są jak "papużki-nierozłączki" nagle przestają nimi być. Wiem, że to bolesne, ale nie mamy na to wpływu. Po prostu drogi się rozchodzą, inne emocje stają się ważniejsze.
Do kochania nikt nie jest w stanie zmusić... Nie da się kochać za dwoje...
Skoro kochasz, to puść wolno... jeśli było Twoje, to wróci, jeśli nie wróci, to Twoje nigdy nie było...

aszura_vampire napisał/a:

Mój świat po prostu się skończył.

Świat nie, ale pewien etap.

aszura_vampire napisał/a:

Ja wiem, że on był ostatnio dziwnie daleki i nieobecny, ale myślałam, że jest to związane z trudną sytuacją w jego pracy. Ciągły stres, zmęczenie, pracowanie niewaidomo ile godzin dziennie. On tymczasem dryfował gdzieś daleko i mimo tego wszystkiego, co nas łączyło nic mi nie powiedział. Nie wiem czy to by coś zmieniło, czy nasze małżeństwo udałoby się uratować, gdybyśmy próbowali coś zrobić. Może i tak by się rozpadło, ale przynajmniej byśmy spróbowali. Tymczasem on po 13 latach związku po prostu nas skreślił, bo przestał czuć pożądanie. To normalne w długoletnich związkach, nad pożądaniem też trzeba pracować i je pielęgnować. On nawet nie chciał spróbować.

Zagłaskaliście swój związek. Tak bardzo było ważne abyście stali się "swoim światem", ze zabrakło normalnego, zwykłego poczucia niepewności. 


aszura_vampire napisał/a:

Było między nami zawsze takie głębokie zrozumienie, zupełnie nie rozumiem dlaczego do tego doszło. Pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny i nieszczęśliwe małżeństwo moich rodziców zaszczepiło we mnie ogromną potrzebę stworzenia szczęśliwej rodziny. O niczym innym tak nie marzyłam, jak o byciu jego żoną.


Zakładam, że to poczucie stało się myślą przewodnią. Stałaś się jego drugą mamą... I tu zrodził się problem...

aszura_vampire napisał/a:

Często mi opowiadał ze śmiechem, że jego koledzy w pracy nie wierzą, że tak świetnie się dogadujemy. Dosłownie jeszcze prawie przed chwilę chcieliśmy brać kredyt na mieszkanie. Jak tak nagle wszystko mogło się tak zmienić?

Nie wyobrażam sobie co będzie dalej.


Natomiast ja podejrzewam, ze będzie tak:
- przejdziesz wszystkie etapy po rozstaniu
- za jakieś dwa, trzy lata poznasz tego, co w Twoim mniemaniu będzie w stanie zapełnić puste miejsce w Twoim sercu
- za trzy lata przestaniesz wspominać przeszłość, zaczniesz patrzeć w przyszłość
- za cztery lata zostaniesz szczęśliwą żoną tego jednak jedynego...
- za pięć lat mamą...

aszura_vampire napisał/a:

Wspiera mnie starsza siostra, ale ja nie znam innego życia, nie wiem jak to jest być bez niego. Nie wiem do kogo się zwrócić, kogo zapytać o poradę, poprosić o pomoc. Jestem kompletnie zagubiona i załamana.


Tu jest dobre miejsce. Tu wszyscy są doświadczeni i wiedzą o życiu con-nieco... Po prosu pisz... i czytaj...


aszura_vampire napisał/a:

Boję się być sama, boję się, że już nikt mnie nigdy nie pokocha, ani ja nikogo. Nie mam żadnego doświadczenia w rozstaniach, to był mój jedyny mężczyzna. Jestem przerażona. Muszę wszystko zaczynać od nowa i kompletnie nie wiem jak.


Bzdury... wszystko Masz w głowie.

aszura_vampire napisał/a:

Czuję tak ogromny ból, że mam ochotę wykrzyczeć całemu światu moje nieszczęście.


Wykrzycz tutaj, to dobre miejsce...


aszura_vampire napisał/a:

Ja wiem, że są ludzie, kórzy byli w dłuższych związkach i po ich rozpadku odnaleźli sowje drugie połówki i są teraz szczęśliwi. Wiem, że po gorszych rzeczach można się pozbierać i znaleźć szczęście w życiu. Tylko ja nie wiem jak.
Będę wdzięczna za każde słowo, cokolwiek.

Masz słowo.. jak zależy od indywidualnych predyspozycji... Pisz...

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde
gg: 12848803
Reklama

4

Odp: Historia miłosna bez happy endu

nic tylko podpisać się pod tym, co Starr napisał.. Wiem że Ci ciężko teraz.
Nie proś męża o nic, nie przekonuj.. jeżeli to rzeczywiśte oddalenie, wasze drogi naprawdę się rozeszły- nic nie poradzisz..
A jeżeli nie i tylko zauroczenie, to oddal się także, zajmij się sobą- On być może wróci.. ale Tobie to oddalenie może tylko pomóc.
Czytaj historie tutaj. Jesteś młoda, całe życie przed Tobą.. Fajnie mieć 28 lat..powodzenia..

z woli nieba jestem tu..
Z woli nieba jestem tu
raz mu wyszedł taki cud smile wink

5

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Ja też myślę, że najlepsze co możesz zrobić to dać mu odejść. jakkolwiek to zabrzmi- nigdy nie wiadomo kim jest ta nowa, moze byc ze juz za kilka mcy ona pokaże swoje prawdziwe oblicze i on będzie chciał wrócić. zachowaj klasę, rozstańcie się w przyjacielskich relacjach. nawet jeśli nigdy do siebie nie wrócicie to nie oznacza, że nie będziecie się lubić i mieć w sobie wsparcia skoro całe życie był jednocześnie twoim przyjacielem.

Reklama

6

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Dziękuję za dobre słowa. Wiem, że jeszcze całe życie przede mną, ale w tej chwili czuję jedynie ból i przytłaczający koniec. Ponieważ razem dorastaliśmy, on zawsze będzie w pewnym sensie częścią mojego życia. Staram się zachować rozsądnie w tej sytuacji. Mąż powiedział, że on nie zdawał sobie sprawy, że łączące nas braterstwo dusz nie jest miłością partnerską. Jego uczucia do mnie pozostają niezmienne i zawsze będzie mnie kochał. Jak siostrę. Ponieważ nasz związek rozpoczął się, gdy oboje byliśmy dzieciakami nie miał żadnego porównania. Teraz po prostu się zakochał i czuje się inaczej, niż kiedykolwiek ze mną. Najgorsze jest to, że ja po prostu wiem, że go kocham i pragnę jak kobieta mężczyznę. Nie urządzam scen, nie mam żalu do tej dziewczyny. Nie znam jej, więc nie mam żadnych podstaw do oceny. Kocham mojego męża tak, że ta miłość wielokrotnie sprawiała mi ból. Pragnę jego szczęścia i mimo własnych uczuć zgadzam się na to rozstanie. Nie wiem czy to dobry pomysł, ale chcemy zachować kontakt i podtrzymać naszą przyjaźń. Nie mogę po tylu latach po prostu całkowicie się od niego odciąć. W teorii właśnie się pakuję, ale po prostu głównie płaczę.
Miałam dzisiaj taką sytuację, wracałam z Biedronki i targałam puste kartony, które im zostały z dostawy i byli uprzejmi mi ich użyczyć do przeprowadzki. Zaczepił mnie typowy gadatliwy dziadek i zapytał na co mi takie ogromne kartony. Gdy odpowiedziałam, że do przeprowadzki, zaczął dopytywać gdzie się przeprowadzam i z jakiego powodu. W tym momencie rozpłakałam się centralnie na środku chodnika i powiedziałam obcej osobie, że mąż mnie zostawił. Starszy pan był bardzo miły, pocieszył mnie, że tego kwiatu jest pół światu i skoro mój mąż poznał kogoś nowego, to ja też mogę. Opowiedział mi jeszcze o trochę o swojej wnuczce i życzył wszystkiego dobrego. Ogólnie to była bardzo miła sytuacja, ale wstydzę się tego, że rozkleiłam się przy obcym człowieku. Wiem, że po prostu takie mam teraz uczucia, ale to w jakiś sposób upokarzające, że nie mogę ich trzymać na wodzy. W pracy mam świetną szefową i cudownych współpracowników i nawet jeśli dojdzie do tego, że będę płakać w pracy, to wiem, że będę miała w nich oparcie. Mimo to chciałabym po prostu już od razu przeskoczyć do momentu kiedy będzie dobrze.
Tak bardzo zawsze pragnęłam miłości i rodziny. Inne życiowe wartości nie są dla mnie ważne. Dla mnie, kiedy nie ma się tego najważniejszego fundamentu jakim jest miłość, wszystko inne jest błahe i miałkie. Ja wiem, że jestem wartościowym człowiekiem i że poradzę sobie bez męża. W naszym związku to ja zawsze zajmowałam się organizacją, mąż nie potrafił nawet zdecydować kiedy idziemy do kina, ale po prostu nie chcę sobie bez niego radzić. Bez miłości moje życie jest bez sensu. Bez niego moje życie jest bez sensu. To po prostu będzie egzystencja. On mnie wszystkiego nauczył, on mnie zawsze wspierał. Dzieliliśmy wspólne pasje i zainteresowania. Nie wiem jak teraz mam się przestawić z "my" na "ja". Kocham tego człowieka, wszystkie jego wady i zalety i nic nie potrafię na to poradzić.

7 Ostatnio edytowany przez starr (2018-02-12 00:17:08)

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:

Dziękuję za dobre słowa. Wiem, że jeszcze całe życie przede mną, ale w tej chwili czuję jedynie ból i przytłaczający koniec. Ponieważ razem dorastaliśmy, on zawsze będzie w pewnym sensie częścią mojego życia. Staram się zachować rozsądnie w tej sytuacji. Mąż powiedział, że on nie zdawał sobie sprawy, że łączące nas braterstwo dusz nie jest miłością partnerską. Jego uczucia do mnie pozostają niezmienne i zawsze będzie mnie kochał. Jak siostrę. Ponieważ nasz związek rozpoczął się, gdy oboje byliśmy dzieciakami nie miał żadnego porównania. Teraz po prostu się zakochał i czuje się inaczej, niż kiedykolwiek ze mną. Najgorsze jest to, że ja po prostu wiem, że go kocham i pragnę jak kobieta mężczyznę. Nie urządzam scen, nie mam żalu do tej dziewczyny. Nie znam jej, więc nie mam żadnych podstaw do oceny. Kocham mojego męża tak, że ta miłość wielokrotnie sprawiała mi ból. Pragnę jego szczęścia i mimo własnych uczuć zgadzam się na to rozstanie.

Pierwsze rozstanie zawsze boli najbardziej. Jeżeli nie czujesz się na siłach przejść tego o własnych siłach, to nie ma na co czekać, tylko wybrać się do psychiatry. Zapisze Ci preparaty na uspokojenie i antydepresanty. A jeżeli wolisz dojść do siebie o własnych siłach, to koniecznie zastosuj  się do poniższej porady, którą znalazłem kiedyś w necie:

Ponieważ, niektórzy z nas nie decydują się na wspomaganie stricte farmakologiczne naszego stanu a jakby nie patrzeć tak silny stres, tygodnie, czasem miesiące niejedzenia i nieprzespanych nocy czynią w organizmie spustoszenie.

1. Magnez - koniecznie uzupełnić - pierwiastek, życia. nie sposób zliczyć jego pozytywnego wpływu na nasz organizm w trakcie stresu. Dodatkowo bywają też tacy, którzy w trakcie tego stresu raczą się dużymi ilościami kawy nierzadko alkoholu - i jedno i drugie wypłukuje ten pierwiastek z naszego organizmu.

2. Melisa, Rumianek - rozluźniają mięśnie gładkie, działają uspokajająco - to potrzebne choćby przed snem lub w ciągu dnia. Polecam zaparzyć po 2 torebki jeśli ktoś nie znosi smaku po jednej torebce- można osłodzić miodem wtedy trochę podratujemy nasz metabolizm i zaopatrzymy w cukry

3. Witaminy z grupy B
Koją nerwy ich niedobór może powodować dość znaczące szkody w naszym organizmie gdyż są one koenzymami wielu reakcji enzymatycznych. Kawa i alkohol również skutecznie wypłukują je z naszego organizmu. Nadmiar witamin z tej grupy wydalany jest z potem i moczem ale należy pamiętać, że i pot i mocz mogą mieć dość intensywny zapach w przypadku nadmiaru tych witamin. ALe spokojnie przedawkować się nie da bo witaminy rozpuszczalne w wodzie zawsze wydalane są w nadmiarze tzn nie kumulują się nigdznie.

4. dla chętnych polecam dokupić kwas foliowy i witaminę B12 ale to okazjonalnie gdyż bardzo niewielkie dawki są niezbędne.

5. melasa z trzciny cukrowej. Jest bardzo bogatym źródłem żelaza i wapnia: jedna łyżeczka melasy zawiera tyle wapnia co szklanka mleka, a żelaza tyle, co dziewięć jaj! Oprócz tego zawiera spore ilości miedzi, magnezu, potasu, cynku i witamin B-kompleks. Dostępna w aptekach i sklepach ze zdrowa żywnością.

Od siebie dodam jeszcze witaminę D3, która pozwala na opanowanie początkowych stanów depresyjnych. 

aszura_vampire napisał/a:

Nie wiem czy to dobry pomysł, ale chcemy zachować kontakt i podtrzymać naszą przyjaźń. Nie mogę po tylu latach po prostu całkowicie się od niego odciąć.


Jeżeli chcesz szybciej dojąć do równowagi, zacząć wyciszać emocje, to konieczny jest całkowity brak kontaktu. Wszystkie pamiątki, fotografie, prezenty, drobiazgi, bibeloty, które się z nim mogą skojarzyć, trzeba spakować i schować na tyle głęboko, by nie można było do nich łatwo sięgnąć.
Każdy kontakt, rozmowa, sms, mail, wszystko spowoduje nawrót emocji. To tylko wydłuża czas dochodzenia do równowagi i tego trzeba się wystrzegać.
Dopiero po całkowitym wyciszeniu się i zobojętnieniu, kontakt nie będzie powodował bólu. Potrzeba na to jakieś dwa, jeśli pracuje się nad sobą, jeśli nie, to raczej trzy lata. Co prawda, czytałem na tym forum wątki osób, które nawet po pięciu latach nie doszły do uspokojenia emocji.

aszura_vampire napisał/a:

W teorii właśnie się pakuję, ale po prostu głównie płaczę. Miałam dzisiaj taką sytuację, wracałam z Biedronki i targałam puste kartony, które im zostały z dostawy i byli uprzejmi mi ich użyczyć do przeprowadzki. Zaczepił mnie typowy gadatliwy dziadek i zapytał na co mi takie ogromne kartony. Gdy odpowiedziałam, że do przeprowadzki, zaczął dopytywać gdzie się przeprowadzam i z jakiego powodu. W tym momencie rozpłakałam się centralnie na środku chodnika i powiedziałam obcej osobie, że mąż mnie zostawił. Starszy pan był bardzo miły, pocieszył mnie, że tego kwiatu jest pół światu i skoro mój mąż poznał kogoś nowego, to ja też mogę. Opowiedział mi jeszcze o trochę o swojej wnuczce i życzył wszystkiego dobrego. Ogólnie to była bardzo miła sytuacja, ale wstydzę się tego, że rozkleiłam się przy obcym człowieku. Wiem, że po prostu takie mam teraz uczucia, ale to w jakiś sposób upokarzające, że nie mogę ich trzymać na wodzy. W pracy mam świetną szefową i cudownych współpracowników i nawet jeśli dojdzie do tego, że będę płakać w pracy, to wiem, że będę miała w nich oparcie. Mimo to chciałabym po prostu już od razu przeskoczyć do momentu kiedy będzie dobrze.

Emocje i wspomnienia będą nawracały falami. Twoje samopoczucie będzie rozchwiane poprzez ich nawroty. Jest metoda na ich okiełznanie, ale wymaga nauki oddychania smile tak... głębokiego oddychania. Jak to ma wyglądać?

- Skup uwagę na oddechu: obserwuj, jak powietrze napełnia i opuszcza twoje ciało. Dzięki wyprostowanej pozycji oddech schodzi głęboko, aż do brzucha. Podczas wdechu najpierw powinny unosić się przepona oraz brzuch, dopiero później klatka piersiowa.
- Postaraj się znaleźć swój naturalny rytm.
- Oddychaj świadomie, ale swobodnie, bez napięcia.
- Jeśli zaczną pojawiać się w twojej głowie myśli, nie walcz z nimi. Ale też nie poświęcaj im uwagi. Myślenie to naturalna aktywność umysłu. - Nie odpychaj nasuwających się refleksji, ale i nie lgnij do nich. Po prostu obserwuj je jak płynące po niebie chmury. I wracaj do oddechu.

aszura_vampire napisał/a:

Tak bardzo zawsze pragnęłam miłości i rodziny. Inne życiowe wartości nie są dla mnie ważne. Dla mnie, kiedy nie ma się tego najważniejszego fundamentu jakim jest miłość, wszystko inne jest błahe i miałkie. Ja wiem, że jestem wartościowym człowiekiem i że poradzę sobie bez męża. W naszym związku to ja zawsze zajmowałam się organizacją, mąż nie potrafił nawet zdecydować kiedy idziemy do kina, ale po prostu nie chcę sobie bez niego radzić. Bez miłości moje życie jest bez sensu. Bez niego moje życie jest bez sensu. To po prostu będzie egzystencja. On mnie wszystkiego nauczył, on mnie zawsze wspierał. Dzieliliśmy wspólne pasje i zainteresowania. Nie wiem jak teraz mam się przestawić z "my" na "ja". Kocham tego człowieka, wszystkie jego wady i zalety i nic nie potrafię na to poradzić.

To zrozumiałe.
A teraz stań przed lustrem, spójrz głęboko w oczy osobie która w nim jest... Teraz to jest Twoja najważniejsza osoba w życiu. Nie zawiedź jej...

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde
gg: 12848803

8

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Właściwie to powinnam się teraz pakować, ale siedzę na tym forum i płaczę. Nie potrafię sobie wyobrazić, że się właśnie wyprowadzam. Mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu, mąż zarabia więcej ode mnie, więc on płacił rachunki, a ja opłacałam potrzeby naszego gospodarstwa domowego. Nigdy nie wykorzystywałam go finansowo, starałam się sama płacić za swoje przyjemności, a jeśli czegoś potrzebowałam, to grzecznie go o to prosiłam, licząc się z tym, że nie musi odnieść się do mojej prośby pozytywnie. Mąż nie jest sknerą, zazwyczaj kupował mi różne rzeczy, bo nie miałam wydumanych potrzeb. Mimo, że to mieszkanie nie należy do nas, to zawsze myślałam o nim jako o domu, ponieważ to nasze bezpieczne gniazdko. Boję się. Jutro wyjdę i już nigdy nie będzie żadnego "naszego" gniazdka. Być może jego nowa dziewczyna się tu wprowadzi. Niby się z tym nie spieszą, ale skoro oboje są w sobie zakochani, to pewnie tak będzie. Nie mam już swojego bezpiecznego miejsca. Będę mieszkać teraz u siostry, razem z jej chłopakiem i ich psem. Moja siostra jest ode mnie 9 lat starsza, jesteśmy córkami naszego ojca z różnych małżeństw. Zawsze byłyśmy sobie bardzo bliskie, a odkąd w wieku 17 lat straciłam Mamę, moja siostra bardzo się mną opiekuje i dzięki niej udało mi się przetrwać wcześniej żałobę. Wiem, że ona zrobi wszystko, żebym miała u niej dom i że gdziekolwiek nie będziemy, zawsze w jej domu jest dla mnie miejsce. Mimo tego moje poczucie bezpieczeństwa pęka jak bańska mydlana. Moje miejsce jest tutaj, u boku mojego męża. Nie mam w sobie zgody na to, co się dzieje. Czuję się rozbita i zdesperowana. Wiem, że to głupie i zrobiłam to niby żartem, ale nawet zaproponowałam mężowi, że możemy dalej być razem, a ja zaakceptuję jego dziewczynę jako kochankę. Żeby tylko ze mną został. Na całe szczęście się na to nie zgodził. Pewnie i tak nie zdecydowałabym się na taki układ, ale w tej chwili mam milion strasznych myśli. Nie mogę jeść, w ciągu trzech dni zjadłam jogurt i jabłko. Spać raczej śpię, bo od lat choruję na depresję i po prostu biorę leki na sen.
To kolejna rzecz, która mnie przeraża - że nikt nie pokocha kobiety z depresją. Leczę się od 13 roku życia, czasem mam lepsze okresy i nie biorę leków, ale potem mam nawrót i znowu idę do psychiatry. Zawsze byłam pełna lęków o zwykłe rzeczy, czasem ciężko mi wstać z łóżka i wyjść do sklepu pod blokiem. Bardzo staram się żyć normalnie, nigdy nie zawaliłam niczego w pracy przez chorobę. Oczywiście często odbija się to tak, że jeśli zużyję całą energię na pójście do pracy, to nic innego już w tym dniu tak naprawdę nie robię. Mój mąż też ma tego typu problemy, ale zamiast po leki sięga po alkohol. Sam mówi o sobie, że jest alkoholikiem. Kiedy byliśmy młodsi, to często chodził na imprezy i całą noc czekałam i płakałam, bo nie było z nim kontaktu. Nie raz jego koledzy pomagali mi ustalić, gdzie jest. Teraz od czasu do czasu zdarzy się coś takiego, ale postrzegam go jako osobę, na którą można liczyć. Teraz zazwyczaj sięga po piwo, jedno, dwa po pracy, a w wolny wieczór 6, 7. Na imprezach 12. Przy czym bardzo rzadko chodzimy na imprezy. Wspieraliśmy się wzajemnie w swojej niedoli, on widział mnie, kiedy byłam w najgorszym stanie, a mimo to był przy mnie i starał się mi pomóc. Boję się, że dla kogoś innego to może być za dużo. Moja depresja prawdopodobnie jest uwarunkowana nieszczęśliwym małżeństwem moich rodziców i dlatego zawsze powraca jak bumerang. Naprawdę wkładam wiele wysiłku w to, żeby być zwyczajną dziewczyną, ale boję się, że tylko on potrafi mnie zrozumieć i nikt więcej. Że żaden mężczyzna nie dostrzeże niczego wartościowego w kobiecie z problemami. Staram się utrzymywać swoją chorobę w tajemnicy, wstydzę się jej, bo mnie ogranicza. Ludzie są zawsze zaskoczeni, gdy o tym mówię, bo postrzegają mnie jako pogodną, zarażając optymizmem osobę. Zazwyczaj muszę mówić o tym np przy wizycie u lekarza, bo wypisując receptę musi wiedzieć jakie leki przyjmuję na stałe. Wiem, że jest bardzo wcześnie, ale mam tyle wątpliwości i lęku, odnośnie dalszego życia. Jak w ogóle poznać kogoś innego, umówić się na randkę? Przecież ja nic o tym nie wiem. Gdy gorzej się czuję czytam książki i gram w gry komputerowe, nie mam gdzie poznać kogoś nowego. Zresztą, to i tak nieważne, bo jak już pisałam - nikt nie chce mieć na karku wariatki. Ja naprawdę dobrze znam swoją chorobę, wiem kiedy zaczyna być gorzej, a kiedy mogę już odstawić leki. Nie stwarzam zagrożenia dla siebie ani nikogo innego, po prostu wiele zwykłych rzeczy sprawia mi trudności. Jak to komuś wytłumaczyć? Jak można to zrozumieć, jeśli samemu nie ma się podobnie? Mój mąż zna każdy mój ból, każdy mój najwstydliwszy lęk, a ja znam jego. Nigdy nie będę nikogo tak kochać, nigdy nikt mnie tak nie zrozumie.

9

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:

Właściwie to powinnam się teraz pakować, ale siedzę na tym forum i płaczę. Nie potrafię sobie wyobrazić, że się właśnie wyprowadzam. Mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu, mąż zarabia więcej ode mnie, więc on płacił rachunki, a ja opłacałam potrzeby naszego gospodarstwa domowego. Nigdy nie wykorzystywałam go finansowo, starałam się sama płacić za swoje przyjemności, a jeśli czegoś potrzebowałam, to grzecznie go o to prosiłam, licząc się z tym, że nie musi odnieść się do mojej prośby pozytywnie. Mąż nie jest sknerą, zazwyczaj kupował mi różne rzeczy, bo nie miałam wydumanych potrzeb. Mimo, że to mieszkanie nie należy do nas, to zawsze myślałam o nim jako o domu, ponieważ to nasze bezpieczne gniazdko. Boję się. Jutro wyjdę i już nigdy nie będzie żadnego "naszego" gniazdka. Być może jego nowa dziewczyna się tu wprowadzi. Niby się z tym nie spieszą, ale skoro oboje są w sobie zakochani, to pewnie tak będzie. Nie mam już swojego bezpiecznego miejsca. Będę mieszkać teraz u siostry, razem z jej chłopakiem i ich psem. Moja siostra jest ode mnie 9 lat starsza, jesteśmy córkami naszego ojca z różnych małżeństw. Zawsze byłyśmy sobie bardzo bliskie, a odkąd w wieku 17 lat straciłam Mamę, moja siostra bardzo się mną opiekuje i dzięki niej udało mi się przetrwać wcześniej żałobę. Wiem, że ona zrobi wszystko, żebym miała u niej dom i że gdziekolwiek nie będziemy, zawsze w jej domu jest dla mnie miejsce. Mimo tego moje poczucie bezpieczeństwa pęka jak bańska mydlana. Moje miejsce jest tutaj, u boku mojego męża. Nie mam w sobie zgody na to, co się dzieje. Czuję się rozbita i zdesperowana. Wiem, że to głupie i zrobiłam to niby żartem, ale nawet zaproponowałam mężowi, że możemy dalej być razem, a ja zaakceptuję jego dziewczynę jako kochankę. Żeby tylko ze mną został. Na całe szczęście się na to nie zgodził. Pewnie i tak nie zdecydowałabym się na taki układ, ale w tej chwili mam milion strasznych myśli. Nie mogę jeść, w ciągu trzech dni zjadłam jogurt i jabłko. Spać raczej śpię, bo od lat choruję na depresję i po prostu biorę leki na sen.
To kolejna rzecz, która mnie przeraża - że nikt nie pokocha kobiety z depresją. Leczę się od 13 roku życia, czasem mam lepsze okresy i nie biorę leków, ale potem mam nawrót i znowu idę do psychiatry. Zawsze byłam pełna lęków o zwykłe rzeczy, czasem ciężko mi wstać z łóżka i wyjść do sklepu pod blokiem. Bardzo staram się żyć normalnie, nigdy nie zawaliłam niczego w pracy przez chorobę. Oczywiście często odbija się to tak, że jeśli zużyję całą energię na pójście do pracy, to nic innego już w tym dniu tak naprawdę nie robię. Mój mąż też ma tego typu problemy, ale zamiast po leki sięga po alkohol. Sam mówi o sobie, że jest alkoholikiem. Kiedy byliśmy młodsi, to często chodził na imprezy i całą noc czekałam i płakałam, bo nie było z nim kontaktu. Nie raz jego koledzy pomagali mi ustalić, gdzie jest. Teraz od czasu do czasu zdarzy się coś takiego, ale postrzegam go jako osobę, na którą można liczyć. Teraz zazwyczaj sięga po piwo, jedno, dwa po pracy, a w wolny wieczór 6, 7. Na imprezach 12. Przy czym bardzo rzadko chodzimy na imprezy. Wspieraliśmy się wzajemnie w swojej niedoli, on widział mnie, kiedy byłam w najgorszym stanie, a mimo to był przy mnie i starał się mi pomóc. Boję się, że dla kogoś innego to może być za dużo. Moja depresja prawdopodobnie jest uwarunkowana nieszczęśliwym małżeństwem moich rodziców i dlatego zawsze powraca jak bumerang. Naprawdę wkładam wiele wysiłku w to, żeby być zwyczajną dziewczyną, ale boję się, że tylko on potrafi mnie zrozumieć i nikt więcej. Że żaden mężczyzna nie dostrzeże niczego wartościowego w kobiecie z problemami. Staram się utrzymywać swoją chorobę w tajemnicy, wstydzę się jej, bo mnie ogranicza. Ludzie są zawsze zaskoczeni, gdy o tym mówię, bo postrzegają mnie jako pogodną, zarażając optymizmem osobę. Zazwyczaj muszę mówić o tym np przy wizycie u lekarza, bo wypisując receptę musi wiedzieć jakie leki przyjmuję na stałe. Wiem, że jest bardzo wcześnie, ale mam tyle wątpliwości i lęku, odnośnie dalszego życia. Jak w ogóle poznać kogoś innego, umówić się na randkę? Przecież ja nic o tym nie wiem. Gdy gorzej się czuję czytam książki i gram w gry komputerowe, nie mam gdzie poznać kogoś nowego. Zresztą, to i tak nieważne, bo jak już pisałam - nikt nie chce mieć na karku wariatki. Ja naprawdę dobrze znam swoją chorobę, wiem kiedy zaczyna być gorzej, a kiedy mogę już odstawić leki. Nie stwarzam zagrożenia dla siebie ani nikogo innego, po prostu wiele zwykłych rzeczy sprawia mi trudności. Jak to komuś wytłumaczyć? Jak można to zrozumieć, jeśli samemu nie ma się podobnie? Mój mąż zna każdy mój ból, każdy mój najwstydliwszy lęk, a ja znam jego. Nigdy nie będę nikogo tak kochać, nigdy nikt mnie tak nie zrozumie.

To zrozumiałe, że dla Ciebie, której całe dotychczasowe dorosłe życie związane było z jednym człowiekiem, obecna sytuacja jest wielką niewiadomą. Ludzie mają w sobie mechanizm strachu przed rzeczami nienazwanymi. Czyli trzeba swoje nowe położenie jakoś nazwać. Nie będziesz sama w obcym środowisku. To da się ogarnąć., tym bardziej, że będą przy Tobie przyjazne osoby. Głowa do góry!
I jakby co, to pisz...

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde
gg: 12848803

10

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Wczoraj przeprowadziłam się do siostry, na razie tylko z najważniejszymi rzeczami, resztę zabieram w weekend. Będę miała malutki pokoik, 2x3m (czy coś takiego), ale to wystarczy, ważne, że własny i będę mogła w razie czego się w nim zamknąć i płakać. Na razie jeszcze nie jest przygotowany i śpię na kanapie w pokoju dziennym. Patrzę teraz na szczęście mojej siostry i jej zazdroszczę. Cieszę się, bo miała same bolesne przejścia z mężczyznami i teraz w końcu znalazła kogoś wyjątkowego, ale mojego szczęścia już nie ma. Gdy widzę pary z małymi dziećmi czuję w sercu ból. Przecież za jakiś czas ja miałam mieć dzieci z nim. Mam ochotę wydzwaniać co chwilę do niego, żeby chociaż usłyszeć jego głos albo pisać esemesy, że go kocham i błagać, żeby mnie nie zostawiał.

11

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:

Wczoraj przeprowadziłam się do siostry, na razie tylko z najważniejszymi rzeczami, resztę zabieram w weekend. Będę miała malutki pokoik, 2x3m (czy coś takiego), ale to wystarczy, ważne, że własny i będę mogła w razie czego się w nim zamknąć i płakać. Na razie jeszcze nie jest przygotowany i śpię na kanapie w pokoju dziennym. Patrzę teraz na szczęście mojej siostry i jej zazdroszczę. Cieszę się, bo miała same bolesne przejścia z mężczyznami i teraz w końcu znalazła kogoś wyjątkowego, ale mojego szczęścia już nie ma. Gdy widzę pary z małymi dziećmi czuję w sercu ból. Przecież za jakiś czas ja miałam mieć dzieci z nim. Mam ochotę wydzwaniać co chwilę do niego, żeby chociaż usłyszeć jego głos albo pisać esemesy, że go kocham i błagać, żeby mnie nie zostawiał.

Nie pisz do niego, chcesz to pisz jakiś pamiętnik, albo tu na forum.. Ten pokój urządź sobie jakoś optymistycznie w jasnych barwach, może się na tym skup teraz?
Nie do płakania on będzie, a przynajmniej nie na długo. Do tego co Starr napisał dołożyłabym jakąś systematyczną aktywność fizyczną.
Widocznie dzieci masz mieć z kimś innym smile  pomyśl w ten sposób.

z woli nieba jestem tu..
Z woli nieba jestem tu
raz mu wyszedł taki cud smile wink

12

Odp: Historia miłosna bez happy endu

I tak do niego zadzwoniłam i prosiłam, żeby przemyślał sprawę. Widzę po nim, że to przegrana sytuacja. Kiedy jestem między ludźmi to jakoś daję radę, ale dzisiaj siostra jest na noc w pracy, jej chłopak u siebie i boję się wrócić. Niby mogę zadzwonić do chłopaka siostry i on wtedy wpadnie ze mną posiedzieć, ale nie chcę, żeby musieli latać przy mnie jak przy francuskim piesku.
Nie potrafię zrozumieć tej sytuacji. Tak bardzo kocham mojego męża, zaakceptowałam wszystkie jego wady, dwukrotnie wybaczyłam mu zdradę i pogodziłam się z jego problemem z alkoholem. A on teraz zostawia mnie dla dziewczyny o 10 lat młodszej od niego (on ma teraz 31, ona 21). Twierdzi, że to nie jest kwestia seksu, że to nie tak, że chodził niezaspokojony w naszym małżeństwie. Kochaliśmy się raz na miesiąc, bo nie widział we mnie partnerki, tylko przyjaciółkę, ale to mu wystarczało i gdyby nie poznał tej dziewczyny, to może i byśmy przez całe życie tak dryfowali.
Tyle lat go idealizowałam, wynosiłam na piedestał, milczałam i wstydziłam się rzeczy, które były nie tak. Tak bardzo się ze sobą zżyliśmy, a on nie dał mi żadnej szansy. Mówił, że bronił się przed tym uczuciem, ale nie może go zmienić i chce być szczęśliwy. Wiem, że nie zmuszę go do miłości i widzę po nim, że klamka zapadła. Nie mogę tego przeboleć.
Naprawdę, nie chcę wracać do pustego domu. Nawet do kina nie mogę iść, bo wszyscy teraz świętują Walentynki i idą na Walentynkowe seanse. To najgorszy okres na bycie porzuconą. Niezależnie od wieku ludzie teraz się godzą, umawiają na randki, łączą w pary, żeby ten jeden dzień spędzić wspólnie. To moje pierwsze samotne Walentynki od 13 lat.

13

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:

I tak do niego zadzwoniłam i prosiłam, żeby przemyślał sprawę. Widzę po nim, że to przegrana sytuacja. Kiedy jestem między ludźmi to jakoś daję radę, ale dzisiaj siostra jest na noc w pracy, jej chłopak u siebie i boję się wrócić. Niby mogę zadzwonić do chłopaka siostry i on wtedy wpadnie ze mną posiedzieć, ale nie chcę, żeby musieli latać przy mnie jak przy francuskim piesku.
Nie potrafię zrozumieć tej sytuacji. Tak bardzo kocham mojego męża, zaakceptowałam wszystkie jego wady, dwukrotnie wybaczyłam mu zdradę i pogodziłam się z jego problemem z alkoholem. A on teraz zostawia mnie dla dziewczyny o 10 lat młodszej od niego (on ma teraz 31, ona 21). Twierdzi, że to nie jest kwestia seksu, że to nie tak, że chodził niezaspokojony w naszym małżeństwie. Kochaliśmy się raz na miesiąc, bo nie widział we mnie partnerki, tylko przyjaciółkę, ale to mu wystarczało i gdyby nie poznał tej dziewczyny, to może i byśmy przez całe życie tak dryfowali.
Tyle lat go idealizowałam, wynosiłam na piedestał, milczałam i wstydziłam się rzeczy, które były nie tak. Tak bardzo się ze sobą zżyliśmy, a on nie dał mi żadnej szansy. Mówił, że bronił się przed tym uczuciem, ale nie może go zmienić i chce być szczęśliwy. Wiem, że nie zmuszę go do miłości i widzę po nim, że klamka zapadła. Nie mogę tego przeboleć.
Naprawdę, nie chcę wracać do pustego domu. Nawet do kina nie mogę iść, bo wszyscy teraz świętują Walentynki i idą na Walentynkowe seanse. To najgorszy okres na bycie porzuconą. Niezależnie od wieku ludzie teraz się godzą, umawiają na randki, łączą w pary, żeby ten jeden dzień spędzić wspólnie. To moje pierwsze samotne Walentynki od 13 lat.

Po pierwsze to zrozumiałe ze chce Ci sie plakac i masz do tego prawo. Moze wlasnie wykorzyataj ten wolny wieczór aby wyplakac sie do woli?
Po drugie, juz dwie zdrady mu wybacxylas. To nie dziala tak ze do trzech razy szuka. Odpuscilam. On naprawde nie jest wart Twojej milosci.
Po 3 rozmowa z psychologiem to nie to samo co z psychiatra, czy nawet najblizszymi. Psycholog pomaga nam pewne sytuacje zobaczyć inaczej i nie ukrywamy przed nim niczego.
Po 4 walentyntki to taka sama swietna pora jak np. Swieta. Zwyczajnie na takie akcje nie ma i nie bedzie dobrej pory.
Po 5. Zrób wszystko zeby sie z nim nie kontaktowac. Pisz tutaj, dzwon do siostry, przyjaciółki, na kartce, cokolwiek byle nie do niego. To nie pomaga Tobie a wrecz szkodzi. Im dluzej bedziesz sie z nim kontaktowac tym dluzej bedziesz w takim stanie.
Po 6. Odnow kontakty, poznaj nowych ludzi. Możliwości jest naprawde sporo.
Po 7. Wybierz sobie termin do którego pozwalasz sobie na zalobe. Bo teraz wlasnie musisz przejsc zalobe po Waszym zwiazku. Niech to beda trzy tygodnie, badz trzy miesiace, tyle ile potrzebujesz ale to musi miec konkretny termin. Do tego czasu placz, krzycz, rób wszystko co przynosi Ci ulge. A później koniec. I pamietaj zaloba oznacza ze tej osoby juz nie ma i nie bedzie, wiec patrz pkt 5.
Po 8. Nie jestes sama. Takich jak Ty sa choćby tutaj setki. Ja sama zostałam zostawia po 10 latach, w wieku 25 lat. Wiec wiem doskonale co czujesz i pisze wszystko z własnego doświadczenia. Czerp ile możesz od innych i ucz sie na ich bledach. Za jakis czas bedzie Ci glupio ze do niego wydzwanialas i prosilas by wrócil.
Po 9. Tego kwiatu naprawde jest pol swiatu i tylko musisz sie na to otworzyc. On nie byl Ci pisany i bardzo sie cieszę ze skonczylo sie to teraz bez dzieci i kredytu.
Trzymaj sie i pisz tutaj. Jest tu masa wspaniałych ludzi, którzy Ci pomaga.

Ps. Przepraszam za brak polskiej czcionki.

14

Odp: Historia miłosna bez happy endu
Malineczka00 napisał/a:
aszura_vampire napisał/a:

I tak do niego zadzwoniłam i prosiłam, żeby przemyślał sprawę. Widzę po nim, że to przegrana sytuacja. Kiedy jestem między ludźmi to jakoś daję radę, ale dzisiaj siostra jest na noc w pracy, jej chłopak u siebie i boję się wrócić. Niby mogę zadzwonić do chłopaka siostry i on wtedy wpadnie ze mną posiedzieć, ale nie chcę, żeby musieli latać przy mnie jak przy francuskim piesku.
Nie potrafię zrozumieć tej sytuacji. Tak bardzo kocham mojego męża, zaakceptowałam wszystkie jego wady, dwukrotnie wybaczyłam mu zdradę i pogodziłam się z jego problemem z alkoholem. A on teraz zostawia mnie dla dziewczyny o 10 lat młodszej od niego (on ma teraz 31, ona 21). Twierdzi, że to nie jest kwestia seksu, że to nie tak, że chodził niezaspokojony w naszym małżeństwie. Kochaliśmy się raz na miesiąc, bo nie widział we mnie partnerki, tylko przyjaciółkę, ale to mu wystarczało i gdyby nie poznał tej dziewczyny, to może i byśmy przez całe życie tak dryfowali.
Tyle lat go idealizowałam, wynosiłam na piedestał, milczałam i wstydziłam się rzeczy, które były nie tak. Tak bardzo się ze sobą zżyliśmy, a on nie dał mi żadnej szansy. Mówił, że bronił się przed tym uczuciem, ale nie może go zmienić i chce być szczęśliwy. Wiem, że nie zmuszę go do miłości i widzę po nim, że klamka zapadła. Nie mogę tego przeboleć.
Naprawdę, nie chcę wracać do pustego domu. Nawet do kina nie mogę iść, bo wszyscy teraz świętują Walentynki i idą na Walentynkowe seanse. To najgorszy okres na bycie porzuconą. Niezależnie od wieku ludzie teraz się godzą, umawiają na randki, łączą w pary, żeby ten jeden dzień spędzić wspólnie. To moje pierwsze samotne Walentynki od 13 lat.

Po pierwsze to zrozumiałe ze chce Ci sie plakac i masz do tego prawo. Moze wlasnie wykorzyataj ten wolny wieczór aby wyplakac sie do woli?
Po drugie, juz dwie zdrady mu wybacxylas. To nie dziala tak ze do trzech razy szuka. Odpuscilam. On naprawde nie jest wart Twojej milosci.
Po 3 rozmowa z psychologiem to nie to samo co z psychiatra, czy nawet najblizszymi. Psycholog pomaga nam pewne sytuacje zobaczyć inaczej i nie ukrywamy przed nim niczego.
Po 4 walentyntki to taka sama swietna pora jak np. Swieta. Zwyczajnie na takie akcje nie ma i nie bedzie dobrej pory.
Po 5. Zrób wszystko zeby sie z nim nie kontaktowac. Pisz tutaj, dzwon do siostry, przyjaciółki, na kartce, cokolwiek byle nie do niego. To nie pomaga Tobie a wrecz szkodzi. Im dluzej bedziesz sie z nim kontaktowac tym dluzej bedziesz w takim stanie.
Po 6. Odnow kontakty, poznaj nowych ludzi. Możliwości jest naprawde sporo.
Po 7. Wybierz sobie termin do którego pozwalasz sobie na zalobe. Bo teraz wlasnie musisz przejsc zalobe po Waszym zwiazku. Niech to beda trzy tygodnie, badz trzy miesiace, tyle ile potrzebujesz ale to musi miec konkretny termin. Do tego czasu placz, krzycz, rób wszystko co przynosi Ci ulge. A później koniec. I pamietaj zaloba oznacza ze tej osoby juz nie ma i nie bedzie, wiec patrz pkt 5.
Po 8. Nie jestes sama. Takich jak Ty sa choćby tutaj setki. Ja sama zostałam zostawia po 10 latach, w wieku 25 lat. Wiec wiem doskonale co czujesz i pisze wszystko z własnego doświadczenia. Czerp ile możesz od innych i ucz sie na ich bledach. Za jakis czas bedzie Ci glupio ze do niego wydzwanialas i prosilas by wrócil.
Po 9. Tego kwiatu naprawde jest pol swiatu i tylko musisz sie na to otworzyc. On nie byl Ci pisany i bardzo sie cieszę ze skonczylo sie to teraz bez dzieci i kredytu.
Trzymaj sie i pisz tutaj. Jest tu masa wspaniałych ludzi, którzy Ci pomaga.

Ps. Przepraszam za brak polskiej czcionki.


Jak przeżyłaś coś takiego? Musiałaś być w tym samym wieku co ja, gdy poznałam swojego męża. Przepraszam za osobiste pytanie, ale mimo świadomości, że wszyscy na świecie się rozstają i schodzą, jest to teraz temat który mnie niesamowicie ciekawi. Najchętniej każdą napotkaną osobę zapytałabym o doświadczenia miłosne, a w szczególności pary z dziećmi. Kiedy się poznali? Czy się pobrali i jeśli tak, to po jakim czasie? Kiedy pojawiły się dzieci? Nie chcę być jakąś czarną owcą. Chcę mieć rodzinę tu i teraz. Wszyscy moi znajomi są w związkach, pobierają się, decydują na dzieci. Ja też do tej chwili to miałam. A teraz czeka mnie rozwód.
Nie potrafię teraz jasno spojrzeć na to, co mój mąż zrobił w przeszłości i co robi teraz. Wszyscy mi mówią, że powinnam była zakończyć ten związek już jak mnie zdradził. Nie potrafiłam lata temu i nie potrafię odwrócić się od niego teraz. Widzę w nim bardzo uczuciowego mężczyznę, który miewał w życiu bardzo pod górkę i którym chcę się zaopiekować. Zawsze o niego zabiegałam, troszczyłam się. Nie potrafię teraz zerwać kontaktu. Potrzebuję go. A on już nie potrzebuje mnie.

15

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Nie ma nic gorszego w zyciu czlowieka jak rozstanie czy utrata kogos bliskiego z kim sie zylo na codzien i przede wszystkim z kim sie cos tam planowalo.Zadne slowa tutaj nie pomoga,moze zlagodza bol ale to ty sama musisz wlaczyc z czasem i z kazdym dniem bedzie Ci lzej.Poczatki beda ciezkie bo musisz sie przyzwycziac do czegos nowego i odrzucic stare nawyki.Bedzie ci napewno potrzebny ktos bliski przy kim sie wygadasz i kto cie wyslucha bo tego teraz potrzebujesz najbardziej.Przykro mi ze cos takiego Cie spotkalo i ze swojej strony zycze Ci duzo zdrowia i wytrwalosci wink

16

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Szary80 dziękuję za dobre słowa.
Wiem, że cały czas piszę w kółko to samo w tych postach, ale nie mogę się powstrzymać. Muszę się pozbyć tych uczuć. Dzisiaj byłam w pracy i powiedziałam koleżankom o sytuacji. Płakałam, jedna z dziewczyn płakała razem ze mną. Wszystkie zaoferowały mi pomoc i wsparcie. Dzięki temu ten wieczór jest już odrobinę lepszy, świadomość, że nie jestem z tym sama podnosi mnie na duchu.
Mimo to jestem jak we śnie. Nie wierzę, że przetrwam bez niego. Jak on może tak po prostu żyć beze mnie? Ostatnio prawie w ogóle nie było go w domu: albo był w pracy albo wychodził. Kiedy wracał wolał grać niż się przytulić. Ja też gram w gry komputerowe i jak mąż chodził na nocne zmiany, a ja miałam wolne, to potrafiłam czasem grać do rana, ale zawsze czekałam na niego z utęsknieniem. Nawet filmu nie miał ochoty ze mną obejrzeć. Mówił, że jest zmęczony.
To moja druga noc w mieszkaniu siostry. Tym razem prócz mnie wszyscy są na noc w pracy. Nie mam się do kogo przytulić. Tęsknię za nim po prostu leżącym obok w łóżku. Za głosem jego oddechu. Za ciepłem bliskości.

17

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:
Malineczka00 napisał/a:
aszura_vampire napisał/a:

I tak do niego zadzwoniłam i prosiłam, żeby przemyślał sprawę. Widzę po nim, że to przegrana sytuacja. Kiedy jestem między ludźmi to jakoś daję radę, ale dzisiaj siostra jest na noc w pracy, jej chłopak u siebie i boję się wrócić. Niby mogę zadzwonić do chłopaka siostry i on wtedy wpadnie ze mną posiedzieć, ale nie chcę, żeby musieli latać przy mnie jak przy francuskim piesku.
Nie potrafię zrozumieć tej sytuacji. Tak bardzo kocham mojego męża, zaakceptowałam wszystkie jego wady, dwukrotnie wybaczyłam mu zdradę i pogodziłam się z jego problemem z alkoholem. A on teraz zostawia mnie dla dziewczyny o 10 lat młodszej od niego (on ma teraz 31, ona 21). Twierdzi, że to nie jest kwestia seksu, że to nie tak, że chodził niezaspokojony w naszym małżeństwie. Kochaliśmy się raz na miesiąc, bo nie widział we mnie partnerki, tylko przyjaciółkę, ale to mu wystarczało i gdyby nie poznał tej dziewczyny, to może i byśmy przez całe życie tak dryfowali.
Tyle lat go idealizowałam, wynosiłam na piedestał, milczałam i wstydziłam się rzeczy, które były nie tak. Tak bardzo się ze sobą zżyliśmy, a on nie dał mi żadnej szansy. Mówił, że bronił się przed tym uczuciem, ale nie może go zmienić i chce być szczęśliwy. Wiem, że nie zmuszę go do miłości i widzę po nim, że klamka zapadła. Nie mogę tego przeboleć.
Naprawdę, nie chcę wracać do pustego domu. Nawet do kina nie mogę iść, bo wszyscy teraz świętują Walentynki i idą na Walentynkowe seanse. To najgorszy okres na bycie porzuconą. Niezależnie od wieku ludzie teraz się godzą, umawiają na randki, łączą w pary, żeby ten jeden dzień spędzić wspólnie. To moje pierwsze samotne Walentynki od 13 lat.

Po pierwsze to zrozumiałe ze chce Ci sie plakac i masz do tego prawo. Moze wlasnie wykorzyataj ten wolny wieczór aby wyplakac sie do woli?
Po drugie, juz dwie zdrady mu wybacxylas. To nie dziala tak ze do trzech razy szuka. Odpuscilam. On naprawde nie jest wart Twojej milosci.
Po 3 rozmowa z psychologiem to nie to samo co z psychiatra, czy nawet najblizszymi. Psycholog pomaga nam pewne sytuacje zobaczyć inaczej i nie ukrywamy przed nim niczego.
Po 4 walentyntki to taka sama swietna pora jak np. Swieta. Zwyczajnie na takie akcje nie ma i nie bedzie dobrej pory.
Po 5. Zrób wszystko zeby sie z nim nie kontaktowac. Pisz tutaj, dzwon do siostry, przyjaciółki, na kartce, cokolwiek byle nie do niego. To nie pomaga Tobie a wrecz szkodzi. Im dluzej bedziesz sie z nim kontaktowac tym dluzej bedziesz w takim stanie.
Po 6. Odnow kontakty, poznaj nowych ludzi. Możliwości jest naprawde sporo.
Po 7. Wybierz sobie termin do którego pozwalasz sobie na zalobe. Bo teraz wlasnie musisz przejsc zalobe po Waszym zwiazku. Niech to beda trzy tygodnie, badz trzy miesiace, tyle ile potrzebujesz ale to musi miec konkretny termin. Do tego czasu placz, krzycz, rób wszystko co przynosi Ci ulge. A później koniec. I pamietaj zaloba oznacza ze tej osoby juz nie ma i nie bedzie, wiec patrz pkt 5.
Po 8. Nie jestes sama. Takich jak Ty sa choćby tutaj setki. Ja sama zostałam zostawia po 10 latach, w wieku 25 lat. Wiec wiem doskonale co czujesz i pisze wszystko z własnego doświadczenia. Czerp ile możesz od innych i ucz sie na ich bledach. Za jakis czas bedzie Ci glupio ze do niego wydzwanialas i prosilas by wrócil.
Po 9. Tego kwiatu naprawde jest pol swiatu i tylko musisz sie na to otworzyc. On nie byl Ci pisany i bardzo sie cieszę ze skonczylo sie to teraz bez dzieci i kredytu.
Trzymaj sie i pisz tutaj. Jest tu masa wspaniałych ludzi, którzy Ci pomaga.

Ps. Przepraszam za brak polskiej czcionki.


Jak przeżyłaś coś takiego? Musiałaś być w tym samym wieku co ja, gdy poznałam swojego męża. Przepraszam za osobiste pytanie, ale mimo świadomości, że wszyscy na świecie się rozstają i schodzą, jest to teraz temat który mnie niesamowicie ciekawi. Najchętniej każdą napotkaną osobę zapytałabym o doświadczenia miłosne, a w szczególności pary z dziećmi. Kiedy się poznali? Czy się pobrali i jeśli tak, to po jakim czasie? Kiedy pojawiły się dzieci? Nie chcę być jakąś czarną owcą. Chcę mieć rodzinę tu i teraz. Wszyscy moi znajomi są w związkach, pobierają się, decydują na dzieci. Ja też do tej chwili to miałam. A teraz czeka mnie rozwód.
Nie potrafię teraz jasno spojrzeć na to, co mój mąż zrobił w przeszłości i co robi teraz. Wszyscy mi mówią, że powinnam była zakończyć ten związek już jak mnie zdradził. Nie potrafiłam lata temu i nie potrafię odwrócić się od niego teraz. Widzę w nim bardzo uczuciowego mężczyznę, który miewał w życiu bardzo pod górkę i którym chcę się zaopiekować. Zawsze o niego zabiegałam, troszczyłam się. Nie potrafię teraz zerwać kontaktu. Potrzebuję go. A on już nie potrzebuje mnie.

Bylo ciezko, bardzo ciezko. Tym bardziej ze dwa miesiące wcześniej zarezerwowalismy sale na wesele wink
Najgorzej bylo gdy kontakt wracal z jakiegoś powodu. Wtedy wszystko co wypraxowalam wracalo.
Bałam sie swiat, wakacji. Bałam sie wszystkiego bo nie znalazłam swiata bez niego.
Natomiast dzisiaj mowie Ci ze wszystkie te punkty wyżej niesamowicie mi pomogly (ale tu konieczna jest samodyscyplina choćby nie wiem co. I uwierz dasz rade).
Później on chcial wrocic, przepraszam itp itd. Natomiast ja juz nie potrafilam i nie chciałam.
A dzisiaj mam wspaniałego meza, który jest jakby z innej galaktyki w porównaniu do eks (tak, tak na tamten czas mój eks tez byl dla mnie naj i kochałam go nad zycie).
Dzisiaj jestem juz duzo madrzejsza zyciowo po tym wydazeniu, wiem ze niczyja milosc nie jest zagwarantowana.
Przede wszystkim wiem ze choćby wszyscy bliscy walczyli o mnie ramie w ramie ze mna, to ja jednak musze ich o krok wyprzedzac. Pewnych rzeczy za mnie nie zrobia. Tak samo jak za Ciebie, dlatego to Ty musisz zawalczyc o siebie.

18

Odp: Historia miłosna bez happy endu
Malineczka00 napisał/a:
aszura_vampire napisał/a:
Malineczka00 napisał/a:

Po pierwsze to zrozumiałe ze chce Ci sie plakac i masz do tego prawo. Moze wlasnie wykorzyataj ten wolny wieczór aby wyplakac sie do woli?
Po drugie, juz dwie zdrady mu wybacxylas. To nie dziala tak ze do trzech razy szuka. Odpuscilam. On naprawde nie jest wart Twojej milosci.
Po 3 rozmowa z psychologiem to nie to samo co z psychiatra, czy nawet najblizszymi. Psycholog pomaga nam pewne sytuacje zobaczyć inaczej i nie ukrywamy przed nim niczego.
Po 4 walentyntki to taka sama swietna pora jak np. Swieta. Zwyczajnie na takie akcje nie ma i nie bedzie dobrej pory.
Po 5. Zrób wszystko zeby sie z nim nie kontaktowac. Pisz tutaj, dzwon do siostry, przyjaciółki, na kartce, cokolwiek byle nie do niego. To nie pomaga Tobie a wrecz szkodzi. Im dluzej bedziesz sie z nim kontaktowac tym dluzej bedziesz w takim stanie.
Po 6. Odnow kontakty, poznaj nowych ludzi. Możliwości jest naprawde sporo.
Po 7. Wybierz sobie termin do którego pozwalasz sobie na zalobe. Bo teraz wlasnie musisz przejsc zalobe po Waszym zwiazku. Niech to beda trzy tygodnie, badz trzy miesiace, tyle ile potrzebujesz ale to musi miec konkretny termin. Do tego czasu placz, krzycz, rób wszystko co przynosi Ci ulge. A później koniec. I pamietaj zaloba oznacza ze tej osoby juz nie ma i nie bedzie, wiec patrz pkt 5.
Po 8. Nie jestes sama. Takich jak Ty sa choćby tutaj setki. Ja sama zostałam zostawia po 10 latach, w wieku 25 lat. Wiec wiem doskonale co czujesz i pisze wszystko z własnego doświadczenia. Czerp ile możesz od innych i ucz sie na ich bledach. Za jakis czas bedzie Ci glupio ze do niego wydzwanialas i prosilas by wrócil.
Po 9. Tego kwiatu naprawde jest pol swiatu i tylko musisz sie na to otworzyc. On nie byl Ci pisany i bardzo sie cieszę ze skonczylo sie to teraz bez dzieci i kredytu.
Trzymaj sie i pisz tutaj. Jest tu masa wspaniałych ludzi, którzy Ci pomaga.

Ps. Przepraszam za brak polskiej czcionki.


Jak przeżyłaś coś takiego? Musiałaś być w tym samym wieku co ja, gdy poznałam swojego męża. Przepraszam za osobiste pytanie, ale mimo świadomości, że wszyscy na świecie się rozstają i schodzą, jest to teraz temat który mnie niesamowicie ciekawi. Najchętniej każdą napotkaną osobę zapytałabym o doświadczenia miłosne, a w szczególności pary z dziećmi. Kiedy się poznali? Czy się pobrali i jeśli tak, to po jakim czasie? Kiedy pojawiły się dzieci? Nie chcę być jakąś czarną owcą. Chcę mieć rodzinę tu i teraz. Wszyscy moi znajomi są w związkach, pobierają się, decydują na dzieci. Ja też do tej chwili to miałam. A teraz czeka mnie rozwód.
Nie potrafię teraz jasno spojrzeć na to, co mój mąż zrobił w przeszłości i co robi teraz. Wszyscy mi mówią, że powinnam była zakończyć ten związek już jak mnie zdradził. Nie potrafiłam lata temu i nie potrafię odwrócić się od niego teraz. Widzę w nim bardzo uczuciowego mężczyznę, który miewał w życiu bardzo pod górkę i którym chcę się zaopiekować. Zawsze o niego zabiegałam, troszczyłam się. Nie potrafię teraz zerwać kontaktu. Potrzebuję go. A on już nie potrzebuje mnie.

Bylo ciezko, bardzo ciezko. Tym bardziej ze dwa miesiące wcześniej zarezerwowalismy sale na wesele wink
Najgorzej bylo gdy kontakt wracal z jakiegoś powodu. Wtedy wszystko co wypraxowalam wracalo.
Bałam sie swiat, wakacji. Bałam sie wszystkiego bo nie znalazłam swiata bez niego.
Natomiast dzisiaj mowie Ci ze wszystkie te punkty wyżej niesamowicie mi pomogly (ale tu konieczna jest samodyscyplina choćby nie wiem co. I uwierz dasz rade).
Później on chcial wrocic, przepraszam itp itd. Natomiast ja juz nie potrafilam i nie chciałam.
A dzisiaj mam wspaniałego meza, który jest jakby z innej galaktyki w porównaniu do eks (tak, tak na tamten czas mój eks tez byl dla mnie naj i kochałam go nad zycie).
Dzisiaj jestem juz duzo madrzejsza zyciowo po tym wydazeniu, wiem ze niczyja milosc nie jest zagwarantowana.
Przede wszystkim wiem ze choćby wszyscy bliscy walczyli o mnie ramie w ramie ze mna, to ja jednak musze ich o krok wyprzedzac. Pewnych rzeczy za mnie nie zrobia. Tak samo jak za Ciebie, dlatego to Ty musisz zawalczyc o siebie.

To wspaniałe, że jesteś teraz szczęśliwa w małżeństwie. Że miałaś tyle siły, żeby mu odmówić i żyć dla siebie. Ja czuję się zdesperowana. Wiem, że to normalne, to dopiero kilka dni, ale w mojej głowie szaleje milion myśli. Raz czuję, że zdechnę z bólu, a raz widzę wady naszego związku i wierzę, że dam sobie radę. Raz płaczę do braku oddechu, raz żartuję.

19

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Ciekawostka: wiesz, że możesz być powodem radości innej osoby?

To dobre forum.

20 Ostatnio edytowany przez aszura_vampire (2018-02-14 14:04:48)

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Dzisiaj rano jak jeszcze spałam siostra cichaczem zrobiła mi walentynkowe śniadanie. Na kanapkach powycinała mi z sera żółtego myszkę i kotka. To było bardzo miłe, ale zjadłam tylko trochę, ciągle ma żołądek ściągnięty w supeł. Spałam lepiej, zawinęłam się w kokon i jakoś to poszło. Dzisiaj wieczorem będą w domu zarówno moja siostra jak i jej chłopak, mają sobie urządzić Walentynki zanim wrócę.
Nadal nie rozumiem, jak mąż może mnie zostawiać. Ja wiem, że w naszym związku nigdy nie było wyjątkowego pożądania, nawet na samym początku, ale on twierdził, że ma mniejsze potrzeby niż ja. Proponowałam, że możemy spróbować innych rzeczy, ale on zawsze odmawiał.
Spędziliśmy tyle lat razem, że gdziekolwiek się nie odwrócę i cokolwiek nie robię, wszystko ma z nim jakiś związek. Wszystko przypomina mi o chwilach, które spędziliśmy razem. Już więcej żadnych nie będzie. Nie mogę w to uwierzyć.

21

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Zastanawiam się jak on teraz spędza Walentynki. Kiedy byliśmy młodzi, raz dostałam od niego prezent w ten dzień, potem zawsze sama musiałam sobie kupować prezenty z jego pieniędzy. Zawsze tłumaczyłam to sobie tym, że on tyle pracuje i nie ma na to czasu i powinnam się cieszyć, że w ogóle mogę sobie coś od niego wybrać. Teraz nie jestem w stanie określić, czy to naprawdę była kwestia prozaicznego braku czasu, czy też brak zaangażowania z jego strony. Przecież durną kartkę można w każdym kiosku kupić. A ja kupowałam mu kartkę i w środku rysowałam romantyczny obrazek. Nie wiem. Po prostu nic nie wiem.

22 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-02-14 22:25:19)

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:

Dzisiaj mam 28 lat, a mąż właśnie powiedział mi, że nie czuje do mnie tego, co kiedyś. Że kocha mnie jak siostrę, nie jak partnerkę. Czuje tak od dłuższego czasu, a teraz kogoś poznał i chce być z tą kobietą.

W pewnym momencie w życiu przychodzi dzień, że w mniejszym, bądź większym stopniu pożądanie ulatuje. Zdarzają się też zauroczenia w innych osobach. Twój mężczyzna widocznie nie stara się zrozumieć kolei rzeczy, bądź nie chce się temu poddać. Pech chciał, że w tym czasie zdarzyło się zauroczenie, za którym podąża. Niekoniecznie masz na to wpływ.

aszura_vampire napisał/a:

Jestem kompletnie zagubiona i załamana. Boję się być sama, boję się, że już nikt mnie nigdy nie pokocha, ani ja nikogo. Nie mam żadnego doświadczenia w rozstaniach, to był mój jedyny mężczyzna. Jestem przerażona. Muszę wszystko zaczynać od nowa i kompletnie nie wiem jak. Czuję tak ogromny ból, że mam ochotę wykrzyczeć całemu światu moje nieszczęście.
Ja wiem, że są ludzie, kórzy byli w dłuższych związkach i po ich rozpadku odnaleźli sowje drugie połówki i są teraz szczęśliwi. Wiem, że po gorszych rzeczach można się pozbierać i znaleźć szczęście w życiu. Tylko ja nie wiem jak.
Będę wdzięczna za każde słowo, cokolwiek.

I pewnie będziesz jeszcze przez dłuższy czas.  Nie jest też tak, że jest to jedyny i ostatni. Zakochać się można więcej niż raz. Ty natomiast jesteś jeszcze młoda.
Tego typu uczucia są częścią bycia człowiekiem. Jednocześnie też nie są trwałe. Z czasem przemieniają się we wspomnienia i zmienia się ich postrzeganie.

aszura_vampire napisał/a:

Nie wiem czy to dobry pomysł, ale chcemy zachować kontakt i podtrzymać naszą przyjaźń. Nie mogę po tylu latach po prostu całkowicie się od niego odciąć.

Według mnie nie, ale to już zależy od Ciebie. Wydaje mi się, że tego typu rzeczy, gdy rozstanie nie jest z inicjatywy obojga spowoduje, że będziesz dłużej dochodziła do siebie. Co więcej. Będziesz oddalała perspektywę na związek z kimś nowym.

23

Odp: Historia miłosna bez happy endu

O dziwo, Walentynki spędziłam przyjemnie. Jak wróciłam do domu moja siostra i jej chłopak czekali na mnie z kolacją przy świecach. Dostałam od nich piękny bukiet róż. Zjedliśmy razem, pośmialiśmy się. To jak mnie traktują jest wspaniałe. Nie jak piąte koło u wozu, które wpiernicza się w ich związek. Dla nich to naturalne, że mieszkam teraz z nimi. Jestem ich rodziną i dla nich moje miejsce jest z nimi. To niesamowite uczucie. Pozwala mi przetrwać ból.

24 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-02-15 02:23:31)

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Dobre relację z rodzeństwem to skarb, a gdy mężczyzna siostry jest wstanie odstąpić w takim dniu siostrę, bardzo dobrze i dla siostry, jak i dla Ciebie smile

25

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:

O dziwo, Walentynki spędziłam przyjemnie. Jak wróciłam do domu moja siostra i jej chłopak czekali na mnie z kolacją przy świecach. Dostałam od nich piękny bukiet róż. Zjedliśmy razem, pośmialiśmy się. To jak mnie traktują jest wspaniałe. Nie jak piąte koło u wozu, które wpiernicza się w ich związek. Dla nich to naturalne, że mieszkam teraz z nimi. Jestem ich rodziną i dla nich moje miejsce jest z nimi. To niesamowite uczucie. Pozwala mi przetrwać ból.

Wlasnie o to chodzi, otworz sie na ludzi a zobaczysz jak wiele wspaniałych osób jest dookoła Ciebie smile zobaczysz tez wtedy ze twój jeszcze maz nie byl wart ani jednej Twojej lzy.

26

Odp: Historia miłosna bez happy endu

No tak, nastał ranek i mam zjazd nastroju. Może dlatego, że jutro jedziemy po resztę moich rzeczy. Wcześniej bałam się z tamtąd wyjechać, a teraz obawiam się wrócić. Nasze bezpieczne gniazdko, którego nie ma.

27

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Rozmawiałam z nim dzisiaj przez telefon w sprawie zabrania reszty moich rzeczy. Rozmowa była przyjemna, kumpelska. Nie prosiłam, żeby do mnie wrócił. Powiedziałam, że już tego więcej nie będę robiła, ale poprosiłam, żeby dawał znać, jak mu się układa w życiu. Nie mogę pozbyć się w stosunku do niego tej obawy. Wiem, że jest dorosłym mężczyzną i w tym wieku powinien być samodzielny, ale wciąż pamiętam te wszystkie sytuacje kiedy zachowywał się nieodpowiedzialnie, nadużywał jeszcze bardziej alkoholu. Dla mnie, wtedy jako nastoletniej, a potem ledwo dwudziestoletniej dziewczyny były to bardzo ciężkie przeżycia. Oprócz bólu rozstania dochodzi jeszcze ta absurdalna obawa o jego dalszy los. Jestem od niego uzależniona jak żona alkoholika. W sumie to jestem żoną alkoholika.

28

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:

Rozmawiałam z nim dzisiaj przez telefon w sprawie zabrania reszty moich rzeczy. Rozmowa była przyjemna, kumpelska. Nie prosiłam, żeby do mnie wrócił. Powiedziałam, że już tego więcej nie będę robiła, ale poprosiłam, żeby dawał znać, jak mu się układa w życiu. Nie mogę pozbyć się w stosunku do niego tej obawy. Wiem, że jest dorosłym mężczyzną i w tym wieku powinien być samodzielny, ale wciąż pamiętam te wszystkie sytuacje kiedy zachowywał się nieodpowiedzialnie, nadużywał jeszcze bardziej alkoholu. Dla mnie, wtedy jako nastoletniej, a potem ledwo dwudziestoletniej dziewczyny były to bardzo ciężkie przeżycia. Oprócz bólu rozstania dochodzi jeszcze ta absurdalna obawa o jego dalszy los. Jestem od niego uzależniona jak żona alkoholika. W sumie to jestem żoną alkoholika.

Mam wrażenie ze sama nie chcesz sobie pomoc. Ludzie daja Ci rady jak sie z tego podniesc a Ty robisz na przekor. Dlaczego?
Naprawde chcesz zeby informowal Cie jak układa sobie zycie z nowa kobieta, albo moze spodziewa sie dziecka?
Wiesz ze masz problem z uzaleznieniem to moze jednak pojdz na terapie. Dlaczego nie pójdziesz chociaż do psychologa?
Naprawde chcesz juz tak tkwic cale zycie i czekac czy moze za 10 lat mu sie odmieni?
Nie wolisz dojsc do siebie i znalezc kogoś naprawde wsrtosciowego?
Wytlumacz do czego jest Ci potrzebny zdradzacz, klamczuch, alkoholik?  Naprawde chcesz zeby taki człowiek byl ojcem Twoich dzieci? Przecież on nawet jesli w swej laskawosci postanowi wrocic to i tak cale zycie bedzie pil i zdradzal. I to sie nie zmieni. Na pewno chcesz zeby Twoje dzieci wychowywaly sie w takim domu? Zeby później wyrosly na osoby które beda kwalifikowac sie tylko na terapie po takim dziecinstwie? Ojciec pijak i zdradzacz, matka uzalezniona i widzaca tylko jego dobro? Swiadomie chcesz skazac na to istotki, które sama urodzisz? Naprawde?
Jesli nie to moze zacznij korzystać z porad, które tutaj dostalas, a wyjdziesz z tego.
Przepraszam ze tak ostro, ale wydaje mi sie ze jestes fajna dziewczyna, która strasznie chce zmarnowac sobie zycie, zeby jakiemus fagasowi bylo jak w ulu.

29

Odp: Historia miłosna bez happy endu
Malineczka00 napisał/a:
aszura_vampire napisał/a:

Rozmawiałam z nim dzisiaj przez telefon w sprawie zabrania reszty moich rzeczy. Rozmowa była przyjemna, kumpelska. Nie prosiłam, żeby do mnie wrócił. Powiedziałam, że już tego więcej nie będę robiła, ale poprosiłam, żeby dawał znać, jak mu się układa w życiu. Nie mogę pozbyć się w stosunku do niego tej obawy. Wiem, że jest dorosłym mężczyzną i w tym wieku powinien być samodzielny, ale wciąż pamiętam te wszystkie sytuacje kiedy zachowywał się nieodpowiedzialnie, nadużywał jeszcze bardziej alkoholu. Dla mnie, wtedy jako nastoletniej, a potem ledwo dwudziestoletniej dziewczyny były to bardzo ciężkie przeżycia. Oprócz bólu rozstania dochodzi jeszcze ta absurdalna obawa o jego dalszy los. Jestem od niego uzależniona jak żona alkoholika. W sumie to jestem żoną alkoholika.

Mam wrażenie ze sama nie chcesz sobie pomoc. Ludzie daja Ci rady jak sie z tego podniesc a Ty robisz na przekor. Dlaczego?
Naprawde chcesz zeby informowal Cie jak układa sobie zycie z nowa kobieta, albo moze spodziewa sie dziecka?
Wiesz ze masz problem z uzaleznieniem to moze jednak pojdz na terapie. Dlaczego nie pójdziesz chociaż do psychologa?
Naprawde chcesz juz tak tkwic cale zycie i czekac czy moze za 10 lat mu sie odmieni?
Nie wolisz dojsc do siebie i znalezc kogoś naprawde wsrtosciowego?
Wytlumacz do czego jest Ci potrzebny zdradzacz, klamczuch, alkoholik?  Naprawde chcesz zeby taki człowiek byl ojcem Twoich dzieci? Przecież on nawet jesli w swej laskawosci postanowi wrocic to i tak cale zycie bedzie pil i zdradzal. I to sie nie zmieni. Na pewno chcesz zeby Twoje dzieci wychowywaly sie w takim domu? Zeby później wyrosly na osoby które beda kwalifikowac sie tylko na terapie po takim dziecinstwie? Ojciec pijak i zdradzacz, matka uzalezniona i widzaca tylko jego dobro? Swiadomie chcesz skazac na to istotki, które sama urodzisz? Naprawde?
Jesli nie to moze zacznij korzystać z porad, które tutaj dostalas, a wyjdziesz z tego.
Przepraszam ze tak ostro, ale wydaje mi sie ze jestes fajna dziewczyna, która strasznie chce zmarnowac sobie zycie, zeby jakiemus fagasowi bylo jak w ulu.



Jestem pod opieką psychiatry. smile
Zdaję sobie sprawę z tego, że najwyraźniej to nie jest dobry kandydat na ojca. Kiedyś wierzyłam, że nasz związek będzie dla niego powodem do wyjścia z nałogów. Teraz naprawdę jest dużo lepiej, ale nie mam pewności, czy to się nie zmieni kiedyś. Nie, nie chcę, żeby moje dzieci miały ojca alkoholika, który nie wiadomo kiedy znowu spotka nową miłą panią. Po prostu ciężko jest mi porzucić moje własne wyobrażenie o nim. O naszym wspólnym życiu. I boję się nieznanego.
Twoja odpowiedź jest ostra, ale bardzo dobra. Masz całkowitą rację. Pewnie już od dawna nie powinnam tkwić w tym związku. Jestem naiwna i niedoświadczona. Wiem, że muszę zająć się sobą i zaakceptować prawdę o naszym związku. Te kilka pierwszych dni to po prostu kompletny szok. Całe szczęście, że mam wspaniałych bliskich, którzy pomogą mi się z tego otrząsnąć. Chciałabym za jakiś czas napisać Wam w tym temacie, że dałam radę.

30

Odp: Historia miłosna bez happy endu
aszura_vampire napisał/a:
Malineczka00 napisał/a:
aszura_vampire napisał/a:

Rozmawiałam z nim dzisiaj przez telefon w sprawie zabrania reszty moich rzeczy. Rozmowa była przyjemna, kumpelska. Nie prosiłam, żeby do mnie wrócił. Powiedziałam, że już tego więcej nie będę robiła, ale poprosiłam, żeby dawał znać, jak mu się układa w życiu. Nie mogę pozbyć się w stosunku do niego tej obawy. Wiem, że jest dorosłym mężczyzną i w tym wieku powinien być samodzielny, ale wciąż pamiętam te wszystkie sytuacje kiedy zachowywał się nieodpowiedzialnie, nadużywał jeszcze bardziej alkoholu. Dla mnie, wtedy jako nastoletniej, a potem ledwo dwudziestoletniej dziewczyny były to bardzo ciężkie przeżycia. Oprócz bólu rozstania dochodzi jeszcze ta absurdalna obawa o jego dalszy los. Jestem od niego uzależniona jak żona alkoholika. W sumie to jestem żoną alkoholika.

Mam wrażenie ze sama nie chcesz sobie pomoc. Ludzie daja Ci rady jak sie z tego podniesc a Ty robisz na przekor. Dlaczego?
Naprawde chcesz zeby informowal Cie jak układa sobie zycie z nowa kobieta, albo moze spodziewa sie dziecka?
Wiesz ze masz problem z uzaleznieniem to moze jednak pojdz na terapie. Dlaczego nie pójdziesz chociaż do psychologa?
Naprawde chcesz juz tak tkwic cale zycie i czekac czy moze za 10 lat mu sie odmieni?
Nie wolisz dojsc do siebie i znalezc kogoś naprawde wsrtosciowego?
Wytlumacz do czego jest Ci potrzebny zdradzacz, klamczuch, alkoholik?  Naprawde chcesz zeby taki człowiek byl ojcem Twoich dzieci? Przecież on nawet jesli w swej laskawosci postanowi wrocic to i tak cale zycie bedzie pil i zdradzal. I to sie nie zmieni. Na pewno chcesz zeby Twoje dzieci wychowywaly sie w takim domu? Zeby później wyrosly na osoby które beda kwalifikowac sie tylko na terapie po takim dziecinstwie? Ojciec pijak i zdradzacz, matka uzalezniona i widzaca tylko jego dobro? Swiadomie chcesz skazac na to istotki, które sama urodzisz? Naprawde?
Jesli nie to moze zacznij korzystać z porad, które tutaj dostalas, a wyjdziesz z tego.
Przepraszam ze tak ostro, ale wydaje mi sie ze jestes fajna dziewczyna, która strasznie chce zmarnowac sobie zycie, zeby jakiemus fagasowi bylo jak w ulu.



Jestem pod opieką psychiatry. smile
Zdaję sobie sprawę z tego, że najwyraźniej to nie jest dobry kandydat na ojca. Kiedyś wierzyłam, że nasz związek będzie dla niego powodem do wyjścia z nałogów. Teraz naprawdę jest dużo lepiej, ale nie mam pewności, czy to się nie zmieni kiedyś. Nie, nie chcę, żeby moje dzieci miały ojca alkoholika, który nie wiadomo kiedy znowu spotka nową miłą panią. Po prostu ciężko jest mi porzucić moje własne wyobrażenie o nim. O naszym wspólnym życiu. I boję się nieznanego.
Twoja odpowiedź jest ostra, ale bardzo dobra. Masz całkowitą rację. Pewnie już od dawna nie powinnam tkwić w tym związku. Jestem naiwna i niedoświadczona. Wiem, że muszę zająć się sobą i zaakceptować prawdę o naszym związku. Te kilka pierwszych dni to po prostu kompletny szok. Całe szczęście, że mam wspaniałych bliskich, którzy pomogą mi się z tego otrząsnąć. Chciałabym za jakiś czas napisać Wam w tym temacie, że dałam radę.

Kiedy byłam na tym etapie co Ty również wybralam sie do psychiatry. Nie byle jakiego, tylko takiego wyszukanego, z polecen. Skonczylo sie na tym ze Pan psychiatra przepisal mi leki. Nie wzielam ani jednej tabletki. Bo psychiatra jest dobry, ale na choroby a nie na zlamane serce. Dlatego proponuje psychologa oraz terapie dla wspoluzaleznionych.
Pamietaj również prosze ze to co możesz najgorszego dla siebie zrobic to jakikolwiek kontakt z nim. To tylko wydluza Twoje cierpienie. Ja wiem ze kazda wymowka jest dobra i pretekst zawsze sie znajdzie. Ale to blad. Najwiekszy.

31

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Dzisiaj zabrałam już wszystkie moje rzeczy. Teraz czeka nas tylko rozwód.
Potrafię już przyznać, że okłamywałam wszystkich na temat naszego związku, a najbardziej samą siebie. Potrafię logicznie poukładać sobie sytuację w głowie. Robię wszystko, żeby się z nim nie kontaktować, chociaż jest to cholernie trudne. Kiedy wczoraj spotkaliśmy się przy pakowaniu byłam taka szczęśliwa, że go widzę, ale zrozumiałam jak ta obecność źle wpływa na pogodzenie się z sytuacją. Siostra mi wypomniała, że robię do niego maślane oczy i zaraz mnie kopnie. smile To naprawdę najgorsze z tego wszystkiego - zachować dystans. Wszyscy bardzo mnie wspierają i pomagają, dzięki temu jakoś udaje mi się do niego nie wydzwaniać.
Za jakiś czas będę musiała się też zastanowić nad sprawami formalnymi. Zakładam, że mój mąż chociaż zadeklarował, że chce rozwodu, to jest zbyt nieogarnięty, żeby złożyć pozew. Myślałam o rozwodzie bez orzekania o winie, ale najpierw pójdę do radcy prawnego, żeby pomógł mi znaleźć rozwiązanie. Moja siostra zasugerowała, żebym zastanowiła się nad rozwodem z jego winy, ze względu na następstwa prawne w przyszłości. Ja chciałabym po prostu mieć to jak najszybciej ze sobą.

32

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Chyba mam gorszy dzień. Ostatnio nawet dobrze się trzymałam, ale dzisiaj rozpakowywanie swoich rzeczy wprawiło mnie w zły nastrój. Nawet nie potrafię zdefiniować dlaczego. Wiem, że rozwód to dobre rozwiązanie. Mężczyzna, który zdradza zawsze będzie zdradzał. W dodatku i tak mnie nie kocha. Skończył się po prostu bardzo ważny i bardzo długi etap w moim życiu. Z jednej strony trochę się ekscytuję tym, co może mnie czekać, a z drugiej boję się. W dodatku daje mi się we znaki złamane serce. Chciałabym jak najszybciej przeboleć tę sytuację.

33

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Ile czasu minęło od faktycznego rozstania? Mam nadzieję, że trzymasz się jakoś, pamiętaj żeby jeść, nawet jeśli musisz się zmusić, nie opuszczaj posiłków, nawet jeśli zjesz troszeczkę. Ja bym definitywnie poszła do psychologa, nie psychiatry. Tobie teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebna jest terapia! Leki lekami, ważne, ale nie wykaraskasz się z takiej sytuacji życiowej tak łatwo. Polecałabym szczególnie DDA w twoim przypadku. Cała ta sytucja jest strasznie smutna i dla mnie jeszcze bardziej, bo przypomina mi moje własne, pierwsze małżeństwo, które zaczęło i skończyło się podobnie. Tyle, że to ja byłam stroną, która odeszła. Wiem, że mojemu byłemu mężowi bardzo pomogła terapia DDA i teraz sam już ma żonę i córeczkę i sądzę, że jest szczęśliwy, podobnie jak ty najbardziej w świecie chciał rodziny i domu.
Wiem, że teraz wydaje ci się, że nigdy nie będzie lepiej, ale to normalne i masz prawo tak się czuć. Próbuj myśleć o krótkoterminowych problemach, planować na następny dzień i nie zamartwiać się o odległe sprawy. Mnie w depresji pomogło życie "jeden dzień na raz". Ważne jest dziś. Nie obawiaj się szukać oparcia w siotrze, to cudowne, że ją masz i ona na pewno jest szczęśliwa, że może być przy tobie.

34

Odp: Historia miłosna bez happy endu
Ameliorate napisał/a:

Ile czasu minęło od faktycznego rozstania? Mam nadzieję, że trzymasz się jakoś, pamiętaj żeby jeść, nawet jeśli musisz się zmusić, nie opuszczaj posiłków, nawet jeśli zjesz troszeczkę. Ja bym definitywnie poszła do psychologa, nie psychiatry. Tobie teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebna jest terapia! Leki lekami, ważne, ale nie wykaraskasz się z takiej sytuacji życiowej tak łatwo. Polecałabym szczególnie DDA w twoim przypadku. Cała ta sytucja jest strasznie smutna i dla mnie jeszcze bardziej, bo przypomina mi moje własne, pierwsze małżeństwo, które zaczęło i skończyło się podobnie. Tyle, że to ja byłam stroną, która odeszła. Wiem, że mojemu byłemu mężowi bardzo pomogła terapia DDA i teraz sam już ma żonę i córeczkę i sądzę, że jest szczęśliwy, podobnie jak ty najbardziej w świecie chciał rodziny i domu.
Wiem, że teraz wydaje ci się, że nigdy nie będzie lepiej, ale to normalne i masz prawo tak się czuć. Próbuj myśleć o krótkoterminowych problemach, planować na następny dzień i nie zamartwiać się o odległe sprawy. Mnie w depresji pomogło życie "jeden dzień na raz". Ważne jest dziś. Nie obawiaj się szukać oparcia w siotrze, to cudowne, że ją masz i ona na pewno jest szczęśliwa, że może być przy tobie.


Na całe szczęście po świętach chłopak mojej siostry też się do niej wprowadza, więc w tej chwili mamy ogromne przemeblowanie i zajmuje mi to czas. Planuję sobie zajęcia wieczorem na następny dzień, żeby nie gapić się w ścianę. Staram się ciągle coś robić.

35

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Czuję się kompletnie bezwartościowa i porzucona. To nie fair, że on ma normalne życie, które układa sobie z nową partnerką, a ja jestem sama, bez nadziei na szczęście. Nie tęsknię już konkretnie za nim, tęsknię do bycia ważną dla kogoś i kochaną. Żyję teraz z dnia na dzień, z pracy, do pracy, spać, jeść. Nie ma w tym radości. Ogarnia mnie beznadziejność sytuacji. Rozmawiałam z mężem o kwestii sprzedania obrączek. Odsunął się ode mnie, czuję wyraźny dystans. To w sumie lepiej dla mnie, mniej będzie bolało, ale trochę mnie przeraża, że mimo zapewnień o przyjaźni staję się dla niego obcą osobą. Zapomniał już o mnie. Nie chciał mnie nawet wtedy, kiedy byliśmy razem. Czuję, jakbym już nie miała szansy poznać nikogo wyjątkowego, jakbym była skazana na to zawieszenie na całe życie. Świat przewija się wokół mnie, a ja patrzę na to z boku i cierpię.

36

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Myślałam, że radzę sobie troszkę lepiej - mąż i tak od dawna był nieobecny i niezaangażowany. Jednak zawsze kiedy miałam zły nastrój dzwoniłam zawsze do niego. Już sam dźwięk jego głosu podnosił mnie na duchu. Teraz nie mam do kogo zwrócić się ze swoimi uczuciami. Mąż był dla mnie cały światem, zaniedbałam kontakty z rodziną przyjaciółmi. Przejęłam od niego nawyk notorycznego nieodbierania telefonów. Skrzywdziłam nie tylko siebie, ale też ludzi, którym na mnie zależało. Zostałam sama, mój mąż ma nowe życie, wykluczył mnie z niego w mgnieniu oka. Wstydzę się tego jak bardzo zaślepiona byłam, ale jednocześnie gdzieś w serce ciągle pragnę by było jak dawniej. Choć go nie było, choć niczego sam nie potrafił zrobić i zaplanować, choć pił i znikał na całe noce nie wiadomo gdzie i z kim - w jakimś stopniu miałam przyjaciela. Uzależnił mnie od siebie, bo dzięki temu miał mnie zawsze przy sobie, bez sprzeciwu, posłuszną, gotową wszystko przebaczyć. Mam nadzieję, że nie postępował świadomie, bo jeśli robił to z premedytacją to jest ostatnią świnią, a to bardzo ciężko będzie mi przyjąć. Oddałam mu dosłownie wszystko, zostałam z niczym.

37

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Pamiętaj, że wszystko, przez co przechodzisz jest normalne i zrozumiałe. Daj sobie czas na żałobę, to co cię spotkało to naprawdę cholernie ciężkie doświadczenie. Ale z drugiej strony, pomyśl, że to już się stało i nie będzie już gorzej, może jeszcze nie teraz, ale za jakiś czas zaczniesz zauważać, że ten "koniec" jest naprawdę początkiem innego etapu w twoim życiu. Spróbuj nie analizować przeszłości, to wszystko jeszcze jest bardzo świeże, za kilka miesięcy będziesz miała kompletnie inną prrspektywę. Tymczasem bądź dla siebie po prostu dobra, jedz ulubione rzeczy, staraj się relaksować po pracy przy ulubionych czynnościach, angażuj się w rzeczy, które pochłaniają twoją uwagę i wymagają działania, ale są przyjemne, np. czytanie, malowanie, praca fizyczna (np. w ogródku), gry komputerowe, aktywność fizyczna. Odnów kontakty z rodziną i przyjaciółmi, jeśli masz siłę. No i oczywiście nie wszystko na raz.
A poza tym, idź na terapię. Albo chociaż się zapisz. Sama perspektywa terapii sprawia, że czujemy się lepiej (są badania na to!).

38

Odp: Historia miłosna bez happy endu

Update: raz jest lepiej, raz gorzej. Nie kontaktuję się z mężem. kiedy z nim nie rozmawiam, naprawdę daję sobie radę z sytuacją. opadła ze mnie cała zasłona kłamstw, które budowałam wokół naszego związku. Już nikomu nie muszę wmawiać, jaki to mój mąż nie jest cudowny. Nie muszę się też o niego cały czas martwić, dzięki czemu mam więcej energii. Wstaję wcześniej, znowu zaczęłam się malować (czego nie robiłam przez cały kryzys w naszym związku), zamiast siedzieć i czekać aż łaskawie wróci pijany do domu wychodzę na spacery z psem, pomagam siostrze w domu, sprzątam, czytam. Planuję spotkania ze znajomymi.
Czasem też bywa gorzej, szczególnie, kiedy myślę o tych dobrych chwilach. Żałuję, że nam się nie udało. Innym razem bywam zła. Poskładałam życie mojego męża do kupy, a kiedy osiągnął stabilizację wyrzucił mnie jak śmiecia. I te jego żałosne "zawsze cię będę kochał".
Jest też ktoś, kogo bardzo lubię. Znamy się od lat i teraz oboje jesteśmy stanu wolnego. Zawsze lekko pchało nas ku sobie, ale byliśmy wierni naszym drugim połówkom. Myślę, że chciałabym spróbować czegoś więcej niż przyjaźni, ale obawiam się, że nie jestem dla niego wystarczająco atrakcyjna. Boję się, że jeśli coś zasugeruję, zostanę odrzucona, a jeszcze przecież nie pozbierałam się ze zdrady męża. Kiedy w ogóle można zacząć się umawiać po rozpadzie małżeństwa? Kiedy jest to już właściwe?

Posty [ 1 do 38 z 46 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia miłosna bez happy endu

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018