Witajcie,
mam 23 lata i faceta, którego kocham... kocham, ale nie przyznaje się do kilku moich dziwactw. Otóż, problem dotyczy przede wszystkim tego, że czasem "lubię" sobie wyobrazić, że jestem z kimś innym w związku. Ok. 3 lata wstecz poznałam chłopaka, innego niż ten którego teraz mam. Tamten był jego całkowitym zaprzeczeniem i tym samym zaprzeczeniem ideału mojego faceta jaki kiedyś tam sobie sama stworzyłam w swojej wyobraźni. Zakochał się we mnie bez pamięci, cały czas pisał, chciał się spotkać, nawet 2 lata po tym jak już kontakt między nami wygasł na dobre, on nadal o mnie pamiętał, napisał nawet raz, że chciałby się spotkać, ale ja znów odrzuciłam propozycję. Nie widziałam w nim żadnej wartości, mimo iż był dość inteligentny, nieśmiały i subtelny. Z 1 strony wizualnie wcale mi się nie podobal, ale charakter miał w porządku, tyle, że ja oczekiwał czegoś innego. Odrzuciłam go tak naprawdę z powodu istnej pierdoły - bo palił fajki, bo imprezował za dużo. Mineło tyle czasu, ja już mam innego faceta, znacznie bardziej przystojnego, ale własnie teraz najwięcej myślę o tamtym... Nie wiem dlaczego...
Przecież umyślnie z niego zrezygnowałam, cieszyłam się, że znalazł sobie nową dziewczynę, w końcu zyczyłam mu jak najlepiej. Dziś nie rozumiem samej siebie, ale tęsknota za nim się odzywa. Jestem zazdrosna o jego dziewczynę, o to że mają razem tyle zdjęć na fb, że pewnie jest z nim szczęśliwa, choć wiem, że to jego nagroda pocieszenia po mnie, bo mi to napisał dzień przed tym jak wszedł z nią w związek. Wydawało mi się, że jest obleśny, okropny, byłam całkiem pewna, że nic nie będzie z naszej znajomości. Ale do sedna... Chodzi o to, że mam chłopaka, którego kocham... bardzo... ale nie wiem czemu on mi nie wystarcza. Nie wiem dlaczego od ok. miesiąca każdego dnia myślę o tamtym. Mam na jego punkcie jakąś obsesję. Nie piszę, nie dzwonię, ale przeszukuję internet by znaleźć coś o nim, szukam jakiegoś dyskretnego kontaktu... Patrzę na jego zdjęcia. Nie zmienił się wcale. Wygląda jak wyglada, średnio przystojny, ale jakoś tak mnie kręci. Niedługo chyba zwariuję, wszystko mi go przypomina. ![]()
Dodam też, że to nie pierwszy raz odzywa się we mnie obsesja na czyimś punkcie. Zdarzyło mi się zauroczyć w pracowniku naukowo- technicznym z mojej uczelni. On ma ze 30 lat i też nie jest jakoś specjalnie przystojny. On po prostu raz zapytał mnie coś o jakis egzamin, odpowiedziałam i poszłam dalej, a potem aktywowała się we mnie dziwna chęć romansu z tym facetem... Nie wiem dlaczego on, dlaczego wlaśnie niski blondyn z długimi włosami, skoro właśnie tacy w ogóle mi się nie podobają... ale na tamtym etapie choć widziałam, że nie jest wizualnie szczególny i na dodatek w ogóle go nie znałam, nic o nim nie wiedziałam, a już jakieś dzikie żądze poczeły mną władać. Wyobrażałam sobie, że je ze mną obiad, że z nim rozmawiam, że idzie ze mną na uczelnię... Kolejny przypadek dotyczy lekarza poznanego na praktykach - młody facet, wizualnie całkiem calkiem... Tamte obsesyjne myśli mi jakoś przeszły same, ale te które mam teraz jakoś w ogóle nie mogą...
Mało tego czasami moja wyobraźnia lubi też przypisywać tym osobom cechy szczególne. Np. nie wiem czemu wyobraziłam sobie, że ten lekarz ma bliznę, że ten pracownik z uczelni inny defekt itd, itd... Przeszkadzają mi te myśli, bo czynią mnie nieszcześliwą, ja tęsknie do kogoś z kim zobaczyć się nie mogę, czynią mnie zazdrosną i odbierają chęć życia. Poza tym w związku dodam, że nawet nieźle mi się wiedzie, pomijając już zazdrość chorobliwą o mojego partnera. Dogadujemy się mimo to całkiem dobrze, docenia mnie, dobrze traktuje, wiem, że mnie kocha i kiedy jest obok jest mi dobrze. Nie rozumiem więc samej siebie skąd u mnie jakaś chora potrzeba romansu, dlaczego ja wiecznie szukam nie wiadomo kogo i po co? Czasami wolałabym nie mieć kontaktu z ludźmi, żeby takie rzeczy mi się nie przytrafiały, choć nie ukrywam - lubię być adorowana... Wiecie skąd się biorą takie zaburzenia i czym one są spowodowane?
Podobne tematy
Wydaje mi się że powinnaś zdecydowanie więcej rozmawiać z wieloma osobami. Znam przypadki, że zakłócone relacje społeczne i poczucie (nawet ukrywane przed sobą) izolacji powoduje niezdrowe fantazjowanie w efekcie czego powstaje błyskawiczne zakochiwanie się.
Faktycznie, mam zaburzone relacje ze społeczeństwem, a zwłaszcza z rodzicami i właściwie od zawsze tak było. Może masz rację, coś w tym jest...
Dziękuję za odpowiedź:)